http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nadchodzi osobliwość

Wojciech Orliński
2011-07-07, ostatnia aktualizacja 2011-07-06 13:00

czyli do serca przytul mutanta

Patricia Piccinini ''Gameboys Advanced'', 2002, rzeźba/sculpture, dzięki uprzejmości artystki/courtesy of the artist
FOT. GALERIA ZACHETA
Patricia Piccinini ''Gameboys Advanced'', 2002, rzeźba/sculpture, dzięki...
Wojciech Orliński
Fot. Marcin Klaban / Agencja Gazeta
Wojciech Orliński
Piotr Sarzyński rozbawił mnie niedawno felietonem zatytułowanym "Dlaczego nie pojechałem na biennale w Wenecji". W czasach kryzysu w mediach odpowiedzi na takie pytania są najczęściej banalne - nie trzeba szukać innych wyjaśnień tam, gdzie wystarcza wyjaśnienie cięciami budżetowymi.

Gdyby mnie było stać, pojechałbym gdzieś na wystawę australijskiej artystki Patricii Piccinini. Była w Wenecji, teraz jest w Stambule, ja to sobie tylko tęsknie obserwuję w internecie i mam nadzieję, że gdy Piccinini trafi wreszcie do Warszawy, kryzys w mediach nie będzie jeszcze w takiej fazie, że nie będzie mnie stać nawet na bilet ZTM.

Piccinini uprawia sztukę z pogranicza nowoczesnej instalacji i cyberkultury. Odwołuje się do koncepcji tzw. osobliwości (sigularity), zjawiska, którego według wielu futurologów mogą dożyć nasze dzieci, wnuki - a może i my?

W naukach ścisłych osobliwością nazywamy punkt, w którym znane nam prawa i reguły tracą wartość - bo na przykład trzeba by coś podzielić przez zero albo jakiś sinus musiałby być większy od 1. Wiemy więc, że taki punkt istnieje, ale nie wiemy o nim nic ponad to.

Typowe osobliwości, jakie znamy z naszego wszechświata, to czarne dziury albo paradoksy mechaniki kwantowej. Tym razem osobliwość dotknie jednak nie czegoś, co zachodzi w odległych galaktykach albo na szczeblu subatomowym, tylko nas samych jako gatunku.

Co roku komputery robią się coraz tańsze i coraz potężniejsze. Możemy więc dożyć czasów "klikalnego świata", w którym dosłownie wszystko wokół nas będzie inteligentne, usieciowione i skomputeryzowane.

W Polsce, gdzie ciągle nie wszystkie gospodarstwa domowe mają szerokopasmowy internet, brzmi to oczywiście jak kompletnie oderwane od życia fantazjowanie, ale przypomnę, że to się już dokonało w motoryzacji: coraz częściej elektronika zastępuje mechanikę, bo jest tańsza. Może kiedyś sztuczna inteligencja sterująca drzwiami okaże się tańsza od klamki?

Drugim scenariuszem jest zmiana człowieka jako gatunku. Jesteśmy o krok od terapii genowych i terapii komórkami macierzystymi. Żyjemy w czasach, w których pewne tkanki są niemożliwe do odtworzenia - nigdy sam nie wyrośnie duplikat wyrwanego zęba albo amputowanej kończyny.

W laboratoriach już jednak pracują nad terapiami z zastosowaniem tzw. komórek macierzystych (pluripotentnych), które pozwolą na odtworzenie dokładnej kopii np. zęba czy utraconej nogi. Nasze dzieci będą z takim przerażeniem myśleć o naszej medycynie, z jakim my czytamy o średniowiecznych praktykach leczenia ran wrzącym olejem.

Skoro jednak będą mogli sobie odtworzyć utracone kończyny - to może będą je dobrowolnie usuwać, żeby zamiast nich wyhodować sobie nowe, lepsze, żeby skakać szybciej, silniej, wyżej? Nas takie podejście przeraża, ale dla nich może być tak naturalne, jak dla nas korygowanie wady wzroku przez noszenie okularów.

Jedno jest pewne: życie istot mogących udoskonalać własne ciała oraz otoczonych sztuczną inteligencją będzie tak radykalnie odmienne od naszego, że w dziejach ludzkości jako gatunku pojawi się wyraźna bariera - zwana właśnie w futurologii "punktem osobliwości".

Futurolodzy próbują tę chwilę przewidzieć. Ray Kurzweil podaje na przykład datę 2045 - wtedy superkomputer o mocy miliard razy większej od ludzkiego umysłu będzie kosztować tyle, ile dzisiaj przeciętny laptop. Część czytelników dzisiejszego papierowego "Dużego Formatu" jeszcze może tego dożyć (choć czy papierowy "Duży Format"?).

Ciekawiej ten temat traktują artyści. Kiedyś osobliwością zajmowali się tylko pisarze science fiction, jak np. Jacek Dukaj czy China Mieville. Coraz częściej po ten temat sięgają tzw. poważni pisarze, jak Michel Houellebecq czy artystki pokazywane na biennale w Wenecji, jak właśnie Patricia Piccinini.

Jej najnowsza wystawa, którą znam niestety tylko z fotografii, zatytułowana jest "Hold Me Close to Your Heart", czyli z grubsza po prostu "Przytul mnie". Przedstawia postludzi, w których znajome ludzkie cechy mieszają się z cechami szokująco nieludzkimi, jak jakieś macki, przylgi, koła nawet - i ci postludzie tulą się do siebie nawzajem lub do zwyczajnych ludzi, układających ich troskliwie w dziecięcych łóżeczkach albo bawiących się z nimi jak z najlepszymi przyjaciółmi.

"Nic nie pobije tego koszmaru" - tak swoje doświadczenia z obejrzenia wystawy Piccinini na weneckim biennale opisywała Dorota Jarecka. Dowcip polega na tym, że współcześni młodzi ludzie, którzy mają szansę dożyć roku 2045, mogą się znaleźć w takiej sytuacji, gdy będą chcieli pobawić się z własnym wnukiem. Lepiej zacząć już trenować na sucho, oglądając wystawy sztuki współczesnej...  

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':