A gdyby tak zamienić czerwony długopis na zielony i nim zakreślać błędy? Albo w ogóle nie zakreślać błędów, tylko zostawiać po nich puste miejsca? Metodyk, anglista dr Grzegorz Śpiewak w rozmowie z Olgą Woźniak (wyborcza.pl/strefanauczyciela) przekonuje, że czas najwyższy zmienić przyzwyczajenia i przyznać się do błędów. Bo bez nich edukacja właściwie jest niemożliwa. Jak pokonać stereotypy, żeby nie bać się mówić na lekcji angielskiego bez oksfordzkiego akcentu?
Więcej
    Komentarze
    Jaki jest sens zmiany sposobu nauczania przedmiotu w niereformującym się w tym zakresie systemie edukacyjnym?! To oszukiwanie nauczycielek! Jeśli w szkole państwowej anglistki będą chciały wprowadzić zalecenia pana metodyka, dołożą sobie pracy (np. sprawdzian w ramach poprawki pisany dwukrotnie przez uczennicę chętną) i skumulują przeciwko sobie system edukacyjny (który nie zauważa wartości dodatniej w błędach nauczycielki), wewnątrzszkolny system oceniania, rodziców i być może uczennice, które nie będą zadowolone, że na polskim są inaczej oceniane niż na angielskim.
    Jaki sens ma zachęcanie nauczycielek aby były Stasiami Bozowskimi a nie przekonanie MEN aby zmieniło podejście do nauczania?!
    Pomysły metodyka są ok, chociaż nie robiłabym z nich sztandarowych wykładni w nauczaniu języka a jedynie element, jeden z wielu. Najlepiej sprawdzający się w nauczaniu indywidualnym a więc nie szkolnym.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Bo na tępych, szkolnych lekcjach nie uczą angielskiego ale gramatyki języka angielskiego a to jest różnica. I potem jedzie taki polski absolwent do Anglii i umie przez wszystkie przypadki odmieniać zdania typu "Jaś pali fajkę". A Anglik tylko wzrusza ramionami, bo nie ma pojęcia o angielskiej gramatyce ale język zna. Podobnie jak przeciętny Polak nie wie czym się różni orzecznik od orzeczenia, miejscownik od mianownika albo co to jest strona bierna i czynna tylko wali po polsku jak trzeba i tyle.
    Praktyka się liczy tak?
    @bardzospokojny
    Bzdura kompletna. Polacy w Anglii z dobrymi podstawami gramatyki język codzienny łapią w mig, po roku mogą pisać raporty w pracy bez błędów.

    Polacy w Anglii którym "szkoła nie potrzebna, przecież się nauczą", po 10 latach przewalania towaru na taśmie i "nauki praktycznej" nadal potrafią powiedzieć co najwyżej "Jaś fajkę palić ja chcę".
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Na tępych, szkolnych lekcjach nie uczą angielskiego ale gramatyki języka angielskiego a to jest różnica. I potem jedzie taki polski absolwent do Anglii i umie przez wszystkie przypadki odmieniać zdania typu "Jaś pali fajkę". A Anglik tylko wzrusza ramionami, bo nie ma pojęcia o angielskiej gramatyce ale język zna. Podobnie jak przeciętny Polak nie wie czym się różni orzecznik od orzeczenia, miejscownik od mianownika albo co to jest strona bierna i czynna tylko wali po polsku jak trzeba i tyle. Praktyka się liczy tak?
    już oceniałe(a)ś
    2
    3