http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Duży Format >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Duży Format

Przecieki przy Pierwszej Alei

Wojciech Orliński
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-11 13:14

Matthew Lee o swej pracy mówi: dziennikarstwo obywatelskie
Matthew Lee o swej pracy mówi: dziennikarstwo obywatelskie
Fot. Fotolink

Czy w siedzibie ONZ mogę legalnie zapalić skręta z marihuaną?

Matthew Lee
Fot. BloggingHeads.tv
Matthew Lee
Z kim jest pan umówiony? - pyta uprzejmie pani w recepcji gmachu ONZ.

- Z Matthew Lee, akredytowanym korespondentem - odpowiadam śmiało.

Wtedy pada nieuchronne pytanie: - A z jakiej on jest agencji?

Chrząkam.

- Inner City Press - zaczynam hardo, a potem dodaję już nieśmiało słabnącym głosem - ...dot... com".

"Akredytowany korespondent" to jeszcze brzmiało serio, ale pytanie o agencję bezlitośnie obnaża istotę sprawy: Matthew Lee w ONZ jest wysłannikiem samego siebie, bo innercitypress.com to po prostu internetowy adres jego prywatnego bloga.

Dopóki nie padło to pytanie, czułem się jak dziennikarz odwiedzający dziennikarza. Ale teraz pani w recepcji zredukowała mnie do blogera odwiedzającego blogera. Gdyby teraz wezwała ochronę i kazała nas obu wyrzucić za drzwi, nawet bym nie protestował.

Blogomoda

Pani w recepcji podnosi słuchawkę, ale zamiast ochrony pojawia się sam Matthew Lee - czterdziestolatek, pod krawatem, ale za to w szarych dżinsach, składający fryzurą hołd swojej hipisowskiej młodości, na pohybel coraz wyższemu czołu.

Bloger akredytowany przy ONZ? Do czego ten świat zmierza. Gdy Matthew Lee uzyskał stałą przepustkę i swoje własne biurko w słynnym na cały świat wieżowcu przy Pierwszej Alei, był koniec roku 2006. "Blog" był wtedy bardzo modnym słowem. W Polsce na potęgę swoje blogi zakładali politycy i dziennikarze, w USA wszyscy właśnie zwrócili uwagę na rosnącą rolę blogerów w życiu publicznym - w wyborach 2006 roku po raz pierwszy akredytowano ich przy sztabach wyborczych głównych partii.

Stąd eksperyment, którego do dzisiaj wielu ludzi w ONZ żałuje - akredytowanie blogera. Jak to często bywa w mediach, światową sławę Matthew Lee zyskał właśnie dzięki temu, że jego przeciwnicy próbowali go uciszyć.

Kogo obchodzi wizyta papieża?

W lutym 2008 roku świat obiegła wiadomość, że dziennikarz śledczy tropiący afery w ONZ został usunięty z serwisu Google News. Efektem były protesty stowarzyszeń dziennikarskich, materiały o dziennikarzu w czołowych gazetach i serwisach telewizyjnych. Po interwencjach mediów i organizacji społecznych Google News po cichu przywrócił indeksowanie jego serwisu.

Stąd też moja wizyta na czwartym piętrze gmachu ONZ, gdzie urzęduje Matthew Lee.

- Problem w tym, że typowy korespondent przy ONZ to najczęściej zasłużony dziennikarz, który ma tu doczekać emerytury. Chodzi tylko na oficjalne fety i nie zadaje trudnych pytań - tłumaczy mi Matthew Lee przy swoim biurku w gmachu ONZ, z cudownym widokiem na East River.

Lee rozpędza się: - Dla kogoś takiego najważniejszym wydarzeniem miesiąca jest ta cała wizyta papieża w ONZ - mówi z sarkastycznym uśmiechem.

A co w niej ciekawego? Mogę napisać relację z wizyty papieża na tydzień przed jego przyjazdem.

Afera jak z filmu

Największą sensacją, z jaką Matthew Lee zetknął się podczas swojej dwuletniej działalności w ONZ, była sprawa śmierci Marii Gabrieli de Biase, która wypadła z okna na 19. piętrze budynku - zginęła na trawniku na wschodniej, praktycznie niedostępnej dla osób postronnych części terenu ONZ. Okno Matthew Lee przypadkowo wychodzi właśnie na ten trawnik - jeszcze teraz można z niego zobaczyć białą plamę piasku wśród zielonej trawy.

- Zostało tam wgłębienie na kilkadziesiąt centymetrów. Patrzyłem przez okno, jak policja wkłada ręce zmarłej w foliowe torebki. Zdziwiło mnie to, więc zbiegłem do policjantów, żeby spytać, po co to robią. Usłyszałem, że to standardowa procedura, kiedy jest podejrzenie, że komuś pomagano wypaść przez okno. W ten sposób można zabezpieczyć mikroślady po ewentualnej szamotaninie z napastnikiem.

Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne