Agata Stremecka jest prezesem zarządu Forum Obywatelskiego Rozwoju
Dlaczego młodzi ludzie nie angażują się w budowanie społeczeństwa obywatelskiego, nie interesują się polityką, a ci, którzy mają już prawo głosu, głosują nieprzewidywalnie? Dlaczego coraz częściej zasilają szeregi organizacji skrajnych: narodowców lub skrajnej lewicy?
Problem zapewne jest złożony, ale na początek skupmy się tylko na jednym aspekcie – edukacji dotyczącej najnowszej historii Polski. Polecam państwu eksperyment: przeczytanie wszystkich dostępnych (i dopuszczonych przez MEN) podręczników do historii oraz WOS, a ściślej mówiąc – tych treści w podręcznikach, które podejmują temat transformacji ustrojowej i gospodarczej Polski.
Materiał promocyjny
Wszystkie komentarze
Jestem świadkiem, jak w ciągu pół wieku obniżane są wymagania wobec dzieciarni i młodzieży. Po pierwsze. dzieciarnia i młodzież stały się "targetem" biznesu i rynku. To nowość. Po drugie: rodzice - jak najsłuszniej ciesząc się rodzicielskimi prawami - dążą do jakiegoś cudu, żeby dzieci lekko, łatwo i przyjemnie, właściwie w trybie zabawy, stawały się poważne, wykształcone i odpowiedzialne. Pamiętam wojnę rodziców z "nikomu niepotrzebną" łaciną w szkole i słyszę ten sam ton w dzisiejszym domaganiu się, żeby skasować zadania domowe, bo to "czas na zabawę i cieszenie się życiem". I niedaleko stąd do ruchu antyszczepionkowego, bo szczepionka to przecież stres.
Nie jestem ponurakiem, wręcz przeciwnie, ale zachwiała się równowaga między uczeniem obowiązków a czystą radością z laby, na rzecz tej drugiej, dyskretnie, ale na każdym kroku wspieranej przez komercję.
masz na myśli zadania domowe z wyliczania żołnierzy wyklętych? bo chyba dawno Cię w szkole nie było i nie masz dzieci w wieku szkolnym.
Ale łacina w szkole jest rzeczywiście niepotrzebna, a może inaczej: tylko nielicznym być może się kiedyś przyda
Łacina, greka i trochę nauki erudycji oraz kaligrafii jeszcze tzw. PRL było w szkołach - lata 49-65. Wykształcenie ogólnokształcące coś wtedy znaczyło - załżę się, że teraz 9/10 kończących liceum nie zdałoby tamtejszej matury (o małej nie wspominam)
Widać, że nie masz dzieci w wieku szkolnym. Dzieci uczą się o wiele więcej niż moje pokolenie. Mają bardzo dużo zadawane do domu. Są tygodnie, gdy codziennie jest sprawdzian lub kartkówka. Nie mają czasu na rozwijanie zainteresowań, zabawę. To jest tragedia.
Przyda się chociażby ludziom uczącym się angielskiego, francuskiego, włoskiego, hiszpańskiego, portugalskiego, niemieckiego, nie mówiąc o polszczyźnie, bo w tym wypadku też; dochodzi też jaka taka znajomość antyku, który jest wspólnota kulturowa Europy, czyli mówiąc po ludzku, łatwiej się z obcym dogadać.
No nie, ten przykład to strzał w serce, trudno. Ale w mojej szkole za ostrej komuny też uczono idiotyzmów, tylko że jakoś tak, że jednym uchem wchodziło, a drugim wychodziło, a poza tym to co ważne było przedkładane wcale rzetelnie. Może dziś też tak jest?
O to, to... Ma być lekko, łatwo i przyjemnie. No i dla wszystkich, tymczasem 1. studia są dla elit, a więc max. 8% społeczeństwa, tym samym 2. matury są dla wybranych, a więc max. 20% społeczeństwa, zaś reszta do nauki zawodu. Albo do łopaty.
A co jest potrzebne? Nauka ikebany, a może kurs szycia?
Może i dużo czasu spędzają nad książkami, ale to nie zmienia faktu, że efekty są żałosne.
> "Widać, że nie masz dzieci w wieku szkolnym. Dzieci uczą się o wiele więcej niż moje pokolenie"
Mam dzieci w wieku szkolnym i materiał do obserwacji na wszystkich poziomach nauczania.
Uczniowie spędzają wiecej czasu w szkole i na odrabianiu lekcji? Całkiem możliwe.
Szkopul w tym, ze jest to czas poświęcony ns wkuwanie masy przypadkowych, niepowiązanych wiadomości.
Taka sieczka, bez powiązania skojarzeniami, bez krytycznego wnioskowania, bez weryfikacji eksperymentalnej NIE TWORZY WIEDZY.
Owszem, są różne szkoły i bywaja dobrzy nauczyciele, próbujący obejść system i wbrew niemu czegoś jednak nauczyc.
Nie zmienia to faktu, ze nigdy, po 1989r nie doczekaliśmy się rzetelnej debaty nad systemem edukacji. Mam na myśli założenia systemowe, a nie techniczne szczegóły, takie jak 6+3+3 vs. 8+4.
Histora, uczona wg doraznych potrzeb politykow, bez analizy przyczynowo-skitkowej, bez stawiania kontrowersyjnych pytań, jest tutaj jaskrawym przykladem. Ale problem jest szerszy i dotyczy wszystkich przedmiotów. Zarówno humanistycznych jak i ścisłych.
Czyli zawód-patriota? Hm, nieźle!
Czyli na to, co u nas sie zwalcza.
Oto co pisze Gazecie Obywatelskiej Kornela Morawieckiego.
" Stwierdzenie prezydenta Dudy o "wyimaginowanej wspólnocie" nie zawiera zatem niczego co zasługiwałoby na taki chór potępienia, szczególnie ze strony liberalnie nastawionych celebrytów i byłych polityków lewicy, którzy swoim oburzeniem dowiedli jedynie nieznajomości własnej tradycji intelektualnej. Nawet tej popularyzowanej za pieniądze Sorosa."
Nauczyciele historii i innych przedmiotów uczą się na uczelniach, których nie ma w rankingach szkół wyższych. Poziom naszych uczelni jest niższy niż podstawówek w Europie. Co udowodnił Brzechczyn swoim tekstem. Dlatego nie dziwię się, że absolwenci polskich szkół są półanalfabetami niezdolnymi do samodzielnego myślenia.
Zacznijmy od uświadamiania rodzicom tego, że szkoła i urzędy są miejscem katolickiej propagandy, która nie ma nic wspólnego z wiedzą i powagą. Prezydent na klęczkach.
Tępe społeczeństwo ma tępe dzieci. W Gryfinie sesje rady powiaty prowadził ksiądz, który na koniec kazał się wszystkim modlić.
-Polak ma zginąć za ojczyznę (czyt. za chore wizje szalonych i nieudolnych wodzów.)
Ktos powiedzial, ze edukacja to system narzuconej ignorancji. Nauki humanistyczne byly i sa narzedziem propagandy. Powszechna edukacja nie zostala wprowadzona z dobrego serca elit, tylko dlatego, zeby, jak powiedzial Alexander Hamilton miec pod kontrola "the great beast".
Mierni, wierni, bierni to symptom miernego systemu edukacyjnego, ktory nie ma na celu ksztaltowania czlowieka krytycznie myslacego, pytajacego i dazacego do zdobycia wiedzy. Podreczniki to nie wszystko, tutaj trzeba prawdziwych nauczycieli.
Za takie śmieszne pieniądze nikt wybitny nie pójdzie uczyć historii najnowszej narażając się na represje ministry Zalewskiej
"Ktos powiedzial, ze edukacja to system narzuconej ignorancji". Wyjątkowo durna opinia. To jak z rodziną: dzisiaj się twierdzi, że rodzina jest dobrem absolutnym. Tymczasem dobra rodzina jest fajna, a zła niefajna. To samo ze szkołami. Przy czym dobra szkoła uczy jak się uczyć samemu. Niestety, to dobra recepta tylko dla zdolniejszych. Z drugiej strony, cymbałowi niewiele pomoże.
dzisiaj jest szacunek dla ka$y