Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Oczywiście nie były to żadne robaki, ale kowale bezskrzydłe, dość pospolite owady z rzędu pluskwiaków równoskrzydłych.

Kowale na pewno każdy widział, bo mało który owad tak rzuca się w oczy. Głównie dzięki czerwono-czarnym barwom, przypominającym anarchistyczną flagę, i rysunkowi składającemu się z kreseczek i dwóch kropek.

Od tych ostatnich bierze się również druga, mniej popularna nazwa kowala - kowal dwuplamek.

Nazwa ta jest właściwsza, bo owady te mają skrzydła, choć częściowo uwstecznione.

To właśnie na skrzydłach mają rysunek przypominający indiańską maskę, bo ich kropki wyglądają przecież jak oczy. Takie oczy, choć maleńkie, na pewno trochę odstraszają. Szczególnie ptaki, które nie lubią, gdy coś się na nie gapi. Oko kojarzy im się z łypiącym drapieżnikiem.

Dlatego podobny rysunek wykorzystują nie tylko kowale, wystarczy spojrzeć na motyle.

Ale kowale bronią się także w inny sposób. Jeżeli im się przyjrzycie, to dostrzeżecie, że nie wszystkie mają "indiańskie maski".

Te niemal całe czerwone - zupełnie małe i te trochę większe, z zaledwie kilkoma czarnymi kreseczkami, to osobniki młode, które dopiero po kilku wylinkach (czyli przeobrażeniach) staną się dorosłe i będą miały odpowiedni rysunek. Jak więc odstraszają?

Ponieważ są dość ciepłolubne i bardzo lubią się wygrzewać, to dla bezpieczeństwa robią to zwykle w tłoku. Kowalowe zgromadzenia, które są niczym wielkie czerwono-czarne ruchome plamy, to nic innego jak właśnie próba zbiorowego odstraszania. Oczywiście nie zawsze skuteczna. Jak twierdzą czescy badacze, niektóre ptaki w ogóle się tego nie boją, ponadto kowale zjadane są też przez borsuki.



Inną ich cechą, na którą na pewno każdy zwrócił uwagę, jest to, że bardzo często można je zobaczyć sczepione tylnymi częściami ciała. Jak każdy się domyśla, uprawiają wtedy seks, którego efektem jest kilkadziesiąt jaj składanych potem przez samicę.

Ale choć sama kopulacja trwa dość krótko, to samiec może być uczepiony partnerki i ciągany przez nią od kilku godzin do nawet dwóch dni. I jest to jak najbardziej w jego interesie! Stanowi on żywy pas cnoty - całym sobą zabezpiecza partnerkę i zazdrośnie jej strzeże przed kopulacją z innymi samcami.

Kiedy przeprowadziłem się do Teremisek, od razu zauważyłem, że kowale upodobały sobie jeden z rogów naszego domu. Dlaczego akurat ten, a nie inny? Być może dlatego, że jest dobrze nasłoneczniony dzięki południowej ekspozycji. Kowale, jak wspominałem, lubią się przecież wygrzewać. Ale to tylko jeden z powodów.

Od paru tygodni śledzę bloga "Świat Makro.com" znakomicie pisanego i ilustrowanego świetnymi zdjęciami, prowadzonego przez Mateusza Sowińskiego, młodego mieszkańca Olsztyna o gigantycznej wiedzy na temat bezkręgowców. Jego fascynacja owadami zaczęła się jeszcze w przedszkolu od obserwacji wygrzewających się na murku kowali. W jednym z ostatnich wpisów znalazłem odpowiedź na moje pytanie.

Kowale tak lubią jeden z rogów mojego domu przez łakomstwo. Są wszystkożerne. Za pomocą kłujek wysysają soki z martwych owadów, w tym martwych kowali, odchodów oraz nasion. A uwielbiają wprost nasiona lipy. Tak się składa, że koło tego wybranego przez nich rogu nie tylko rośnie lipa, lecz także jest wylot rynny, z którego po każdym deszczu wypadają setki lipowych orzeszków spłukanych z dachu.

A nie każdy może sobie pozwolić na jedzenie tych smakołyków. Otóż nasiona lipy zawierają substancję hamującą przepoczwarzanie się. Larwy owadów, które zjedzą takie nasionko, rosną, ale nigdy nie zamienią się w postać dorosłą. Takie zabezpieczenie ma wiele roślin.

Jednak kowale w wyścigu zbrojeń przeciw lipie są o krok przed nią. Jako jedne z nielicznych owadów uodporniły się na działanie zdradliwej lipowej substancji. Dlatego bez obaw mogą wysysać orzeszki.

"To zwierzę mnie bierze": ogłaszamy wakacyjny fotograficzny konkurs dla Czytelników!

Fotograficzny konkurs dla czytelników
Wyjeżdżacie na wakacje na łono natury? Miejcie aparaty fotograficzne i telefony komórkowe przy sobie. Sfotografujcie zwierzęta (albo ptaki, węże i inne żyjątka, także rośliny!), które "was biorą".
I przyślijcie fotki (uwaga! wielkość do 2 MB) z opisami (np. uzasadnieniem dlaczego to "zwierzę" wybraliście, w jaki sposób udało się Wam je sfotografować, itp. przygody) na adres e-mail: wajrak-konkurs@gazeta.pl
Czekamy do 18 sierpnia 2013 r. do godz. 23:59.
Nagrodami w konkursie są:
1. Dla autora zwycięskiej fotografii - zestaw książek autorstwa lub współautorstwa Adama Wajraka: "Kuna za kaloryferem", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Wiosna", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Lato.", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Jesień.", "Przewodnik prawdziwych tropicieli. Zima", "Kuna za kaloryferem" oraz "To zwierzę mnie bierze"
2. Dla 10 prac wyróżnionych - książka Adama Wajraka "To zwierzę mnie bierze".
Najfajniejsze zdjęcia i historie będziemy publikować na Wyborcza.pl przez całe wakacje!
Regulamin konkursu: tutaj.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.