http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

YouTube robi różnicę

Zbigniew Basara
2010-06-02, ostatnia aktualizacja 2010-06-01 18:05

Internetowy serwis YouTube ma już pięć lat. Czy umieszczane na nim miliony amatorskich filmików zrewolucjonizowały kulturę popularną?

Szefowie kuchni z Dominos odwiedzają Claudię z nową pizzą
fot. materiały reklamowe Dominos z Youtube
Szefowie kuchni z Dominos odwiedzają Claudię z nową pizzą
SONDAŻ
Co najczęściej oglądasz na YouTube?

Teledyski (oficjalne i fanowskie)
Seriale, filmy i programy telewizyjne(zanim je wykasują)
Amatorskie (najczęściej śmieszne) filmy
Inne
A co to jest YouTube?

To było 17 maja 2005 r. Czwórka przyjaciół z San Diego umieściła w internecie 19-sekundowy filmik, na którym jeden z nich stoi przed klatką ze słoniami w lokalnym zoo. - One mają naprawdę długie trąby - rzuca błyskotliwą uwagę jeden z założycieli garażowej spółki, którą rok później Google kupi za 1,65 mld dolarów. Pięć lat później YouTube jest trzecią najpopularniejszą witryną w internecie - po wyszukiwarce Google'a oraz serwisie społecznościowym Facebook - a każdego dnia umieszczone na niej klipy są odtwarzane 2 mld razy.

Użytkownicy YouTube co minutę umieszczają w serwisie 24 godziny nowego materiału, w ciągu 60 dni ląduje tu więcej materiału, niż wyprodukowały główne kanały amerykańskiej telewizji w ciągu ostatnich 60 lat. U progu drugiej pięciolatki YouTube stoi jednak dopiero na progu zyskowności. By przyciągnąć reklamodawców, serwis chce zamieszczać coraz więcej profesjonalnych filmów i programów telewizyjnych. I choć nagrania amatorskie były dotąd jego siłą, to w kwietniu profesjonalny teledysk Lady Gaga "Bad Romance" (204,3 mln odsłon) po raz pierwszy zdystansował hit "Charlie ugryzł mnie w palec", na którym niemowlak gryzie starszego brata (189,7 mln odsłon).

Czy miliony klipów, zwiastunów, wideoblogów umieszczanych na YouTube zmieniły popkulturę? A może za tymi wielkimi liczbami kryje się góra internetowego śmiecia, popkulturowa papka dla znudzonych pracą białych kołnierzyków czy nastolatków zwlekających z odrobieniem pracy domowej?

YouTube, czyli XXI-wieczna agora

Fani YouTube uważają, że pojawienie się tej witryny w internecie utorowało drogę prawdziwej demokratyzacji kultury oraz pełnej wolności słowa. - Przedtem małe grono producentów decydowało, co zobaczą w kinie czy telewizji miliony odbiorców - mówi "Gazecie" Henry Jenkins, profesor komunikacji społecznej na Uniwersytecie Południowej Kalifornii w Los Angeles. - Dzięki YouTube proporcje się odwróciły. Każdy użytkownik - amator, zawodowiec, przedstawiciel kościoła, partii czy organizacji praw człowieka - może podzielić się swoimi klipami z innymi.

- YouTube to spełnienie obietnicy naszej konstytucji o prawie do wolności słowa - wtóruje Jenkinsowi Martha Bayles, profesor amerykańskiej kultury popularnej na uniwersytecie Boston College. - Moi uczniowie dziwią się, kiedy uświadamiam im, że jeszcze w latach 50. władze stanu Massachusettss zakazywały publikacji książek uznanych za obsceniczne. Tymczasem na YouTube ocena zawartości ograniczona jest od oznakowania szczególnie brutalnych czy obscenicznych wideo przez samych użytkowników.

Zwolennicy teorii o YouTube jako odpowiedniku greckiej agory w dobie kultury obrazkowej XXI wieku podkreślają, że filmiki, wideoblogi i programy zwykłych użytkowników tego serwisu mają na portalu o wiele więcej komentarzy niż klipy umieszczane tam przez tradycyjne media - zwiastuny filmów, programy telewizyjne czy teledyski.

- YouTube to nie tylko prosta rozrywka, ale także wielkie archiwum materiałów wideo oraz programów telewizyjnych przekładanych na technikę cyfrową ze starych taśm wideo przez anonimową armię wielbicieli telewizji - mówi "Gazecie" Paul Levinson, profesor ds. społecznej komunikacji na nowojorskim Fordham University, którego książka "New new media" ukaże się jesienią nakładem krakowskiego wydawnictwa WAM Press.

YouTube, czyli obywatelska telewizja

Opublikowana właśnie przez magazyn "Time" lista 50 najpopularniejszych klipów na YouTube wydaje się potwierdzać opinię Levinsona. Poza obowiązkowymi klipami z chłopczykiem pytającym po wizycie u dentysty "czy tak smakuje dorosłe życie" w serwisie znajdziemy również słynny "Ostatni wykład", w którym umierający na raka profesor Randy Pausch dzieli się swymi przemyśleniami na temat sensu życia, czy wymierzony w prezydencką kandydaturę Hillary Clinton pastisz zainspirowanej "Rokiem 1984" George Orwella reklamy Apple.

Wpływ YouTube na politykę i tworzenie newsów wydaje się szczególnie fascynować zwolenników tego serwisu. Autor rocznicowego artykułu na stronie internetowej telewizji ABC przypomniał, że dzięki klipowi pokazującemu śmierć 26-letniej Nedy Aghy-Soltann podczas zeszłorocznych zamieszek w Teheranie miliony Irańczyków zyskały symbol swoich aspiracji wolnościowych. - Filmik sprzed czterech lat, na którym kreowany na nowego Reagana senator George Allen z Wirginii nazywa obecnego na wiecu Hindusa małpą, oznaczał koniec jego politycznej kariery - przypomina Levinson. Dlaczego jednak jednak użytkownicy YouTube nie odkryli dotąd żadnego poważnego newsa? - Pojawienie się w internecie dziennikarstwa śledczego najwyższej próby to kwestia czasu - twierdzi Levinson.

- Mimo miliardów odsłon YouTube nie zmienił jeszcze kultury masowej tak jak tradycyjna telewizja - twierdzi Bob Thompson, profesor kultury popularnej na University of Syracuse w stanie Nowy Jork. Wiarygodność serwisu podważa fakt, że za internetowego newsa nikt nie ręczy własnym nazwiskiem, a rozmazany obraz z amatorskiej kamery czy komórki może być przedmiotem manipulacji - jak choćby wideo na polskim YouTube sugerujące, jakoby przybyli na miejsce katastrofy pod Smoleńskiem Rosjanie dobijali pasażerów.

YouTube, czyli natychmiastowa kariera

YouTube dokonał jednak jednej prawdziwej rewolucji: otworzył drzwi do kariery przed utalentowanymi (i na ogół bardzo młodymi ludźmi), którzy bez niego pozostaliby nieznani ze względu na miejsce zamieszkania czy brak kontaktów w świecie show biznesu.

Klasycznym już przykładem jest 16-letni obecnie Justin Bieber z kanadyjskiego Ontario, którego matka umieściła trzy lata temu w serwisie klip z jego występem z lokalnego konkursu piosenkarskiego. Pewien łowca talentów przypadkowo zobaczył klip i zaaranżował pierwsze przesłuchanie. Rok później "My World 2.0", druga już płyta Biebera, zajmuje pierwsze miejsce na liście przebojów magazynu "Billboard", a nastolatek, który niedawno zdał egzamin na prawo jazdy, występuje dla prezydenckiej pary w Białym Domu.

Po piętach depcze mu 12-letni Greyson Michael Chance z Oklahomy, którego zaskakująco dojrzała i emocjonalna wersja hitu Lady Gaga "Paparazzi" ze szkolnego pokazu talentów miała w ciągu 30 dni ponad 1,5 mln wyświetleń. Chłopak spotkał się nie tylko z uznaniem swojej idolki i wystąpił już we wszystkich najpopularniejszych programach telewizyjnych, przekonał też Ellen DeGeneres - gospodynię popularnego talk-show i jurorkę programu Idol - by zainwestowała własne pieniądze w wydanie debiutanckiego albumu ucznia gimnazjum w Ohio.

Takich karier z YouTube będzie coraz więcej, w miarę jak żądny zysku Google będzie przestawiał profil serwisu na coraz bardziej komercyjny. Już teraz nastawieni wojowniczo wobec medialnego establishmentu wideoblogerzy uważają, że YouTube stracił wiarygodność, i przenoszą się na mniej popularne strony. - Nawet jeśli YouTube wyjdzie z mody - jak stało się to z MySpace - to i tak otworzył nowy etap rozwoju kultury: takiej, która stwarza równe szanse wszystkim uczestnikom - mówi Jenkins.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':