http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Małżeństwo spółka z bardzo o.o.

Agata Listoś
2011-09-25, ostatnia aktualizacja 2011-09-26 19:27

Targi ślubne
Targi ślubne
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta

Niby na co dzień intercyza nic nie zmienia, ale podświadomie ludzie zaczynają kalkulować

Czy intercyza zmienia relacje między małżonkami?
Rys. Hanna Pyrzyńska
Czy intercyza zmienia relacje między małżonkami?
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy uważasz, że podpisanie przed ślubem intercyzy jest potrzebne?

Tak, nikt przecież nie zakłada, że małżeństwo się rozpadnie, ale trzeba zawasze myśleć rozsądnie
Nie, jeżeli ludzie, którzy się pobierają, naprawdę się kochają, takie coś niczemu nie służy
Trudno powiedzieć

Magda z Jarkiem poszli do notariusza trzy dni przed ślubem. Magda zaproponowała intercyzę, żeby Jarek nie ożenił się z jej kredytem mieszkaniowym. Taki powód poznał on i jego rodzina. Tłumaczyła, że ponieważ wciąż spłaca raty, mogliby nie dostać kolejnego kredytu na większe mieszkanie. A rodzina miała się powiększyć.

- Ślub nie byłby nam do niczego potrzebny, gdyby nie to, że planowaliśmy dziecko - opowiada dziś Magda. - Wszystko mieliśmy wyliczone, skończył mi się projekt w pracy, pomierzyłam temperaturkę i w moje urodziny cyk - dziecko zrobione.

Ale nie zaplanowała tego, że Jarek nie pomoże jej przy dziecku, że z pociętym brzuchem nie będzie mogła sama podnieść syna z łóżeczka, że będzie chciała wyskoczyć z ósmego piętra

Ukochane 37 metrów

- Mnóstwo rzeczy było widać jeszcze przed ślubem, ale ja nie chciałam ich zobaczyć - mówi Magda. Na życiowej sinusoidzie spotkali się, kiedy on był na górce, ona w dołku, zapracowana, zmęczona, po rozstaniu z kimś innym. - Imponowało mu to, że się z nim spotykam, miał dużo inicjatywy, ale kiedy upewnił się, że jesteśmy na stałe razem, zaczął przesiadywać coraz częściej przy swoim komputerze.

Nawet w domu rozmawiali przez Gadu-Gadu. Jakoś to funkcjonowało. Drugą połowę ciąży spędziła przykuta do łóżka. Prosił, by wysłała mu maila, gdy chce, żeby włączył zmywarkę.

Mieszkanie każde miało swoje, ona spłacała kawalerkę, on przelewał prawie całą pensję na spłatę tego, w którym mieszkali. Osobne konta i jedno wspólne na codzienne wydatki. Kiedy kończyły się na nim pieniądze, dopłacała Magda. Zawsze dużo więcej od niego. Ale zaczęło jej to przeszkadzać, kiedy usłyszała, jak mąż chwali się kolegom, że utrzymuje go żona.

Kiedy syn miał roczek, pomyśleli o nowym samochodzie dla całej rodziny. Jarka auto było o dwa lata starsze, więc zaproponował, żeby Magda wzięła kredyt i kupiła mu samochód. - Nie miałam żadnych powodów, żeby z nim zostać. Żadnego oparcia psychicznego, finansowego, poczucia bezpieczeństwa, pomocy w domu - mówi Magda trzy lata po rozwodzie. Wyprowadziła się z jego mieszkania, ale zostały w nim jej meble, kafelki.

Na szczęście jej własne 37 metrów na warszawskim Mokotowie wciąż należy tylko do niej. Oszczędzała na nie latami, długo przed ślubem. Bywało tak, że po zapłaceniu raty w banku i rachunków zostawało jej 400 zł na bilet miesięczny i jedzenie. - Jak była zima i rozwaliły mi się kozaki, usiadłam i zaczęłam płakać - wspomina swoje pierwsze lata w Warszawie. O prawdziwym powodzie intercyzy Magda mówi teraz: - Nie mogłabym oddać nikomu swojego mieszkania, na które tak ciężko pracowałam.

Wciąż dużo pracuje, pół każdego miesiąca spędza poza krajem. Synem zajmują się jej rodzice. Chociaż wielu mężczyzn się nią interesuje, nie ma czasu nawet na randki. - Kiedy poznałam mojego eksa, czułam się jak kobieta wybrakowana. Bałam się, że inny się już nie trafi. Ale nie mogę powiedzieć, żebym była zakochana. Teraz, jeśli się zwiążę z facetem, to tylko gdybym zakochała się na umór. Ale wtedy to już ze wszystkimi konsekwencjami, bez rozdzielności majątkowej. I on musi mieć podobny poziom dochodów jak ja, bo ja nie chcę nikogo sponsorować, i na odwrót. Mam nauczkę, że takie układy nie działają.

Notariusz zrozumie

Najczęstszym powodem wyjawianym u notariuszy są przygotowania do rozwodu. - Przychodzą podpisać intercyzę, kiedy małżeństwo zaczyna się psuć, ale jest jeszcze na tyle zgodne, że chce się podzielić swoim majątkiem dobrowolnie, a nie przed sądem - mówi Monika, notariusz z Warszawy. Drugim deklarowanym powodem jest ryzykowna działalność gospodarcza i obawa przed popadnięciem w długi. - Bo nawet jeśli małżonkowie sobie nie ufają, żadne z nich nie mówi o tym otwarcie.

Monika też ma intercyzę, bo jako notariusz odpowiada całym majątkiem za pomyłki w pracy. - Podpisaliśmy ją dwa dni przed ślubem, żeby tej połówki, która należy do męża, się nie czepiano - wyjaśnia.

Od pięciu lat mają osobne konta, ale korzystają nawzajem ze swoich haseł i PIN-ów w sytuacjach awaryjnych. Każde ma swój kredyt, jedno na działkę, drugie na dom, który na niej stoi. Paweł ze swojej pensji szefa serwisu w branży klimatyzacyjnej płaci rachunki, Monika płaci za zakupy w sklepie. Do tego osobne oszczędności i wspólne wydatki na 1,5-rocznego syna.

Na co dzień nie czują podziału, rodzina rozumie ich wybór. - W biznesie są różne perturbacje. Teść sam prowadzi działalność gospodarczą i wie, że intercyza nie znaczy, że mam jakieś negatywne uczucia do męża, tylko chcę go chronić przed moimi błędami.

Bo jestem bogatszy

W małżeństwie Konrada i Moniki temat intercyzy pojawiał się przez 11 lat. - Żona wypominała ją przy kłótniach i drażliwych historiach. Najczęściej te emocje wybuchały przy jakichś bzdurach, zamkniętym czy otwartym oknie, nieopuszczonej desce w toalecie. A ja lubię jasne sytuacje.

Sprawę intercyzy też postawił jasno jeszcze przed ślubem. - To nie była moja propozycja. To był warunek. Monika przez całe małżeństwo miała o to pretensje. Teraz myślę, że to mogła być jedna z przyczyn, która nas podzieliła - mówi.

Podpisali dokument, ponieważ Konrad pochodził z dużo bogatszej rodziny i wniósł do związku swoje mieszkanie. Później zarabiał w ośrodku terapii uzależnień trzy, czasem i sześć razy więcej niż żona na kierowniczym stanowisku.

Był jeszcze jeden powód. Kiedy szli do ołtarza, Monika była w ciąży. - Zostałem złapany w pułapkę. Nie ufałem jej, dlatego chciałem mieć jasną sytuację.

Źródło: Duży Format
  • 22
  • 2
  • 9
  • 7
  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':