http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Duży Format >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj Duży Format

Ja cię, synu, naprawię

Paweł P. Reszka
2006-06-13, ostatnia aktualizacja 2006-06-09 00:00

Przytulanie trwało godzinami, więc z księdzem Romkiem postanowiliśmy: niech śpią parami


Rys. twożywo
Świadectwa: "Znalazłem się w stanie, w którym seksualność praktycznie nie istnieje. Mężczyźni już mnie nie pociągają, kobiety podobają mi się, ale nie w aspekcie seksualnym. Darek".

"Bogu dziękuję za Pawła, za nową rodzinę, teraz wiem, że JEZUS ŻYJE. Piotr".

Świadectw jest więcej.

W internecie piszą je członkowie stowarzyszenia Pomoc2002. Szefem jest niejaki Paweł, działa w Radomiu. To grupa wsparcia dla homoseksualistów, którzy chcą zmienić swoją orientację.

Podając się za geja, postanawiam sprawdzić, jak działa Pomoc2002. Najpierw wymyślam sobie historię, opisuję ją im w mailach.

Dzwoni mój telefon. Głos faceta w średnim wieku:

- Na początku muszę ci powiedzieć jedno. To nie jest twoja wina. To nie twoja wina! Musisz to wiedzieć!

- Dziękuję...

- Jest OK. Słuchaj! Rozmawiałem już z psychoterapeutą, może cię przyjąć. Najpierw musimy się spotkać. Żebyśmy usiedli, pogadali sobie...

- Dobrze... no, po prostu nie wiem co powiedzieć.

- Powiedz: W końcu zaczęło mi się układać w życiu!

Radom i Lublin wyciągają rękę

W Polsce działają trzy grupy oferujące pomoc homoseksualistom, którzy chcą się zmienić. Oprócz radomskiej Pomocy2002 w Lublinie są jeszcze Odwaga (przy ośrodku Ruchu Światło-Życie) oraz Pascha. Wszystkie współpracują z psychologami i terapeutami. Homoseksualizm uważają za zaburzenie, które wynika z różnych wpływów rodziny, środowiska, w którym człowiek dorasta.

Może chcesz się położyć

Radom. Z Pawłem umawiam się przy dworcu PKP.

Na spotkanie przychodzi niewysoki mężczyzna. Ma około pięćdziesiątki, siwiejące włosy, przeciętnie ubrany. - Witaj! - mówi z łagodnym uśmiechem. - Mamy tu taki sympatyczny zwyczaj - z kieszeni kurtki wyciąga snickersa. - Masz!

Idziemy na przystanek. - Jesteś strasznie spięty! Wyluzuj!

W autobusie nachyla się i szepcze: - Luz! Luz! To nie twoja wina!

Wysiadamy na blokowisku. - Zaraz poznasz moją mamę - zagaduje. - To starsza pani. Chłopcy ją uwielbiają. Kiedyś siedzieliśmy sobie w pokoju i jeden z nich leżał, trzymając głowę na jej kolanach. Nagle z westchnieniem mówi: Och, proszę pani, ja mam taki problem z tą masturbacją. A mama na to: Wyleczysz się, zobaczysz. I głaskała go po głowie.

Wysmarowaną flamastrami windą wjeżdżamy na trzecie piętro. Dwupokojowe mieszkanie, starsza pani podaje obiad, potem przenosimy się do "gabinetu". To ciasny pokoik z wersalką i biurkiem. Na ścianie drzeworyt z Matką Boską i zdjęcie młodego chłopaka. Na szafce puszka na datki. Siadam na wersalce, on na fotelu.

- Jak często to robisz? - pyta nagle z uśmiechem.

- Co?

- No, masturbujesz się.

Zaczyna opowiadać z satysfakcją: - W kwietniu minie 13 lat, gdy przestałem. Dziewiętnastego! Chciałbym ci kiedyś pogratulować tego samego. Pamiętaj, mężczyzna, który się masturbuje, potem nigdy nie będzie miał udanych stosunków seksualnych z kobietą.

- Ale dlaczego!?

- Bo seks z nią to będzie dla niego masturbacja dopochwowa. No bo jak dzisiaj faceci patrzą na seks? Dopaść kobietę, ściągnąć jej majtki i wyheblować. Tak? (Przepraszam, że używam takiego języka, ale ja właśnie tak rozmawiam z chłopakami). A tymczasem seks przecież nie powinien zaczynać się wraz ze śniadaniem, potem jest praca, i dopiero na zakończenie dnia nagroda, finał. Rozumiesz? A poza tym masturbacja może mieć wpływ na powstanie raka prostaty.

Ten temat wyraźnie bardzo mu odpowiada. Urządza mi wykład, że masturbację powodują głód, stres, samotność i zmęczenie.

- Przyjeżdżał tu kiedyś do mnie taki jeden chłopak - dodaje. - Pytam go: Co robisz, gdy wracasz ze szkoły? On odpowiada: Jak nikogo nie ma, rzucam plecak i masturbuję się. Poradziłem mu: Kiedy rzucisz plecak, zajrzyj do lodówki, zjedz coś. I co? Odwiedza mnie za dwa tygodnie, pytam go, co robi, gdy wraca ze szkoły. Mówi: Rzucam plecak i zaglądam do lodówki. I nic więcej! Widzisz?

Zwierza się: - Wiesz, mama nie wie, ale ja też miałem te skłonności. Do mężczyzn. W USA, gdzie kilka lat mieszkałem, przeszedłem psychoterapię. Wyleczyłem się. No dobrze, teraz przejdźmy do trudniejszych pytań. Mów szczerze wszystko, potraktuj mnie jak taki duży kosz na śmieci.

Rozsiada się wygodnie i przygotowuje jakiś kwestionariusz. Pyta o to, jaki mam stosunek do kultury, potem o sport.

- Lubisz piłkę nożną? Naprawdę? To świetna wiadomość, bo większość homoseksualistów nie znosi - stwierdza z naciskiem - piłki nożnej.

Idziemy dalej, najwcześniejsze doświadczenia seksualne.

Na szczęście udaje mi się odpowiedzieć na to pytanie dość zdawkowo.

- Koledzy pożyczali mi pisma pornograficzne i tak się zaczęło...

- Kiedy? Kiedy?! - jest bardzo dociekliwy.

Koleiny punkt ankiety. Moje wady fizyczne.

- Właściwie to mógłbym być trochę tęższy w klatce piersiowej - nie ukrywam.

- To wszystko? Na pewno?! NA PEWNO?!

- Na pewno...

- Bo widzisz, bardzo wielu homoseksualistów ma kompleks na punkcie swoich narządów płciowych...

Następne pytanie. Ile jest we mnie dziecka.

- Zamknij oczy. Może chcesz się położyć, nie? Wiec postaraj się wyobrazić sobie taką sytuację. Masz sześć lat, bawisz się zabawkami. W pokoju jest mama i tata. Nagle uderza piorun! Do kogo pędzisz?

- Do mamy.

- Diagnoza jest wstępna oczywiście. Otóż wydaje mi się, że psychicznie zakochałeś się w matce. Nie chodzi o to, że cię pociąga, absolutnie, ale raczej o to, że ty podświadomie chcesz pozostać jej jakby wierny. Więc nie możesz być z dziewczyną i wybierasz chłopców.

- Mam jednego księdza spowiednika - dodaje. - Też traktuję go jak taki kosz na śmieci, mogę mu powiedzieć wszystko. A potem robimy tak. Wstań - podnosi się z krzesła. - I podejdź.

Po czym próbuje mnie przytulić.

- To zdrowy dotyk - tłumaczy. - Potrzebne ci kierownictwo duchowe.

Dostaję telefon do księdza z Lublina.

Moralność za naukę przebrana

Uczestnicy grup dla niezaakceptowanych gejów przechodzą terapie, które fachowcy nazywają reperatywnymi lub naprawczymi.

Dr Katarzyna Bojarska, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego (autorka raportu z badań na temat homofobii przygotowanego w 2004 r. na zlecenie rządu): - Jak sama nazwa wskazuje, terapia naprawcza ma "naprawić" psychikę pacjenta - tłumaczy. - Czyli homoseksualność postrzegana jest tu jako patologia, dewiacja, choroba, zło. Problem jednak w tym, że nauka nie zna ani jednego udokumentowanego przypadku zmiany orientacji z homoseksualnej na heteroseksualną na skutek działań terapeutycznych. Poza tym wątpliwa jest etyczność takich działań. Ich uzasadnienie nie wynika z jakichś obiektywnych wskazań naukowych, lecz z "wartościowania moralnego w naukowym przebraniu".

Przed skutkami terapii naprawczych ostrzega Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, międzynarodowe stowarzyszenie skupiające psychiatrów z całego świata. W wydanym w 1998 r. oświadczeniu informuje, że efektem ubocznym stosowania terapii naprawczych mogą być depresja, lęk i zachowania autodestruktywne, bowiem "podzielane przez terapeutę społeczne uprzedzenia wobec homoseksualności mogą wzmacniać nienawiść do siebie, której pacjent i tak już doświadcza".

Towarzystwo przypomina, że teorie racjonalizujące stosowanie terapii naprawczych są sprzeczne z jego stanowiskiem z 1973 roku mówiącym, że homoseksualizm nie jest zaburzeniem psychicznym.

Homoseksualizm został dawno wykreślony z listy zaburzeń i chorób Światowej Organizacji Zdrowia.

Pokażę ci na leżąco

Z Pawłem spotykam się jeszcze trzykrotnie. Wiem o nim niewiele. Dwa lata uczył się w seminarium duchownym w Warszawie, kilka lat był w USA.

- Najmłodszy, jaki się do nas zgłosił, miał 16 lat, najstarszy 74 - opowiada o grupie. Stwierdza, że "zdrowy dotyk" wpłynął na nich terapeutycznie.

- I to przytulanie trwało godzinami. Doszło do tego, że z księdzem Romkiem postanowiliśmy: pozwólmy im dzisiaj spać parami. Spali po dwóch. Ja i Romek czuwaliśmy. Czy coś się nie będzie działo. Ale spali jak niemowlaki. Wtuleni w siebie. Rano wstali jacyś tacy wypoczęci...

- Zresztą wiesz - stwierdza dalej. - Przyjeżdża któryś i pierwsze, co mówi, to: "Paweł, poprzytulamy się". Pokazać ci jak?

- Dzięki, nie. Zresztą już mi pokazywałeś.

- Pokazywałem ci na stojąco, a teraz chcę ci pokazać na leżąco.

- Jeszcze nie jestem gotowy.

- Jak będziesz gotowy, powiedz, wtedy zobaczysz, jak to jest. Bardzo często dzieje się tak, że ni stąd, ni zowąd któryś z chłopaków nagle zasypia. Albo zaczyna strasznie płakać.

Potem z maila od Marcina z grupy dowiem się: "Bardzo często zdarzało się, że ludzie mieli straszne opory przed tym dotykiem, a później się do tego przekonywali".

Dał mi rodzinę

Ze świadectwa Karola, który był ministrantem: "Teraz, po drugim już spotkaniu z kochanym Pawełkiem, zostałem utwierdzony w przekonaniu, że można z tego wyjść, że wszystko będzie dobrze. I jest dobrze. Wyszedłem z nałogu masturbacji, przebaczyłem rodzicom i rodzeństwu, pragnienia ograniczają się do chęci przytulenia, a kiedy przyjdzie inna głupia myśl, łatwiej jest mi ją odpędzić. Ja teraz dziękuję Panu Bogu za wielką miłość do mnie, że dał mi nową rodzinę".

Wychowawca obejmuje

O "zdrowym dotyku" pisze Richard Cohen, amerykański psychoterapeuta, jeden z liderów chrześcijańskiej organizacji promującej możliwość zmiany orientacji. Cohen uczy, że dotyk ma zaspokoić deficyt miłości, której osoba o skłonnościach homoseksualnych nie doświadczyła w dzieciństwie, i tym samym wpłynąć na jej "ozdrowienie".

Najlepiej, by tę "metodę" stosowali rodzice, ale jeżeli nie ma takiej możliwości, potrzebna jest osoba o silnej identyfikacji heteroseksualnej. W książce Cohena "Wyjść na prostą" jest zdjęcie ilustrujące stosowanie "zdrowego dotyku". Na sofie siedzi mężczyzna, trzymając w objęciach drugiego, który półleży. Podpis objaśnia: "Wychowawca w pozycji rodzica, obejmuje dorosłego - dziecko tak, jak obejmowałby swojego syna czy córkę. Może zwracać się do niego pełnymi miłości słowami afirmacji: "Jesteś silny, mocny i zdrowy. Kocham cię i akceptuję takiego, jakim jesteś".

Cohen zauważa: "Dotyk musi być stosowany we właściwy sposób, we właściwym czasie i przez właściwą osobę (osoby). W przeciwnym wypadku może nastąpić wzmocnienie niezdrowych wzorców i/lub nadużycie".

Ksiądz ujawnia

Grupa Pomoc2002 ma kłopoty. Kiedy wpisałem do wyszukiwarki jej nazwę, jako pierwsza wyświetliła się strona przestrzegająca przed Pomocą. Powstała jesienią ubiegłego roku. Stało się to po tym, gdy ojciec Wiktor Tokarski ("Przestrzegam wszystkich przed wchodzeniem we współpracę z grupą!") na wakacyjne spotkanie grupy zaprosił Agnieszkę Kozak z KUL. Podczas warsztatów miała spojrzeć na grupę "okiem psychologa". Napisała potem, że to, co odkryła, było przerażające.

Przez ponad rok w działalność grupy kierowanej przez Pawła zaangażowany był ksiądz Roman Grzona. Na stronie ostrzegawczej pisze: "Wspólne spanie nie było wprawdzie formalnie przymusem, ale często przedstawiane było tak, że jeśli ktoś chce naprawdę wyjść na prostą, to w jego interesie leży, by się jak najszybciej do tego przełamał. Często też, niestety, bywało tak, że warunki nie pozwalały na spanie osobno: było po prostu mniej łóżek niż uczestników".

Członkowie grupy brali udział we wspólnych spotkaniach. Odbywały się w domach rekolekcyjnych na terenie całego kraju i w ośrodkach świeckich. Chciałem o tym porozmawiać, ale ksiądz Grzona stwierdził: - Wszystko, co miałem do powiedzenia na ten temat, znajduje się na stronie internetowej.

A więc: "Pod znakiem zapytania stawiam praktykę Pawła polegającą na zachęcaniu chłopaków do obnażania przed nim intymnych części swego ciała. Miało to służyć prze-zwyciężeniu kompleksów na punkcie budowy własnych genitaliów".

"Pod koniec mojego zaangażowania w Pomoc2002 dowiedziałem się od chłopaków, że Paweł roztaczał przed nimi plany zorganizowania spotkania, na którym wszyscy uczestnicy siedzieliby całkiem nago".

Znak pokoju przez pół godziny

- Unikałem spania z chłopakami, bo nie lubiłem - zapewnia Paweł.

- Ale zdarzało ci się?

- No wiesz, jak ci przyszedł któryś i powiedział (udaje płaczliwy głos): "Ja chce z tobą dziś spaaać". To powiedz mu nie. To jest typowe odrzucenie. A skąd się biorą takie historie? Właśnie przez odrzucenie.

Innym razem stwierdza: - Zresztą przyjeżdżają tu do mnie, często mówią: "Nie! Śpimy razem!". Marcin jak przyjedzie, to zawsze.

Twierdzi, że chłopcy mieli nawrócenia religijne. Msze trwały po cztery godziny, najdłuższa osiem.

- Na mszach się tańczyło. Znak pokoju był przekazywany przez blisko pół godziny. Wszyscy się obejmowali.

(Richard Cohen zauważa: "W momencie przytulenia uwalniają się endorfiny wywołujące natychmiast przyjemne odczucia. To wzmacnia system odpornościowy").

- Czy miałeś kiedyś kontakty seksualne z kimś z grupy?

- Nigdy. Gdybym miał choćby jeden taki kontakt, zniszczyłbym wszystko, co zrobiłem.

Podkreśla: - W tej chwili jest tendencja nagonki. Ojciec Wiktor napędza wśród chłopaków nienawiść. A wielu z tych chłopaków zgłaszało się: Czy mogę do ciebie przyjechać, pomieszkać ze dwa dni? Próbowałem im pewne rzeczy wyjaśniać, czasami były to rozmowy ojca z małym synkiem.

- Jak to z małym synkiem?

- No na przykład mały synek nie wie nic na temat seksu i pyta tatusia. Autentycznie! Były to rozmowy takie fajne, otwarte, ja im wprost mówiłem o tym.

Podsumowuje: - Moje zdanie jest takie - większość z tych chłopaków nie ma problemu homoseksualnego. Tylko jest przerażona kontaktem z kobietą po zobaczeniu pornografii zbyt wcześnie w dzieciństwie. Cały czas przyjeżdżają nowi. W przyszłym tygodniu na przykład z Lublina też chłopak będzie. Aż czasem muszę odmawiać, bo się nie wyrabiam.

Kiedy raz odprowadza mnie na przystanek, prosi na pożegnanie:

- Traktuj nas jak swoją rodzinę.

Rafał, były członek grupy prowadzonej przez Pawła, pisze o niej w internecie: "Te wyjazdy uzależniały! Stworzyło się coś na kształt podwójnego życia: z jednej strony cudowne zjazdy, na których jestem kochany, mogę o wszystkim porozmawiać, naprzytulać się i w ogóle, a drugiej strony był świat realny, w którym trzeba było funkcjonować, żyć z innymi, umieć ponosić sukcesy i porażki oraz nawiązywać relacje nie poprzez przytulanie... Ta dwubiegunowość już po miesiącu mnie wykańczała, bo to, co się we mnie wtedy działo, było straszne. Rzucało mną po mieszkaniu, nie mogłem się na niczym skupić i w ogóle. Tak buzowały we mnie emocje".

Z Paschą na K2

Mail: "Cieszę się, że jesteś już po wstępnym etapie przyjmowania do grupy. Czas na spotkanie. Mieszkam w klasztorze oo. Bernardynów. Wiktor P. Tokarski OFM".

Ojciec Wiktor - po trzydziestce, solidny brzuch i okrągła twarz. Jest jednym z założycieli i prowadzących Paschę, modlitewną grupę wsparcia dla mężczyzn, którzy "pragną uzdrowienia ze swoich odczuć homoseksualnych".

To w niej teraz jest większość byłych członków Pomocy2002.

Na spotkaniu zaznacza: - Właściwie - żebyś nie był zaskoczony - u nas na temat samego homoseksualizmu mówi się mało. Skupiamy się na przyjaźni. By nauczyć się budować dobre, zdrowe, przyjacielskie relacje.

Po spotkaniu z o. Wiktorem dostaję dostęp do zamkniętej strony internetowej Paschy. Działa od jesieni ubiegłego roku, w połowie maja liczyła 111 członków. Obecna jest w kilkunastu miastach Polski.

Grupa ma swój regulamin. Każdy nowy członek musi go zaakceptować. Leczenie ze skłonności homoseksualnych nazywa się w nim "wychodzeniem na prostą" i porównywane jest do zdobywania K2: "Wszyscy razem zmierzamy na szczyt. Ktoś wytyczył trasę, mamy mapę i kompas, ale potrzebujemy siebie wzajem".

Etapów jest kilka.

Najpierw należy odciąć się od środowiska gejowskiego, znaleźć stałego spowiednika i często przystępować do spowiedzi.

Przeczytać literaturę fachową (lista na stronie).

Ćwiczyć, wysypiać się, odstawić używki.

Wtedy już można budować sieć wsparcia: spotykać się ze swoją grupą lokalną oraz z osobami z "zewnątrz" (koniecznie heteroseksualnymi, na przykład ze wspólnot modlitewnych).

Potem przychodzi czas na psychoterapię. Jest konieczna, gdyż "wychodzenie na prostą bez terapii można by porównać do nauki języka obcego bez kasety".

Kiedy brat przejdzie już cały "proces zdrowienia", na jakiś czas powinien odejść z grupy. Ma nauczyć się żyć bez niej. Do Paschy może wrócić na przykład jako wolontariusz.

Terapię finansuje każdy indywidualnie. Ponadto każdy co miesiąc opłaca składkę - co najmniej 10 zł. Grupa ma też swoich sponsorów.

Regulamin szczegółowo objaśnia, co należy zrobić, gdy któremuś z braci zdarzy się "upadek", czyli kontakt seksualny z innym bratem. Obaj natychmiast powinni zawiesić znajomość. A o "upadku" niezwłocznie poinformować odpowiedzialnych za Paschę, ci mogą wprowadzić tymczasowy zakaz kontaktu z którymś z braci.

Tak zdarzyło się w styczniu, gdy na wewnętrznej stronie Paschy pojawił się komunikat o. Wiktora i pani doktor z KUL: "Kochani! Mamy do Was wielką prośbę o zerwanie jakichkolwiek kontaktów z Darkiem z Lublina. Niestety, wiemy, że Darek namawiał niektórych z Was do wspólnej masturbacji (twierdząc, że nie jest grzechem) oraz do wspólnego leżenia nago. Darek w mailu do nas pisał, że poradził sobie z odczuciami homoseksualnymi, te zachowania wskazują na to, że jednak tak nie jest".

Regulamin przesyłam seksuologowi, prof. Zbigniewowi Lwu-Starowiczowi. - To wygląda jak ćwiczenia duchowe w nowicjatach zakonnych - zauważa. - Stwarza pozory systemu terapeutycznego. Leczy chorobę, której nie ma. To dobrze skonstruowana, typowa indoktrynacja religijna. Kojarzy mi się z sektą.

Rozdział dla znienawidzonych

Kilka razy w roku odbywają się ogólnopolskie spotkania Paschy. Te, na które jadę, połączone są z rekolekcjami z modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne. Nazywają się "Siódmy rozdział". Przygotował je ojciec Wiktor. Odbywają się w podlubelskim Garbowie. Jest tam rozległy dom sióstr salezajanek.

Czekają na nas w jednej z sal. Ojciec Wiktor i kilkunastu chłopaków. Przyjechali z całej Polski. Większość wygląda na starych znajomych. O. Wiktor daje listę dyżurów. Zapisuję się do posługiwania podczas posiłków. Kolacja przy wspólnym stole. Potem zmywam naczynia.

- A oficjalnie to gdzie teraz jesteś? - szczupły nastolatek patrzy pytająco, wkładając talerz do suszarki.

- Nie rozumiem.

- No, co powiedziałeś w domu?

- Że mam wyjazd służbowy.

- A ja, że jadę z znajomymi z klasy na wycieczkę w góry - wyżyma ścierkę. - Jak byłem na spotkaniu pierwszy raz, chciałem wyjechać już po pierwszym dniu. Ale mówili mi: zostań. I wiesz, kiedy zjazd się kończył, okazało się, że mieli rację.

Wieczorna eucharystia. Skromna kaplica sióstr. Chóralny śpiew wzbija się pod sklepienie. Wszyscy podchodzą do ołtarza. Trzymając się za ręce, tworzą krąg.

Ojciec Wiktor z uśmiechem: - Osobom nowym w grupie wyjaśniam, że wymieniamy między sobą "misiaczki".

Najpierw uścisk dłoni, krótkie przytulenie i formuła: "Idź w pokoju". Wymieniamy.

Ojciec Wiktor ogłasza, że rekolekcje się rozpoczęły. Wszyscy wyłączyli komórki. Rozpoczyna się czas Sacrum Silentium - świętej ciszy. Od tej pory aż do następnego wieczoru nie będzie wolno wypowiedzieć nam do siebie ani słowa.

Na drugi dzień: - Dziś nauczę was nowej metody medytacji Pisma Świętego Amor.

Ojciec otwiera Biblię. Wyjaśnia, dlaczego metoda nazywa się Amor. Bo ma etapy: a to adoracja, m to medytacja, czyli karmienie się Słowem Bożym, o to oracja, czyli modlitwa, i r to rezolucja, czyli postanowienie.

Czytamy fragmenty Biblii. Potem ktoś wybiera zdanie, które zrobiło na nim wrażenie. Ewangelia św. Jana, przygarbiony student wybiera: "Kto mnie nienawidzi, ten i ojca mego nienawidzi". Głos mojego sąsiada: - Dziękujemy Ci, Panie, za to, że nasz pokrzepiasz, mimo że cały świat nas nienawidzi.

Chór głosów: - Dziękujemy Ci, Panie.

- Abyśmy potrafili zrozumieć, dlaczego zostaliśmy znienawidzeni, albowiem Ty też zostałeś znienawidzony.

- Prosimy Cię, Panie.

- Może były takie sytuacje, że byłeś odrzucony, niechciany. Jeśli tak, w swoich ranach jesteś podobny do Jezusa Chrystusa.

Wracając do siebie, zza półotwartych drzwi któregoś z pokoi słyszę cichy płacz.

Wieczorem o. Wiktor powie do chłopaków: - Jak traktuje cię rodzina, wychowawcy, otoczenie? Może były takie sytuacje, że zostałeś odrzucony, niechciany? Jesli tak, w swoich ranach jesteś podobny do Chrystusa.

(Po rekolekcjach przedstawiam się jako dziennikarz i pytam o. Wiktora, czy działając w Pomocy 2002 spał z chłopcami. - Tak, to prawda, ale wtedy wierzylem, że jako osoba hetero-seksualna mogę im pomóc.)

Tego nie da się wyleczyć

Ostatni dzień. Wśród tematów psychoterapia.

Chłopak I: - Długo szukałem specjalisty, który by mi jakoś pomógł, odkąd zdecydowałem się zerwać z czymś, co przez kilka lat było treścią mojego życia. Poszedłem do jednego z psychologów. Zdenerwował się. "Za kogo ty się w ogóle uważasz! Tego nie da się wyleczyć!". Ale w końcu znalazłem lekarza, który zgodził się poprowadzić psychoterapię. 60 zł za godzinę. Jest lepiej.

Kilka osób kiwa głową ze zrozumieniem.

Chłopak II: - Mój doktor jest bardzo surowy. Po godzinie, kiedy właśnie się rozkręcam, mówi: czas minął. I do widzenia. Trzeba wychodzić. Strasznie mnie to denerwuje. Jednak zmieniam się. Dostrzegają to moi bliscy. Już nie jestem takim kochanym syneczkiem. Zaczynam być złośliwy. Ale to było gdzieś we mnie. I ja właśnie tego potrzebowałem. Czuję to.

- Mogę zrozumieć motywację religijną osób, które decydują się na terapię, ponieważ chcą uniknąć konfliktu sumienia - mówi prof. Lew-Starowicz. - Taki wybór może im pomóc w ograniczeniu popędu płciowego. Ale wyleczenie stuprocentowego geja czy lesbijki jest po prostu niemożliwe. Jako kryterium rozumiem satysfakcjonujący oboje partnerów związek heteroseksualny. Są terapeuci, którzy uważają się za skutecznych. Tylko że oni ukierunkowują biseksualistów na hetero, a robią to pod szyldem leczenia homoseksualistów. To przecież zasadnicza różnica.

- Co czeka członków Paschy?

- Przypuszczam, że przez jakiś czas zaniechają zachowań homoseksualnych, a później do nich wrócą. Tylko z większym poczuciem winy.

Cecha gejów - narzekanie

Holenderski terapeuta Gerard van den Aardweg uważa, że od lat prowadzi terapię homoseksualistów.

Doszedł do wniosku (pisze o nim w książce "Homoseksualizm i nadzieja"), że homoseksualizm to odmiana nerwicy.

Tym, co jego zdaniem charakteryzuje nerwicę homoseksualną, jest nałogowe rozczulanie się nad sobą.

Radzi: „Uśmiechając się nad swoim infantylnym »biednym ja « oraz infantylnymi narzekaniami lub śmiejąc się z nich, można bardzo skutecznie pomniejszyć moc problemu”. Możliwa jest też przemiana bez psychoterapii. Z pomocą przychodzi religia.

Podkreśla, że zna szereg osób, których uzdrowienie jest efektem aktywności religijnej. "Nie służyłam Bogu swoim narzekaniem - powiedziała mi była lesbijka. - Próbowałam robić wszystko, co sądziłam, że On chce, bym robiła, a to był cały program. Właśnie w ten sposób, stopniowo, ale radykalnie, zmieniło się moje życie".

Na koniec statystyka "terapii przeciw narzekaniu". Wynika z niej, że z grupy 101 osób, które "leczył" Aardweg, kilkanaście zostało "przemienionych radykalnie".

Naprawcze terapie psujące

Dr Katarzyna Bojarska: - Rzekome pozytywne rezultaty terapii naprawczych były wielokrotnie krytykowane. Doniesienia o ich skuteczności opierają się głównie na deklaracjach pacjentów.

- Ale pacjent może mówić prawdę, np.: Już rok nie mam kontaktów z własną płcią.

- Tylko o czym może świadczyć brak zachowań homoseksualnych? Można z całych sił je tłumić, nawet przez lata. Taka osoba odmawia sobie prawa do tego, by żyć w zgodzie ze swoimi pragnieniami, żyje w kłamstwie wobec samej siebie.

- Czy homoseksualista wtedy może stać się homofobem?

- Większość osób homoseksualnych po uświadomieniu sobie własnej tożsamości przechodzi fazę uwewnętrznionej homofobii. Cierpią, że nie są heteroseksualne, bo uwierzyły w to, że homoseksualizm jest "obiektywnie" zły. Pragną się zmienić. I na ten moment czekają grupy terapeutyczne. To właśnie podstawowa motywacja do podjęcia "leczenia". Ale wynika z wpływów społecznych. Tego, że w kulturze zachodniej, opartej na tradycji judeochrześcijańskiej, powszechnie homoseksualność jest nieakceptowana ze względów religijnych. W naszym dyskursie na ten temat pojawia się podstawowe niewłaściwe pytanie.

- Jakie?

- "Skąd bierze się homoseksualizm?". To pytanie jest tendencyjne i błędnie postawione. Skoro nauka odeszła od dawnego wartościowania moralnego i uznaje homoseksualność za pełnoprawny aspekt ludzkiej seksualności, bardziej właściwe wydaje się pytanie: "W jaki sposób kształtuje się ludzka seksualność w ogóle?".

- Czy jest na to jakaś pewna odpowiedź?

- Jednoznacznej jak dotąd nie ma. Wiadomo tylko, że seksualność kształtuje się niezależnie od czyichkolwiek starań, wyborów czy decyzji. W świecie naukowym skompromitowane zostały rodzinne i środowiskowe "teorie homoseksualności", tak gorąco nadal propagowane przez skłonnych do wartościowania moralnego piewców "uzdrawiania". W świecie nauki oraz w krajach zachodnich to nie homoseksualność, lecz homofobia uznawana jest za problem.

Wszechpolak nauczy męskości

Wracam do Pawła.

Podekscytowany wręcza mi pismo. - Patrz!

"Serdecznie dziękujemy za przesłane materiały. Profil działania Stowarzyszenia jest bliski poglądom Posłów LPR. Myślę, że moglibyśmy nawiązać współpracę. W tym celu proszę o kontakt z moim asystentem (...). Życzę pomyślności w codziennej pracy.(...) Poseł na Sejm RP Wojciech Wierzejski".

- Poseł Wierzejski ma przyjechać do Radomia - zapowiada Paweł. - Spotkamy się i będziemy ustalać, co robimy wspólnie. W przyszłym tygodniu.

(Poseł Wierzejski wyjaśni mi później: - To pismo świadczy po prostu o tym, że poważnie traktuję każdą korespondencję. Materiały, które otrzymaliśmy od stowarzyszenia, miały charakter edukacyjny i były bardzo interesujące. Ale nie spotkałem się z prezesem Pomocy2002. Zrobił to ktoś w moim imieniu).

- Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, jak miałbyś współpracować w Młodzieżą Wszechpolską - mówię Pawłowi.

- To ja ci powiem jak. Po pierwsze, nauczyć ich, że ludzi, którzy chodzą na parady i mają tego rodzaju skłonności, nie wolno obrzucać kamieniami. Rozdajcie lepiej ulotki, w których jest mowa, jak im pomóc, albo właściwą książkę. Druga sprawa: ja jestem prawie codziennie na czacie gejowskim. Po to, żeby tam mnie zaczepiali, i wtedy im mówię o naszej stronie Pomocy.

- A co ma wspólnego czat z wszechpolakami?

- Ile tej Młodzieży Wszechpolskiej jest? Niech będzie 500 osób. Niech tylko jedna dziesiąta z nich siądzie sobie do komputera i wejdzie na czaty gejowskie. I niech zacznie mówić o możliwości wychodzenia na prostą. Jak myślisz, ilu chłopaków to wyciągnie?

- Ale jak mieliby z nimi rozmawiać?

- Niech się przedstawią tak, jak ja się przedstawiam. Ja dla przykładu mam nick Bartek 18. Zaczyna się normalna rozmowa. Potem podrzucam mu naszą stronę, że ją niby znalazłem. I za dwie godziny patrzę, list jest.

Planuje: - Są wśród wszechpolaków chłopcy, mają 28 czy 25 lat i są bardzo męscy. Wezmę pięciu takich bardzo męskich chłopaków i 15 naszych i zrobimy sobie dziesięciodniowy obóz. I tych pięciu będzie tych naszych uczyło właśnie tych męskich zachowań. To znaczy np. będą z nimi grali mecz, będą z nimi organizowali turnieje sportowe.

(Krzysztof Bosak, poseł LPR, szef wszechpolaków, mówi, że z prezesem Pomocy2002 spotkała się Anna Jabłońska-Siarkowska, członek zarządu MW. Jednak w związku z zastrzeżeniami wobec Pomocy2002 MW uznała, że nie będzie dalszych kontaktów).

Msza w stołowym

Telefon z Radomia: - Będzie zjazd. Poznasz chłopaków.

Jest majowy weekend. W drzwiach mijam się z chłopakiem, który właśnie wyjeżdża. W pokoju na wersalce siedzi dwóch innych. Marcin, student, w Pomocy2002 od dwóch lat, to z nim wymieniałem maile. Adam jest nowy - pisze doktorat w Katowicach.

Na krzesełku, wciśnięta obok biurka, siedzi tęga kobieta około pięćdziesiątki. Mocny makijaż, czarne, farbowane włosy spięte w kucyk. Ubrana w obcisłe dżinsy. - A wiceprezes naszego stowarzyszenia już poznałeś? - prezentuje ją Paweł.

Pani wiceprezes pracuje w gazowni. Mieszka w klatce obok, na dziesiątym piętrze. Wkrótce ją odwiedzę.

Matka Pawła przygotowuje kolację. Marcin prezentuje Adamowi "zdrowy dotyk", Paweł instruuje: - Oczywiście, może zdarzyć się reakcja organizmu. I co wtedy? Ja to mówię, że jak nie chce leżeć, to niech stoi. Nic nie róbcie. Po prostu nie reagujcie.

Kolacja. Dyskusja o szkole. Paweł mówi, że doskonale zna młodzież, bo nieustannie prowadzi w szkołach pogadanki na temat masturbacji (a oprócz tego o czystości przedmałżeńskiej i pornografii. Nauczyciele ponoć błagają, żeby przyjechał).

Stwierdza: - A w Warszawie to jest tak, że uczniowie nie wyrabiają, żeby zrzucać się na skrobanki dla swoich koleżanek.

Wiceprezes kiwa głową: - Świat stanął na głowie.

W mieszkaniu pani wiceprezes mamy spotkanie z psychologiem. Psycholog - pani Irena, na oko jakieś 60 lat. Siwe włosy, różowy sweterek. Na wstępie opowiada o sobie: - Mam już tyle lat pracy, że ho, ho. Ponad trzydzieści i niedługo przechodzę na emeryturę.

Wylicza: - Zajmowałam się terapią uzależnień, a ostatnio zajmuję się przekwalifikowaniami zawodowymi. Pomóc tokarzowi, żeby wciąż nie myślał o sobie jako o tokarzu.

Paweł: - Zostanie pani na mszy?

Msza odbędzie się u niego w pokoju stołowym.

- Oczywiście, zawsze możemy iść do kościoła - słyszę od Pawła. - Ale to będzie taka specjalna msza, tylko dla nas.

Mówię mu, że postanowiłem wyjechać.

- Będę z tobą szczery do bólu - oświadcza mi. - Jesteś bardzo tajemniczą osobą. Ale musisz się w końcu określić.

(Wcześniej ostrzegał mnie: - Jeśli nie podejmiesz próby, twoje emocje nie wytrzymają i wszystko zaprzepaścisz. Wręcz pójdziesz do klubu gejowskiego i zaczniesz dosłownie być męską prostytutką.)

Przychodzi ksiądz. Młody, o kwadratowej twarzy, w okularach, lekko łysiejący. Serdecznie wita się z Pawłem, a potem z nami. Z meblościanki gospodarz wyjmuje kartonowe pudełko z komuniami. Na ławie stawia kielich. Przygotowuje ornat dla księdza.

Rzuca do mnie: - No, coś taki smutny?

Do Adama: - Rozchmurz się, jesteś kochany!

Jest w doskonałym nastroju. - A tak w ogóle to naszym celem jest otwarcie kliniki. Będziemy leczyć uzależnienia - mówi z emfazą. - Już przygotowywane są wnioski unijne.

Rozpoczyna się msza. Wychodzę.

Mimo prób nie udało mi się spotkać z nikim, kto został "wyleczony" z orientacji homoseksualnej.

* Niektóre personalia i szczegóły dotyczące bohaterów reportażu zostały zmienione.

Od redakcji: "Leczeniu" z homoseksualizmu poświęcony jest aktualny numer dwumiesięcznika Kampanii przeciw Homofobii "Replika" - www.replika.kampania.org.pl

Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

1

1 głos