Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- A to jakieś święto jest? Tusk przyjeżdża? - pytali żartem przechodnie, którzy zobaczyli naszych dziennikarzy szorujących chodnik na ul. Jagiellońskiej w Szczecinie. To ulica z pięknymi (kiedyś) kamienicami w centrum miasta, której chodniki zastawione są autami ściśniętymi jak sardynki w puszce.

Szybko okazało się, że część przechodniów nie poprzestała na żartach - sami chwycili za szczotki. Przyłączył się do nas współwłaściciel restauracji American Club (róg Jagiellońskiej i Bogusława), pani z pobliskiego warzywniaka, dziewczyny z kwiaciarni Soffi Flower Coffee...

Ludzie dają nazwisko i twarz

17 maja ogłosiliśmy w 20 polskich miastach kampanie w sprawach ważnych dla mieszkańców. Ich wspólne motto "Nam nie jest wszystko jedno" ma bardzo różne wcielenia - od walki z rasizmem w Białymstoku po walkę o budżety obywatelskie w Toruniu, Olsztynie i Kielcach. Od obrony projektu rozbudowy elektrowni Opole po przywrócenie mieszkańcom wspólnej przestrzeni miejskiej w Trójmieście, we Wrocławiu, w Poznaniu, Lublinie. W Szczecinie wzięliśmy na sztandar (i pod miotłę) ulicę Jagiellońską, bo to symbol zaniedbania śródmieścia - dyktatu aut, lekceważenia pieszych i bierności władzy, która na kierowcach woli zarabiać (płatna strefa), niż ich wyrzucić.

Dynamika tych kampanii jest szokująca. Nie chodzi tu wcale o jej imponującą skuteczność (co wydarzyło się w ciągu kilku tygodni w każdym z miast - piszemy obok), ale o żywą reakcję mieszkańców i ich zaangażowanie.

Podobne happeningi jak w Szczecinie zorganizowaliśmy w kilku innych miastach. W Częstochowie protestowaliśmy na jednym z największych skrzyżowań, gdzie piesi od lat traktowani są jak barany - brak pasów sprawia, że przejście na drugą stronę ulicy zabiera tam ponad osiem minut! W Lublinie wyłożyliśmy sztuczną trawę na jednym z martwych zabetonowanych placów. W Bydgoszczy zablokowaliśmy nielegalny parking w parku, a we Wrocławiu zwołaliśmy na rynek cyklistów, bo nie wolno tam jeździć rowerem. Wszędzie dostawaliśmy wsparcie przypadkowych ludzi (rowerzystów we Wrocławiu stawiło się na akcję kilka tysięcy).

W Radomiu, Opolu i Częstochowie petycje w różnych sprawach podpisało ponad 2 tys. mieszkańców. W Toruniu i Olsztynie zbieraliśmy na ulicach propozycje, na co wydać pieniądze w ramach budżetu obywatelskiego. Prezydentowi Olsztyna wręczyliśmy ponad 200 propozycji mieszkańców - większość z nich z nazwiskiem autora pomysłu i kontaktem do niego, dzięki czemu będą potraktowane przez urzędników jako zgłoszenia oficjalne.

Urzędnicy - sojusznicy

Zaskakujące są też zachowania urzędników i polityków - od autentycznej otwartości, po bierny i aktywny opór wobec czegoś, czego sami nie wymyślili i czego nie są w stanie kontrolować.

Urzędnicy - od zawsze po drugiej stronie - schowani za barykadą przepisów i procedur. Ale to nieprawda, że wszyscy myślą tylko o tym, jak się nie narobić i nie narazić. Fizyczna przemiana polskich urzędów (remonty, więcej okienek, wyświetlanie numerków, toalety) dokonała się kilka lat temu - teraz powoli zmienia się mentalność. Strony internetowe urzędów też nie są już martwym biuletynem, tylko służą załatwianiu spraw, a petent czy grupa mieszkańców nie wszędzie są traktowani jak natręci.

W wielu miastach wsparcie, zaangażowanie i szybkie decyzje urzędników zaskakiwały - w Bydgoszczy zniknie parking w parku i pojawi się sieć miejskich rowerów (co postulowaliśmy), w Gdyni znikną auta z ul. Orłowskiej, a w Gdańsku - z Targu Węglowego; Lublin zrewitalizuje place itd.

Poprzedni szef MZD Piotr Gryszpanowicz. Marek Antoszek tak był zaskoczony wygranym konkursem, że nie... zdążyliśmy mu zrobić zdjęciaPoprzedni szef MZD Piotr Gryszpanowicz. Marek Antoszek tak był zaskoczony wygranym konkursem, że nie... zdążyliśmy mu zrobić zdjęcia Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta Symboliczna była opinia Piotra Gryszpanowicza (na zdjęciu obok), byłego dyrektora płockiego Zarządu Dróg, odpowiedzialnego za wycinkę setek drzew w mieście (hasło naszej płockiej kampanii: "Urzędnicy! Zostawcie nasze drzewa!"). Rok po dymisji stwierdził: "Tak, wycinałem drzewa, ale dziś popieram waszą kampanię. W Płocku powinien być ogrodnik miejski, ktoś, kto koordynuje nasadzenia i inwestycje. Bez takiej koordynacji popełniamy kolejne błędy". I ratusz w Płocku rzeczywiście zatrudni miejskiego ogrodnika.

Nie wszędzie jest oczywiście tak różowo.

- Intensywnie analizujemy skrzyżowanie i swoje stanowisko przedstawimy - mówi o propozycji wytyczenia dodatkowych pasów na feralnym częstochowskim skrzyżowaniu szef Miejskiego Zakładu Dróg i Transportu Mariusz Sikora. Czekamy.

- Jaka jest rotacja aut parkujących w centrum Szczecina? - zapytaliśmy w spółce zarządzającej strefą płatnego parkowania. Nikt nie wiedział, chociaż spółkę powołano właśnie po to, by rotację aut wymusić.

Jeszcze "zabawniej" jest w Poznaniu, gdzie społecznicy i "Gazeta" walczą o to, by podróżni mogli dojść z tramwaju na nowy dworzec PKP najkrótszą drogą (200 m), a nie przez centrum handlowe (400 m). Wymaga to namalowania pasów. Są opinie niezależnych ekspertów, że to możliwe, i nawet wiceprezydent miasta dał się przekonać. Ale to wszystko bez znaczenia - urzędnicy z komisji bezpieczeństwa przy Zarządzie Dróg Miejskich wiedzą przecież lepiej, co jest dobre dla mieszkańców, i pomysł zablokowali (na razie).

Św. Polityk od spraw poważnych

Protesty mieszkańców, ich własne pomysły i apele nadal wielu lokalnych włodarzy irytują i drażnią. Przecież to MY, pochodzący z demokratycznych wyborów, mamy placet i patent, by decydować. To my mamy wiedzę, doświadczenie i aparat, który wie, co najlepsze dla obywateli:

*"Składam interpelację w sprawie (...) parkowania na ul. Jagiellońskiej i nieulegania naciskom kilku grup mieszkańców, dążących do zlikwidowania w tym miejscu znacznej liczby miejsc parkingowych" - obruszył się szczeciński radny Artur Szabławka.

* Prezydenci Krakowa czy Kielc wcale nie są entuzjastami budżetów obywatelskich, ale przyspieszyli ich wprowadzenie, bo trochę głupio było nic w tej sprawie nie zrobić.

* W Płocku ratusz długo nie mógł się pogodzić z naszą kampanią w obronie drzew, ale w końcu - nolens volens - przyznał: "Wasza akcja uwrażliwia", i zapowiedział zatrudnienie ogrodnika miejskiego.

* Kiedy w trakcie publicznej imprezy w Olsztynie zjawiliśmy się nieoczekiwanie przed prezydentem Piotrem Grzymowiczem z listą pomysłów mieszkańców, jego pierwszą, odruchową reakcją była... ucieczka.

To symptomatyczne zachowanie. Po ponad 20 latach istnienia samorządu lokalni politycy zapomnieli, czym jest demokracja bezpośrednia. Konsultacje traktują często jak zło konieczne, a bywa, że świadomie nimi manipulują. Uwiodła ich fala wielkich, wspieranych unijną kasą projektów, a zniknęły z ich pola widzenia sprawy prostsze, które mieszkańcy chcieliby załatwić w swoim najbliższym otoczeniu: place zabaw, równe chodniki, oświetlone, bezpieczne ulice, ścieżki rowerowe, zadbane parki, sprawna komunikacja.

Dobrą ilustracją lekceważenia tego, co naprawdę doskwiera ludziom, była antykampania prowadzona na Facebooku przez częstochowskiego posła Marka Balta (SLD; na zdjęciu obok). Gdy zaprosiliśmy prezydenta miasta Krzysztofa Matyjaszczyka na wspólny spacer po absurdalnie zorganizowanym skrzyżowaniu, napisał, że kreujemy "niepoważne tematy". W kolejnych wpisach brnął dalej: "Żyjemy i mieszkamy w mieście, a nie na wsi. A Pan Haładyj [redaktor 'Gazety' w Częstochowie] próbuje na chama zmienić je w wieś; ja się na to nie godzę (...). Miasto to komunikacja, przemysł oraz problemy i utrudnienia z tym związane. Ale miasto to też wiele udogodnień, których na wsi nie ma (...). Niech Pan na siłę mnie nie uszczęśliwia!".

Dziś ryby też mają głos

Wpis posła Balta pewnego dnia... zniknął. A zbiegło się to z momentem, gdy naszą kampanię wsparły: rada dzielnicy Wrzosowiak, stowarzyszenie Częstochowa 2020, Śląska Inicjatywa Rowerowa i Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej, a potem jeszcze lokalne stowarzyszenie handlowców.

Takie koalicje przeróżnych organizacji są prawdziwą siłą napędową zmian w miastach. Tam, gdzie da się prowadzić niepozorowane konsultacje, zaczynają mieć one wpływ na decyzje magistratów. Ten ruch ma wzmocnić przygotowywana w Kancelarii Prezydenta RP ustawa o udziale mieszkańców w samorządzie terytorialnym, która zakłada m.in., że mieszkańcy będą mogli sami zgłaszać do rad gmin projekty uchwał, lokalne referenda będą ważne, gdy weźmie w nich udział mniej niż 30 proc. uprawnionych, a prezydenci przed uchwaleniem budżetu będą musieli zapytać mieszkańców o zdanie podczas tzw. wysłuchania publicznego.

Ale prezydenci kontratakują: Unia Metropolii Polskich skupiająca największe miasta dyskutuje właśnie nad pomysłem likwidacji rad dzielnicowych (ich miejsce wypełnić miałyby sąsiedzkie stowarzyszenia) oraz nad automatycznym przyznaniem prezydentom funkcji przewodniczących rady miejskiej.

Taka postawa wydaje się dziś nie tylko anachroniczna, ale też samobójcza - o czym w przyszłym roku wyborów samorządowych przekona się wielu polityków rządzących miastami od kilku kadencji. Zmianie mechaniki miejskiej polityki powinny przyjrzeć się też uważnie partie grające na krajowej scenie. Miejskie rewolucje to dla polityków nauka, jak się dziś komunikować, jak prowadzić kampanię i jakie tematy eksponować. Impuls, który idzie z miast, to sygnał, że coraz trudniej zwodzić grupy wyborców, które coraz łatwiej się samoorganizują, a żadna fałszywa nuta nie ujdzie ich uwagi.

Niech za puentę posłuży jeden z komentarzy do naszej kampanii w Częstochowie:

"'GW' nie ma wyczucia, jeśli chodzi o ważne sprawy dla naszego regionu. I tak dzisiaj redaktorzyny walczące o (...) przejście dla pieszych koło estakady nie raczyły zauważyć Okręgowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Wędkarskiego - organizacji liczącej ponad 11 tys. członków. Pokażcie mi jakąkolwiek organizację czy stowarzyszenie liczące więcej osób, to dam sobie spokój z pisaniem".

Wędkarzy przepraszamy.

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.