Oto ''lista hańby'', czyli jak kto głosował.W piątek wieczorem posłowie głosowali nad senacką poprawką do rządowego projektu zmiany ustawy o dostępie do informacji publicznej. Poprawka mówi, że nie udostępnia się opinii i analiz przygotowywanych na zlecenie władzy wszelkich szczebli, a także "podmiotów wykonujących zadania publiczne", jeżeli ich ujawnienie naruszyłyby "ważny interes gospodarczy państwa" lub mogły "osłabić zdolności negocjacyjne" przy zawieraniu umów międzynarodowych czy formułowaniu stanowisk w unijnych negocjacjach. Dotyczy też opinii i ekspertyz sporządzonych na potrzeby postępowaniu przed sądami, trybunałami lub "innym organem orzekającym". Także procesów wytaczanych skarbowi państwa przez osoby prywatne czy firmy.
- Kiedy zakładaliśmy w latach 70. latające uniwersytety, chcieliśmy przygotować ludzi do tego, by - jeśli nadejdzie demokracja - mogli podejmować świadomie decyzje. Teraz usiłuje się ludziom tę wiedzę ograniczyć - nawoływał posłów do odrzucenia poprawki Andrzej Celiński (niezależny). - To zamach na prawo obywateli do kontrolowania władzy publicznej - mówił przed głosowaniem Artur Górski (
PiS). - Gdzie PO ma honor? Umawialiśmy się, że w Sejmie nie będziemy głosowali przeciwko tej ustawie, jeśli nie będzie w niej tego przepisu. Teraz powrócił w Senacie, a wy macie dyscyplinę partyjną, żeby głosować za tą poprawką - wypomniał Platformie Górski.
Na nic zdały się apele. Głosami Platformy i
PSL-u senacka poprawka zgłoszona przez Marka Rockiego (PO) przeszła. Do odrzucenia zabrakło dziesięciu głosów. Z dyscypliny partyjnej wyłamało się dziewięciu posłów PO, w tym
Marek Biernacki, szef komisji administracji i spraw wewnętrznych, która pracowała nad rządowym projektem. Komisja podczas prac w Sejmie po protestach organizacji pozarządowych i negatywnej opinii rzecznika praw obywatelskich wykreśliła ten przepis. W zamian za to SLD i PiS nie głosowali przeciwko nowelizacji. W Senacie - w ostatniej chwili i bez debaty - poprawka wróciła.
- Udzielamy ludziom porad prawnych, jak wydobyć od władz - najczęściej lokalnych - jakąś informację. Było z tym ciężko, ale po wejściu w życie tego przepisu obawiam się, że mieszkańcy już żadnych informacji nie dostaną, bo wszystkie staną się istotne dla ochrony interesu gospodarczego gminy - mówi Szymon Osowski ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich (SLLGO), które monitorowało prace nad ustawą i zorganizowało akcję mailingową apelującą do posłów o odrzucenie poprawki.
Zieloni 2004 zaapelowali do prezydenta, by nie podpisywał ustawy. Wspólne oświadczenie zamierzają wydać fundacje SLLGO, Helsińska, Batorego i Panoptykon. Będzie dotyczyło także trybu, w jakim uchwalono poprawkę i całą ustawę - bez konsultacji i debaty.
Ustawa jest teraz na biurku prezydenta. Nie wiadomo, co zrobi. Dla decyzji może mieć znaczenie fakt, że Kancelaria Prezydenta jest w sporze sądowym z SLLGO i Fundacją FOR Leszka Balcerowicza o ujawnienie ekspertyz, które były - według deklaracji prezydenta - podstawą podpisania ustawy o zmianie
OFE (miesiąc temu przegrał przez wojewódzkim sądem administracyjnym i prawdopodobnie złoży kasację). Prezydencki doradca Tomasz Nałęcz powiedział PAP, że ustawa będzie przedmiotem "wnikliwych analiz" w Kancelarii Prezydenta i że prezydent "bardzo wysoko sobie ceni zdanie środowisk obywatelskich i organizacji pozarządowych".
Z kolei w
TVN 24 Adam Szejnfeld (PO) komentował, że gdyby wszystko było jawne, to "rządziłaby Al-Kaida". Przyznał jednak, że być może trzeba powrócić do rozmowy o uchwalonym przepisie. Zaś Eugeniusz Kłopotek (PSL) stwierdził, że posłowie jego partii nie całkiem wiedzieli, nad czym głosują.
Gdyby ustawa weszła w życie, może ją zaskarżyć rzecznik praw obywatelskich. Prof. Irena Lipowicz też jest zaniepokojona przyjęciem poprawki i ma nadzieję, ze prezydent jej nie podpisze.
Ustawę może też zaskarżyć grupa posłów. Kontrowersyjne jest w niej nie tylko ograniczenie dostępu do ekspertyz i opinii, ale szereg innych rozwiązań ustawy - np. zmieniających definicje i wprowadzających niedookreślone zwroty - które mogą utrudnić dostęp do informacji. Rozumienie ustawy będzie się więc musiało kształtować przez orzecznictwo sądów, co trwa latami. W dodatku nowelizacja odebrała sądom powszechnym możliwość orzekania w sprawach dostępu do informacji i całość przekazała sądom administracyjnym, te zaś nie mogą decyzji urzędników zmienić, a jedynie uchylić - i cały proces zabiegania o uzyskanie informacji zaczyna się od nowa.
Te i inne wątpliwości przedstawił w miażdżącej opinii dla Senatu mec. Jan Stefanowicz z Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Do tego dochodzi wątpliwość, czy tryb uchwalenia ustawy jest zgodny z konstytucją. O jego niezgodności przekonane jest sejmowe biuro studiów i analiz (posłowie o tym wiedzieli).
Jednak zaskarżenie przez każdego poza prezydentem ustawy do Trybunału oznacza wejście ustawy w życie i kilkuletnie obowiązywanie w oczekiwaniu na rozpatrzenie sprawy.