http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cud w chińskiej kopalni

Maria Kruczkowska
2010-04-07, ostatnia aktualizacja 2010-04-06 21:30

W kraju, gdzie statystycznie każdego dnia w kopalniach ginie siedmiu górników, udała się akcja ratownicza granicząca z cudem

- To cud, wart całego naszego wysiłku i wielu bezsennych dni - mówił w poniedziałek Wei Fusheng, jeden z 3 tys. ratowników biorących udział w akcji w zalanej wodą kopalni.

Jego koledzy wynosili w tym momencie na noszach kolejnych żywych górników. Tłum wokół kopalni szalał z radości, a wraz z nim reszta kraju, bo akcja ratownicza była transmitowana. W Chinach panuje euforia - uratowano 115 ze 153 uwięzionych górników. Czekali osiem dni uczepieni ścian, by nie porwała ich woda.

- To zapewne jedna z najbardziej zdumiewających akcji ratowniczych w całej historii górnictwa - mówi zachodni ekspert David Feickert, który doradza chińskim władzom w sprawach bezpieczeństwa górniczego.

Chińskie kopalnie są najbardziej niebezpieczne na świecie i statystycznie każdego dnia ginie siedmiu górników. Dlatego gdy ubiegłej niedzieli podano wiadomość o zalaniu państwowej kopalni w prowincji Shanxi, gdzie działają tysiące kopalń, nikt nie robił wielkiej sensacji.

Tym razem wody podziemne zalały kopalnię spółki Wangjialing. Z 266 górników, którzy byli pod ziemią w chwili katastrofy, 108 zdołało uciec. Pozostałym nie dawano większych szans, ale Pekin prowadzi kampanię na rzecz poprawy bezpieczeństwa kopalni i potraktował sprawę prestiżowo. W rejon katastrofy wysłano 3 tys. ratowników. Pompy pracowały dzień i noc, aby usunąć 140 tys. m sześc. wody, czyli równowartość 56 basenów olimpijskich, wypełniających kopalnię.

Siódmego dnia akcji ratownicy usłyszeli stukanie w metalowe rury. Wiedzieli, że górnicy żyją. Posłali im glukozę i listy z wyrazami otuchy: "Drodzy koledzy, komitet centralny partii komunistycznej, rząd i cały naród martwi się o wasze bezpieczeństwo. Ścigamy się z czasem, by was uratować. Nie traćcie nadziei i wytrwajcie".

Do górników wysłano najpierw nurków, ale woda była silniejsza. Dopiero w ostatnią niedzielę, gdy wody zaczęły opadać, akcja ratownicza ponownie ruszyła. Ratownicy zobaczyli migotanie latarek. Wydostano ich z szybów wąskimi kajakami.

Uratowani opowiadają, że jedli korę z pni, węgiel i papier. - Wielu z nas zbierało skrawki papieru unoszące się na wodzie i nimi oszukiwaliśmy głód - powiedział jeden z uratowanych.

Z ocalonych do tej pory siedmiu jest w stanie poważnym, pozostali w stabilnym. "Ich tętno i ciśnienie wracają do normy" - pisze agencja Xinhua. Cierpią na odwodnienie, infekcje skóry wywołane długotrwałym zanurzeniem i wyziębieniem.

Wczoraj akcja ratunkowa była kontynuowana. Na dole jest jeszcze 33 górników. Po poniedziałkowej euforii wtorek był dniem żałoby - ratownicy wydobyli z kopalni pięć ciał.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':