Przez telefon radziłam, gdzie kupić prezerwatywę, słuchałam bitych kobiet i szłam do szkoły

[ Jest to fragment wywiadu z Barbarą Nowacką, który w czwartek ukaże się w "Dużym Formacie" ]

Prezydent Duda w przemówieniu telewizyjnym: "Przyczyni się to [podpisanie ustawy o TK] do uspokojenia sytuacji. Trudno mi pogodzić się z tym, że w polskim Sejmie i przestrzeni medialnej padają ostre słowa. Polacy oczekują spokoju...".

- ( Zirytowana ). Spokoju?! Trzy tygodnie temu byłam na pierwszej manifestacji KOD, widziałam tłum oburzonych ludzi spokojnie domagających się normalności i demokracji. Na ulicach rozmawia się o konstytucji, ludzie chodzą z kotylionami, wlepkami KOD. Jeśli Duda i Kaczyński postanowili zaczarować rzeczywistość, to się nie uda. Kaczyński nie docenia tego, że tu nie Węgry, ludzie łatwo nie przełkną niszczenia budowanej przez 26 lat demokracji. Niedoskonałej, kruchej, ale działającej.

Na tym marszu KOD wystąpiła pani z Ryszardem Petru. Lewicowa działaczka i znienawidzony przez pani środowisko liberał. Wasze wspólne zdjęcie obiegło internet.

- ( Podnosi telefon, pokazuje wyświetlacz ). Dostałam właśnie kolejny mem... Pod moim zdjęciem z Petru ktoś umieścił zdjęcie Marksa, Engelsa i Che Guevary z rozczarowanymi minami. Albo inne z podpisem: "Partnerstwo publiczno-prywatne". Czułam, że zdjęcie będzie miało potencjał.

Skala marszu panią zaskoczyła?

- Nie wierzyłam, że ludzie przyjdą tak licznie. Było za kwadrans 12, gdy siedzieliśmy w autobusie z Petru, Neumannem, Kosiniakiem-Kamyszem i Kijowskim i mówiliśmy sobie, że to nie ma sensu, bo były może 2-3 tysiące osób. Umówiliśmy się, że wychodzimy na kwadrans, pogadamy i wracamy. Minęło pięć minut i szok: morze ludzi na ulicy. Dwa razy w życiu coś takiego widziałam, wcześniej na marszu alterglobalistycznym. Czuliśmy, że tworzy się historia, że Kaczyński nie na żarty wkurzył ludzi. Piszą do mnie osoby wcześniej nieaktywne politycznie, znajomi z liceum, ostatnio znajoma mama z przedszkola, w którym jest moja córka, powiedziała: "Pierwszy raz w życiu będę brała udział w demonstracji". Szlag mnie trafia, gdy równolegle widzę rząd kanadyjski Justina Trudeau, który powołał rząd równościowy, parytetowy, uwzględniający osoby z mniejszości etnicznych czy niepełnosprawne, wszystkie superkompetentne.

Co panią jeszcze bolało, gdy miała pani 17 lat?

- Rozwarstwienie społeczne, bieda. Pamiętam, jak zaczepiła mnie starsza kobieta na ulicy, błagała, bym wykupiła jej receptę. Moja babcia miała taką emeryturę, że gdyby nie rodzina, nie miałaby na jedzenie. Kongres Liberalno-Demokratyczny szalał, Balcerowicz robił kapitalizm pełną gębą. To mnie bolało.

Dlaczego bolało dziewczynę z dobrego domu, której nic nie brakowało?

- Tak mnie wychowano. Matka, ojciec, babcia mówili mi, że równe szanse są podstawą rozwoju. Pamiętam książkę dziadka o jego drodze do lewicowości, w której pisał o solidarności społecznej - to też mnie ustawiło. Albo się jest wrażliwym, albo nie. Mnie się udało z urodzeniem, z kapitałem intelektualnym w rodzinie, a skoro innym zabrakło, trzeba to wyrównać. W PRL mieliśmy te same fartuszki, to samo na talerzu, ale skończyło się. OK, mamy nowy system, ale nie wolno tracić kontaktu ze społeczeństwem.

Gdy mama współorganizowała Unię Pracy, imponowali mi Ryszard Bugaj i Aleksander Małachowski ze swoją wrażliwością na ludzi. Jeździłam z mamą i rozdawałam ulotki wyborcze, gdy kandydowała do Sejmu, ale nie widziałam kobiet. Dlaczego? Mama mówiła, że pokutuje męska kulturowość - kobiety siedziały w biurach partyjnych i odbierały telefony, parzyły kawę. Przed maturą pomagałam jej pisać przemówienia, prawie do rana. Nie przygotowałam się na ustny z francuskiego, ale zdałam.

Studiowałam bez entuzjazmu socjologię, bo marazm, nuda, brak intelektualnych inspiracji, z wyjątkiem kilku książek. Kłóciłam się o "Kapitał" Marksa, "Dżihad kontra McŚwiat" Barbera, gardziłam Fukuyamą, bo uważałam, że zbyt wiele trzeba jeszcze zmienić, nim powiemy, że historia się skończyła, bo jesteśmy w raju. Poszłam na spotkanie młodzieżówki Unii Pracy. Dyskutowaliśmy z Kwaśniewskim, który chwalił globalizm, a my uważaliśmy, że spowoduje rozwarstwienia społeczne, wpędza świat w pogłębiające się nierówności. Zorganizowaliśmy marsz alterglobalistów.

Kto jest winny katastrofy?

- Winny jest niewyobrażalny bałagan. W tamtym momencie uważałam, że honor nakazywałby wyciągnięcie konsekwencji kadrowych wśród odpowiedzialnych za lot. Bano się jednak palenia czarownic, czym narobiono więcej szkód. Wszyscy ponosili odpowiedzialność: rząd, Kancelaria Prezydenta, za przygotowanie, błędne decyzje, za ten dziadowski samolot, za złe szkolenia pilotów. Smoleńsk to nie jest sprawa wojenki PiS i PO, które walczą o dominację, to historia nas wszystkich, i taka "pośrodku". Katastrofa wielu osobom odmieniła życie. Jedni się nawrócili, inni od wiary odeszli, z lewicy przeszli na prawicę i na odwrót.

Jak panią zmieniło?

- ( Zastanawia się dłuższą chwilę ). Gdyby matka żyła, nie weszłabym do polityki.

CV Barbara Nowacka

(ur. w 1975 w Warszawie) informatyczka, działaczka feministyczna, współprzewodnicząca Twojego Ruchu. Córka zmarłej w katastrofie lotniczej w Smoleńsku Izabeli Jarugi-Nowackiej, wicepremier, posłanki. Bezskutecznie startowała w wyborach europarlamentarnych w 2014 r. i wyborach krajowych w 2015, w których zdobyła jednak blisko 76 tys. głosów

Wywiad z Barbarą Nowacką czytaj w czwartek w "Dużym Formacie"

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl