http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sieć w sieci

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2012-02-19, ostatnia aktualizacja 2012-02-21 17:01

Kancelarie prawne wysyłają do internautów tysiące wezwań. Rekordzista dowiedział się, że ma zapłacić 30 tysięcy odszkodowania


Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Chociaż o tym nie wiemy, od dawna jesteśmy namierzani. Prywatne firmy, kancelarie prawne nie tylko na zlecenie organizacji zajmujących się zarządzaniem prawami autorskimi, wykorzystując nowoczesne technologie, uważnie przeczesują cały internet. Czasami nawet stosują parapolicyjne prowokacje, by dopaść podejrzewanych o piractwo internautów.
A potem? Straszą sądem i wymuszają odszkodowania. Nieraz kilkudziesięciotysięczne. By dotrzeć do "winnych przestępstwa", wykorzystują jako narzędzia policję, prokuraturę i kodeks postępowania karnego.
Z obawy przed sądem ludzie płacą, choć wielu z nich prokurator nie postawiłby w ogóle zarzutów.

Szanowni Państwo, jesteście piratami

W sierpniu ub.r. 15-latka z Warszawy (nazwijmy ją Jagodą) zajrzała na swoje konto w internetowym serwisie Chomikuj.pl i znalazła mail z białostockiej kancelarii prawnej Pro Bono Dariusza Puczydłowskiego: "(...) zabezpieczono materiał dowodowy do celów procesowych, że ze strony użytkownika dokonano bez zgody firmy Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o. - nielegalnego rozpowszechniania utworów w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, co wypełnia znamiona art. 116 ust. 1 i 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (...)". Nastolatce przesłano także przedsądowe wezwanie do zapłaty prawie 900 zł odszkodowania tytułem naprawienia szkody wyrządzonej wydawcy.
- O co chodzi? - panikowała Jagoda. - Co na to rodzice?

Chodziło o e-książki umieszczone na jej koncie w serwisie Chomikuj.pl, czyli tak zwanym Chomiku. Chomikuj.pl to serwis, gdzie można przechowywać dokumenty, zdjęcia, filmy i muzykę do użytku własnego. Działa pod hasłem "Przechowuj i udostępniaj pliki". Oczywiście zgodnie z prawem można je mieć na własny użytek, a udostępniać znajomym lub rodzinie. Taka jest definicja "własny użytek". Wszystko inne jest nielegalnym rozpowszechnianiem. Jednak serwis daje możliwości techniczne, by użytkownicy mogli buszować po kontach innych i pobierać stamtąd pliki, o ile właściciel na to zezwala. Setki kont na Chomikuj.pl jest po prostu otwartych.

Pro Bono wyliczyło, że ponad 30 razy ktoś z konta Jagody ściągał pliki. A ponieważ użytkownicy otrzymują punkty za każde pobranie, kancelaria uznała, że małolata pozwalała na to, by "uzyskać korzyść majątkową". Pro Bono zażądało, by Jagoda podpisała ugodę i wpłaciła pieniądze w ciągu siedmiu dni, a jeśli nie, prawnicy skierują zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury i będą dochodzić finansowych roszczeń.

Rodzice Jagody nadal o sprawie nie wiedzą. Zapłaciła babcia.

Podobnie potraktowano Joannę (imię zmienione). W styczniu otrzymała pismo od mec. Marka Staszewskiego. Także na konto w Chomikuj.pl, także adresowane do anonimowej osoby. "Szanowni Państwo. W związku z Państwa działaniami polegającymi na bezprawnym utrwalaniu oraz rozpowszechnianiu chronionych prawem programów komputerowych w postaci gier telewizyjnych dedykowanych na konsole Playstation...". Dalej mecenas groził powiadomieniem prokuratury "o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa" i "złożenia powództwa o odszkodowanie". Zapewniał, że ma dokumenty świadczące "jednoznacznie o bezprawnym utrwalaniu i rozpowszechnianiu chronionych prawem programów komputerowych". Poszkodowanym jest firma Sony Computer Entertainment Europe Ltd. Potem Staszewski przesłał mail z propozycją ugody pozasądowej. Poprosił w nim Joannę o jej dane osobowe - imię, nazwisko, adres, PESEL.

Kobieta nie czuje się winna. Nie zamierza reagować. - O mojej winie powinien zdecydować sąd i sąd powinien wypowiedzieć się w sprawie odszkodowania - mówi twardo.

 E-windykatorzy. Chronią czy zarabiają?

W Polsce jest 15 organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi (OZZ). W większości powstały w latach 90., gdy wchodziła w życie ustawa chroniąca prawa twórców. By lepiej współpracować, kilka z nich zawiązało Koalicję Antypiracką.
Czym są? Stowarzyszeniami twórców, wykonawców, producentów lub organizacjami telewizyjnymi i radiowymi, które w imieniu autorów podpisują umowy o rozpowszechnianiu dzieł, zajmują się tantiemami i przeciwdziałają piractwu, także w internecie. E-windykatorów jest na rynku wielu. OZZ po latach obrosły w kancelarie prawne, które, tak jak Rubikon mec. Staszewskiego, zajmują się dochodzeniem odszkodowań za naruszenie praw autorskich. Adwokat jest także pełnomocnikiem prawnym Związku Producentów Audio Video.
Stowarzyszenie Polski Rynek Oprogramowania ma do dyspozycji dwie kancelarię prawne i prywatną Agencję HetMan.

Kolejna organizacja (należąca do Koalicji Antypirackiej), Business Software Alliance (BSA), współpracuje z kancelarią Sołtysiński, Kawecki i Szlęzak. - BSA co do zasady nie podejmuje działań przeciwko osobom prywatnym. Naszym priorytetem jest przeciwdziałanie piractwu w firmach - wyjaśnia Bartłomiej Witucki, koordynator BSA w Polsce. - Jeśli toczy się już postępowanie przeciwko osobie prywatnej, zawieramy ugody przewidujące symboliczne odszkodowanie w wysokości np. 100 dolarów. Od tej zasady mogą być jednak wyjątki, kiedy osoba prywatna dopuszcza się piractwa na dużą skalę lub w celach zarobkowych.

Witucki opowiada historię nastolatka. - Zgłosił się do nas brat nieletniego użytkownika, przeciwko któremu toczy się postępowanie karne w związku z nielegalnym oprogramowaniem. Tłumaczył, że informatyk, unowocześniając sprzęt brata, zainstalował pirackie programy. Zaproponowaliśmy ugodę na symboliczną kwotę.
Roszczeniami zajmują się również kancelarie prawne niezwiązane z OZZ, spółki i agencje. - Przyglądamy się egzekucji prawa w sieci - mówi Katarzyna Szymielewicz z Panoptykonu, fundacji, która zajmuje się ochroną praw człowieka. - Od tego są organa państwa i sądy, a nie prywatne firmy. W Polsce jest coraz więcej kancelarii prawnych, które świadczą specyficzną usługę - coraz więcej osób dostaje prawnicze pisma z roszczeniami. Płacą, bo się boją konfrontacji z kancelarią pełną prawników.

Prowokacje na Chomiku

Zaczyna się od monitorowania sieci. Na czym ono polega? Informuje o tym Gdańska Agencja HetMan na swojej stronie internetowej. Wykorzystywany przez nią program Antypirat przeszukuje sieć po frazach kluczowych: nazwa programu, nazwa pliku, tytuł książki, tytuł audiobooka itp. Gdy już wiadomo, gdzie, kiedy, skąd pobierano pliki, trzeba jeszcze ustalić, kto to zrobił. Nie wszystkie kancelarie tak to robią. 

- Słyszałem, że firmy zajmujące się monitorowaniem internetu przeprowadzają też prowokacje niczym agent Tomek z CBA. Zakładają własne konta, na przykład na Chomikuj.pl, i wrzucają tam szczególnie poszukiwane pliki. I tylko czekają, że ktoś pobierze, a potem przekaże dalej - mówi 20-latek z Warszawy.
O takich akcjach informują się forumowicze.
"W przypadku ustalenia zachowań, które naruszają prawa producentów fonograficznych, jako adwokat reprezentujący Związek Producentów Audio Video występuję o powstrzymanie takich naruszeń - napisał do mnie w pierwszym mailu mecenas Marek Staszewski. - Na tym etapie nie znam danych osobowych naruszyciela - wezwanie dotyczy zdarzenia. Przekazywane jest do administratora sieci, a on wewnętrzną pocztą do konkretnego użytkownika z prośbą o kontakt ze mną, pełnomocnikiem pokrzywdzonego ZPAV" .
Jeśli domniemany pirat odezwie się do kancelarii Staszewskiego, dochodzi do ugody. Jeśli nie, sprawa jest kierowana do prokuratury lub do postępowania cywilnego.

Nie ma prywatnych postępowań karnych

Z treści większości maili z wezwaniem do odszkodowania widać, że e-windykatorzy nie znają danych osobowych potencjalnych sprawców. Aby je uzyskać, zwracają się o nie do administratorów serwisów. Oni zazwyczaj odmawiają. Dlatego niektóre firmy i kancelarie próbują wywierać nacisk. Tak w 2010 r. robiła firma Hapro Media, sugerując w pismach do administratora Chomikuj.pl, że jeśli nie wyda danych osobowych użytkownika, sprawę skieruje do sądu, bo serwis utrudnia postępowanie karne.
- To bezprawne - uważa Olgierd Rudak, prawnik zajmujący się prawem internetowym i naczelny czasopisma internetowego "Lege Artis". - Na naszych stronach opublikowaliśmy pismo od Hapro Media. W Polsce podmiot prywatny nie może prowadzić postępowania karnego, więc nie może powoływać się na art. 239 kodeksu karnego. Od postępowań karnych jest policja i prokuratura.
Zdaniem Rudaka właściciele serwisów nie muszą, a teraz nawet nie mogą ujawniać danych osobowych użytkowników. - Od marca ubiegłego roku nie obowiązuje art. 29 ustawy o ochronie danych osobowych. Kiedyś dawał podstawy, by podmiot prywatny występował do innego podmiotu prywatnego o takie informacje. Dziś udzielenie ich jest przestępstwem.

Kiedy nie udaje się uzyskać danych osobowych internautów od właścicieli serwisu, e-windykatorzy wykorzystują kodeks postępowania karnego. Zawiadamiają organa ścigania o domniemaniu popełnienia przestępstwa jako pełnomocnicy twórców, producentów oprogramowania, wydawnictw. Dzięki temu mają prawo wglądu w akta postępowania. - Korzystają z art. 156 paragraf 5 kodeksu postępowania karnego - wyjaśnia prok. Monika Lewandowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie. - Zgodę na przeglądanie akt wydaje prokurator.
- A oni rzadko kiedy odmawiają - dodaje Szymielewicz.

Gdy ma się już wgląd do akt, wystarczy z nich przepisać dane osobowe internauty. A gdy domniemany pirat przestaje być anonimowy, można znacznie skuteczniej naciskać, by podpisał ugodę i zapłacił odszkodowanie. Nawet jeżeli śledztwo jest umorzone przez prokuratora, pełnomocnik otrzymuje kopię prokuratorskiej decyzji, a w niej dane osobowe.

Źródło: Duży Format
  • 59
  • 9
  • 14
  • 72
  • 15
  • 133 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    112 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':