Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cyganie - czy jak przyjęło się dziś mówić: Romowie - stanowią w Europie wciąż rodzaj kasty niedotykalnych. Europejskie programy osiedlenia i integracji nie usuwają podstawowej sprzeczności: koczownicza kultura cygańska zakładała właśnie brak integracji z otoczeniem, broniła się systemem tajemnic, których nie wolno było zdradzić obcym.

W głośnej, wydanej przed wojną książce Jana Yoorsa "Cyganie" - relacji z wędrówek belgijskiego autora z taborami - oni sami przedstawiają się jako lud przemierzający świat wszerz i wzdłuż, ale nieoczekujący od niego niczego, bo "to nie nasz świat". Dzisiejszy świat, gdzie jak nigdy dotąd ludzie są ze sobą powiązani, skomunikowani i kontrolowani, musi być trudny dla Cygana, wymaga ogromnego skoku cywilizacyjnego albo cofnięcia się do wnętrza małej, zamkniętej społeczności. Czy kultura cygańska ma szansę przetrwania?

Stanowili kiedyś niezbywalną część europejskiej kultury. Mit wolnego, kosmopolitycznego Cygana połączył się w XIX w. z romantycznym mitem bohemy, cyganerii. Czy jego współtwórcą nie był Jan Potocki, autor "Rękopisu znalezionego w Saragossie", gdzie jednym z narratorów jest czarujący Naczelnik Cyganów, niebędący zresztą Cyganem z urodzenia?

 

Gdzie indziej nam jechać trzeba

Ten sam mit artysty, człowieka niezakorzenionego, wędrowca, obserwatora świata, wolnego od przywiązań odnajdujemy w poezji Papuszy - samorodnej poetki odkrytej przez Jerzego Ficowskiego. Mówiła o sobie, że "w lesie wyrosła jak złoty krzak". Jej poezja ujawnia, że romantyczną mitologią wolnego życia na łonie natury karmili się sami Cyganie. Film "Papusza" ten mit utrwala, a zarazem pokazuje jego kres.

"Dziwne było nasze życie - pisała Papusza w 1952 r. - Ale Cygan nie zamieniłby się z chłopem (...)/ I choć biedy nam dojadły,/ to szczęśliwiśmy bywali,/ jak te ptaki pośród liści,/ pod zielonym słońcem maja".

Nie czuje się w tych słowach skargi wykluczonych, tylko dumę i nostalgię za wolnym, bezpańskim życiem w taborach. "Ludzie domy zamykają,/ z daleka nas odpędzają./ Dzieci nasze proszą chleba.../ Gdzie indziej nam jechać trzeba".

Recenzję z polskiego wydania książki Yoorsa cyganolog Lech Mróz zamknął gorzką konkluzją, że w końcu "udało się nam, gadziom, złamać ich osobowość, obrzydzić wędrowcom ich wędrowanie, doprowadzić do wypowiedzenia słów rozpaczliwych, że dość już mają bycia Cyganami, że chcą być tacy jak inni".

Paweł T. Felis o "Papuszy": Odkrycie festiwalu w Karlowych Warach

Świat podwójnie niedostępny

Współczesne wyobrażenie o tym, jak żyją dziś europejscy Cyganie, oscyluje między obrazkiem pałacyków romskich bogaczy a zdewastowanymi slamsami - blokowiskami, które pokazał Ulrich Seidl w filmie "Import-export". W węgierskim "To tylko wiatr" Bence'a Fliegaufa kamera przyjmuje spojrzenie Roma, pozwala odczuć jego wyobcowanie i kompletną bezbronność wobec grożącego pogromu. W bośniackiej "Sedanie" Danisa Tanovicia romski zbieracz złomu, podczas wojny walczący w obronie niepodległości Bośni, okazuje się dziś obywatelem drugiej kategorii, człowiekiem bez ubezpieczenia. Ale film Tanovicia ma swój dalszy ciąg w rzeczywistości: odtwarzający w nim swoją historię romski naturszczyk, nagrodzony za tę rolę w Berlinie, zamierza objeżdżać z filmem kraj, kandydować do lokalnych władz.

"Papusza", jak można sądzić po burzliwym przedpremierowym pokazie w Andrychowie, gdzie mieszka setka osiedlonych Romów, również będzie miała swoje drugie, społeczne życie. Prawdziwa historia "zdrady" cygańskich tajemnic, Lidia Ostałowska - Lidia Ostałowska o Ficowskim i Papuszy

Film Joanny i Krzysztofa Krauzów jest dziełem na wskroś oryginalnym, pełnym artystycznego rozmachu i znaczenia. Nie powiela żadnego stylu, w jakim kino współczesne ukazuje świat cygański - od fantasmagorii Kusturicy po szokujący realizm Seidla. Oglądamy rzeczywistość jakby stworzoną na nowo, od podstaw. Czarno-białe, dagerotypowe obrazy zachowują powolny rytm kroczącego cygańskiego taboru, układają się w rodzaj fotoplastykonu pamięci. Czyjej pamięci? Wydaje się, że przenikamy do wnętrza pamięci Papuszy - ale nie, przewaga szerokich planów i brak zbliżeń daje poczucie, że znajdujemy się wciąż na zewnątrz, jak za szybą.

Paradoks tego filmu polega na tym, że opowiada o świecie podwójnie niedostępnym. Był on zawsze nieprzenikniony dla obcych, ale dziś stał się nieprzenikniony także dla samych Cyganów - narodu, który nie chciał być nowoczesny; społeczności, która odrzucała poczucie historii. W ich języku - przynajmniej niektórych jego dialektach - nie ma rozróżnienia na "wczoraj" i "dziś", wszystko jest zanurzone w "teraz".

''Papusza''

Wielka duma i wielki wstyd

Początkowe i końcowe kadry "Papuszy" filmowane przez Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia ukazują tabor cygański widziany z góry i z oddalenia, jakby spod nieba. Maleńkie wozy i postacie ludzkie wędrują przez bezkresny pejzaż znikąd donikąd pogrążone w bezczasie. Nie wiedzą, że wybuchła wojna 1939 roku, choć czują - jak Papusza - że podzielą los Żydów. "Nie było życia dla Cyganów w mieście - pisała Papusza - i na wsi zabijali, zabijali nas./ Co robić? Szły z dziećmi Cyganki w las...". Po wojnie, przymusowo osiedlani, na podwórkach domów dalej będą rozpalać swoje ogniska.

Chcemy przebić się do dawnego cygańskiego życia. Widzimy jego dokładne zarysy, ale nie możemy go dotknąć, wejść do środka, patrzymy wciąż z oddalenia. Dramat Papuszy, która na swoje nieszczęście nauczyła się pisać, polegał na tym, że kiedy chciała ze swoją poezją wyjść na zewnątrz, do świata gadziów, obcych, spotkała ją za to kara od swoich. Została odrzucona, zaszczuta, wyklęta. I poezja ją opuściła.

W historii Papuszy opowiedzianej przez Krauzów jest jakiś naddatek znaczenia, ślad jakiejś niewypowiedzianej tragedii. Nad losem Papuszy już od urodzenia ciąży fatum: "Coś źle idzie - mówi wróżbiarka - będzie wielka duma i wielki wstyd". Jej enigmatyczna postać, kreowana przez Jowitę Budnik, milcząca, pełna namysłu, ma cechy świętej męczennicy.

Jest w filmie kilka momentów, kiedy Papusza zachowuje się tak, jakby brała na siebie odpowiedzialność za naród. W scenie pogromu sama ocalona obserwuje z daleka płonące obozowisko i szepce: "Moja wina...". Czy zarzuca sobie wyobcowanie? Może tli się w niej przesąd, że kształcenie kobiety jest grzechem? Jak to, że za winę było uważane, że nie mogła mieć dzieci? Jak to, że zdradą jest pisanie o swoim narodzie dla obcych? Papusza jest rozdarta między wysoką świadomością domorosłej filozofki a prawami swojego klanu. Wyprzedziła epokę. Zrobiła coś, co przerosło jej wytrzymałość psychiczną: spojrzała na swój naród z dystansu, ponieważ sama sztuka niesie już w sobie dystans. Próbowała oddać innym rodzimy mit, animistyczne pojęcie przyrody - i została oskarżona o "sprzedawanie tajemnic". Dopiero dziś poezja Papuszy może być doceniona przez swoich - kiedy nie ma już tamtego dawnego cygańskiego życia i nie ma tamtego lasu, do którego zwracała się jak do ojca.

Relacja z dotyczącej obrazu Romów w naszej kulturze wystawy "Domy srebrne jak namioty" trwającej w warszawskiej Zachęcie

Gdzie ta druga Papusza

"Papusza" to film o wielkim ciężarze, zagarniający olbrzymi obszar problemów. Mówi o dramacie społeczności, która broniąc się przed zagładą i rozproszeniem, kultywuje plemienne prawo. Mówi też o emancypacji kobiety, artystki, która pisząc o swoich, została przez nich uznana za obcą. I wreszcie - jest w tym dramat poety z miasta, który znalazł u Cyganów azyl, ale podzielił dylemat wielu antropologów: pisząc książkę o Cyganach, "zdradził" ich tajemnice. Tragedia rozgrywa się w dwóch planach - indywidualnym i zbiorowym. Autorzy "Papuszy" niejako dają w prezencie współczesnym polskim Romom i nam film jako materiał dla pamięci i jako lekcję historii narodu, który nie miał historii.

Jednak coś mi utrudnia odbiór tego filmu, sprawia, że wydaje się on mimo swoich rozlicznych piękności stać w miejscu. Może zawinił zbytni rygor środków artystycznych dający efekt oddalenia? Może fakt, że nie możemy zajrzeć w oczy Papuszy? Widzimy w niej od początku nie tę osobę, która uśmiecha się ze zdjęć Ryszarda Wójcika i Jerzego Ficowskiego, tylko hieratyczną, nieruchomą i nieodmiennie smutną postać.

Nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się książka Angeliki Kuźniak o tym samym tytule co film - recenzja Lidii Ostałowskiej

Cygańska opera

Jest w tym filmie znakomita scena, która pomogłaby przebić się przez sentymentalny patos cygańskiej opery. Wiozą Papuszę z więzienia, gdzie siedziała za kradzież kury, prosto na koncert, gdzie mają być śpiewane jej wiersze. Minister czeka! Papusza w czarnej limuzynie siedzi jak otępiała. Powtarza w kółko: "Ja nie pisałam żadnych wierszy". Nie chce wejść na salę. Wołają na pomoc jej męża, harfistę Dionizego Wajsa. Ten przybiega, grozi jej kosturem i Papusza wchodzi, słucha koncertu na swoją cześć. A tam: wielka pompa, na scenie orkiestra, chór, solistka. Muzyka uderza we wzniosły ton.

Czuje się jakąś niewspółmierność, jakiś zgrzyt - nie wiem, na ile zamierzony przez autorów - w zderzeniu monumentalnego poematu symfonicznego Jana Kantego Pawluśkiewicza i leśnych piosenek Papuszy, które ona sama nazywała "wierszykami, co to dziecinne takie". Jednak efekt operowy dominuje w filmie i wybucha z pełną siłą w finale. A mnie się zdawało, że historię Papuszy da się wygrać na lipowych skrzypeczkach.

Czasem ma się wrażenie, że autorzy filmu obarczają swoją bohaterkę zbyt wielkim ciężarem reprezentowania cygańskiego losu, a za mało pozwalają jej być sobą, Bronisławą Wajs, która pisała do Tuwima: "Ja nie jestem poetka, tylko ot tak sobie...". Lubiła powtarzać z ironią: "Zawsze sobie coś pisałam... Nie dla ludzi. Dla siebie wszystko. Mówię pani, gdybym ja miała nauki, wielkim człowiekiem byłabym...".

Jowita Budnik, filmowa Papusza: Długo szukali romskiej dziewczyny, aż przyszli do mnie

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.