http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Krzyżem i mieczem

Maciej Stasiński GAZETA WYBORCZA
2007-07-30, ostatnia aktualizacja 2007-07-30 13:52

Proces kapelana, który 30 lat temu pomagał dręczyć więźniów junty wojskowej, na nowo odsłania złowrogą przeszłość argentyńskiego Kościoła katolickiego. Do dziś nie potrafi się on rozliczyć z czasami, gdy był duchowym wspólnikiem zbrodniarzy

Ks. Christian von Wernich (pośrodku) prowadzony przed sąd w Buenos Aires, który ma zdecydować o jego aresztowaniu, 6 sierpnia 2003 r. Od trzech tygodni trwa jego proces. Oskarżony jest m.in. o udział w torturach i zabójstwach za rządów argentyńskiej junty
Fot. HO AFP
Ks. Christian von Wernich (pośrodku) prowadzony przed sąd w Buenos Aires, który...
Był 4 sierpnia 1976 r. Enrique Angelelli, biskup La Rioja, jechał autem do stolicy swojej prowincji. Wiózł teczkę, w której zebrał dokumenty dotyczące zabójstwa dwóch księży ze swej diecezji. Chciał je wręczyć lokalnym władzom wojskowym rządzącym tu od pięciu miesięcy - od puczu argentyńskich generałów, którzy 24 marca obalili prezydent Marię Estelę de Peron. Domagał się śledztwa, choć podejrzewał, że mord był dziełem siepaczy nasłanych przez władze.

Wojskowi biskupa nie lubili, bo pomagał biednym, a wśród miejscowej elity ziemiańskiej uchodził za "czerwonego". Gdy nieco wcześniej skarżył się jednemu z wysokich dowódców armii gen. Luciano Benjam~nowi Menéndezowi na represje wobec księży pracujących wśród biedoty, ten poradził mu, by "raczej zatroszczył się siebie". Biskup się nie zatroszczył, choć wiedział, że jest na liście "do odstrzału".

Na drodze samochód biskupa został staranowany przez inny wóz. Napastnicy wyciągnęli biskupa z auta i roztrzaskali mu głowę o asfalt. Wojskowi ogłosili, że był to wypadek drogowy. Episkopat argentyński przyjął to do wiadomości, choć byli świadkowie, którzy widzieli, że biskupa zakatowano.

Angelelli to jeden z nielicznych argentyńskich biskupów, którzy nie poparli junty w latach jej panowania - 1976-83. Znakomita ich większość usprawiedliwiała i pucz, i wszystkie zbrodnicze praktyki junty, włącznie z torturami i mordowaniem jej przeciwników poprzez zrzucanie ich z samolotów do morza. O "lotach śmierci" mówiono już na procesie najwyższych dygnitarzy junty w 1985 r., ale dopiero w 1994 r. z książki Horacio Verbitsky'ego "Lot" opinia publiczna dowiedziała się, że pomysł zrzucania z samolotów udręczonych, ale wciąż żywych więźniów podsunęli wojskowym duchowni katoliccy. Ich zdaniem to była "chrześcijańska śmierć".

Szczegółowych instrukcji w tej sprawie udzielił oficerom marynarki podczas specjalnej odprawy na kilka dni przed puczem admirał Luis Maria Mendia. Tłumaczył, że planowane sposoby zabijania wrogów były omawiane z hierarchią katolicką i zostały uznane za zgodne z chrześcijańskim sumieniem i moralnością.

Biskupi, przyjaciele oficerów

Od 1966 r. Argentyną rządzili wojskowi, którzy 11 lat wcześniej obalili i wygnali z kraju bohatera ludu, prezydenta Juana Domingo Perona. Przeciw nim walczyli z jednej strony wspierany z emigracji przez Perona lewicowo-chrześcijański ruch Montoneros, z drugiej komunistyczna partyzantka - Rewolucyjna Armia Ludowa (ERP). Montoneros rozpoczęli otwartą walkę terrorystyczną przeciw dyktaturze w 1970 r., kiedy to porwali i zabili gen. Pedro Aramburu. W zamachach i obławach na zamachowców ginęły setki ludzi.

W 1973 r. wojskowi oddali władzę. Do kraju wrócił Peron i po 18 latach ponownie został prezydentem. Ale nie zamierzał wprowadzać socjalizmu wedle receptury kubańskiej czy sowieckiej. Oparł się na konserwatywnym skrzydle swego ruchu. 1 maja 1974 r. z balkonu pałacu prezydenckiego nazwał Montoneros "durniami" i "gołowąsami". Aby okiełznać ich na dobre, uruchomił tajne szwadrony policyjno-wojskowe - Potrójne-A. Ulicami Buenos Aires zawładnął terror. W północno-zachodniej prowincji Tucuman toczyła walkę ERP.

Po śmierci Perona w 1974 r. formalnie rządy przejęła wdowa po nim Maria Estela, faktycznie zaś jej superminister i szef Potrójnego-A Jose Lopez Rega. Kraj ogarnął terror i bezrząd. Wojskowi postanowili ponownie sięgnąć po władzę. Po legitymację ideologiczną dla kolejnego puczu oraz brutalnej rozprawy z lewicą i demokracją zwrócili się do Kościoła. Kościół ochoczo jej udzielił.

Argentyński Kościół katolicki był zapewne najbardziej konserwatywny i prawicowy pośród wszystkich Kościołów Ameryki Łacińskiej w XX w. Jego hierarchia kładła doktrynalne podstawy pod kolejne zamachy stanu, włącznie z obaleniem Perona w 1955 r. W niewielkim stopniu przejęta reformami Soboru Watykańskiego II, za to mocno przesiąknięta ultrakatolickim i antykomunistycznym duchem integryzmu, w rządach armii dostrzegła szansę na ostateczne odkupienie tonącej ojczyzny. Wielu biskupów było za pan brat z przywódcami junty - rozgrzeszało ich z najbardziej bestialskich zbrodni, a nawet utwierdzało w przekonaniu, że są rycerzami "świętej krucjaty" przeciw bezbożnej zarazie Montoneros i ERP.

Szczególnie zasłużony w moralnym uprawomocnieniu rządów junty był wikariat wojskowy armii argentyńskiej kierowany w latach dyktatury przez biskupów Victoria Bonam~na i Emilia Grasellego. Najwyżsi dowódcy armii byli gorliwymi katolikami, a wikariat był dla hierarchii prestiżową częścią struktury kościelnej. Był też kuźnią racji moralnych usprawiedliwiających działania wojska jako zbrojnego ramienia zachodniej cywilizacji chrześcijańskiej na długo przed puczem 1976 r.

Miasto Katolickie

Doktrynę tę przywieźli do Argentyny duchowni i ideolodzy francuscy z epoki zimnej wojny i wojen kolonialnych, wywodzący się z kręgu fundamentalistycznego ruchu Cité Catholique (Miasto Katolickie). Na początku lat 60. - jeszcze w trakcie i po zakończeniu wojny w Algierii - znaleźli oni schronienie w Argentynie. Był wśród nich płk Jean Gardes, ostatni dowódca OAS, skazany we Francji na śmierć za terroryzm, i ksiądz Georges Grasset, który prowadził wykłady z taktyki "wojny antywywrotowej" w szkole marynarki wojennej ESMA w Buenos Aires. W czasach dyktatury stanie się ona największą katownią junty.

Francuzi i ich miejscowi naśladowcy założyli w Argentynie organizację Ciudad Catolica, argentyńską kopię Cité Catholique. Podstawą ich poglądów stała się książka "Marksizm-leninizm" napisana przez Jeana Ousseta, założyciela Cité Catholique - teoria sprawiedliwej wojny kontrrewolucyjnej odwołująca się do papieskich potępień komunizmu z pierwszej połowy XX w. W 1961 r. "Marksizm-leninizm" ukazał się w Argentynie ze wstępem kard. Antonia Caggiano, który kazał wiernym przygotowywać się do "wojny na śmierć i życie" przeciw spiskowi ideologicznych wrogów narodu.

Te same wątki rozwijała seria "Moralność, prawo i wojna rewolucyjna" wydana we Francji w 1959 r., a w Argentynie w 1975 r. Analogię do toczonej na Zachodzie wojny ideologicznej przeciw rewolucji "wywrotowej wobec porządku naturalnego" podkreślało proste zastąpienie słowa Algieria nazwą argentyńskiej prowincji Tucuman, gdzie działała partyzantka ERP.

Dla tak ukształtowanej hierarchii inspiracją były na równi katolicka krucjata gen. Franco w Hiszpanii oraz wojna kolonialna w Indochinach i Algierii. Podręcznikiem duszpasterstwa zaś - encyklika Piusa XI „Divini Redemptoris” z 1937 r., która potępiała liberalizm na równi z komunizmem i zachęcała do skutecznej obrony porządku Bożego: „Żywimy jednak niezłomną nadzieję, że owa zaciekłość, z jaką synowie ciemności dniem i nocą propagują fałszywe hasła ateistycznego materializmu, pobudzi synów światłości do równie gorliwej, a może nawet gorliwszej obrony Majestatu Bożego”.

W Argentynie pobudziła. Do kręgu integrystów narodowo-katolickich należał m.in. gen. Ramon Camps, szef policji w prowincji Buenos Aires w latach dyktatury. Jego bliskim przyjacielem był Antonio Plaza, biskup La Platy. Spowiednikiem zaś Campsa i kapelanem policji w prowincji Buenos Aires był ks. Christian von Wernich.

Od trzech tygodni Wernich odpowiada przed sądem - oskarżony m.in. o współudział w torturach i siedmiu zabójstwach. Według zeznań świadków regularnie odwiedzał tajne katownie w rejonie La Platy. Nakłaniał więźniów do skruchy i zeznań oraz donosił śledczym o tym, co od nich usłyszał.

To pierwszy argentyński duchowny oskarżony o współudział w zbrodniach junty.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów