Agata była tego dnia niespokojna - zeznał przed sądem jej kolega z pracy Andrzej K. - Co trochę odrywała się od papierów, aby zadzwonić do Arka. Całe nasze biuro wiedziało, że wkrótce mieli brać ślub.
Kolega przed kilkoma miesiącami był świadkiem wybuchu uczucia koleżanki. Znał też szczegóły pewnej operacji finansowej, jaką Arek, właściciel firmy zakładającej internet w biurowych budynkach, przeprowadzał z pomocą swojej dziewczyny. Chodziło o kupno w Niemczech sprzętu komputerowego i natychmiastowe odsprzedanie go z dużym zyskiem kontrahentowi w Polsce. Agata mówiła, że będzie to interes ich życia.
Był tylko jeden problem - pieniądze. Arek już przelał na konto sprzedającego 78 tys. złotych, tytułem kaucji. Do zapłacenia całego rachunku brakowało mu 60 tys. zł. Jeśli nie wpłaci całości w terminie, zaliczka przepadnie. Agata robiła więc wszystko, aby pożyczyć tę resztę z banku, od swojej firmy, a także od znajomych.
Kolega dziwił się, że interes życia nie jest asekurowany umowami. Jednak Agata, absolwentka renomowanej uczelni ekonomicznej, z zawodu księgowa, pozostawała głucha na jego uwagi. Przelała zgromadzone pieniądze, ucałowała narzeczonego na drogę (elementy komputerowe miał odebrać w Kostrzynie nad Odrą) i przez pół dnia, zamiast pilnować biurowej buchalterii, pilotowała Arka telefonicznie, wodząc palcem po mapie drogowej.
Nazajutrz, w czwartek 10 listopada 2005 r., tuż przed długim weekendem, mieli się spotkać na kolacji. Tym razem w mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu, które Arek wynajmował od kolegi pracującego za granicą. Rozliczą swoje wkłady w transakcję życia, a potem... Rozmarzona dziewczyna zastygała nad robotą rozłożoną na biurku.
Andrzej K. właśnie tak ją zapamiętał.
Agata wykupuje abonament
30-letnia Agata nie rzucała się w oczy. W Warszawie mieszkała od kilku lat. Przyjaciółka poradziła jej szukać znajomości w internecie. Agata wykupiła abonament w portalu Sympatia.pl.
Mężczyzna, który 19 sierpnia 2005 r. o godz. 13.20 odpowiedział na anons Agaty, prezentował się na zdjęciu jako luzak. Długie włosy, szeroki uśmiech, widoczne bicepsy. Twarz... Darwin okreś-liłby ją jako typ neandertalski. Stał w samych szortach nad jeziorem i trzymał taaaką rybę. To, jak się przedstawił, pasowało do fotografii, na którą Agata patrzyła: "Jestem romantycznym chłopakiem, który poszukuje odrobiny szczęścia w życiu. Mieszkam i pracuję w Warszawie. Studiuję prawo. Nie mam problemu z brakiem pieniędzy. Marzę o wesołej, sympatycznej dziewczynie, która ceni szczerość i czas spędzony we dwoje. Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś więcej, odpisz".
Ona odpowiada, podaje maila, już po kwadransie przychodzi zwrotna poczta. Dorzucił parę informacji o sobie: wnuk kultowego reżysera Barei, lubi spacery w parku, ma młodszą siostrę Anię, która podobnie jak ich rodzice mieszka we Włoszech. A teraz kolej na nią.
"Co ci napisać? - odpowiada Agata. - Jestem otwarta, szczera, tego samego oczekuję od drugiej osoby. Chętnie pomagam innym, nie toleruję kłamstwa i obłudy. Aktualnie pracuję w zagranicznej firmie administrującej budowę hotelu".
Na koniec: "Osobiście nie jestem przekonana, że na stronach Sympatii można spotkać tę drugą połówkę jabłka, ale próbować nie zaszkodzi...".
Jeszcze tego samego dnia wieczorem on opowiada, co lubi robić. Opalać się; najlepiej było na przepustce w Chorwacji, gdy zaciągnął się do oddziałów ONZ. Gotować. Preferuje kuchnię śródziemnomorską. Właśnie w tej chwili gotuje (tak napisał) pizzę ziołowo-serową. Do tego wino - chilijskie, chociaż lepsze byłoby australijskie czerwone wytrawne. Ale akurat nie ma go pod ręką. Nienawidzi restauracji, gdyż jako dziecko spędził tam wiele godzin zabierany przez matkę, która nie potrafiła zrobić nawet jajecznicy.
Ona: "Mężczyzna swobodnie czujący się w kuchni? Chciałabym poznać takiego w realu".
On: "Może się uda".
Agata wysyła mu swój numer telefonu.
Nazajutrz rano znów do siebie mailują.
Ona opowiada o swojej pracy - właśnie siedzi w biurze - że jest to przedsiębiorstwo z Austrii.
On reaguje natychmiast - co za zbieżność, ta firma chciała współpracować z jego ojcem, który prowadzi na dużą skalę inwestycje budowlane. Ale, uprzedza jej pytanie, dosyć o interesach. Wieczór to pora na wypicie wina, zwierzenia. Ma w domu piwniczkę do przechowywania tego trunku.
"Chodziłem z pewną Anią..." - zmienia temat.
Źródło: Duży Format