Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Zarząd spółki w swoich decyzjach nie może uginać się pod presją grupy społecznej" - zakomunikowała Polska Grupa Energetyczna. Ta grupa społeczna to upierdliwi mieszkańcy Łodzi, którzy chcą, by PGE zrobiła to, co publicznie obiecała: odbudowała kamienicę przy Piotrkowskiej, którą wcześniej zburzyła. Co za bezczelność z ich strony! Ale zarząd się nie ugnie - co tam jakieś "grupy społeczne" .

Wprowadzenie budżetu obywatelskiego burzy ustrój państwa: - Przecież rozdział pieniędzy to są kompetencje radnych, poza tym jak to się ma do planowanych zadań miasta - tłumaczył prezydent Kielc. Ale on się akurat ugiął. Presja mieszkańców i radnych zmobilizowanych przez "Gazetę" w ramach kampanii "Nam nie jest wszystko jedno" sprawiła, że na zrealizowanie własnych pomysłów kielczanie mają 3 mln zł! Zgłosili ich ponad 100. Właśnie trwa głosowanie. 30 września okaże się, czy uczniowie XI LO im. Gałczyńskiego będą mieli porządne boisko i czy spełnią swoje marzenie mieszkańcy z rejonu ulic Zagórskiej, Źródłowej, Astronautów i Winnickiej, którzy chcą stworzyć "podwórkową strefę rodzinną".

***

Kampanię "Nam nie jest wszystko jedno" rozpoczęliśmy w maju w 20 miastach. W każdym jej tematem jest sprawa ważna dla mieszkańców. Czasem sami bierzemy do ręki transparenty - w Poznaniu i Częstochowie protestowaliśmy przeciwko traktowaniu pieszych jak idiotów - albo chwytamy za szczotki, by wyszorować zastawione autami chodniki - tak było w Szczecinie na ul. Jagiellońskiej. Wszędzie z łatwością znajdujemy sojuszników, a w wielu miastach wspieramy jedynie różne - by użyć terminologii pijarowców z PGE - "grupy społeczne". To one walczą dziś ze smogiem w Krakowie, o place zabaw i buspasy w Lublinie, ratują drzewa w Płocku, naciskają w sprawie ścieżek rowerowych w Bydgoszczy.

Dzięki wsparciu takich grup udało się w trakcie naszej kampanii przeobrazić parking na Targu Węglowym w miejsce letniego wypoczynku gdańszczan . We Wrocławiu przekonaliśmy razem miasto, by zezwoliło na jazdę rowerem po rynku. A w Opolu wielki społeczny front, którego częścią byliśmy, ocalił kluczową dla przyszłości regionu rozbudowę elektrowni .

***

Nie wszędzie łatwo o zmiany na lepsze. Prowokacyjne hasło "Warszawo! Kolej na Radom!" miało zwrócić uwagę na skandaliczne lekceważenie radomian. Codziennie kilka tysięcy z nich podróżuje do pracy do Warszawy. Pociąg pokonuje 100 km w ponad dwie godziny, dlatego wstają o świcie, a wracają do domów wieczorem. Jak wygląda życie ich rodzin - najlepiej zapytać dzieci, które widzą ojca lub matkę przez pół godziny dziennie. Co z tego, że od 50 lat obiecujemy radomianom remont linii kolejowej - unijne miliardy woleliśmy wydać na stadiony na Euro. Jaki jest efekt naszej radomskiej kampanii? Wiceminister transportu przyznał w liście do redakcji, że "resort krytycznie ocenia działania inwestora [PKP PLK SA] w zakresie przygotowania i realizacji projektu", ale życie radomian od tego się nie poprawiło. Jedyna zmiana, jaką odczuli, to wydłużenie czasu przejazdu do Warszawy o kilka minut wraz z wprowadzeniem jesiennego rozkładu jazdy.

Szczególny przypadek to Białystok, gdzie po serii napaści na cudzoziemców rzuciliśmy hasło "Wykopmy rasizm z Białegostoku". Pierwsze reakcje były obiecujące - do miasta przyjechał szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, który złożył słynną deklarację: "skinheadzi - idziemy po was" , odbył się też wielki koncert "Białystok dla tolerancji", a policja robi naloty na siłownie, gdzie ćwiczą neofaszyści. Ale z drugiej strony w kręgach lokalnej władzy słyszymy zarzuty, że to my nadszarpnęliśmy wizerunek miasta. Fundacja Soclab pokazała niedawno wyniki badań, z których wynikało, że białostoczanie dostrzegają problem rasizmu w mieście. Komentarz wiceprezydent miasta brzmiał: - Mówią to, co słyszą. To może być efekt tych wszystkich medialnych kampanii , takich jak ta z wykopywaniem rasizmu.

W tej sytuacji trudno przerwać nam naszą antyrasistowską akcję - szczególnie dlatego, że w jej trakcie opuścili miasto ci białostoczanie, którzy wsparli nas najbardziej , występując na plakatach: kurdyjski kucharz i polsko-hinduskie małżeństwo.

***

W niektórych miastach zmieniamy jednak front, bo - inaczej niż w Radomiu czy Białymstoku - udało się tu już sporo załatwić. Chcemy, by opolanie, po wygranym boju o elektrownię, przekonali miasto do wsparcia wielodzietnych rodzin.

W Warszawie i Krakowie wypowiadamy wojnę nienawiści na murach. Najczęściej odwiedzane przez turystów polskie miasta pełne są wulgarnych i rasistowskich napisów. W Warszawie zapraszamy wszystkich do akcji "Zamalujmy nienawiść", w Krakowie proponujemy miastu sprawdzone na świecie pomysły, które mogą sprawić, że graffiti znikną z murów kamienic.

W Łodzi na pewno chcieliby mieć takie problemy jak w Krakowie, bo u nich znikają całe kamienice. Ale tu też liczymy na to, że miasto, mieszkańcy i PGE dogadają się - kto jak kto, ale energetycy powinni wiedzieć, że nie warto chodzić na "zwarcie".

Żeby zobaczyć, co się dzieje w innych miastach, najedź myszką lub palcem na odpowiednią kropkę

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.