Minister kultury Kazimierz Ujazdowski oświadczył w niedzielę, że "z polskich miast i ulic znikną symbole dyktatury komunistycznej" i że jego resort przygotowuje ustawę o miejscach pamięci narodowej, która to umożliwi.
Nie udało się nam skontaktować wczoraj z ministrem Ujazdowskim. Zapytaliśmy więc ministra w kancelarii premiera Adama Lipińskiego, wiceprezesa PiS, dlaczego rząd wychodzi z tym tematem w sytuacji tak dużego konfliktu między Rosją i Estonią?
Min. Lipiński: - Niezręcznie się stało, że sprawa naszej solidarności z Estonią i nasza "polityka historyczna" zostały w ten sposób połączone przez media. Polska jest za dużym krajem, zbyt mocno doświadczonym w obalaniu komunizmu, żeby nasze działania rozumieć jako wypadkową konfliktu Estonii z Rosją.
"Gazeta": - Oświadczenie Ujazdowskiego trafiło do PAP, gdy w Estonii wybuchły zamieszki z udziałem mniejszości rosyjskiej. I gdy polski prezydent i MSZ wyrazili solidarność z władzami Estonii. I po wezwaniu przez Komitet Katyński do usunięcia z Polski sowieckich pomników w związku z sytuacją w Estonii.
Min. Lipiński: - Dziwię się, że tak się stało. To tworzy wrażenie, że to nasza zemsta na Rosji, że rząd prowadzi politykę, która nie patrzy w przyszłość, ale w przeszłość. W sprawie symboli komunizmu powinniśmy być bardzo zdecydowani, ale przeprowadzać te zmiany w lepszej atmosferze, pokazać ich sens. To, że przez lata nie było przyzwolenia elit na dekomunizację, zmianę nazw ulic - powoduje powszechne przekonanie, że te 45 lat PRL nie było takie złe. Stąd opinie, że nie ma powodu sądzić gen. Jaruzelskiego za stan wojenny. Inaczej byłoby, gdyby było powszechne przekonanie że w walce o polską niepodległość była dobra i zła strona. Niestety, taki sposób myślenia został zablokowany po 1989 r.
Rzecznik resortu kultury Jan Kasprzyk łagodził w poniedziałek oświadczenie swego szefa: - Usuwania monumentów będących np. symbolami sowieckiej okupacji nie jest istotą projektu ustawy. Absolutnie nie dotyczy pomników, które znajdują się na cmentarzach lub obejmują sferę cmentarzy.
Ile jest "pomników sowieckiej okupacji i komunistycznej dyktatury", które chce usuwać Ujazdowski? Komitet Katyński ocenił, że ok. 2 tys., ale potem wyjaśnił, że to dane z początku lat 90. Szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik mówi o 20-30 znaczących pomnikach.
Wczoraj min. Ujazdowski apelował o poparcie do "środowisk autentycznej lewicy wiernych niepodległościowej tradycji PPS". "Komunizm zwracał się przeciwko niepodległości Polski, godności ludzi pracy i niszczył wszystkie niezależne siły polityczne, w tym PPS. Socjaliści patrioci, tacy jak Kazimierz Pużak czy Tomasz Arciszewski, doczekali się uznania dopiero w wolnej Polsce, po roku 1989" - przypomina.
"Projekt Ujazdowskiego" będzie gotów w połowie maja - wyjaśniał w poniedziałek rzecznik Ministerstwa Kultury Jan Kasprzyk. Przed wakacjami może trafić do Sejmu.
Źródło: Gazeta Wyborcza