2011 rok był wyjątkowo ciekawy dla obserwatora popkultury - bo ta jakby dopiero w 2011 dostrzegła obecny kryzys i wypracowała swoją reakcję nań. Kryzysy ze względu na swoją masowość zawsze wywierają wyraźne piętno na kulturze masowej. Temu wielkiemu z lat 30. zawdzięczamy zwyczaj jedzenia popcornu w kinie - a nawet to, że kina są otwarte w niedzielę!
Temu mniejszemu, z lat 70., zawdzięczamy z kolei rewolucje
punk i disco. Chociaż zdawały się zmierzać w przeciwnych kierunkach, z perspektywy czasu możemy zobaczyć ich dialektyczną jedność - teza i antyteza zlewają się w syntezę, którą była frustracja młodzieży, z poczucia braku przyszłości dużo czasu spędzającej w lokalach głośno grających taką lub inną muzykę. Kryzys, w którym nam przyszło żyć, jest na pewno cięższy od tego z lat 70., czas pokaże, czy nie będzie większy nawet od tego z lat 30. Wszystko przed nami i jeszcze niejeden
Lehman Brothers się wykopyrtnie.
Reakcja popkultury jest na razie bardzo ciekawa: to ucieczka w nostalgię za ostatnią epoką, w której kapitalizm jeszcze jako tako sprawnie funkcjonował. Do złotej epoki kapitalizmu, jak historycy klasyfikują dzisiaj lata między zakończeniem kryzysu z lat 30. a początkiem kryzysu z lat 70. (czyli, z grubsza, 1945-75). W internecie krąży zabawny obrazek (tzw. demotywator) zatytułowany "keynesizm kontra neoliberalizm". Przedstawia on dwa
samochody marki Buick Skylark, produkowanej w latach 1952-98. Model z roku 1952 szokuje bogactwem wykończenia, model z roku 1998 to już banalny sedan, jakich wiele.
Bohater najnowszej powieści Stephena Kinga "Dallas '63" cofa się w czasie do roku 1958 - i pierwsze, co go szokuje po wyjściu z anomalii czasoprzestrzennej, to widok robotnika jadącego takim
samochodem do pracy.
Robotnik! Ma pracę! W fabryce! Ta praca mu daje zdolność kredytową, która wystarcza na nówkę sztukę! I to taką! Bohater, przyzwyczajony do współczesnych realiów ekonomicznych, jest oszołomiony tym, że w latach 50. wszystko to było jeszcze możliwe. Tak niedawno, a jakby to była opowieść o czasach arturiańskich.
Podobną nostalgię widać było w
filmie Spielberga i J.J. Abramsa "Super 8" - tam też akcja dzieje się w małym amerykańskim robotniczym miasteczku. W którym robotnicy mają pracę w miejscowej hucie (!), a z tej pracy mogą sobie kupić na kredyt domek (!) i dwa samochody (!), jeden dla siebie, drugi dla niepracującej żony (!). Film kręcono w prawdziwym amerykańskim robotniczym miasteczku - a właściwie bezrobotniczym, bo hutę już dawno zamknięto. Mieszkańcy dorabiali jako statyści, a także chętnie odsprzedawali filmowcom swoje domki - żeby ekipa mogła puścić z dymem pół miasta w wystrzałowym finale.
Nostalgia za czasami powszechnej i rozpasanej konsumpcji widoczna jest także w kostiumowych serialach telewizyjnych, jak coraz popularniejszy "Mad Men" czy najnowszy "Pan-Am" - serial o stewardesach linii lotniczej, która nie przetrwała neoliberalizmu.
Nastrój naszych czasów najlepiej uchwyciła powieść science fiction Ernesta Cline'a "Ready Player One" - której nie ma jeszcze po polsku, ale na rynku anglojęzycznym też jest obecna dopiero od paru miesięcy. Już zdążyła jednak zrobić furorę. Akcja dzieje się w roku 2044, gdy nadal trwa obecny kryzys. Wyjątkowo boleśnie uderzył on w
USA, które ostatecznie przekształciły się w państwo Trzeciego Świata - czego zalążki widać już teraz, gdy jedzie się przez miasteczka zamieszkane przez ludzi żyjących w rozsypujących się szopach i starych przyczepach kempingowych.
W świecie tej powieści stare przyczepy są tak powszechnym zamiennikiem normalnego domu, że montuje się je w całe blokowiska przyczep - ustawianych jedna nad drugą na żelbetowych stelażach. Mimo gospodarczego upadku USA ciągle jednak pełnią funkcję światowej stolicy popkultury - bo nadal w tym kraju mieści się centrum światowego internetu.
A właściwie centrum OASIS, bo popularny w 2044 r. system rzeczywistości wirtualnej stał się synonimem internetu - już nikt nie wchodzi do sieci inaczej, bo OASIS pochłonął inne funkcje. Tam się spotyka ze znajomymi, ogląda wiadomości, a nawet kończy wirtualne uczelnie. OASIS zgodnie z gustem jego twórcy odtwarza przede wszystkim pop-kulturę lat 80. - ostatnią dekadę, w której świat jeszcze jako tako funkcjonował. Akcja powieści pełna jest więc nawiązań do tej dekady, od piosenek Duran Duran po japońskie seriale animowane.
Wygląda na to, że to nas właśnie czeka w nadchodzącym roku - nostalgiczne nawiązania albo do lat 80., albo do lat 50. Cóż, życzę w takim razie roku 2012 pełnego jak najprzyjemniejszych wspomnień z innych, lepszych lat!