Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Fot. AGORA

Jest 6 czerwca. Kilka grup "podróżnych" krąży wokół dworca Poznań Główny. Każda próbuje inną trasą dotrzeć z przystanku tramwajowego do holu z kasami. I to na czas!

O co tu chodzi? Aby to zrozumieć, musimy się cofnąć o kilka lat.

Miało być tak pięknie...

Kwiecień 2007 r. Michel Platini pokazuje kartkę z napisem: "Pologne & Ukraine". Na pl. Wolności w centrum Poznania na telebimie oglądają to setki ludzi. Euforia. Właśnie dostaliśmy Euro 2012.

Zaczyna się mówić o inwestycjach, jakich miasto potrzebuje przed mistrzostwami. Wśród nich ważne miejsce zajmuje nowy dworzec PKP. Stary nie cieszy się dobrą opinią: bo brudno, śmierdzi, a tunele są obskurne. Paweł Sowa, szef stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania, mówi z nadzieją: - Cokolwiek tu zrobią, będzie lepsze od obecnego dworca.

Kolejarze snują plany stworzenia Zintegrowanego Centrum Komunikacyjnego: razem pociągi, autobusy PKS i komunikacja miejska. PKP nie chce wydawać pieniędzy, ale ma ogromny teren przy dworcu. Dogaduje się z firmą Trigranit - to węgierski deweloper znany głównie z budowy centrów handlowych.

Nowy dworzec ma stanąć nie w miejscu starego, tylko obok, nad torami i peronami. W budynku znajdzie się też zgodnie z zapowiedziami terminal autobusowy. A na jego tyłach - ogromna galeria handlowa. Całość ma kosztować 160 mln euro. Wyłożą je Węgrzy.

W maju zeszłego roku, tuż przed mistrzostwami, dworzec uroczyście otwiera prezydent Bronisław Komorowski. Pierwsze wrażenia poznaniaków są pozytywne. Nowoczesny, ładny, taki "europejski".

Metamorfozy dworców PKP na Euro 2012

Kibice: jaki nowy dworzec?

Jako pierwsi mankamenty nowego dworca dostrzegają... zagraniczni kibice podczas Euro 2012. - Praktycznie całe Euro przewinęło się przez stary dworzec - przyznaje pod koniec czerwca wolontariuszka Joanna Wawrzyniak.

O nowym dworcu kibice myślą, że to jakaś galeria handlowa, w dodatku wciąż w budowie. Dlatego prawie w ogóle tam nie zaglądają. A to przecież z myślą o nich go budowano!

W ich ślady idą poznaniacy. Kolejki do kas na starym dworcu ciągną się w nieskończoność. Na nowym nie ma ich prawie wcale. Kolejarze tłumaczą to przyzwyczajeniem podróżnych. Jednak pasażerowie mają inne zdanie.

- Po prostu na stary jest bliżej z przystanku tramwajowego! - tłumaczy poznanianka Martyna Wendland. A Damian Budziński dojeżdżający na studia do Szczecina zwraca uwagę: - Chyba wiele osób wciąż nawet nie wie, że obok działa też nowy dworzec.

Skoro pasażerowie sami jakoś nie chcą się przenieść, kolejarze próbują im "pomóc". Z dnia na dzień zamykają połowę kas na starym dworcu. Przez megafon nadają komunikaty: "Uwaga, podróżni! Zachęcamy do korzystania z kas biletowych i punktu informacji na nowym dworcu". A przy toaletach na peronie 4 wieszają nawet duży plakat zachęcający do korzystania z... "zaskakujących, pachnących i wesołych toalet w budynku nowego dworca".

Ruchome schody tylko w górę

W promocji nowego dworca nie pomagają wpadki Trigranitu. Firma podpadła poznaniakom już na samym początku, gdy całemu obiektowi - i dworcowi, i centrum handlowemu - nadała swojsko brzmiącą nazwę "Poznań Główny City Center". Po protestach stanęło na tym, że "Poznań City Center" będzie nazwą galerii handlowej, natomiast sam dworzec pozostanie Poznaniem Głównym. Poza tym: ruchome schody na nowym dworcu są tylko w górę. Na perony prowadzą zwykłe. A w centrum handlowym - a jakże - ruchome będą i w górę, w i dół.

Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta - Dworzec zrobiono ewidentnie z myślą o galerii handlowej i jej klientach, a nie o pasażerach. Nawet nie mam o to pretensji do Trigranitu. Raczej do kolejarzy i urzędników, że zgodzili się na coś takiego - podkreśla Paweł Sowa (na zdjęciu obok), który z entuzjasty nowego dworca szybko stał się jego największym krytykiem.

Polska w transie, czyli swego nie poznacie - jak w najbliższych latach zmieni się Polska.

Z przystanku przed dworcem - prosto do sklepów

Najnowsza afera wybuchła wokół nowego przystanku tramwajowego, który ma powstać niedaleko głównego wejścia do dworca. Gołym okiem widać, że najkrótsza i najprostsza droga z przystanku na dworzec wiodłaby przez naziemne przejście dla pieszych. Ale takie rozwiązanie byłoby zbyt proste. Miejscy urzędnicy razem z kolejarzami i Trigranitem wymyślili, że pasażerowie, często z bagażami, mają iść z przystanku do przejścia podziemnego, oddalając się od dworca. Mało tego: wyjście z tunelu nie będzie tuż za jezdnią, tylko kilkadziesiąt metrów dalej. Daleko od dworca, za to blisko... głównego wejścia do galerii handlowej. A jak ktoś (np. osoba poruszająca się na wózku) będzie chciał schody ominąć - czeka go pokonanie prawie 500 m!

Najszybsza droga na dworzec

Walka o wytyczenie przejścia koło dworca toczy się od kilku miesięcy (patrz kalendarium). Na początku maja jego zwolennicy batalię przegrali.

Decyzja oburzyła poznaniaków. Dawali tego wyrazy w listach do "Gazety", na forach dyskusyjnych, Facebooku. Całe przedsięwzięcie poznaniacy zamiast Zintegrowanym Centrum Komunikacyjnym ochrzcili "Zdezintegrowanym".

Do "Gazety" regularnie wydzwania Bronisław Jasicki, czytelnik ze Swarzędza pod Poznaniem: "Zaraz okaże się, że na nowy dworzec można wejść tylko po przejściu przez galerię. I oczywiście pod warunkiem, że zrobi się w niej zakupy np. za 50 zł" - ironizuje.

Odzywa się też Trigranit. Rzecznik firmy Przemysław Terlecki stwierdza: - Nieprawdą jest, że zmuszamy ludzi do chodzenia przez galerię handlową.

Przekonuje, że możliwa jest krótsza trasa, omijająca galerię. Inwestycje dla Poznania: to nieprawda. Kto ma rację? Na razie nie można tego sprawdzić, bo budowa przejścia podziemnego jeszcze trwa.

W redakcji decydujemy, że w ramach kampanii "Poznań. Robimy miasto dla ludzi" wesprzemy społeczników. Wspólnie z działaczami Inwestycji dla Poznania zrobimy eksperyment. Sprawdzimy, ile czasu pasażerom z bagażami zajmie doczłapanie pod kasy na nowym dworcu. Tunel jest w budowie, ale porównamy drogę proponowaną przez stowarzyszenie z trasą z istniejących już przystanków przy ul. Roosevelta, koło targów.

Dworce PKP - Piękne, Kolorowe, Puste - w Przemyślu nie ma kawiarenki, w Leżajsku kasy biletowej.

Schodami w górę, schodami w dół

6 czerwca zbieramy się w kilkadziesiąt osób. Są działacze stowarzyszeń: Inwestycje dla Poznania, My-Poznaniacy, Prawo do Miasta, dziennikarze "Gazety". Udajemy pasażerów idących na pociąg: mamy walizki, wszyscy trzymamy to samo ustalone wcześniej tempo.

Okazuje się, że dojście z istniejących przystanków to droga przez mękę: po drodze schody w dół, schody w górę. No i daleko. - Jeszcze gorszą "ścieżkę zdrowia" urzędnicy chcą zafundować z nowego przystanku przez przejście podziemne - kwituje Arkadiusz Borkowski z Inwestycji dla Poznania.

O wiele wygodniej ma grupa, która idzie od strony nowego przystanku przez tymczasowe przejście przez jezdnię. Wyznaczono je na czas przebudowy ulicy mniej więcej w tym samym miejscu, w którym chciałyby je widzieć stowarzyszenia. Jest krócej i bez żadnych schodów. Czas też wyraźnie najlepszy: pięć minut bardzo powolnym krokiem (pozostałe grupy - siedem minut). Byłoby jeszcze szybciej, gdyby nie dwie minuty na czerwonym świetle dla pieszych.

- To dowód, że wersja z dodatkowym przejściem przez jezdnię jest najkorzystniejsza dla podróżnych - podsumowuje Sowa.

Gdzie przeniosą się podróżni?

Co będzie dalej? Upór Pawła Sowy na razie przyniósł tyle, że przejściem przy dworcu mają się zająć radni. Także wiceprezydent Kruszyński uważa, że sprawa nie jest zamknięta: - Życie pokaże, jak to będzie działać. Jeśli rzeczywiście dużo osób będzie łamać przepisy i przebiegać przez jezdnię, na pewno trzeba będzie się nad tym zastanowić.

Za parę miesięcy stary dworzec ma zostać zamknięty. Piotr Rachwalski z Instytutu Promocji i Rozwoju Kolei ostrzega, że przy takim podejściu kolejarzy i urzędników jak dotychczas podróżni rzeczywiście chętnie się stamtąd przeniosą. Ale wcale nie na nowy dworzec. Tylko do własnych samochodów.

Nie czepiajcie się nowego dworca - list czytelnika z Poznania

Z historii walk o zebrę przy dworcu

**Lipiec 2012 r. Zarząd Dróg Miejskich składa wniosek o pozwolenie na budowę dróg i chodników wokół dworca. Projekt przewiduje niewygodne przejście podziemne dla pieszych, nie ma przejścia przez ulicę Matyi, które skróciłoby pieszym drogę na dworzec. Dopiero po złożeniu papierów drogowcy ogłaszają konsultacje społeczne.

**Sierpień 2012 r. Działacze stowarzyszeń Inwestycje dla Poznania i My-Poznaniacy wysyłają do prezydenta Ryszarda Grobelnego skargę na ZDM. Wspiera ich radny Mariusz Wiśniewski - pyta, czy konsultacje społeczne były fasadowe i czy wszystkie uwagi złożone przez mieszkańców zostaną odrzucone. - Projekt układu komunikacyjnego był dobrze przemyślany, więc zasadniczych zmian w nim nie wprowadzimy - odpowiada mu Kazimierz Skałecki, zastępca dyrektora ZDM.

**Luty 2013 r. Działacze stowarzyszeń Inwestycje dla Poznania i My-Poznaniacy piszą list do wiceprezydenta Mirosława Kruszyńskiego, domagając się wytyczenia "naziemnego" przejścia dla pieszych z nowego przystanku na dworzec. "Przejście w poziomie jezdni przez ul. St. Matyi nie będzie korzystnym rozwiązaniem" - odpisuje Kruszyński, argumentując, że na ulicy jest spory ruch samochodów. "Dla władz najważniejszy jest płynny dojazd samochodów do nowego centrum handlowego" - komentują złośliwie internauci.

**Marzec 2013 r. Rzecznik firmy Trigranit Przemysław Terlecki tłumaczy, że projekt to efekt długich negocjacji z miejskimi urzędnikami. I że prace są już zaawansowane, więc ciężko cokolwiek teraz zmieniać. - Koncentrowanie się bez reszty na ruchu pieszych, i to w kontekście wyłącznie dworca kolejowego, wydaje się krótkowzroczne - mówi.

**Kwiecień 2013 r. Niespodzianka! Wiceprezydent Kruszyński ugina się pod presją stowarzyszeń i zleca nową ekspertyzę naukowcom z Politechniki Krakowskiej. Ich wnioski nie pozostawiają wątpliwości: przejście należy zrobić. Argumentują, że będzie to wygodniejsze dla pasażerów. A bezpieczeństwo? Zdaniem autorów ekspertyzy brak przejścia może je pogorszyć. Bo podróżni i tak będą skracać sobie drogę na dworzec, przebiegając przez jezdnię "na dziko". To przekonuje Kruszyńskiego, który rekomenduje urzędnikom zrobienie przejścia przez jezdnię. - To pozytywna zmiana. Wielkość urzędnika poznaje się po tym, czy umie przyznać się do błędu - komentuje decyzję Kruszyńskiego Paweł Sowa.

**Maj 2013 r. Komisja bezpieczeństwa ruchu, w której skład wchodzą przedstawiciele urzędu miasta, Zarządu Dróg Miejskich, Zarządu Transportu Miejskiego, MPK i policji, odrzuca pomysł ze skróceniem drogi na dworzec. W protokole z posiedzenia czytamy: "Powstanie nowego przejścia stworzy strefę potencjalnej kolizji między pieszymi i pojazdami. Miejsce, w którym krzyżują się tak duże potoki pieszych i pojazdów (ruch generowany jest przez centra handlowe, biura, dworce autobusowy i kolejowy), jest szczególnie narażone na wypadki z udziałem pieszych (...) Przejście podziemne w tunelu w praktyce do zera zmniejsza niebezpieczeństwo najechania pieszego".

Wiceprezydent Kruszyński rozkłada ręce: - Trudno byłoby działać wbrew stanowisku komisji - tłumaczy.

** Czerwiec 2013 r. Dziennikarze poznańskiej redakcji "Gazety" razem z działaczami stowarzyszeń: Inwestycje dla Poznania, My-Poznaniacy i Prawo do Miasta testują piesze trasy z przystanków tramwajowych na dworzec. Zdecydowanie najwygodniejsze i najszybsze okazuje się dojście przez ul. Matyi, na które nie chcą się zgodzić urzędnicy.

Dr Michał Beim, specjalista w dziedzinie komunikacji w miastach, Instytut Sobieskiego:

Podczas niemieckiego obywatelskiego kongresu transportowego w Trewirze w 2011 r. byłem wśród zaproszonych gości, którzy dokonywali uroczystego zasypywania przejścia podziemnego w okolicach słynnej Porta Nigra. Sypiąc ziemię, miałem nadzieję, że to koniec epoki, w której pieszych traktuje się jako przykry dodatek do miasta. Niestety, myliłem się. W Poznaniu nie tylko nie myśli się o likwidacji istniejących przejść podziemnych, ale co gorsza planuje się nowe, tak jakby władze miasta były kompletnie nieświadome know-how zachodnioeuropejskich aglomeracji.

Najbardziej bulwersujący jest zamiar budowy tunelu dla pieszych przy nowym dworcu kolejowym. Brak wygodnych dróg dojścia osłabia atut dworca, jakim jest jego lokalizacja blisko centrum i targów.

(fragmenty artykułu "Piesi górą" z 17 sierpnia 2012 r., zamieszczonego na poznańskich stronach "Gazety")

 

Kampania "Gazety": nam nie jest wszystko jedno

Fot. AGORA

W 20 miastach redakcje "Gazety" prowadzą kampanie w sprawach ważnych dla mieszkańców. Opole walczy o rozbudowę elektrowni, Wrocław - o zieloną falę dla pieszych i rowerzystów. Olsztyn, Kielce i Toruń chcą przekonać władze miasta do stworzenia budżetów obywatelskich. Wspólne motto kampanii: "Nam nie jest wszystko jedno".

Żeby zobaczyć, co się dzieje w innych miastach, najedź myszką lub palcem na odpowiednią kropkę

embed

Bydgoszcz: Śródmieście, odmieńcie je wreszcie

W Bydgoszczy powstanie pierwsza w historii społeczna rada ds. estetyki miasta. Będą w niej działać nie tylko eksperci od urbanistyki i zabytków, ale też pasjonaci i miłośnicy miasta. Radę wymyślił prof. Dariusz Markowski, prezes Bydgoskiego Oddziału Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków. Zainspirowała go nasza kampania. Na powstanie rady zgodził się Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy. - Nie chodzi o to, żebyśmy się spotykali i pokrzyczeli sobie na brzydkie reklamy i chaos w miejskiej przestrzeni - mówi prof. Markowski. - Musi powstać lokalne prawo, które pozwoli realnie zadbać o poprawę estetyki i da narzędzia do egzekwowania estetycznych standardów. To zadanie dla miasta.

Wrocław: Zielona fala dla pieszych i cyklistów

Do naszej pieszo-rowerowej akcji "Zielona fala dla pieszych i cyklistów" dołączył marszałek Dolnego Śląska. Rowerzyści postulowali, by w budżecie województwa znalazły się pieniądze na budowę ścieżek rowerowych - dotąd województwo nie dofinansowywało takich projektów. Marszałek Rafał Jurkowlaniec zadeklarował na naszych łamach: - W przyszłym regionalnym programie operacyjnym będzie osobna pula na drogi rowerowe.

Dolnośląski urząd marszałkowski przedstawi też własny projekt dróg rowerowych łączących Wrocław z innymi częściami województwa.

Płock: Urzędnicy! Zostawcie nasze drzewa!

- Wasza akcja uwrażliwia - przyznaje wiceprezydent Płocka Krzysztof Izmajłowicz i ogłasza, że po długich latach ratusz wskrzesi instytucję ogrodnika miejskiego. Zdradza, że widziałby w jego roli fachowca - osobę z kompetencjami dendrologa, która zajęłaby się m.in. koordynowaniem i godzeniem interesów na styku inwestycje i zieleń, planowaniem nasadzeń rekompensacyjnych, nadzorem nad pielęgnacją roślin.

Trójmiasto musi być dla ludzi

Od dziś na okres wakacji nadmorska część ulicy Orłowskiej w Gdyni zostanie wyłączona z ruchu samochodów. Miasto ogranicza też parkowanie na przedłużeniu skweru Kościuszki. O nowej organizacji ruchu poinformował we wtorek Zarząd Dróg i Zieleni w Gdyni. - Parkowania w tej części Orłowa już nie będzie - taką obietnicę na początku czerwca złożył w "Gazecie" prezydent Gdyni Wojciech Szczurek i słowa dotrzymał.

ZDiZ poinformował też o ograniczeniu ruchu w alei Jana Pawła II, czyli przedłużeniu skweru Kościuszki, o co również apelowaliśmy. Wzdłuż lewych krawędzi obu jezdni będzie obowiązywać zakaz zatrzymywania się.

Szczecin: Jagiellońska - tu miasto nas okrada

Ulica jednokierunkowa, komunikacja autobusowa, uspokojony ruch, parkowanie na jezdni - takie zmiany na ul. Jagiellońskiej zapowiada wiceprezydent Szczecina Piotr Mync. Jeszcze w tym roku miałyby się odbyć badania ruchu. Nowa organizacja ruchu mogłaby zostać wprowadzona w przyszłym roku.

W Szczecinie od ponad miesiąca walczymy o uwolnienie chodników od samochodów na ul. Jagiellońskiej. Zapowiedź wiceprezydenta oznacza wykorzystanie koncepcji przedstawionej miastu przez Stowarzyszenie Estetycznego i Nowoczesnego Szczecina.

Katowice: Róbcie tramwaj do Ligoty i Piotrowic

Prezydent jest temu przeciwny, ale mieszkańcy już zaczęli zbierać podpisy w tej sprawie. Wierzą, że dzięki połączeniu tramwajowemu zmniejszą się codzienne korki i będzie łatwiej dojechać do centrum miasta. Akcję poparli też społecznicy i niektórzy radni. Chcą, by o sensowności wybudowania linii do Piotrowic i Ligoty wypowiedzieli się eksperci. Dlatego zbierają podpisy pod projektem uchwały rady miejskiej, która taką inwestycję by inicjowała. O pomyśle zbierania podpisów poinformował w piątek dziennikarzy Tomasz Godziek, radny i działacz stowarzyszenia Moje Miasto. Akcja będzie prowadzona wspólnie z fundacją Napraw Sobie Miasto.

Częstochowa: Przy estakadzie i promenadzie - zróbmy tu miasto dla ludzi

Przełom w walce o ucywilizowanie skrzyżowania przy estakadzie, gdzie przejście z jego jednej strony (przystanki tramwajowe i bloki) na drugie (hale targowe) zajmuje nawet 9 min. W poniedziałek komisja infrastruktury rady miasta bez sprzeciwu i tylko przy jednym głosie wstrzymującym się poparła ideę wyznaczenia dodatkowych pasów.

Pomysł wytyczenia nowej zebry zrodził się w wyniku kampanii prowadzonej przez redakcję, w której opisaliśmy i sfilmowaliśmy udrękę ludzi na największym skrzyżowaniu w Częstochowie. Swoje uwagi i pomysły zgłaszali czytelnicy oraz partnerzy akcji, którzy nas wsparli: Śląska Inicjatywa Rowerowa, Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej, stowarzyszenie Częstochowa 2020, Stowarzyszenie Handlowców "Jagiellończycy" i rada dzielnicy Wrzosowiak.

Drogowcy obiecali przedstawić swoją analizę do końca czerwca. Zapewnili też, że poprawią pracę świateł przy estakadzie oraz przejrzą pod kątem pieszych wszystkie sygnalizacje w mieście.

Pieniądze dla Olsztyna: dajcie decydować mieszkańcom

Celem "Gazety" jest budżet obywatelski w Olsztynie. Przez kilkanaście dni dziennikarze i ankieterzy "Gazety" pytali mieszkańców czego potrzebują na swoich osiedlach. Ponad 200 wniosków z ich pomysłami - nowymi chodnikami, placami zabaw, ławkami, parkami, zieleńcami - przekazaliśmy Piotrowi Grzymowiczowi, prezydentowi Olsztyna. Okazją było Święto ul. Dąbrowszczaków, reprezentacyjnej ulicy miasta. Po wystąpieniu i powitaniu uczestników festynu przez prezydenta do akcji przystąpiła grupa "Gazety" z transparentami i hasłami kampanii "Pieniądze dla Olsztyna", przebrana za budowlańców (by podkreślić, że mieszkańcy sa gotowi do inwestycji na ich osiedlach). Happening nie był zapowiedziany, dlatego dopiero po kilku minutach - gdy urzędnicy i ochrona przekonali się, że mamy pokojowe zamiary - do uczestników akcji wyszedł prezydent Olsztyna i odebrał zebrane wśród mieszkańców ankiety z pomysłami do budżetu obywatelskiego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.