W zeszłym roku w szkołach niepublicznych dla dorosłych kształciło się ponad 395 tys. słuchaczy. To dorośli, którzy wcześniej nie zaliczyli liceum czy technikum, a teraz chcą mieć wykształcenie średnie, albo tacy, którzy zdobywają pomaturalne wykształcenie zawodowe. Takim szkołom dla dorosłych przyznawana jest dotacja z budżetu państwa. Wypłacają ją samorządy. W zeszłym roku była to kwota ponad 854 mln zł.
Dlatego szkoły pojawiały się w całym kraju jak grzyby po deszczu. Tylko Warszawa przekazała na naukę 16 tys. dorosłych w niepublicznych szkołach ok. 20 mln zł.
Gdy w zeszłym roku w stolicy uruchomiono internetowy system naliczania dotacji, urzędnicy odkryli przypadki słuchaczy zapisanych do kilku szkół jednocześnie. Były też przypadki, gdy placówka miała np. 1,2 tys. słuchaczy, ale w wynajmowanych przez nią budynkach nie zmieściłaby się nawet połowa z nich.
- Biznes polega na tym, że szkoła zgłasza 300 słuchaczy, choć wie, że będzie chodzić 70 osób. I tylko tej grupie musi zapewnić pomieszczenia i nauczycieli. Ale pieniądze dostaje na wszystkich - tłumaczył "Gazecie" zimą Marcin Litwinowicz, naczelnik wydziału finansowania oświaty w warszawskim ratuszu.
Kontrole niewiele dawały: prawo nie nakładało na dorosłych słuchaczy obowiązku obecności na zajęciach. Firmy korzystały więc z tego, jak mogły. Przyciągały uczniów hasłami o wydawaniu bezpłatnych zaświadczeń do
ZUS (potrzebnych np. do pobierania renty) i legitymacji szkolnych gwarantujących zniżki. Na nagrodę mógł liczyć słuchacz, który przyprowadził do szkoły znajomego.
O nieprawidłowościach w działaniu szkół niepublicznych dla dorosłych już w 2007 r. informowała
NIK. O złych praktykach przy pobieraniu pieniędzy alarmowały resort samorządy i kuratorzy oświaty, którzy natknęli się na sytuacje, gdy słuchacze już w dniu zapisu do szkół podpisywali oświadczenia bez daty o chęci powtarzania semestru.
Prace nad nowym rozporządzeniem
MEN zapowiadało już w grudniu. Wejdzie ono w życie lada dzień. Teraz dyrektor szkoły będzie musiał skreślić z listy osobę, która opuściła w semestrze więcej niż 50 proc. zajęć. Z kolei możliwość powtórzenia semestru będzie tylko dla tych, którzy złożą pisemny wniosek i uzasadnią go sytuacją życiową lub zdrowotną. Do tej pory nie było takich przepisów, zatem urzędnicy kontrolujący szkoły twierdzili, że formalnie rzecz biorąc, nie mają się do czego przyczepić.
- Mamy nadzieję, że to zarządzenie pozwoli samorządom wydawać pieniądze na faktyczne kształcenie uczniów, a nie na martwe dusze, które kosztowały budżet państwa miliony - ocenia Grzegorz Żurawski, rzecznik Ministerstwa Edukacji Narodowej.