Rekolekcje ojca Ksawerego Knotza. Kadr z filmu Konrada Szołajskiego
Fot. unknown
"Dlaczego hardkatolicy mają się nie modlić o dobry seks - skoro seks jest dla nich spełnieniem sakramentu małżeństwa? Odrzucili nieufność wobec spraw cielesnych i przyjęli to, co powtarza ojciec Ksawery Knotz i co jest też tytułem mojego filmu". Rozmowa z reżyserem "I Bóg stworzył seks"
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Konrad Szołajski, reżyser filmu ''I Bóg stworzył seks''
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Konrad Szołajski, autor filmu dokumentalnego katolików
- Niby dlaczego? Oni widzieli film i są zadowoleni.
Ludzie będą oglądać i rechotać.
- Mów za siebie, ja się z nich nie śmiałem. Przyjąłem postawę antropologa, nie oceniam, ja tylko obserwuję i filmuję. Chciałem pokazać, jak katolicy, ale tacy hardkatolicy, prowadzą życie seksualne. Na przykład czy rzeczywiście stosują kalendarzyk małżeński - a ściślej: tzw. metody naturalne.
Jeden z bohaterów - Jan - ma kłopot z żoną, która "bardzo chce brać do buzi". On spowiada się z tego i mówi o niej "grzesznica". To jest normalne?
- Dla mnie to jest ciekawe. I chyba nie zauważyłeś, że potem ojciec Ksawery Knotz tłumaczy Janowi na rekolekcjach, że seks oralny nie jest grzechem - i problem znika?
- Niektórym trzeba, bo wychowano ich w poczuciu, że seks jest grzeszny. Jedna z par - ta scena nie weszła w końcu do filmu - opowiada o rodzinnym domu. Było w nim sporo świętych obrazów. I jak rodzice chcieli się kochać, to obrazy w sypialni zasłaniali. Taki zwyczaj panował. Żeby Maryja z Józefem nie patrzyli na "takie rzeczy". Obsesyjne podejście do seksu to specjalność naszej wiary. Nigdzie w Europie już tak nie jest.
Rozmawiałem z polskim księdzem, który pojechał pracować na Zachód. Opowiadał o swoim pierwszym spotkaniu z tamtejszym biskupem. Obok zaleceń, że nie wolno kupować drogiego samochodu, usłyszał: "O sprawy seksu w czasie spowiedzi nie wypytuj, to nie są sprawy interesujące Kościół". A u nas w konfesjonałach się wypytuje. Ludzie, którzy chcą być dobrymi katolikami, czują się często pogubieni.
Pierwsza para z twojego filmu to Teresa i Jan, małżeństwo od 12 lat, mają czworo dzieci. Jaki jest ich problem?
- Jan jest człowiekiem prostolinijnym i nieśmiałym, chyba jeszcze bardziej religijnym niż żona - katechetka. Seks kojarzy mu się głównie z prokreacją. Wydaje się, że najchętniej by go uprawiał zgodnie ze średniowiecznymi zaleceniami, tzn. bez przyjemności. Stosunek powinna poprzedzić modlitwa w intencji poczęcia. Nawet noc poślubna tej pary tak wyglądała. "Krótko i na temat". A to nie satysfakcjonuje Teresy, bo ma temperament. Erotyczna wyobraźnia podsuwa jej wizje seksu oralnego Ich realizacja wpędza Jana w poczucie winy. Kłótnie małżeńskie prowadzą stopniowo do rozpadu więzi, myśleli już nawet o tym, czy się nie rozstać. Po spotkaniach z ojcem Ksawerym Jan w końcu mówi z ulgą: "Gdybym wiedział, że to dozwolone, nie traktowałbym jej jako grzesznicy". A Teresa: "Wszyscy byliśmy happy, gdy usłyszeliśmy, że całe ciało jest świątynią Ducha Świętego i seks oralny jest dozwolony".
Tylko że to jest straszne. Ci ludzie muszą usłyszeć od księdza, że coś jest dozwolone. Po co?
- A co się czepiasz? Są ludzie, którzy potrzebują autorytetów. Połowa naszego środowiska lata do terapeutów i też niektórzy traktują ich jak guru, o wszystko pytają. "Czy mam powiedzieć żonie, że ją zdradziłem?". Ale to cię jakoś nie śmieszy.
Dziwili cię twoi bohaterowie?
- Tak. Bo mam inną osobowość, jak ktoś mi każe iść w lewo, to idę w prawo. Od zawsze. Nie lubię nikogo słuchać - ani proboszcza, ani terapeuty. Ale nie domagam się, żeby wszyscy tacy byli. I jestem w stanie zrozumieć, że wiara może być najistotniejszym elementem życia. Religia oraz przewodnik duchowy. Znam osobę, która nie pojechała do Ameryki na świetny kontrakt, bo nie chciała tam żyć bez "opieki duchowej" swojego stałego spowiednika.
Anna i Maciej są dziesięć lat małżeństwem, mają dwójkę dzieci. On mówi o niej: "Kapłanka życia domowego". Pozornie - para szczęśliwa.
- Są ze sobą bardzo związani, ale opowiadali, że on jest na tyle pobudliwy, że nie mogą nawet sypiać w jednym łóżku w jej okresie płodnym, by nie począć kolejnego dziecka lub nie "zbłądzić" w stosunek przerywany. A ona właśnie wtedy szczególnie potrzebuje bliskości, prowokuje męża do czułości, naturalnie przekształcającej się w grę wstępną. Powoduje to kolejny kłopot: poczucie winy po jej orgazmie osiągniętym drogą manualną lub oralną, bez zalecanego przez Kościół pełnego stosunku. Co gorsza, w następującym potem okresie bezpłodnym, czyli bezpiecznym, Ania nie ma w ogóle ochoty na seks, co z kolei frustruje Maćka, podenerwowanego przedłużającym się postem i brakiem spodziewanej nagrody za cierpliwość.