Inżynier Koźlik zatelefonował do mnie i poprosił, żebym zszedł do piwnicy. Zapytałem dlaczego, a on bardzo logicznie odparł, że w piwnicy jest chłodniej. Zaniepokojony udałem się w podziemia naszego bloku. I rzeczywiście, za trzecim zakrętem, w najciemniejszym miejscu, na składanym krzesełku siedział inżynier z mokrą szmatą na głowie. Zaczął opowieść od tego, że coraz gorzej znosi upały, a obecna sytuacja finansowa nie tylko nie pozwala mu na instalację klimy, ale nawet nie ma kasy na reperację plastikowego wiatraczka Zefir, który w posagu wniosła mu żona. A w upale i duchocie inżynier dostaje, jak się wyraził, hysia i nie odpowiada za siebie. Pamięta, że tuż przed ucieczką do chłodnej piwnicy chciał za-dzwonić do żony, że jedzie do Chorzowa zrobić sobie nieślubne dziecko, i żeby nagotowała kartoflanki na boczku, bo jak wrócą, to maleństwo na pewno będzie głodne. Przerwałem zrozpaczonemu sąsiadowi, na pocieszenie mówiąc, że, po pierwsze, biorę na siebie koszty reperacji zefira, a po drugie, nie on jeden źle znosi podwyższoną temperaturę, czego dowodem jest słynna piosenka grupy Queen z 1991 roku.