Ryszard Kukliński: bohater polski czy amerykański?

Marek Wąs
31.01.2014 17:00
A A A Drukuj

"Złoty chłopiec". Tak o Kuklińskim miał mówić Wojciech Jaruzelski. Na zdjęciu: Moskwa, luty 1980 r., posiedzenie Układu Warszawskiego. Płk Ryszard Kukliński stoi przy gen. Jaruzelskim (Archiwum prof.Józefa Szaniawskiego)

"Drogi Ser. Przepraszam za mój angielski. Jestem zagraniczny MAF z Communistische Kantry. Chcę się spotkać (potajemnie) z oficerem armii USA (podpułkownikiem, pułkownikiem) 17, 18 albo 19 sierpnia w Amsterdamie lub 21, 22 w Ostendzie. Mam niedużo czasu. Jestem z moim towarzyszem i oni nie mogą wiedzieć". Podpis - "P.V."
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
To był zwykły list, wrzucony do skrzynki pocztowej 11 sierpnia 1972 r. w Wilhelmshaven, niemieckim porcie nad Morzem Północnym, znanym z tego, że w czasie wojny był główną bazą Kriegsmarine. Trzy dni później leżał na biurku 52-letniego Johna Dimmera, szefa placówki CIA w Bonn. Ten błyskawicznie, tajnymi kanałami, przekazał go do centrali CIA w Langley w Wirginii. David Blee, 55-letni szef sekcji sowieckiej i jego zespół mieli mało czasu. Tajemniczy "P.V" pisał, że zadzwoni do ambasady amerykańskiej w Holandii, czyli pewnie płynie statkiem na trasie z Wilhelmshaven do Amsterdamu. Nie napisał nic o sobie. Co znaczy MAF? Może to angielskie "man", autor najwyraźniej kaleczy angielski. Zaznaczył, że może rozmawiać tylko po rosyjsku albo po polsku.

Zespół uznał, że najpewniej to marynarz zza żelaznej kurtyny. Nic wielkiego, ale David Blee zdecydował, że trzeba spróbować nawiązać z nim kontakt. Dwóch agentów CIA wyruszyło z Niemiec do Holandii i rozpoczęli dyżur przy dwóch telefonach - w amsterdamskim konsulacie i w ambasadzie w Hadze. W czwartek 17 sierpnia telefon milczał. Następnego dnia o 16.30 zadzwonił w Hadze. Męski głos zapytał: "Czy list dotarł do Bonn?". Agent: "Czy to P.V.?". Mężczyzna odłożył słuchawkę, ale po pięciu minutach znów zadzwonił: "Proszę o pilne spotkanie. Żadnych mundurów". Mówił łamaną angielszczyzną, głos brzmiał oficjalnie i obojętnie. Umówili się między dziewiątą a dziesiątą wieczór na dworcu kolejowym w Hadze. Agent CIA miał trzymać pod pachą magazyn "Time".

Minęła już 22. gdy niepozorny mężczyzna w jasnobrązowym garniturze nawiązał kontakt wzrokowy z agentem stojącym w głównym wejściu do dworca. Wokół tłum pasażerów, ale obaj nie mieli wątpliwości. Mężczyzna skinął głową i ruszyli z dworca w kierunku parkingu. Nieznajomy kilka metrów za człowiekiem z gazetą pod pachą. Po dwustu metrach, za rogiem dworca mężczyzna bez wahania usiadł na tylnym siedzeniu samochodu, gdzie czekał na niego drugi agent. Akcję ubezpieczał jeszcze jeden pracownik CIA, który nie znał szczegółów i drugi samochód. Od kilku godzin wypatrywali na dworcu ewentualnych szpiegów zza żelaznej kurtyny. "Wyprawa się opłaciła" - to było hasło oznaczające, że wszystko poszło zgodnie z planem i można opuścić dworzec.

W samochodzie podali sobie tylko dłonie. W milczeniu pojechali do hotelu Central. Dopiero w hotelowym pokoju mężczyźni przedstawili się: Walter Lang, to ten, który czekał na niego na dworcu, agent CIA działający pod przykrywką oficera armii USA i podpułkownik Henry Morton - tyle powiedzieli o sobie Amerykanie. W rzeczywistości, Morton posługiwał się imieniem Wally, był estońskim oficerem, który w czasie wojny zdezerterował i przeszedł na stronę Niemców a wreszcie został agentem CIA. Znalazł się w hotelu Central, gdyż mówił biegle po rosyjsku, jego prawdziwe nazwisko do dzisiaj jest tajne. Legendę pułkownika z wydziału planowania amerykańskiej armii we Frankfurcie przyjął dlatego, że "P.V" wyraźnie zażyczył sobie spotkania z przedstawicielem armii a nie agencji wywiadu. Obaj agenci ubrani byli jak turyści. Na koniec przedstawił się mężczyzna w garniturze: "Ryszard Kukliński, urodzony 13 czerwca 1930 w Warszawie, podpułkownik w polskim Sztabie Generalnym".

Agenci CIA Razem z Henrym usiedli w fotelach, Lang na łóżku. Mieli przed sobą 42-letniego faceta, przystojnego, szczupłego, wysportowanego. Typ "twardziela" - ocenili potem w raporcie. Ale niski, ledwie 167 cm wzrostu. Już na pierwszy rzut oka widać było, że chce wyglądać na pewnego siebie, choć wyraźnie tłumi napięcie. Odmówił kawy i koniaku, ale często kaszląc palił papierosa za papierosem. Amerykanów dziwiły drobiazgi - papierosa trzymał na wschodnioeuropejską modłę, między kciukiem a serdecznym palcem.

>> W jaki sposób Ryszard Kukliński nawiązał kontakt z CIA, choć był pod okiem oficera wywiadu Ludowego Wojska Polskiego?

>> A może nawiązał współpracę z CIA już w latach 60. podczas misji w Wietnamie?

>> Co oznaczają litery P.V., którymi podpisał wysłany z portowego miasta Wilhemshaven list do Amerykanów?

Czytaj od jutra w "Gazecie Wyborczej" w historycznej opowieści o najsłynniejszym polskim szpiegu!


Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu
Komentarze (140)
Zaloguj się
  • hetmanwiechu

    Oceniono 76 razy 26

    Fakt jest taki ze amerykanie pierw skożystali z wiedzy Kuklinskiego, po czym zrobili z niego szoł jak z Myszki Miki wydając prasie i wystawiając na niebezpieczenstwo jego i jego calą rodzine. Taka nauczka na przyszłość, nie pomoagaj amerykanom bo cie zdradzą. Polacz cały czas popełniają błąd ufając nadmiernie amrykanom, patrz więzienia CIA w Polsce. Z dziwkami nie pownno prowadzić się interesów.

  • zak1953

    Oceniono 49 razy 17

    ZDECYDOWANIE BOHATER - AMERYKAŃSKI.

  • marek1846

    Oceniono 115 razy 17

    Gdy Kukliński zaczynał współpracę z Amerykanami, polskie miasta były celami w ewentualnej wojnie. Swoimi działaniami - o ile nie były one inspirowane przez polski, radziecki wywiad - przyczyniał się do tego by wyparowywanie tych miast, następowało szybciej i skuteczniej. Oczywiście łącznie z tymi, którzy dziś budują mu pomnik bohatera.
    Tyle, że taka logika, to nasza specjalność.

  • quant34

    Oceniono 90 razy 16

    Gdyby doszło do konfliktu jądrowego, co w tamtym okresie było całkiem realne, informacje dostarczone Amerykanom przez Kuklińskiego pozwoliłby zabić o kilka milionów Polaków więcej. I nie chodzi o bzdety o planach wprowadzenia stanu wojennego, bo to akurat nie miało dla USA większego znaczenia. Chodzi o dokładne plany polskiej i radzieckiej obrony powietrznej, w tym obrony przeciwrakietowej. Kukliński wiedział o takich skutkach swoich działań i godził się na nie. To, że miał nadzieję, że do wojny nie dojdzie, absolutnie go nie usprawiedliwia. To po pierwsze. A po drugie Kukliński nie zrobił tego za darmo, o czym już bogo-ojczyźniani historycy nie wspominają. Dostał od Amerykanów elegancką willę i bardzo wysoka emeryturę (wysoką nawet jak na standardy USA). Żył do tej pory jak pączek w maśle, opływając w dostatki i rozbijając się po salonach, podczas gdy rodacy, których sprzedał, stali w kilometrowych kolejkach po żywność. Robienie bohatera ze zdrajcy jest absolutnym kuriozum w skali świata. Nie ma drugiego kraju, który tak by sobie srał do talerza. PRL był paskudnym krajem, ale innej ojczyzny wtedy nie mieliśmy. Pod butem ZSRR, bez suwerenności i z czołgami Jaruzelskiego na ulicach, ale to był nasz kraj. Tu żyliśmy i tu byśmy ginęli dzięki Kuklińskiemu, gdyby doszło do konfliktu pomiędzy supermocarstwami. Gloryfikacja kogoś takiego jak Kukliński jest po prostu kulturowym i historycznym wandalizmem.

  • sakramencki

    Oceniono 94 razy 14

    Żołnierz, a szczególnie oficer który złamał przysięgę wojskową i przeszedł na stronę wroga, jest zdrajcą. Rozumieją, to wszyscy którzy służyli, służą w wojsku. Ci, którzy nie służyli nigdy w wojsku mogą mieć z tym problem poznawczy.
    Film Pasikowskiego niezależnie od hagiograficznej fabuły niesie bardzo złe przesłanie dla morale i dyscypliny sił zbrojnych. Pokazuje, że złamanie przysięgi wojskowej przez polskiego oficera jest rzeczą pożądaną.
    A na koniec dla admiratorów głównego bohatera filmu Pasikowskiego - niepokazane w filmie ciekawe wątki tej historii: Indochiny - Komisja Rozjemcza, ...

  • aaron_agorenstein

    Oceniono 34 razy 12

    Trzeba być bardzo naiwnym, by wierzyć, że ktokolwiek z tych, którzy coś w tej sprawie wiedzą, a są to ludzie z wywiadu, czyli zawodowi kłamcy, nagle z niewiadomych przyczyn powie prawdę.

  • ojci

    Oceniono 26 razy 10

    Legenda, czyli to w co macie wierzyć. Wymieszana z prawdą, by trudniej było ziarno od plew.

  • kirdan1

    Oceniono 11 razy 7

    To w jaki sposób A.Michnik i w efekcie cała "GW" przedstawia pułkownika Kuklińskiego jest jedną z najczarniejszych kart tego środowiska. No cóż, doprawdy czekam teraz na podobne teksty o Canarisie i innych przedstawicielach antyhitlerowskiej opozycji w łonie Wehrmachtu. Przecież pomagali doprowadzić swój kraj do przegranej wojny, nalotów, zniszczeń... Śmiało!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX