http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kolejny prezydent Kaczyński? Niemożliwe

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2010-04-28, ostatnia aktualizacja 2010-04-28 16:07

17 kwietnia, Warszawa, Plac Piłsudskiego
17 kwietnia, Warszawa, Plac Piłsudskiego
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński jest w bardzo trudnej sytuacji. Bo z jednej strony nie może nie odwoływać się do tragedii smoleńskiej, a z drugiej - nie może przekroczyć granicy świadczącej o instrumentalizacji tego wydarzenia - mówi prof. Radosław Markowski*

Prof. Radosław Markowski, Polska Akademia Nauk i  Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Prof. Radosław Markowski, Polska Akademia Nauk i Szkoła Wyższa Psychologii...
Agnieszka Kublik: Jarosław Kaczyński to najlepszy kandydat PiS na prezydenta?

Prof. Radosław Markowski: Dla PiS z pewnością tak. Po części dlatego, że sam w ostatnich latach usunął z partii osobistości, które mogły być brane pod uwagę jako potencjalni kandydaci na prezydenta.

Dla Polski to wybór kłopotliwy. Instytucja naszej prezydentury to konstrukt specyficzny, do którego Jarosław znacznie gorzej pasuje niż jego zmarły brat Lech. Jest urodzonym szefem partii, a także szefem egzekutywy, ale można mieć wątpliwości, czy jego charakter i umiejętności pozwolą mu należycie pełnić funkcję prezydenta-mediatora, prezydenta wszystkich Polaków.

PiS mógł wybrać inaczej?

- Nie mógł. Uważam, że to niesłychanie odważna decyzja prezesa Kaczyńskiego, bo sytuacja zmusza go do kontynuacji głównego przekazu politycznego - pielęgnacji dorobku brata, polityki historycznej, budowania politycznego wizerunku na nieadekwatnej do współczesności wersji patriotyzmu. Czyli na odwoływaniu się do naszej powstańczo-klęskowej tradycji, a więc do tych elementów politycznego repertuaru, który doprowadził do ogromu zła w Europie pierwszej połowy XX wieku. Jego czasami irracjonalna niechęć do sąsiednich krajów i narodów to wielki problem. A dla nas ogromne koszty, jakie poniesiemy, jeśli pierwsza osoba w państwie chciałaby realizować swoje przesądy bez oglądania się na nową paneuropejską rzeczywistość.

Nie wykluczam jednak, że Jarosław Kaczyński może zdecydować się na jakąś koncepcję odnowy programowej partii. Mógłby tym ruchem zyskać poparcie wśród młodszego pokolenia działaczy PiS zdającego sobie sprawę, że pora dokonać zasadniczego, modernizującego wizerunek partii zwrotu. Ale pewnie krótki okres kampanii nie pozwoli na taki odnowicielski ruch.

Czy prezes PiS może dostać podobne poparcie jak prezydent Lech Kaczyński? Jarosław ma większy, niż miał prezydent, elektorat negatywny (51 proc. do 44 według CBOS). Czy pod wpływem emocji po katastrofie to się może zmienić?

- Poczekajmy na pierwsze pogłębione badania, ale wydaje się, że okres 2005-07 nadal jest zbyt dobrze pamiętany, by można oczekiwać, iż PiS-owski kandydat może liczyć na wiele więcej niż zazwyczaj. Pamiętamy dopuszczenie do rządzenia krajem polityków Samoobrony i LPR, permanentne konflikty w ramach tej "koalicji", próbę wmówienia społeczeństwu, że istnieje jeden "układ", gdy należało się zajmować licznymi układami i układzikami, i wiele innych nietrafionych pomysłów.

Jarosław Kaczyński jest jednak w bardzo trudnej sytuacji. Bo z jednej strony, nie może nie odwoływać się do tej tragedii, a z drugiej - nie może przekroczyć granicy świadczącej o instrumentalizacji tego wydarzenia.

Obecnie największy problem Jarosława Kaczyńskiego - z którego chyba zdaje sobie sprawę, stąd nominacja na szefową kampanii pani Kluzik-Rostkowskiej - to jego "dwór i klakierzy" oraz brak dostępu do rzetelnej informacji. To zjawisko uniwersalne w partiach o charyzmatycznym przywództwie.

Paradoksalnie równie poważnym problem dla Kaczyńskiego jest efekt działania publicystyki TVP 1. Znaczna część społeczeństwa ma do niej taki stosunek jak do telewizji gierkowskiej: jedni się śmieją i uważają, że to programy rozrywkowe, inni utwierdzają się w przekonaniu, że muszą zrobić wszystko, by nie dopuścić tej opcji do władzy. Jeszcze inni w ogóle tego nie oglądają. Na nieszczęście dla Jarosława Kaczyńskiego zatrudnieni tam "dziennikarze" zrobią wszystko, by lała się, tak jak do tej pory, ideologiczna papka, naznaczanie Polaków etykietkami "prawy" i "nieprawy". Kreowana będzie rzeka konfabulacji na temat domniemanych zalet osób, wobec których prezentują bezkrytyczną apologetykę, etc., etc.

Wynika to z tego, że propagandę tę uprawiają kontrowersyjni publicyści, co w konsekwencji ma zabójczy dla tej apologetyki efekt.

W ogóle Jarosław Kaczyński ma ogromny problem związany z brakiem w jego otoczeniu ludzi "pozytywnie krytycznych", to znaczy zdolnych do obiektywnego opisu rzeczywistości. Zamiast nich otoczony jest obecnie w większości "wielbicielami". To oni zapewne podsunęli mu jakieś "badania", które posłużyły mu do zapewniania nas na dzień przed wyborami 2007 roku, że PiS wygrywa z PO; ja wierzę, że on nie kłamał, tylko takich miał ekspertów.

Prof. Nałęcz twierdzi, że "nad Polskę nadciąga nawałnica w postaci PiS-owskiej ofensywy IV RP i dramatycznej walki PO z tą ofensywą".

- Samo hasło IV RP jest na tyle skompromitowane, że nie można do niego wrócić w wersji znanej z lat 2005-07. Ale znaczące elementy mogą powrócić w odmiennej postaci.

Jednak to wcale nie politycy PiS będą musieli robić "polityczną robotę" tej kampanii. Z jednej strony dyspozycyjne media będą uprawiać konfliktogenną propagandę, a endecko motywowana część - ta która ma wyraźne kłopoty z rozumieniem przesłania Pisma - kleru wykorzysta ambony do szerzenia swoiście rozumianej miłości bliźniego. Dodajmy, nie mówię tu o wszystkich, a nawet nie o większości ambon, ale o dostatecznie wielu, by wracać do odpowiednich zapisów konstytucji i tęsknić za marszałkiem Piłsudskim.

Ale o tym, że to IV RP będzie osią wyborczego sporu, świadczą słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiadane na pogrzebach polityków PiS. Mówił np.: "Musimy podjąć tak nagle przerwane ich dzieło. Być może przegramy, być może nie uda nam się jeszcze tym razem powrót do Polski. Ale musimy dać świadectwo".

- To będzie ciekawa kampania - czegoś więcej się dowiemy o polskim społeczeństwie. Na ile zadecydują racje, kalkulacje własnego interesu, a na ile czyste emocje. Obydwa elementy w polityce są ważne i nierozerwalnie związane.

TVP gra na emocjach. Pokazuje nam obraz mniej więcej stu tysięcy osób (selektywnie dobierając rozmówców) jako emanację narodu, a tymczasem nas, uprawnionych do głosowania wyborców, są 32 mln.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':