Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ostra niewydolność oddechowa to najgroźniejsze powikłanie u chorych na koronawirusa. Nie są w stanie samodzielnie oddychać, pomaga im w tym respirator.

Polskie szpitale mają obecnie ok. 4,5 tys. miejsc intensywnej terapii i ponad 10 tys. respiratorów.

Jeszcze zanim pojawili się pierwsi chorzy, prof. Andrzej Horban, konsultant krajowy ds. chorób zakaźnych, ostrzegał przed niewydolnością systemu.

– To wąskie gardło. Można jako łóżek na intensywnej terapii użyć łóżek na oddziałach pooperacyjnych, ale wtedy trzeba by się ograniczyć do operacji ratujących życie, a resztę odłożyć. Problem polega na tym, że pacjent z ostrą niewydolnością oddechową spędzi na intensywnej terapii dwa, trzy tygodnie – mówił „Wyborczej”.

Właśnie doświadczają tego Włosi. Christian Salaroli, anestezjolog szpitala w Bergamo, w rozmowie w „Corriere della Sera” przyznał, że z powodu ograniczonej liczby miejsc i respiratorów lekarze przeprowadzają selekcję pacjentów. Przyjmowane są częściej osoby młode, które mają szansę wygrać z chorobą, niż starsi pacjenci. – Oprócz wieku i ogólnego stanu zdrowia trzecim wskaźnikiem jest zdolność pacjenta do powrotu do zdrowia po intensywnej terapii – powiedział.

Polskie szpitale mogą mieć podobny problem. Lekarze już alarmują, że dla chorych zabraknie miejsca, sprzętu i personelu do opieki. Informacjami wymieniają się na zamkniętych grupach facebookowych. Piszą m.in.:

„Mam dziś dyżur na oddziale intensywnej terapii. W województwie warmińsko-mazurskim zero miejsc na oddziałach intensywnej terapii. U mnie w szpitalu wszystkie 13 zajęte. Plus trzy respiratory w szpitalu”.

„Na oddziałach intensywnej terapii zwykle jest problem z miejscami i pacjenci są czasem przekazywani do odległych szpitali. Nie chce mi się wierzyć, że nagle setki czy tysiące takich miejsc się pojawią”.

„Mamy permanentny stan przeciążenia systemu, wciąż brak wolnych łóżek na oddziałach intensywnej terapii i internach. Tego nie naprawi się w miesiąc”.

„Szpital w Małopolsce: na dziewięć stanowisk intensywnej terapii osiem miejsc zajętych”.

Szpitale proszą o respiratory

Szpitale mogą składać do wojewodów wnioski o pieniądze na sprzęt do opieki nad pacjentami z koronawirusem. Wiele prosi o środki na respiratory. Koszt jednego to 120-180 tys. zł, np. w Małopolsce na doposażenie intensywnej terapii województwo ma do dyspozycji 4 mln zł. Poza tym plany, by w razie potrzeby przesuwać sprzęt między oddziałami.

Około trzystu respiratorów domowych może przekazać Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej, który dziś zajmuje się opieką nad ok. 9 tys. pacjentów w ich domach. – Niestety, Chiny wykupiły praktycznie cały dostępny na światowym rynku asortyment i będziemy musieli radzić sobie z tym, co mamy w Polsce, dlatego nasz związek już zbiera deklaracje od wszystkich naszych członków dotyczące zabezpieczenia rezerwowych respiratorów w przypadku pojawienia się epidemii w Polsce – deklaruje dr Robert Suchanke, przewodniczący OZŚWM.

Do pomocy zgłosiła się również Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która od lat kupuje respiratory dla szpitali dziecięcych. Na razie nikt z rządu z tej oferty nie skorzystał.

Brakuje lekarzy i pielęgniarek

Podczas epidemii w Chinach z ponad 80 tys. zakażonych ok. pięciu tysięcy (6 proc. ) wymagało leczenia na intensywnej terapii. 40 proc. z nich miało ostrą niewydolność oddechową i niemal co czwarty taki pacjent zmarł.

Czy gdy spojrzymy na te dane, mamy w Polsce wystarczającą liczbę stanowisk intensywnej terapii, respiratorów i innego sprzętu potrzebnego oraz specjalistów intensywnej terapii? – zapytaliśmy prof. Radosława Owczuka, konsultanta krajowego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii.

– Rzeczywiście zdarza się, że brakuje stanowisk intensywnej terapii w sytuacjach zwyczajnych. Podjęte działania na poziomie Ministerstwa Zdrowia, wojewodów i NFZ zwiększające liczbę stanowisk intensywnej terapii powinny zabezpieczyć potencjalnie rosnące potrzeby. Trudno w chwili obecnej oszacować te potrzeby – odpowiedział.

Poza respiratorami pacjenci potrzebują też specjalistów do opieki nad chorymi z niewydolnością oddechową.

Prof. Owczuk powiedział nam, że w razie potrzeby, zamiast znieczulać przy planowych operacjach, pacjentami z niewydolnością oddechową będą zajmować się anestezjolodzy z innych oddziałów.

– Posiadają pełne kompetencje do leczenia niewydolności oddechowej – mówi.

Ale brakuje również pielęgniarek. – Nie jesteśmy przygotowani na epidemię choroby, w której trzeba wspomagać płuca. Nie mamy dodatkowych zespołów pielęgniarek, które potrafią obsłużyć aparaturę na OIOM-ie – mówił w „Dużym Formacie” internista z warszawskiej kliniki.

– Już dziś na oddziałach intensywnej terapii jest za mało pielęgniarek. A pacjenci z niewydolnością oddechową potrzebują specjalistycznej opieki. Są w skrajnie ciężkim stanie, mają też niewydolność krążeniową, nie pracują im nerki – mówi dr Paweł Witt, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarek Anestezjologicznych i Intensywnej Terapii.

Inaczej pracuje się na oddziałach intensywnej terapii w szpitalach zakaźnych, a inaczej w zwykłych lecznicach.

– Personel w szpitalach zakaźnych doskonale radzi sobie z opieką nad izolowanym pacjentem. A teraz w wielu szpitalach będzie trzeba zorganizować coś, co funkcjonuje jak intensywna terapia szpitala zakaźnego. W wielu miejscach brakuje sprzętu, masek i ubrań. 12-godzinny dyżur w kombinezonie ochronnym z całym zestawem to morderczo ciężka praca dla osób nieprzyzwyczajonych – tłumaczy dr Witt. Takie zabezpieczenia są konieczne. We Włoszech wśród chorych na koronawirusa jest prawie 600 lekarzy i pielęgniarek. – Jeżeli nie będziemy przestrzegać procedur epidemiologicznych, nie damy rady powstrzymać epidemii w Polsce – dodaje.

---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.