http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kusiłam mężczyzn, by za mną szli

Dominika Pszczółkowska
2011-09-25, ostatnia aktualizacja 2011-09-23 14:54

Wizytę 17 działaczy opozycji z Egiptu i Tunezji w dniach 5-10 września zorganizowały: Europejskie Centrum Solidarności, fundacja Instytut Lecha Wałęsy, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i miasto Gdańsk. Porównywali swoje rewolucje z polską transformacją demokratyczną, spotkali się z Lechem Wałęsą, Leszkiem Balcerowiczem, przedstawicielami rządu i parlamentu, a także z ekonomistami i działaczami organizacji pozarządowych

Asma Mahfuz
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Asma Mahfuz
Waleed Rashed
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Waleed Rashed
Kelifa Omezzine
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Kelifa Omezzine
SERWISY
Asma Mahfuz z Egiptu, 26 lat. Dziewczyna, która obaliła Mubaraka

Asma wywołała w Egipcie rewolucję, bo dostała słabą ocenę na maturze z chemii. W każdym razie od tego zaczął się jej rewolucyjny zapał.

Historię zacznijmy jednak od końca. Niewysoka dziewczyna o okrągłej buzi i oczach koloru gorzkiej czekolady jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie twarzy egipskiej rewolucji. Pisano o niej, że jest "dziewczyną, która obaliła Mubaraka" i "kobietą wartą stu mężczyzn". Gdy została aresztowana, wstawił się za nią nawet amerykański Departament Stanu.

Wszystko z powodu nagrania wideo, które18 stycznia umieściła w internecie. Asma ubrana jest w zwykłą szarą chustę, ale mimo to przykuwa uwagę. Przez 4 minuty i 36 sekund mówi o czterech Egipcjanach, którzy podpalili się w nadziei, że wywoła to demokratyczną rewolucję, jak w sąsiedniej Tunezji. I o tym, że dość już korupcji, łamania praw człowieka, że ona będzie protestować. "Jeśli uważasz się za mężczyznę, chodź ze mną. Ktokolwiek twierdzi, że kobiety nie powinny chodzić na manifestacje, bo zostaną pobite, niech wykaże się honorem i męskością i pójdzie ze mną 25 [stycznia]. Jeśli zostaniesz w domu, to zasługujesz na to, co ci się przytrafia. Będziesz odpowiedzialny za to, co mi się stanie, podczas gdy ty będziesz siedział w domu".

Nie było to jej pierwsze rewolucyjne nagranie. O protest na kairskim placu Tahrir zaapelowała już kilka dni wcześniej. Podała swoje imię, nazwisko, numer telefonu. Wtedy na wezwanie stawiło się tylko trzech mężczyzn, a także trzy wozy policji. - Miałam transparent, wołałam głośno: "Hej, Egipcjanie!". Jedyne reakcje były takie, że ludzie pytali, czy zwariowałam i czy się nie boję - wspomina. Policja brutalnie zepchnęła ją i kolegów z placu, ale w bramie zaczęli ją przekonywać i dawać dobre rady. Nie aresztowali jej.

Gdy tylko ją puścili, poszła do biura kolegi, który pracował nieopodal. - Spieszyło mi się, bo sądziłam, że nie dotrę do domu. Myślałam, że zgarną mnie gdzieś po drodze - opowiada. Nagrała na wideo drugie wezwanie, to najbardziej znane. Zapowiedziała, że przez kilka dni będzie rozdawać ulotki, a 25 stycznia czeka znowu na placu Tahrir.

Tym razem było już zupełnie inaczej.

- Po tym nagraniu dostałam tysiące SMS-ów o treści mniej więcej takiej: "Jestem mężczyzną i będę z tobą". Ale nie wierzyłam, że naprawdę przyjdą - wspomina. Apelowała, by 25 stycznia o godzinie 14 ludzie podnieśli do góry egipskie flagi. - I nagle, punktualnie o 14, wszyscy wokół mnie się zatrzymali, pojawił się las flag. Myślałam, że śnię. To był najszczęśliwszy moment mojego życia - mówi.

Do tego momentu życie Asmy było o wiele bardziej monotonne. Niewiele predestynowało ją do zostania rewolucjonistką. Na pewno nie tradycje rodzinne. Jeden z jej braci jest wojskowym, drugi policjantem. Ich stosunki do tej pory są napięte.

Jeszcze trzy lata wcześniej zupełnie nie interesowała się polityką ani sprawami publicznymi. Decydującym momentem okazała się matura. Asma od dziecka marzyła o studiach informatycznych. Na ten wydział przyjmują w Kairze tylko najlepszych. Za słabo zdała maturę z chemii i nie dostała się. Była strasznie rozżalona. - Wszyscy zawsze mi mówili, że jestem świetna w komputerach, że będę znakomitym informatykiem. Przez głupią chemię moje marzenia legły w gruzach. A powiedz sama: co chemia ma wspólnego z informatyką? - pyta. Jej zdaniem zawiniły bezsensowne kryteria rekrutacji wymyślone przez władze.

Zaczęła studiować administrację biznesu, ale strasznie narzekała. Okazało się, że wszyscy wokół też są niezadowoleni. - Narzekali, mówili, że chcą wyjechać z Egiptu. Tylko nikt nie śmiał wymówić nazwiska prezydenta Mubaraka - wspomina.

Któregoś dnia na początku 2008 roku znalazła na Facebooku profil "Pierwszy strajk generalny dla Egiptu". To grupa młodych ludzi postanowiła wesprzeć strajkujących w pewnej fabryce. Ich ruch, nazwany od daty strajku Ruchem 6 Kwietnia, współinicjował potem rewolucję. Asma przyłączyła się. Chciała rozmawiać z ludźmi z biednych dzielnic.

Nie mówili o Mubaraku czy polityce. Problemem były płace, ceny, bezpieczeństwo. Asma przekonywała ludzi, by wzięli sprawy w swoje ręce. - W Koranie jest fragment, w którym Bóg mówi nam, że nie zmieni sytuacji ludzi, dopóki oni nie zmienią się sami. Oficjalna mubarakowska propaganda interpretowała to tak, że trzeba się modlić, pościć, robić, co nakazuje religia, a wtedy wszystko będzie dobrze. Ale to bzdura. Tak naprawdę ten fragment jest o tym, że jeśli coś w twoim otoczeniu ci się nie podoba, zmień to, nie czekaj, aż zmieni to Bóg - tłumaczy Asma.

W 2010 roku odbywały się wybory. Internetowa opozycja zaapelowała, by ludzie telefonami komórkowymi filmowali wszystkie nieprawidłowości. Skończyło się na tym, że policja i tajniacy bili wszystkich, którzy ośmielili się wyjąć telefon. Wielu ludziom te wydarzenia otworzyły oczy na to, jak działa reżim. Potrzebna była już tylko iskra.

I właśnie wtedy w sąsiedniej Tunezji rewolucjonistom udało się obalić dyktatora Ben Alego.

25 stycznia, ten najszczęśliwszy dzień w życiu Asmy, był pierwszym z 18 dni masowych protestów, które zmusiły do odejścia prezydenta Hosniego Mubaraka. Dziewczyna przeszła w czasie tych kilkunastu dni przyspieszony kurs dorosłości. Noce spędzała na placu. Po raz pierwszy w życiu widziała, jak Egipcjanie walczą z policją, jak zostają aresztowani. Po raz pierwszy widziała też ciała zabitych leżące na ulicy.

Przekonała się, jak człowieka mogą zniszczyć groźby i propaganda. Po kilku dniach wróciła do domu. - Boimy się o ciebie, matka jest przez ciebie chora - błagał ją w środku protestów ojciec.

Wtedy w reżimowej telewizji poinformowano, że Asma zgodziła się na negocjacje. Rozsiewano plotki, że jest agentką Izraela. Jednocześ-nie dostawała pogróżki, że zostanie zabita, gdy tylko wyjdzie z domu. Protestujący zaczęli uważać ją za zdrajczynię. - Byłam całkiem sama, nikt nie chciał mi wierzyć - wspomina Asma.

Z opresji wyciągnął ją dopiero Ahmed Zewail, egipski laureat Nobla z chemii. - Zadzwonił, powiedział, że mi wierzy, że jestem odważna i żebym nie bała się wyjść z domu - wspomina. Wybiegła, wskoczyła do pierwszej taksówki i pojechała z nim porozmawiać. Potem, kryjąc twarz za okularami przeciwsłonecznymi, poszła prosto na plac Tahrir. Oddała krew dla rannych i zemdlała. Ktoś ją rozpoznał - odzyskała wiarygodność.

Odejście Mubaraka to wielki sukces, ale, zdaniem Asmy, sprawa nie jest załatwiona, bo Egiptem nadal rządzi wojsko, które tłamsi krytykę i wolne media. W sierpniu napisała na Twitterze: "Jeśli wymiar sprawiedliwości nie da nam naszych praw, to nikt nie powinien mieć żalu, jeśli pojawią się uzbrojone grupy i będą zabijać. Tak długo, jak nie będzie prawa i sprawiedliwości, może zdarzyć się wszystko". W mediach krytykowała też armię, że nie chroniła ludzi podczas protestów. Została aresztowana i oskarżona o "obrażanie armii i nawoływanie do operacji zbrojnej". Właśnie wtedy ujął się za nią amerykański Departament Stanu, a także wielu znanych i mniej znanych Egipcjan. Ostatecznie zarzuty wycofano.

Źródło: Duży Format
  • 8
  • 1
  • 3
  • 2
  • 2
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':