Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To małe rude zwierzątko trochę przypomina skrzyżowanie myszy z wiewiórką. Z myszy ma odstające mysie uszka i czarne jak paciorki oczy, z wiewiórki oczywiście kolor i nadrzewny tryb życia. Ogon tego gryzonia w przeciwieństwie do wiewiórczego jest proporcjonalnie dłuższy i nie aż tak bardzo puchaty, ale spełnia bardzo podobną funkcję jak u powszechnie znanego rudzielca. Pozwala łatwiej utrzymać równowagę w czasie wspinaczki.

Oczywiście orzesznica poza tym, że też jest gryzoniem, z wiewiórką raczej nie jest bardzo spokrewniona. Należy do popielic, grupy znakomicie wspinających się gryzoni, które zwykle zamieszkują prastare gęste lasy, a na zimę bardzo się otłuszczają i zasypiają w podziemnych norkach. Prócz orzesznicy mieszka u nas koszatka, żołędnica (bardzo rzadka) i największa z nich popielica.

Wszystko to zwierzątka raczej nocne i każde z nich zajmuje nieco inne środowisko. Orzesznice najbardziej lubią krzaczaste zarośla. Można je spotkać tam, gdzie sporo leszczyny albo dzikiej róży, której kwiaty uwielbia jeść. Pewien znajomy niemiecki naukowiec, który bada zwierzaki owocożerne Puszczy Białowieskiej, kilka razy widział te śmieszne zwierzaki ściągające z krzaków maliny albo zdziczałe porzeczki. Orzesznice mogą jeść różnego rodzaju nasiona, liście, nektar i pyłek kwiatów, uzupełniając dietę np. owadami, ale najbardziej lubią miękkie i słodkie owoce, których nie brakuje w pełni lata.

 

To maleństwa. Latem mogą ważyć do 20 g, a przed zapadnięciem w sen zimowy - około 40. Dla porównania najbardziej znane przedstawicielki tej grupy gryzoni - popielice - latem ważą ponad 150 g, a przed zapadnięciem w stan hibernacji - nawet 300 g. Popielica jest mieszkańcem starych lasów liściastych i uwielbia wszelkie dziuple i zakamarki. Dlatego często zamieszkuje ludzkie leśne konstrukcje - domy, stodoły, paśniki i ambony.

Orzesznicom to się raczej nie zdarza. One wiją gniazda, które mają formę całkiem sporych kul. Największa służy do rozrodu i wychowania młodych, mniejsze zwykle odpoczynkowi. Owszem, mogą uwić gniazdo w ptasiej budce lub jakiejś skrzynce, ale zwykle robią to w niedostępnym gąszczu. Jeszcze jesienią podobnie jak inne popielicowate zapadają w głęboki sen zimowy trwający od końca września do kwietnia. Znajdują się w stanie hibernacji. Nie pobierają pokarmu, ich temperatura ciała jest bliska 1 stopnia C, a liczba uderzeń serca i oddechów ograniczona nawet do jednego na minutę.

Przyznaję, że nie rozpoznałbym tej rudej błyskawicy, która śmignęła mi przed nosem, gdybym nie widział rok temu, jak wychowana przez nas orzesznica z niebywałą zwinnością pnie się po gałązkach leszczyny. Trafiła do nas jako odwodnione maleństwo, które cudem udało się uratować.

Zwierzątko wyrosło, stało się tak tłuściutkie, że Nuria mówiła na nie "nasz koala". Na początku sierpnia zeszłego roku nastąpiło wydarzenie, które lubię najbardziej - powrót na wolność. To właśnie daje prawdziwą radość w ratowaniu dzikich zwierząt. Mogą wyglądać na nie wiadomo jak szczęśliwe w naszych wolierach lub terariach, mogą im niebywale smakować podawane przez nas smakołyki, ale gdy tylko znajdą się w swoim naturalnym środowisku, wstępuje w nie to "coś". Zaczynają się zupełnie inaczej ruszać, widać, że dostają nagłego przypływu radosnej energii. Zarówno jerzyk czy bocian, które wzbijają się w powietrze, jak i wydra, która pierwszy raz wchodzi do prawdziwej rzeki. Tak też było z naszą orzesznicą.

Owszem, na początku zamarła na gałązce, nie bardzo wiedząc, gdzie jest, ale gdy tylko zrozumiała, że to wielki krzak leszczyny, gdzie nic jej nie ogranicza, ruszyła przed siebie. Nie wspinała się, bo to nie było wspinanie. Ona po prostu szła, biegła po tych gałązkach, jak przyklejona. Widać było, jak sprawnie się chwyta i balansuje ogonkiem. Powiedzenie o orzesznicy, że łazi po krzewach z małpią zręcznością, byłoby obrazą. Nawet nasza wychowana w niewoli orzesznica robiła to znacznie lepiej.

"To zwierzę mnie bierze": ogłaszamy wakacyjny fotograficzny konkurs dla Czytelników!

 

 

Fotograficzny konkurs dla czytelników

 

Wyjeżdżacie na wakacje na łono natury? Miejcie aparaty fotograficzne i telefony komórkowe przy sobie. Sfotografujcie zwierzęta (albo ptaki, węże i inne żyjątka, także rośliny!), które "was biorą".

 

I przyślijcie fotki (uwaga! wielkość do 2 MB) z opisami (np. uzasadnieniem dlaczego to "zwierzę" wybraliście, w jaki sposób udało się Wam je sfotografować, itp. przygody) na adres e-mail: wajrak-konkurs@gazeta.pl

 

Czekamy do 18 sierpnia 2013 r. do godz. 23:59.

 

Nagrodami w konkursie są:

 

1. Dla autora zwycięskiej fotografii - zestaw książek autorstwa lub współautorstwa Adama Wajraka: "Kuna za kaloryferem", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Wiosna", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Lato.", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Jesień.", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Zima", "Kuna za kaloryferem" oraz "To zwierzę mnie bierze"

 

2. Dla 10 prac wyróżnionych - książka Adama Wajraka "To zwierzę mnie bierze".

 

Najfajniejsze zdjęcia i historie będziemy publikować na Wyborcza.pl przez całe wakacje!

 

Regulamin konkursu: tutaj .

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.