Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jeśli wpisać w jakąkolwiek internetową wyszukiwarkę "Wantoła", to wyświetlonych nagłówków można się przestraszyć. "Autor Reksia żyje w skrajnej biedzie" - alarmuje na swojej stronie "Dziennik Polski". "Artysta rysownik żyje w nędzy" - grzmi żywiący się plotką Pudelek.pl. "Artysta rysownik żyje w nędzy" - dorzuca Fakt.pl. "Brak wody, ogrzewania i grzyb na ścianie. Tak żyje słynny animator" - to portal Gazeta.pl.

Z tekstów wyłania się obraz sędziwego starca (rzeczywiście nasz bohater ma 86 lat), który większość swojego życia przepracował w bielskim Studiu Filmów Rysunkowych, współtworząc dla dzieci najbardziej znane filmy animowane w Polsce. Już jako emeryt reprezentował nasz kraj na wystawie Expo 2000 w Hanowerze. Teraz za to wszystko musi wraz z żoną wegetować w zagrzybionej norze. Państwo Wantoła nie mają w mieszkaniu bieżącej wody ani gazu.

Internauci wyrokują: "Polska - jeśli jesteś stary i nie masz pieniędzy - najlepiej umieraj". "Podziękujmy Tuskowi". "Typowa strategia naszego państwa: wycisnąć obywatela jak cytrynę, a potem, jak się zestarzeje, kopnąć brudnym butem na stertę śmieci jak jakiś worek zgniłych kartofli... co się z tobą stało, Polsko?".

Był to reportaż z tezą

- Jestem już zażenowany całą tą sytuacją. To, co dzieje się w tej sprawie, to już nie tylko nadużycie, ale wręcz draństwo - mówi Andrzej Orzechowski, prezes SFR, od lat 80. znajomy pana Mariana.

Wszystko zaczęło się od reportażu w cyklu "Sprawa dla reportera" z 22 listopada. Dziennikarka Elżbieta Jaworowicz pojechała z ekipą do jednego z budynków w Bielsku-Białej. Zaalarmowali ją mieszkańcy kamienicy, którzy od dawna nie mogli doczekać się remontu. Pan Marian ani jego żona z zaproszeniem reporterki nie mieli jednak nic wspólnego. Ekipa znalazła ich sama. - W trakcie wizyty w kamienicy ktoś im powiedział, że mieszka tu także człowiek, który robił filmy o Reksiu i Bolku i Lolku. Cała ekipa przyszła do nas, ale mąż wtedy spał. Zaczęli filmować, co popadnie - wspomina Teresa Wantoła.

W materiale telewizyjnym zobaczyć można było po tej wizycie zardzewiałą butlę gazową i jakiegoś lokatora, który pokazuje na kratkę wentylacyjną. Kamera pokazała stary zlewozmywak i człowieka myjącego się nad miską.

Z tym wszystkim wymieszane obrazki z mieszkania Wantołów. Pan Marian wychodzi z pokoju i opowiada o swojej pracy, o tym, jak poznał żonę. Mówi, że nie może dźwigać węgla, który jest potrzebny do palenia w piecu. Jego żona narzeka na dziurawe rynny. Nie pada jednak ani jedno słowo o tym, że żyją w nędzy. Sama redaktorka Jaworowicz mówi na początku: "Mieszkanie wygląda bardzo pięknie...", co nie przeszkadza jej chwilę później alarmować: "W takich warunkach żyje człowiek, który robił filmy".



- Wiedziałem, że pani Jaworowicz przygotowuje ten materiał, bo prosili nas nawet o zgodę na wykorzystanie fragmentu "Reksia". Trochę się bałem, co tam będzie, ale po obejrzeniu się uspokoiłem. Choć był to reportaż z tezą, to Marian nie powiedział nawet zdania, że żyje w nędzy albo że czegoś potrzebuje, a nie ma. To internet dopowiedział resztę - mówi Orzechowski.

Niczego nam nie brakuje

Po emisji telewizyjnego programu historia robi się głośna. O Marianie Wantole można przeczytać już niemal na każdym portalu - i wszędzie powtarzane są hasła o skrajnej nędzy. Dostaje się bielskim urzędnikom, że nie dbają o los tak zasłużonego człowieka.

Nas też temat kusi. Jedziemy więc z fotoreporterem do Wantołów. Podjeżdżamy pod piętrową kamienicę z szaroburymi ścianami blisko głównego wejścia na największy bielski cmentarz. To jeden z niewielu takich domów w tej okolicy - dzielnica jest znana raczej z bogatych willi. Tuż za głównymi drzwiami wita nas na posadzce napis "1930" - data budowy kamienicy. Wnętrze nie wygląda zachęcająco - od dawna niemalowane korytarze, na których łuszczy się farba, nieodnawiane schody, poszczerbione barierki.

Mieszkanie animatora odnajdujemy na pierwszym piętrze. Jest bardzo skromne, ale czyste, schludne i odmalowane. Żadnego grzyba na ścianach. Wantołowie mieszkają tu od kilkudziesięciu lat i już dawno wykupili lokal na własność. Wbrew temu, co krzyczy internet, jest bieżąca woda, działa przepływowy podgrzewacz. Obok zwykły piec węglowy. Pani Teresa mówi, że węgiel za drobną opłatą przynosi sąsiad. Przyznaje, że największy kłopot to wspólne łazienki na korytarzu, ale podkreśla, że kiedyś było tu gorzej - dziurawy dach, zalewany sufit.

- Na szczęście to już przeszłość.

Pan Marian siedzi na wersalce. Za nim na ścianie wiszą obrazki, które sam namalował. Z uśmiechem opowiada o swojej pracy. Stara się wytłumaczyć, jak ożywiał wymyślone przez innych postacie - bo taka była jego rola jako animatora. Mówi o swojej miłości do Reksia, który był najbardziej sympatyczną postacią pochodzącą z bielskiego Studia Filmów Rysunkowych.

Jakby na potwierdzenie odzywa się telefon od córki, która przychodzi się opiekować tatą. Jako dzwonek ustawiła ojcu charakterystyczną melodię z kreskówki o piesku.

Siedzimy, rozmawiamy, jest ciepło i miło. Animator wspomina spotkania z dziećmi, które były jego pasją. Przypomina sobie, jak w ciągu kilku dni dla każdego z 2500 ubogich dzieci narysował osobny rysunek. Za pracę na rzecz maluchów dostał nagrodę "Kryształowego serca".

Gdy mówię żonie Wantoły, że według internetu oboje żyją w nędzy, pani Teresa zdecydowanie zaprzecza. Pytam wprost, czy mam napisać, że potrzebują jakiejś pomocy. - Nic nam do życia więcej nie potrzeba. Najwyżej dobrego lekarza dla męża - odpowiada.

Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta
Marian Wantoła w swoim mieszkaniu

To nie jest twórca Reksia

Sprawa żyje już jednak swoim życiem. Na Facebooku powstaje profil: "Pomóżmy Państwu Wantołom". Zanim dowiaduje się o tym rodzina, na stronie Indiegogo.com zaczyna się zbiórka pieniędzy. Kwota rośnie w oczach: 10, 20, teraz już prawie 30 tys. dolarów.

- To był impuls. Gdy materiał o panu Wantole stał się głośny w sieci, po prostu chcieliśmy mu pomóc. Nie jesteśmy żadną stroną w tej sprawie, te pieniądze przez nas nawet nie przechodzą. My tylko zainicjowaliśmy zbiórkę - mówi Krzysztof Gonciarz, jeden z twórców akcji.

Ludzie, którzy chcą wpłacić pieniądze, dzwonią też do bielskiego Studia Filmów Rysunkowych. Zgłaszają się coraz to nowi dziennikarze.

- "Twórca Reksia żyje w nędzy" to chwytliwe hasło, prawda? - wzdycha Orzechowski. - Idealne na głośny materiał dziennikarski. Ale może najwyższy czas to wyprostować. Marian całe życie dobrze sobie radził. Oboje z żoną mają emerytury. Jeszcze niedawno on sam przychodził do studia, pożyczał rekwizyty na spotkania z dziećmi, które uwielbia. Nigdy na nic się nie skarżył. Wielu ludzi żyje w znacznie gorszej sytuacji.

Prezes dodaje, że to niejedyne przekłamanie, które pojawia się w mediach. - Marian jest przedstawiany jako twórca Reksia i Bolka i Lolka. Tymczasem twórcą Reksia był Lechosław Marszałek, a pomysłodawcą Bolka i Lolka Władysław Nehrebecki. Marian był animatorem, czyli członkiem zespołu, który pracował nad tymi filmami, oczywiście zasłużonym i z bardzo długim stażem. Sam nigdy w życiu nie przypisywał sobie autorstwa tych postaci.

Pytamy jeszcze o sprawę w Urzędzie Miejskim w Bielsku-Białej.

- Ani pan Wantoła, ani nikt z członków jego rodziny nigdy nie sygnalizował, że potrzebuje jakiejkolwiek pomocy - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik. - Gdyby ich sytuacja była rzeczywiście tak dramatyczna, jak przedstawiły to niektóre media, z pewnością wiedzielibyśmy o tym. Tym bardziej że pan Marian do niedawna był częstym gościem w urzędzie miasta.



Nie myślimy o pieniądzach

Chcieliśmy jeszcze dopytać pana Mariana, co sądzi o zbiórce pieniędzy i czy je przyjmie. Niestety, w ubiegłą środę z powodu zapalenia płuc i problemów z sercem trafił do szpitala w ciężkim stanie.

- Dla nas jest teraz najważniejsze, żeby tata wrócił do zdrowia. Nie zajmujemy się na razie tym, co zrobić ze zbiórką - mówi Izabella Thiel, córka. - I prawdę mówiąc, mamy już serdecznie dość całej medialnej wrzawy, w którą zostaliśmy wciągnięci przypadkiem i bez naszej inicjatywy. Już spotkaliśmy się z zarzutami: "jak rodzina pozwala, by tata żył w nędzy". To wszystko ugodziło w honor i taty, i w nasz.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.