Więzi łączące dzieci i rodziców na ogół postrzegamy jako unikalne i najtrwalsze w życiu. Jednak coraz więcej dorosłych dzieci decyduje się na zerwanie kontaktu z własnymi rodzicami.
Przez dekady psycholodzy traktowali utratę kontaktu dzieci z rodzicami w kategorii patologii. Jako jedno z tych zjawisk, które występują w wyjątkowo niesprzyjających, ale stosunkowo rzadkich okolicznościach. Karl Pillemer, socjolog z Cornell University, określał nawet więzi łączące dzieci i rodziców mianem „nierozerwalnych".
Materiał promocyjny
Wszystkie komentarze
Problem w tym, że: "Coraz częściej na odcięcie od rodziców decydują się dzieci, których dzieciństwo określilibyśmy mianem „normalnego". Dzieciństwa z wakacjami, lekcjami języka obcego i wspólnymi spacerami."
Bzdury. To że z pozoru normalne nie oznacza że takie było w rzeczywistości. Moja rodzina też z pozoru była normalna, ale ojciec był zimny i mnie bił. Czy utrzymuje z nim kontakt? Sporadyczny. Na zewnątrz na pewno uchodziliśmy za normalną rodzinę: lekcje angielskiego, korepetycje, książki, edukacja, rozrywki, ale nigdy nie powiedział że mnie kocha, nigdy nie był ze mnie zadowolony a bił za przyniesioną „4” do domu. Więc może to jest ta iluzja „normalnych” domów?
Jeżeli Twoja rodzina była "normalna", to w takim razie moja znacznie odbiegała od normy. W mojej rodzinie gorącą miłość czuć było na każdym kroku. Tata bardzo kochał, szanował mamę i tego nie krył. Wielokrotnie powtarzał nam w dzieciństwie, że mamy ją jedną i należy ją szanować i pomagać, kiedy tylko o to poprosi.
Po śmierci taty u mamy ujawniła się choroba Alzheimera i wtedy słowa z dzieciństwa nabrały szczególnego znaczenia.
Ależ ja ci gratuluję, ale nie o tym jest ten artykuł i ta dyskusja. W artykule jasno masz napisane, że chodzi o rodziny które mogły UCHODZIĆ z pozoru za NORMALNE. Więc to co dla Ciebie jako osoby z zewnątrz może być przejawem egoizmu dziecka, dla tego dorosłego dziecka może być po prostu naturalną konsekwencją rzeczy. Mój ojciec w obecności takich osób jak Ty uchodził za wspaniałego, pracowitego, troskliwego męża i ojca, a jak Krzyczek wychodził z domu to fundował mi musztrę i wykłady ze drukarka mu nie działa bo włączyłem sobie grę, potrafił wpływać na to w co grałem, bo jak w jedną grę grałem za dużo to go to irytowało, jak się odchudzałem (minus 35
Kg) to się ze mnie śmiał ale do sąsiadów mówił jaki jest dumny że się wziąłem za siebie i tego jest i było więcej. To że jesteś ograniczony by tego nie dostrzec, albo nie chcieć dostrzec że o takich jak moja rodzinach jest ten artykuł to już nie mój problem. Rozumiem że - o czym piszesz tu sam - kiedyś świat był prostszy więc potrzebujesz odbierać i oceniać świat w kategorii zero jeden bo tak bezpieczniej i prościej. No cóż, widocznie nie każdy artykuł na wyborczej.pl jest dla Ciebie. Ps. Te przytyki są dlatego, że nawet ci się nie chce ze zrozumieniem czytać tekstu jaki ktoś napisał tylko masz z góry założoną tezę i dyskusja z Tobą u Twoim chłopskim rozumem to ogromna strata czasu.
Chyba raczej to Ty spłycasz problem. Pozornie "normalne" rodziny, to tylko jeden z wielu powodów odcięcia się od rodziców. Dzisiaj źle rozumiana potrzeba autonomii czy decydowania o sobie jest postrzegana jako całkowicie wystarczający powód do porzucenia kontaktów dziecka z rodzicem. Pytam się w takim razie, jak się ma prawny obowiązek alimentacyjny wobec dorosłego dziecka, w przypadku braku wystarczających środków do życia rodzica?
A cha, zmienimy przepisy i zamiast prawa do alimentów dziadkowie otrzymają prawo do.. darmowego zastrzyku.
A widzisz jego odpowiedz powyżej (którą zignoruje, bo rozmowa z kimś kto nie czyta i nie wykazuje chęci czytania ze zrozumieniem słowa pisanego jest przeciwskuteczna)? Człowiek ten projektuje swoje wyobrażenia i ma z góry założone zdanie. Ja mu piszę, że artykuł jest o takich rodzinach jak moja z pozoru normalnych, o dulszczyźnie, o zakłamaniu i hipokryzji w rodzinach. A on mi o autonomii. Nie zgadzam się też z Twoją tezą - tu nie chodzi o to, że on ma odmienne od mojego zdanie, tu chodzi o to, że robi to samo co cale życie robił mój ojciec - jest głuchy na moje zdanie, moje słowa i moje opinie, z góry założył że nie mam racji i że nie warto odnosić się do tego co napisałem w zgodzie z kontekstem artykułu. Dlatego jeśli ktoś powinien się udać do terapeuty to Krzykacz, bo ewidentnie ma zadatki na uświęconego w Panu łojca, który będzie zaskoczony, gdy syn lub córka powiedzą: nie chce, żebyś się do mnie tatusiu odzywał.
Zacytuję z tego artykułu tylko jedno zdanie: "Powodów zrywania więzi potomstwa z rodzicami jest zadziwiająco wiele"
Wyluzuj
Cry me a river.
Nie ewangelizuj kolego. Jakby cię stary lał za byle jakie przewinienie lub sprawdzał kandydatki na partnerki to byś zrozumiał o co chodzi.
wiem o czym piszesz. Rok na terapii i dna niema. Pewnych rzeczy się nie odrobi. Krzyczek tego nigdy nie zrozumie, to jest zbyt straszne. Pozdrawiam.
Rozumiem doskonale problem rodzin dysfunkcyjnych, i na ten temat nie dyskutuję.
Trudno mi natomiast zrozumieć zachowanie dzieci z prawdziwie normalnych rodzin, które nie mają kontaktu z rodzicami. Po prostu z jakiegoś powodu dzieci coraz częściej nie odczuwają takiej potrzeby, podczas gdy rodzic w samotności wyczekuje z utęsknieniem na telefon od syna/córki. cyt: "W Chinach problem relacji dorosłych dzieci z rodzicami był na tyle duży, że postanowiono uregulować go w 2013 r. kodeksowo." - czy to nie jest zastanawiające?
U mnie nie było bicia ale był krzyk. Dziś nazwałbym to przemocą psychiczną. Nigdy nie usłyszałem od ojca, że coś zrobiłem dobrze, że jest ze mnie dumny, a miałem przecież takie sukcesy, że sam ich sobie zazdroszczę. Prawda jest taka, że odwiedzam rodziców tylko że względu na Mamę. Z ojcem nie mam o czym rozmawiać poza pogodą i chorobami. Zresztą jakbym tam był 24 godziny na dobę to też byłby niezadowolony - nigdy nie był. Jest to dla mnie bardzo przykre.
mój ojciec chyba wyrósł na tej samej plantacji co Twój-ten sam mechanizm zachowań, z ktorymi nie chcę mieć już nigdy do czynienia. wystarczająco bardzo zatruły mi życie i wzorce relacji. ktos, kto się nie wychował w takich warunkach nigdy nie zrozumie
@fem81
No właśnie, ktoś kto tego nie przeżył tego nie zrozumie, ale jak widzicie nadal mamy ewangelizatorów, którzy zamiast słuchać co mamy do powiedzenia wszystko relatywizują i sprowadzają do swojego „chłopskiego rozumu”.
Mój ojciec potrafił wyrzucić do kosza listy gratulacyjne po ukończeniu szkoły, bo miał zły humor. Kończyłem szkołę i rodzice dostawali listy gratulacyjne za to jak mnie wychowali i jakie osiągałem wyniki, a potem ten sam rodzic miał to gdzieś.
Lecz jak mawiają „rodzina najwazniejsza” a spróbuj ojcu nie dać szklanki wody na starość. Będziesz belzebubem według uświęconych w panu katolików
A na końcu wypowiedzi jesteś swoim własnym ojcem.
Tak samo niezadowolonym, kapryśnym i piętnującym.
Zastanów się i może poszukaj wsparcia.
A coś konstruktywnego poza atakiem personalnym? Prawda zabolała? W katole zawsze myślicie, że wzbudzając poczucie winy w drugim człowieku macie nad nim kontrole, a gdy to się wam nie udaje, to robicie to co Ty - ad personam.
IMHO właściwa ocena. Dobrze byłoby poznać stanowisko ojca, ale i bez tego mu współczuję.
Stanowisko ojca pewnie byłoby takie, żeby ci się spodobało "Bernata trzeba było go lać więcej, to Twoja wina, że taki jest".
Zabawne, że szukacie winy we mnie i robicie mi wiwisekcje / psychoanalizę, tylko dlatego, że asertywnie i dobitnie wyrażam dezaprobatę dla umiłowanego w Panu Katolika pana Krzyczka, który w komentarzach pod tym artykułem (którego nie rozumie, bo nie czyta ze zrozumieniem), wykonuje swoje projekcje ;)
Kochani, nie łamcie się - nigdy nie jest za późno nauczyć się czytać i komentować ze zrozumieniem artykuły na wyborczej.
Macieju skupiłeś się na sobie, a ja początkowo nie zamierzałem z Tobą dyskutować. Przyjąłem od razu do wiadomości, że w Twoim przypadku odcięcie syna od ojca może być całkowicie uzasadnione. Domyślam się, że również ojcu nie zależy na kontaktach z Tobą.
W artykule dostrzegłem natomiast inny problem, a mianowicie zastanawiają mnie przyczyny braku kontaktów dzieci z rodzicami w przypadku rodzin rzeczywiście normalnych, a w szczególności zastanawia minie niesamowity przyrost tych przypadków.
Dlaczego mnie zastanawia?... bo nie mam gwarancji, czy np. moje wnuki (nowocześnie wychowywane, według najnowszych standardów) kiedyś nie stracą poczucia przynależności do naszej rodziny. Relacje z moimi dziećmi mamy bardzo dobre i mam nadzieję, że się nie zmienią, ale…
Napisał komentarz jeden z czytelników (olek1303), że stosunek dzieci do niego i żony bardzo się zmienił, gdy zaczęli chodzić do psychoterapeuty.
Niestety, nowoczesne wychowanie dzieci, nie tylko przez rodziców, ale przez szkołę i media, powoduje lawinę problemów, a psychoterapeutyczne ich rozwiązywanie odnosi często uboczny skutek, być może niezamierzony.
a ja swojej matki. Tak to działa bo od kogo mamy czerpać wzorce osobowości. Jedyny postęp, jeśli jesteśmy inteligentni, toto że potrafimy identyfikować problemy i staramy się nie krzywdzić. Naszych rodziców do tej pory na to nie stać. Są w swoim mniemaniu zdrowi psychicznie. I jak widać szybciej się z nimi zidentyfikujesz niż z nami. To podobny mechanizm ja z księżmi pedofilami. Zadarze się ze rodzice wierzą im a nie pokrzywdzonym dzieciom.
Ściana tekstu, zero treści. Koszmar.
Przynajmniej póbowałem
"Trudno mi natomiast zrozumieć zachowanie dzieci z prawdziwie normalnych rodzin,"
Skąd wiesz że prawdziwie normalnych, jakimi kryteriami to kwalifikujesz. Chyba, bez urazy, jesteś prostakiem i szczęśliwie urodziły ci się proste dzieci i macie proste życie.
Człowieku, ochłoń.
Już w pierwszym poście sam piszesz o swoich traumach - ale później odrzucasz jakiekolwiek komentarze i odniesienia do Twojej sytuacji.
Obrażasz innych, stosując prostacką erystykę, ośmieszając siebie i swoje problemy. Zarzucasz innym projekcje? Przeczytaj najpierw swoje posty...
Co nie zmienia faktu, iż chyba faktycznie potrzebujesz pomocy - tylko że nie otrzymasz jej na forum podrzędnego pisemka, jakim od dłuższego czasu jest PPHU "Wyborcza".
Właśnie on w każdej wypowiedzi pokazuje, że on nie rozumie o czym jest mowa, bo rodziny postrzega przez swój pryzmat. Pryzmat swojej moralności, swoich konserwatywnych i chrześcijańskich wartości (podkreśla to w kilku komentarzach w całym artykule), swoich doświadczeń. Mam wrażenie, że ta rozmowa nie prowadzi do niczego i przez to, że on nie chce zrozumieć o czym mowa, tylko ma z góry założoną tezę jedyne do czego się to będzie sprowadzać to bezproduktywna ewangelizacja.
O tym, czy rodzina była prawdziwie normalna i nie miała dysfunkcji, mogą się wypowiadać jej uczestnicy, nie postronni komentatorzy. Co jest też znamienne w tej dyskusji osoby takie jak Krzyczek czy M.K.Zet (podkreślające na każdym kroku jakie szczęśliwe i radosne mięli dzieciństwa i rodziny) nie są wstanie wczuć się w odczucia i role tych, którzy mają różne dysfunkcyjne doświadczenia ze strony rodziców i albo całkowicie, albo częściowo ucinają kontakt.
Nie wszystko musi się sprowadzać do "rodzinnych wartości", katolicki kodeks moralny nie jest jedynym istniejącym i nie każdy musi się zgadzać ze stwierdzeniem "rodzina jest najważniejsza". Jeśli rodzina niszczy to należy ją opuścić. Tak samo jak przemocowego męża/żonę.
ale jestes typowy, pospolity. Wchodzisz na artykuł o problemach a jeśli pojawia sie ktoś z takimi problemami jedziesz po nas. Po ch.j to czytasz? Żeby się dowartościować?
Czekałem na Twoją wypowiedź, bo już wcześniej zwróciłem uwagę, na Twoją jakże konserwatywną i nacechowaną katolicką nomenklaturą wypowiedź, w której deprecjonujesz wszystko to co niezgodne z Twoją moralnością. Podsumuję to tak - ochłoń sam, bo masz płatne konto, po to by komentować na forum podrzędnego pisemka jakim jest tu cytat "PPHU "Wyborcza"". Nie wiem co gorsze, moje wypowiedzi, ignorancja Krzyczka, czy Twoje marnotrawstwo pieniędzy, by opłacać abonament w piśmie, z którego linią i poziomem programowym się fundamentalnie nie zgadasz. W każdym razie zalecam rozsądniejsze zarządzanie domowym budżetem. Dla forum będzie to żadna strata.
Faktycznie, zerwanie kontaktów dziecka z rodzicem nie jest normalne, czyli takiej rodziny nie należy nazywać normalną. Przyznaję też, że w naszej rodzinie idziemy przez życie prostą drogą, według zrozumiałych zasad, dzięki czemu unikamy potknięć i wszyscy jesteśmy szczęśliwi.
Usatysfakcjonowany?
1. Nie jestem nawet ochrzczony, więc z katolicyzmem pudło, a przy okazji kolejna, prostacka erystyka, zwalniająca Ciebie z rzeczowej argumentacji. Można i tak, niczego więcej się nie spodziewałem.
2. Podtrzymuję swoje zdanie o coraz szybszym upadku PPHU "Wyborcza", którą dzisiaj czytam z jednoego powodu: powiększenia swojej informacyjnej bańki i obserwacji, jak większość z nas potrzebuje obiektu nienawiści. Mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się utrzymać krytyczne myślenie na przyzwoitym poziomie.
3. Twoje (i romana) problemy ani mnie ziębią, ani grzeją. Nie jesteście wyjątkowi, a wręcz uważam, że należycie do szarej, zakompleksionej masy, stanowiącej jakieś 50% dowolnej społeczności. I teraz najważniejsze: to żaden zarzut, żadna ocena - tylko stwierdzenie faktu.
4. W jednym się możemy zgodzić: brak moich wypowiedzi to dla tego forum żadna strata. Tak samo, jak brak 99% postów pozostałych forumowiczów - w tym oczywiście i Twoich gorzkich żalów.
Podsumuje to dla Ciebie tak: You cried a river of tears :)
nie, zazdroszczę. Bo moich ludzkich potrzeb ktoś nie zapewniał we właściwym czasie i z natury rzeczy szukałem dlaczego i szukam do tej pory i czekam na nie. Ale się nie doczekam a nawet gdybym się doczekał teraz to byłby niewłaściwy czas. Człowiek przecież żeby dobrze się wychował musi mieć zapewnione pewne potrzeby we właściwym czasie. Jednak ludzka nadzieja sprawia ze szukamy, czekamy i niańczymy naszch strach rodziców mimo ze ich rodzicielstwo sprowadziło sie do spłodzenia, urodzenie i wykarmienia. Postąpili z nami jak ze zwierzęciem gospodarskim ktore jak przyjdzie pora zużywa się np do opieki
Oni tego nie rozumieją, bo jeden jest zaczadzony, a drugi myśli że jego moralność jest jedyną dominującą i np. nie uznaje tęczowej rodziny. Czyli partner z którym żyje 12 lat moja rodzina nie jest, jest nią ojciec, całe życie mający o mnie fatalne zdanie, czy miałem 3 latka czy 30 i wiecznie ze mnie niezadowolony. Dobrze, że żyjemy w wolnym kraju i nie muszę się otaczać takimi ludźmi. A tfu im!
Jeden zaczadzony, drugi ze spaczoną moralnością i obaj są szczęśliwi. Po drugiej stronie niezaczadzony, z moralnością człowieka miłosiernego i dobrotliwego, niemal kryształowa osobowość, a mimo to nieszczęśliwy?
Nigdzie nie napisałem że jesteście nieszczęśliwy albo że ja jestem nieszczęśliwy. To że nie czytasz ze zrozumieniem udowodniłeś już wielokrotnie i nie musisz się kompromitować dalej. Już wystarczy.
Nie napisałeś? Inni też nie napisali, a mimo to zaszufladkowałeś ich według własnego widzimisię
Nie o tym jest ta rozmowa, ale po raz kolejny udowadniasz że Ciebie nie interesuje co kto ma do przekazania tylko masz urojenia w główce i sobie dopowiadasz. Nic takiego nie nadpisałem co mi zarzucasz, a jeśli nadal to widzisz tutaj to zamiast ewangelizować udaj się do psychiatry.
polecisz jakiegoś psychiatrę? :)
Wujek Google ci poleci, albo ksiadz katecheta. Wierze w ciebie
Pytam, bo w komentarzach wyżej proponowano ci poszukać wsparcia, więc może już znalazłeś?
Ale to Ty szukasz wsparcia, nie ja. Tobie polecano też czytanie ze zrozumieniem - zapisałeś się na korki z polskiego?
To chyba oczywiste, że moje pytania są sarkastyczne. Jak widać nie dla każdego.
Nie operuj figurami retorycznymi w dyskusji które są poza zasięgiem Twojego intelektu. Jeszcze musisz się nauczyć czytać ze zrozumieniem, na sarkazm przyjdzie czas.
Żegnam ozięble z domieszką ironii.
Przy okazji przybij piątkę ode mnie ojcu :)
Uśmiechnij się, będzie jeszcze gorzej.
To jest wersja, ktora widza sasiedzi... Nie wszyscy opowiadaja wszem i wobec, ze ojciec molestowal albo matka bila.
Myślałam o tym bardzo dlugo i zdecydowałam, że nie chcę relacji z nimi już nigdy. Tak, jestem bez serca, można mnie hejtować, jeśli ktoś potrzebuje.
Jeśli ktokolwiek by Cię skrytykował, to znaczy, że nie rozumie pojęcia "samoobrona".
Trzymaj się.
Nie jesteś bez serca. Dbasz o siebie i tak trzymaj!
Dziękuję.
Gratuluje. Podjela Pani sluszna decyzje. Tez bym tak zdecydowala.
Pozdrowienia
pozdrawiam
Też nie mam od lat kontaktu z rodzicami i choć czasami po ludzku chciałabym normalności (poznać dzieci z dziadkami), to wiem, że to niemożliwe i każde ryzyko kontaktu z nimi (np. zaproszenie siostry na 18-stke jej syna) jest już na samą myśl dla mnie traumatyczne. I też wiem, że nic nie tracę i że oni (rodzice) nie zdobyli się na żadną refleksję. Nigdy nie próbowali odnowić kontaktu, dlaczego więc ja mam, skoro przez przez 15 lat jak żyłam w domu rodzinnymi ojciec potrafił nie odzywać się do mnie, a matka przez 10 lat. Upokarzali mnie na każdym kroku zaznaczając, że jestem od nich zależna i mam wypełniać ich polecenia. Wyzywali od najgorszych, choć nic specjalnego nie zrobiłam. A potem jak wyprowadziłam się nie docenili mojej chęci mimo wszystko kontaktu. Wystarczyło raz odmówić przyjechania na święta, by zaprzestali jakiegokolwiek kontaktu. Mijał miesiąc, dwa... pół roku. Spotkałam ich na przyjęciu u siostry, na co odwrócili się napięcie. Wtedy też zrozumiałam, że nie są warci mojej uwagi i mojego kontaktu. Artykuł mnie pociesza, że takich przypadków jak mój jest więcej, bo nie znam nikogo, kto byłby w podobnej sytuacji i też trudno często mi prosto powiedzieć, dlaczego nie mam kontaktu z rodzicami (nie pochodzę z patologicznej rodziny, ale zwyczajnie była przemoc psychiczna i brak nawiązania relacji, brak zainteresowania mną, wsparcia, zrozumienia w czymkolwiek).
Mam wrażenie, że z wiekiem beton coraz twardszy. Przy 80 jest jeszcze gorzej.
Nadzieja w tym, że najtwarszy pęka nagle.
I co się z nim robi? Wywozi i zapomina.
Toksyk tego nie zrozumie. Będzie budował poczucie winy. Będzie przypominał wszystkie wakacje, kursy językowe, spacery itd. nie jako coś dobrego ale jako koszt i wyrzeczenia jakie się z tym wiązały. Nie będzie wspominania fajnego czasu razem, ale właśnie wypominanie ile to kosztowało. Będzie swoje dorosłe dzieci, które mają swoje rodziny nadal traktował jak kogoś od kogo można wymagać jakiegoś zachowania. Będzie chciał kontrolować.
Będzie też wypominał konieczność opieki w trakcie ciężkiej choroby dziecka. A na zewnątrz będzie po mistrzowsku odgrywał rolę idealnego, wspierającego i zaangażowanego rodzica.
W jednym tekście opis relacji rodzinnych z Amazonii, USA, Afryki i Chin... i żadnych sensownych wniosków dla czytelników mieszkających w Polsce.
Kolejny artykuł z serii: Dużo słów, zero treści.
To nie są banały kiedy przechodzimy bez zmrużenia oka, nad cierpieniem
dzieci, które były maltretowane i wykorzystywane w okresie swego dzieciństwa,
bo rodzice przeżywali ciężkie chwile. Natomiast teraz kiedy lat przybyło i jest
coraz trudniej z radzeniem sobie z własną ułomnością, uświadamiamy sobie
że mamy wiecznych w do nas stosunku wierzycieli i dłużników, których mamy
prawo powołać teraz do opieki nad nami. Jakie to wspaniałe i dające nam
pewność siebie uczucie że nikt nas nie może pozostawić bez opieki, bo nam
się ona prawnie należy. Tak bo wiele tysięcy dzieci które były powierzane
w ich młodości domom dziecka lub innym osobom do wychowywania, gdyż
,,rodzice" nie byli w stanie z powodu choćby stałego upojenia alkoholowego
sprawować pieczę i dzieci te nie wystąpiły do sądu o pozbawienie ich praw
rodzicielskich, teraz będą zmuszone do łożenia i opieki nad nimi. Bo godne
to jest i sprawiedliwe, jak prawi pismo święte. Dziwi mnie że to same pismo
nie przytacza żadnego obowiązku dla rodziców w tym względzie, a więcej
nakazuje ich też czcić i szanować. Co mają do powiedzenia dzieci które nie
zaznały dzieciństwa i spokoju i były pod wieloma względami wykorzystane
w milionowych przypadkach, o tym milczymy, bo prawo mają możliwość
tworzyć tylko dorośli, a dzieci jak zwykle są zmuszane do jego akceptacji.
Bo rodzice którzy kochali i byli troskliwymi opiekunami nie mają czego
się obawiać, chyba że wychowali swych genetycznych naśladowców.
100/100
Opiszę zdarzenie z mojego domu. Przyjechał jeden z dorosłych synów i powiedział prawie na wejściu; Rozmawialiśmy z kilkoma kolegami o rodzicach. I o tym jakie trudne przeżycia, obojętność, brak wyrozumiałości, wsparcia były ich udziałem. Pozwoliły mi zrozumieć, że moi rodzice nie są tacy przeciętni. Wydawało mi się, że tak jak u nas jest w każdej rodzinie.
A wy jesteście tacy wyjątkowi. Zazdrościli mi bardzo.
A mnie jako matce te słowa ciągle brzmią w głowie i sercu.
Ale i ja miałam wspaniałych rodziców. I wiem jak to pozytywnie wpłynęło na moje życie.
Bardzo wszystkim współczuję, którzy takiego szczęścia nie mieli.
Pozdrawiam!!!
piękne ale rzadkie. Realnie chodzi "tylko" szklankę wody, niby tylko :(
Panu redaktorowi oksytocyna pomyliła się chyba z serotoniną. Czym zasłynął tenże "słynny hormon".
Jeśli już to oksytocyna jest "tylko" hormonem przywiązania.
Jak widać pobieżne omówienie kilkunastu prac naukowych o podobnej problematyce nie daje gwarancji uzyskania spójnego tekstu. Sztuczna inteligencja wykonała by chyba lepszą kompilację.
Miała być łapka w górę ode mnie, a niestety jest w dół.
Jakoś przeżyję :-)
Podzielam to zdanie. Już więcej sensu było w komentarzach niż w tekście.