http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Debata o młodych. Stabilną ścieżką przez rynek pracy. List do przyjaciół

Michał Boni*
2011-09-09, ostatnia aktualizacja 2011-09-08 16:20

Młodzi nie są przeciwni elastyczności zatrudnienia w ogóle. Autorzy raportu "Młodzi 2011" także uważają, że elastyczność i wielość różnych form zatrudnienia dały w ostatniej dekadzie szanse na znajdowanie przez młodych pracy.

Michał Boni
Fot. Gazeta Bankowa
Michał Boni
Drodzy przyjaciele,

to dobrze, że po publikacji raportu "Młodzi 2011" rozpoczęła się poważna dyskusja na temat sytuacji młodej generacji, także warunków jej startu zawodowego i życiowego. Badania pokazują, że o ile dawniej symbolicznym aktem wejścia w dorosłość było założenie rodziny, dzisiaj jest to znalezienie pracy, i to ze stabilną perspektywą na przyszłość. To ważne spostrzeżenie, bo ono każe inaczej podchodzić do problemów związanych ze startem zawodowym młodych ludzi. Chodzi przecież z jednej strony o ich prywatny, indywidualny los, ale z drugiej - o lepsze warunki dla wyższej dzietności. A to jest ważne dla przyszłości demograficznej Polski.

I to jest pierwszy powód, dla którego trzeba rozmawiać o problemie warunków zatrudnienia dla młodej generacji. Druga przyczyna natomiast wiąże się z nowym fenomenem na rynku pracy, na rynkach pracy w wielu krajach - czyli rosnącym dualizmem rynku pracy, co dzieli pracujących na grupy lepszych i gorszych.

Wbrew wielu stereotypowym opiniom raport "Młodzi 2011" nie mówi o narzekaniu młodych i "straconym pokoleniu". Charakteryzując ambicje i aspiracje młodych, pragnienie realizacji marzeń, także konsumenckich oraz związanych z radością spędzania czasu wolnego i jakością życia poprzez "mieć, żeby być" - opisuje ich strategie dostosowywania się do rzeczywistości, byle tylko zrealizować własne plany. Młodzi zatem ciężko pracują, kiedy to liczyć w godzinach czy wysiłku oraz realnie bardzo kruchej stabilności zatrudnienia. I wyjaśnijmy to oponentom raportu czy jego rekomendacji - młodzi nie są przeciwni elastyczności zatrudnienia w ogóle. Autorzy raportu także uważają, że elastyczność i wielość różnych form zatrudnienia dały w ostatniej dekadzie szanse na znajdowanie przez młodych pracy. Zmniejszyły one bowiem w znaczny sposób zagrożenie bezrobociem.

Akceptując elastyczność na starcie, młodzi pytają: ale co ze ścieżką stabilizacji pozycji na rynku pracy? Nie oznacza to w żadnej mierze chęci powrotu do dawnego modelu pracy na tym samym etacie od ukończenia szkoły do emerytury. Potrzebna jest mobilność, elastyczność i zmienność, bo tego wymaga współczesna gospodarka. Ale w prawie żadnym kraju europejskim nie ma takiej skali zatrudnienia nietypowego, czasowego, często z wynagrodzeniem, ale bez ubezpieczenia społecznego - zatrudnienia ludzi młodych jak w Polsce. W innych krajach jest to "rozsmarowane" na różne etapy kariery, a tym samym różne pokolenia.

Barierą jest brak poczucia u wielu, wielu osób perspektywy wejścia na ścieżkę stabilizacji zawodowej, tak by planować dochody, by się szkolić, by mieć zdolność kredytową w bankach. Polskie banki nie patrzą na bogaty przebieg kariery młodego człowieka zatrudnianego co rusz gdzie indziej, i to nawet bez okresów bezrobocia - na umowy-zlecenia, o dzieło, w pracy sezonowej, na stażach (często wielokrotnych i darmowych). Patrzą tylko na papierek, na którym jest zapisana forma zatrudnienia. Bowiem czasy zmienności zatrudnienia i mobilności na rynku pracy nie zmieniły na większą skalę wymogów ostrożnościowych banków.

To ważna kwestia i dlatego chcemy zmienić formę prawną zatrudnienia, na regulowaną Kodeksem Pracy, by zachowując swobodę zawierania umowy o pracę, dać jej większą rangę. Bo dzisiaj sezonowcy, "czasownicy" (pracownicy tymczasowi) mający umowy cywilne z pracodawcami, nawet z powtarzalnością - są traktowani jak pracownicy drugiej kategorii. Za lat ileś tam okaże się, że ludzie mieli 45 lat stażu pracy, ale w tym tylko 35 lat ze składką na emeryturę.

Realnym problemem jest więc segmentacja, dualizm na rynku pracy, trwałość bycia pracownikiem drugiego sortu. Nawet jeśli jest to subiektywne, to obniża poczucie bezpieczeństwa. Może po jakimś czasie zniechęcać do aktywnego prowadzenia własnej kariery. Na pewno zniechęca do podejmowania decyzji o powiększaniu rodziny, blokuje choćby zamiar dotyczący posiadania drugiego dziecka. Trzeba zatem szukać rozwiązań tej kwestii.

Drodzy Przyjaciele, dziękując Wam za udział w dyskusji, dzielę się swoimi wątpliwościami... Ale i zapraszam do odejścia od jałowości prostej krytyki i pójścia w stronę szukania realnych rozwiązań.

Aż dziw bierze, że pracodawcy i część ekspertów uważają, że proponowane w raporcie rekomendacje i już konkretne propozycje są atakiem na elastyczność. Nie ma i nie będzie przymusu do zawierania "odnawialnej umowy sezonowej", to będzie wybór stron. Nie będzie przymusu do stabilizacji zatrudnienia stażysty, chyba że jednak źródłem finansowania stażu są pieniądze publiczne (np. z Funduszu Pracy) - bo wtedy może lepiej umawiać się na taki sam okres zatrudnienia jak stażowy z własnych środków. A zatrudnienie absolwenta ze środków Funduszu Pracy przy projekcie samorządowym nikomu nie będzie zagrażało, może natomiast dać świeżą krew samorządom i dobry test samego siebie młodemu człowiekowi.

A z drugiej strony patrząc, aż dziw bierze, że w "Polityce"(7-13 września) w dobrym artykule Wawrzyniec Smoczyński mówi, że raport rekomenduje nadmiar elastyczności. Jak zatem jest naprawdę? O co toczy się naprawdę spór? O ideologię czy praktyczne rozwiązywanie problemów, na które teraz, w roku 2011, trzeba znaleźć odpowiedź?

Inni, jak prof. Mieczysław Kabaj (Instytut Pracy i Spraw Socjalnych), mówią, że kluczem jest tworzenie miejsc pracy. Tak, zgoda. Tylko my mówimy o problemach dualizmu na rynku pracy, jaki powstaje w czasie, kiedy w Polsce, mimo kryzysu od połowy 2007 do połowy 2011 roku pracuje o jeden milion ludzi więcej! Także dzięki elastyczności na rynku pracy, ale problem i tak pozostaje.

Na świecie trwa na ten temat poważna debata. Eksperci OECD, Banku Światowego szukają rozwiązań. Tito Boeri pisze o potrzebie stabilizacji zatrudnienia młodych, proponując dla młodych "Contratto Unico" - ścieżkę stabilizowania zatrudnienia. Laureat Nagrody Nobla z ekonomii rynku pracy Christopher Pissaridies mówi o podobnych problemach - dyskutowaliśmy na ten temat w Brukseli na konferencji kilkanaście tygodni temu. Guy Standing, autor ważnych książek o rynku pracy i polityce społecznej, jeden z autorów koncepcji przejścia od welfare state do workfare state (państwa pracy), formułuje mocne tezy na ten temat, wzywając do stworzenia przesłanek dla nowych polityk publicznych w tej materii, jeśli nie chcemy wybuchu społecznego młodych za kilkanaście lat.

To są poważne problemy - więc i debata musi być poważna. Ścierajmy się w niej, spierając się o konkretne rozwiązania i z większą empatią wobec młodych. Czekam na takie propozycje, choćby i odmienne od proponowanych w raporcie "Młodzi 2011", ale realnie pomagające zmierzyć się z trudnym problemem.

Potrzeba szerszej perspektywy, oddechu, by o takich sprawach dyskutować twórczo. Wąskie spojrzenie, wąski interes grupowy nie mogą mieć prymatu, kiedy na szali są problemy publiczne.

*Michał Boni - minister pracy w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, współtwórca programu wyborczego PO, szef zespołu doradców strategicznych premiera i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów, współautor raportu "Młodzi 2011"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 2
  • 1
  • 3
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':