http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Miasto umarłych w Kairze tętni życiem

Marta Kazimierczyk, Kair
2008-06-16, ostatnia aktualizacja 2008-06-15 17:32

Na ogromnych zabytkowych cmentarzach stolicy Egiptu mieszkają dziesiątki tysięcy ludzi. Jedni, bo nie znaleźli lepszego miejsca, inni bo żyją tu od pokoleń

Dziedziniec jednego z domów, który powstał na cmentarzu
Fot. Johannes Armineh Johannes Armineh/Sygma/Corbis
Dziedziniec jednego z domów, który powstał na cmentarzu
ZOBACZ TAKŻE
Rodzina Chalida żyje bardzo biednie. On, żona, dwoje dzieci i dziadkowie mieszkają w dwóch ciasnych pomieszczeniach. Nie mają prądu, bieżącej wody, prawie żadnych mebli.

Mają za to nie lada piwnicę. Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, po pokonaniu wąskich, prowadzących w dół schodków, jest stojący w samym środku potężny kamienny sarkofag. Bo Muhammad i jego rodzina mieszkają w kilkusetletnim grobowcu. Podobnie jak tysiące ich sąsiadów, mieszkańców najbardziej niesamowitego osiedla, jakie zdarzyło mi się odwiedzić - osławionego kairskiego "miasta umarłych".

Czy wyglądam jak nieboszczyk?

Ciągnące się wiele kilometrów miasto to plątanina szerokich ulic i małych zaułków, przy których po obu stronach przycupnęły budowane przez stulecia grobowce. - Nie wiem, dlaczego robicie taką sensację z tego, że tu mieszkamy - śmieje się Chalid. - Nawet turystów autokarami czasem do nas przywożą. Nie wysiadają, ale chociaż przez szybę chcą popatrzeć, jak ludzie mieszkają na cmentarzu. A przecież to właściwie żaden cmentarz, no sama powiedz, czy ja wyglądam jak nieboszczyk, a mój dom jak grób?

Z czystym sumieniem przyznaję, że jego pomalowany na jasny, piaskowy kolor domek faktycznie z zewnątrz robi zupełnie sympatyczne wrażenie. Trzeba się przyjrzeć, by zauważyć nad drzwiami tablicę z wyrytym nazwiskiem pochowanego tu w X w. wielmoży - Abd al Hamida paszy.

Nie od razu dociera też do mnie, że dwie niewysokie, za to bardzo poręczne kamienne lady, na których Jasmin - żona Chalida - z zapałem kroi warzywa na obiad, to też groby, pewnie mniej zasłużonych niż szacowny lokator piwnicy.

W dawnych czasach miejscowi możni właśnie tu chowali swoich zmarłych, a groby tradycyjnie obudowywali złożonymi z jednej, a czasem nawet kilku izb budynkami. - Wszystko po to, żeby mieli gdzie odpocząć po podróży, kiedy przyjadą z daleka odwiedzić groby - tłumaczy mi Chalid.

Każdy z kilku grobowych domków, do których mnie zaproszono, wygląda inaczej. W niektórych sarkofagi zamiast w piwnicy panoszą się na środku salonu, do tego dochodzą liczne mniejsze groby porozstawiane na podwórkach. Jaser, 12-letni syn Chalida, przywiązuje do jednego z nich dwie ospałe kozy. Z kolei u sąsiada podwórkowy nagrobek służy za podpórkę pod mały motocykl.

Ktir, czyli dużo

Nikt nie wie, ilu dokładnie mieszkańców liczą kairskie "miasta umarłych", czyli cmentarz północny i południowy, podzielone dodatkowo na kilkanaście dzielnic, które nazwy biorą zwykle od pobliskich meczetów - Saida Aisza, Saida Nafis, Abagijja. Kiedy pytam samych mieszkańców, ilu ich jest, uśmiechają się i mówią "ktir" - dużo. Według szacunków miejscowych organizacji pozarządowych na kairskich cmentarzach żyje od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy ludzi.

Kair od lat boryka się z problemem przeludnienia. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczba ludności prawie się podwoiła - teraz mieszka tu 20 mln ludzi. Chociaż rząd dwoi się i troi, budując kolejne osiedla na obrzeżach miasta, jeszcze długo nie wystarczą, by pomieścić wszystkich. No i ceny nowych domów są całkowicie poza zasięgiem mieszkańców "miasta umarłych".

- Ja mam już inną pracę, robię stoły, ale mój ojciec, dziadek i pradziadek mieszkali tu, bo pracowali jako grabarze - opowiada Chalid, a jego ojciec Fawzi energicznie potakuje. - Może to dla was wygląda dziwnie, ale przynajmniej mam blisko do pracy - śmieje się.

Jasmin też wygląda na całkiem zadowoloną z losu. - Gdzie mielibyśmy pójść? Tu przynajmniej nie musimy płacić czynszu, poza tym szkoda by było zmarnować takie miejsce - tłumaczy mi, wymachując małym nożem, a ja ciągle nie mogę się otrząsnąć z wrażenia, jakie robi krojona na nagrobku pietruszka.

- Ale naprawdę dobrze wam się mieszka na cmentarzu? - dopytuję z niedowierzaniem. Nożyk na chwilę się zatrzymuje: - Przyzwyczailiśmy się. Człowiek chyba do wszystkiego może się przyzwyczaić, hamdu li llah, chwała Bogu.

Fajka za dwa funty

Jednak łatwo nie jest. Nie ma szkół, sklepów ani szpitali, za to jest zatrzęsienie przepięknych wielkich i małych mauzoleów, które przyprawiłyby o zawrót głowy każdego znawcę muzułmańskiej sztuki, a tutaj służą głównie za miejsce spotkań miejscowych wyrostków. Pod jednym z nich grupka rozkrzyczanych dziesięciolatków z zapałem kopie piłkę. Już nawet mnie nie dziwi, że bramki to przestrzeń między sarkofagami.

Chłopców wyraźnie irytuje, że przechodzę im przez boisko, dlatego przezornie uciekam w cień innego przepysznie zdobionego mauzoleum dawnego wielmoży. Siwy, ubrany w luźną, błękitną galabiję Abu Ahmad rozstawił tu kilka krzeseł, gdzie za dwa egipskie funty (ok. złotówki) można zapalić fajkę wodną i wypić herbatę nad leniwą partyjką tawli - arabskiej wersji tryktraka.

Ponieważ kobiecie taka rozrywka stanowczo nie przystoi, ograniczam się do pytania, czy interes dobrze się kręci, bo na razie tylko jeden klient przysypia z fajką w ustach. Ale Abu Ahmad wyraźnie jest zadowolony: - Nie jest źle. Teraz jest gorąco, to wszyscy śpią w domach, ale przyjdź wieczorem. Zobaczysz, nie będzie wolnego miejsca.

Po drodze do wyjścia zaliczam jeszcze dwie herbatki serwowane przez gościnnych mieszkańców, oczywiście na stołach-nagrobkach. Chyba faktycznie do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Prosty scenariusz z nieoczekiwaną puentą

Fakt, panie władzo, wystąpiłam w filmie porno, w trójkąciku. On jeden i nas dwie. Fakt, dostałam za to 1200 zł, ale liczyłam na dyskrecję! A teraz, fakt, dostałam SMS. Mam zapłacić 500 zł, bo inaczej wpuszczą film do sieci. No jak tak można?!