Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Styk granic Polski, Czech i Niemiec to niby symbol zjednoczenia Europy. W dniu wstąpienia Polski i Czech do UE przywódcy trzech krajów odsłonili tu obelisk („tutaj rozwija się wspólnie Europa”), a w dniu dołączenia do Schengen odbyło się symboliczne otwarcie granic. Na przystrzyżonej łące nad Nysą Łużycką stanęły flagi trzech państw.

Wszystko to zwieńczyć miał łączący trzy kraje most dla pieszych, którego otwarcie zaplanowano na 2009 rok. Koszty zamierzano pokryć z dotacji unijnej, a potrzebny do niej wkład własny spoczywał na barkach trzech przygranicznych miast: Bogatyni, Hradka nad Nysą i Zittau. Most nie powstał jednak do dziś: urzędujący przez 12 lat burmistrz Bogatyni, Andrzej G. z PiS, nie był nim zainteresowany.

Na polskim brzegu pod osłoną nocy wyrósł za to ogromny krzyż informujący turystów w trzech językach, że „Jezus Chrystus Król i Pan naszych dziejów”. Podpisany przez bliżej nieznane mieszkańcom stowarzyszenie Zło Dobrem Zwyciężaj.

Thomas Zenker, burmistrz Zittau: – Były burmistrz Bogatyni przez lata nie wspierał naszych i czeskich starań. Włączyliśmy więc do projektu marszałka województwa dolnośląskiego, który obiecał, że pokryje wkład własny. I wtedy w miejscu, gdzie według projektu miał stanąć most, pojawił się krzyż.

Bożena Wojciechowska, wiceburmistrzyni Bogatyni ds. polityki regionalnej: – W ostatnich latach ta współpraca nie była tak intensywna jak wcześniej. Poprzednie władze Bogatyni miały do niej nieco inny stosunek.

Bez funduszy byśmy się nie dowiedzieli

W latach 80. mówiono o okolicach trójstyku granic „czarny trójkąt” albo wręcz „trójkąt śmierci”. Okoliczny przemysł zabił prawie 40 proc. lasów w polskiej części Gór Izerskich. Drzewa udało się zasadzić ponownie, ale region boryka się – jak wynika z pomiarów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska – z wysokim stężeniem w powietrzu groźnego dla zdrowia pyłu PM10. Po polskiej stronie krajobraz zdominowany jest przez ogromną dziurę w ziemi i górujące nad nią kominy: to odkrywkowa kopalnia węgla brunatnego i elektrownia PGE Turów.

Poza tym – przygraniczny folklor. „Billige Zigaretten“, „kupię każde auto”, „kredyty dla osób ze złą historią”. Niemcy przyjeżdżają tu po benzynę („dla każdego klienta kawa gratis”) i – sądząc po ofercie przydrożnych bud – krasnale ogrodowe; Czesi – po "spożywkę", głównie mięso – i to mimo afer z salmonellą. Dużym zainteresowaniem cieszą się również dostępne w polskich aptekach leki z pseudoefedryną, jak Cirrus, potrzebną do produkcji regionalnego specjału – metaamfetaminy, czyli piko.

Tadeusz Okorski, były sołtys wsi Porajów: – To już nie te czasy, kiedy handlowano wszystkim i wszędzie: z ręki, z bramy, z koca. Ceny się trochę wyrównały. Ale nie pensje: Polacy masowo wyjeżdżają do pracy do Niemiec i Czech, bo tam można zarobić dwa, a nawet trzy razy więcej.

Bożena Wojciechowska, wiceburmistrzyni Bogatyni ds. polityki regionalnej: - Dla szkół współpraca z sąsiadami jest codziennością. My w ciągu dziesięciu minut jesteśmy w Czechach albo w Niemczech, a trzeba było dopełnić formalności i dwa tygodnie wcześniej zgłosić do kuratorium wycieczkę zagraniczną.

Autor bloga punktpotrójny: - Do Zittau jeździmy do teatru – grają spektakle z napisami, a do Czech – na wycieczki, bo mają świetną infrastrukturę na rowery czy spacer. Idealnie, żeby zabrać dzieciaki: nie ma drogowej brawury, auta cię nie rozjeżdżają. Swoją drogą o główną drogę z Zittau do Liberca, która biegnie przez Polskę, też długo była afera, bo były głosy, że to będzie korytarz eksterytorialny.

Polsko-czesko-niemiecka integracja nie zachodzi wyłącznie oddolnie: w 1991 r. w tym celu powołano – jako pierwszy w Polsce, a dziś jeden z szesnastu – euroregion o nazwie Neisse-Nisa-Nysa. Co umożliwia transgraniczną współpracę lokalnych władz i instytucji. W ramach unijnej polityki spójności na działania transgraniczne płyną też pieniądze z programów Europejskiej Współpracy Terytorialnej.

O pieniądze ubiegać się mogą prawie wszyscy: instytucje państwowe, firmy oraz NGO-sy. Łączny budżet polsko-czeskiego i polsko-saksońskiego programu EWT (Interreg) to 296,2 mln euro. Unijną kasę można zdobyć zarówno na warsztaty w gminnej bibliotece, jak i modernizację międzypaństwowej drogi. Tematyka projektów jest szeroka: od ekologii przez kulturę i edukację po rozwój gospodarki czy turystyki.

Sylwia Motyl, dyrektorka festiwalu filmowego Zoom – Zbliżenia w Jeleniej Górze: – Za środki unijne organizujemy m.in. międzynarodowe warsztaty filmowe czy projekty teatralne dla dzieci. W całym regionie kultura z nich korzysta. Muszę przyznać, że chętniej współpracujemy z Czechami – w Niemczech mniej chętnie patrzy się na nieobecności dzieci w szkole, nawet jeśli chodzi o projekt edukacyjny, i wszystko trzeba planować z bardzo dużym wyprzedzeniem.

Jan Randácek, dyrektor Regionalnej Galerii "Liberec": – Czasami bywa i tak, że najpierw pojawia się konkurs, a potem wymyślamy pod niego projekt z zagranicznymi partnerami. Kiedy organizowaliśmy w Libercu wystawę polskich artystów, baliśmy się, że nie spotka się to z zainteresowaniem lokalnej publiczności. Ale bardzo się myliliśmy – i bez tych funduszy pewnie byśmy się o tym nie dowiedzieli.

PiS-owski Twin Peaks

Bogatynia przez lata była białą plamą na mapie transgranicznej współpracy. Gmina niechętnie sięgała po środki unijne i angażowała się w międzynarodowe działania. Przykładowo, coroczny Nyski Festiwal Filmowy, na którym pokazuje się filmy z trzech krajów po wszystkich stronach granicy, odbywa się w Zgorzelcu i maleńkiej wsi Sieniawka, a w bogatyńskim kinie – nie. Organizatorki usłyszały od władz, że „repertuar jest zbyt wymagający dla bogatyńskich widzów”.

Nie chodzi jednak o to, że ta jedna z najbogatszych (bo PGE Turów) gmin w Polsce nie miała na wkład własny. Byłego burmistrza z PiS Andrzeja G. zaprzątały inne sprawy. W lutym zatrzymało go Centralne Biuro Śledcze Policji, postawiono mu zarzuty niegospodarności, przyjmowania łapówek i fałszowania dokumentacji.

Chodzi między innymi o śmieci: na bogatyńskie wysypisko jako odpady biodegradowalne trafiać miały śmieci zmieszane oraz odpady zwiezione z Niemiec. Oprócz byłego burmistrza zatrzymano cztery osoby, w tym byłego prezesa zarządu koncernu energetycznego PGE GiEK i b. szefa PiS w Zgorzelcu – Sławomira Z. Zarzuca im się narażenie skarbu państwa na straty od 1,5 do 7 mln zł.

Prokuratura bada też m.in. budowę kąpieliska, funkcjonowanie ośrodka sportu i rekreacji oraz prawdziwość oświadczenia majątkowego Andrzeja G. Opozycja zarzuca mu ponadto kupowanie głosów w wyborach samorządowych, przy czym te ostatnie – w 2018 r. – były burmistrz i tak przegrał.

Andrzejem G. śledczy zainteresowali się już przy powodzi w 2010 r., a dokładniej - wydatkowaniem środków pomocowych. Tuż po niej zamówił dla urzędu samochód za niemal ćwierć miliona złotych. Parę lat później wątpliwości wzbudził plebiscyt na Samorządowca 25-lecia Ziemi Dolnośląskiej, w którym były burmistrz nieoczekiwanie zwyciężył – jak się potem okazało, głosami z telefonów swoich urzędników.

W marcu 2018 r. G. został zawieszony w PiS. Nie pomógł mu nawet (szczegółowo opisany przez „Politykę”) plan organizacji – w miejsce corocznych Karbonaliów - Dni Węgla i Energii – trzydniowego święta Lecha Kaczyńskiego, w ramach którego odbyć się miały m.in. biegi na dystansach liczbą metrów odpowiadających dniom życia oraz dniom urzędowania zmarłego prezydenta, wyścigi motocyklowe Polska - Czechy (to podobno pierwsze zawody, jakie obejrzał w życiu Kaczyński) oraz pochody husarii.

Bogatynia po trzech kadencjach z Andrzejem G. wygląda średnio. Miasteczko – w tym urocze łużyckie domy przysłupowe – nie wstało z kolan po powodzi, choć widać w nim kasę: świeże domki jednorodzinne, pod nimi SUV-y, nierzadko w liczbie mnogiej. Drogi są dziurawe, w lasach zalega mnóstwo śmieci, w tym zderzaki czy zegary ze skradzionych samochodów rozebranych na części.

Brukowce mają na Bogatyni używanie: a to Polak dogadał się z Niemcem na ustawioną kradzież i wyłudzenie ubezpieczenia, a to ktoś ukradł pięciotonowy most

Dopatrywały się nawet powiązania fabryk metamfetaminy ze śmiercią bogatynianki Magdaleny Żuk. Już nic mnie nie dziwi, kiedy czytam, że w miejscu głośnego zaginięcia Iwony Wieczorek w Sopocie znaleziono ręcznik z napisem „Bogatynia”.

Autor bloga punktpotrójny: - Wcześniej w lasach leżały jeszcze wielkie wory z blistrami po Cirrusie, ale odkąd rozbito kilka szajek producentów piko, jest ich już mniej".

Tutaj zawsze był trochę dziki zachód, za komuny przyjeżdżali do pracy w przemyśle odpokutować grzechy z przeszłości, w czasie transformacji w Sieniawce przewijały się tu ekipy z całej Europy Wschodniej. Przygraniczny biznes, a dookoła syf, bo tutaj mało kto się wciąż czuje jak u siebie: wciąż jemy z niemieckich talerzy. Założyłem bloga, bo chciałem pokazać nasze kraje w porównaniu. Ale to porównanie zawsze wychodziło dla nas źle

Komuś ciągle się coś wydaje

Jest taki niemiecki film, ma tytuł „Milchwald” – to adaptacja bajki o Jasiu i Małgosi. Zła macocha wywozi pasierbów do tajemniczego lasu, a dokładniej - do Polski. Porzucone dzieci snują się między drzewami, aż nagle spostrzegają furgonetkę obklejoną reklamami niemieckiej chemii. Siedzi pod nią Mirosław Baka i je kiełbasę. Zaopiekuje się dziećmi, ale chce za to hajs. I to już.

„Milchwald” nakręcono rok przed wejściem Polski do UE. Dziś stereotyp Polaka – cwaniaka i złodzieja – zdecydowanie złagodniał. Zagadywani przeze mnie mieszkańcy Zittau zapewniają, że nie mają nic przeciwko sąsiadom, że dziś ich miasteczko to wspólny dom trzech narodów i tak dalej. Peszą się tylko, kiedy pytam o most: ale nie ten planowany na trójstyku, tylko o istniejące i zabite dechami kładki piesze na Nysie. Dlaczego zabite? „No, bo z Polski przychodzili i kradli, ale mam nadzieję, że pani nie uraziłem”.

Autor bloga punktpotrójny: - Moi znajomi wracali z Niemiec i zebrali z drogi kosiarkę, bo myśleli, że to wystawka. Nagle zza rogu wybiega Niemiec z wrzaskiem i kanistrem w ręku. Ci odskoczyli, bali się, że Niemiec chce ich spalić. A okazało się, że on ją zostawił przy drodze i poszedł po paliwo. Panowie przeprosili się i w zasadzie nic się nie stało. Ale tu ciągle tak jest, że komuś coś się wydaje.

Dziś to Polacy boją się otwartej granicy, zwłaszcza uchodźców. W lokalnej prasie pełno jest opisów „incydentów” w stylu „do łowiącego ryby w Nysie imigrant krzyczał coś i machał rękami”, „imigranci przyszli na stację benzynową i nie mogli się dogadać po angielsku, więc wrócili do Niemiec”. Albo: „w okolicach rynku w Sieniawce kilka osób wystartowało do mężczyzny o śniadej karnacji. Obcym okazał się Cygan z Czech, który powiedział, że sam jest antyislamski, więc go przeproszono”.

Thomas Zenker, burmistrz Zittau: - Kiedy w naszym mieście zamieszkali uchodźcy, mieliśmy telefony od polskich sołtysów, że mieszkańcy boją się ich zobaczyć u siebie.

Rita Schäper, niemiecka psychoterapeutka i artystka mieszkająca w Jeleniej Górze: - Żyję od dwudziestu lat w Polsce i parę razy usłyszałam coś w stylu: „nigdy nie lubiłem Niemców, ale nie wiedziałem, jak to powiedzieć przy tobie”. Rozpłakałam się, kiedy znajoma opowiedziała mi o doświadczeniu wojennym swojej rodziny, a ona zdziwiła się, że mogło mnie to poruszyć. Osobisty kontakt bardzo pomaga w przełamywaniu stereotypów i uprzedzeń. Ale bez wspólnego języka trudno zbudować głębszą więź.

Złodzieje wody?

Za granicą Polski nie zaczyna się żaden raj. Saksonia to wyludniający się land, który wadzi się ze swoim wizerunkiem brunatnej poenerdowskiej prowincji. W wyborach parlamentarnych w 2017 r. wygrała tu prawicowo-populistyczna partia AfD z mocnym, 27-procentowym wynikiem. A w położonym na polskiej granicy Ostritz w ubiegłym roku odbył się neonazistowski festiwal „Schild und Schwert[KP1] ” („Tarcza i Miecz”).

Jako tako przędzie liberecki kraj z dochodem gospodarstw domowych nieco poniżej czeskiej średniej krajowej. Tutaj Polacy pracują głównie w przemyśle samochodowym. A młodzi geje z regionu – jak opisuje w reportażu dla „Cafebabel” Petr Vodsed’álek – przyjeżdżają na randki z Grindra, by zachować anonimowość i nieco wyluzować w bardziej tolerancyjnych Czechach. Polska kojarzy się tutaj z kradzieżą… wody.

Jan Polášek, aktywista organizacji ekologicznej Limity jsme my” („My jesteśmy limitami”): Badania Północnoczeskiej Spółki Wodociągowej wykazały, że planowana rozbudowa kopalni odkrywkowej po polskiej stronie może odciąć od wody nawet 30 000 mieszkańców Czech. Już teraz spadek poziomu wód gruntowych sięga 40-60 metrów. Zagrożenie dotyczy przygranicznych miejscowości jak Hradek nad Nysą, Frýdlant, Višnová.

Czeskie media gadają o tym na okrągło od paru lat. Ale Polska, która planuje eksploatację odkrywki do 2044 r., ma na ten temat inne zdanie.

Sandra Apanasionek, PGE GiEK: - Nie istnieją żadne przesłanki potwierdzające wpływ działalności górniczej w Niecce Żytawskiej na osiem czynnych ujęć wody na terenie Czech. Odwadnianie odkrywki Turów może mieć wpływ jedynie na ujęcie wody w Uhelnej. W celu ochrony tego ujęcia podjęto działania nad opracowaniem technicznych sposobów ograniczenia tego wpływu. Eksperci strony czeskiej otrzymują na bieżąco materiały i dane od strony polskiej.

Eksploatację kopalni monitorują wspólnie polscy, czescy i niemieccy aktywiści. Niemiecka europosłanka z partii Zielonych Ska Keller skierowała niedawno w tej sprawie zapytanie poselskie do Komisji Europejskiej. Ale mieszkańcy okolic Bogatyni bronią kopalni jak lwy. Nawet ci, którzy zostaną przez nią wysiedleni ze swoich domów.

Sprawa dotyczy Opolna-Zdrój, poniemieckiej wsi  – niegdyś uzdrowiskowej, dziś w części pochłoniętej przez odkrywkę. Która powoli dopełza do tego, co pozostało. PGE podejmuje z jej mieszkańcami indywidualne negocjacje: za wysiedlenie płaci gotówką na nowy dom. Odbywa się to – według PGE – na dwa-trzy lata przed jego wyburzeniem.

Mieszkanka Opolna: - Ci, którzy już wyjechali, są bardzo zadowoleni, bo swojego dobili. Ale my wciąż nic nie wiemy, nikt nas o niczym nie informuje. Interesy nam zdychają, nie wiemy, czy robić w domu remont, czy czekać. Ale bez kopalni to by już był dramat, nawet Biedronka by nie wyżyła, bo i z czego. A tu i tak większość za granicą pracuje.

Trzy stany skupienia

Świat przedwojennych willi i kocich łbów zarósł siermiężny komunizm, a potem dziki kapitalizm. Po zniesieniu kontroli granicznych odżyły stare drogi i tory, które nieraz kilkukrotnie przecinają granicę państwową swoimi trasami. Trzy krańce krajów docierają się ze sobą, choć przede wszystkim dbają o swój interes. Weźmy choćby pociąg z Zittau do Liberca, który na terytorium Polski gwałtownie zwalnia: linia nie jest połączona z resztą sieci PKP PLK.

Thomas Zenker, burmistrz Zittau, zamierza wystartować w konkursie na Europejską Stolicę Kultury w imieniu „trójziemia Łużyce Górne”. Mówi o sobie „przekonany Europejczyk” i uważa, że to najważniejszy atut, jakim dysponuje jego miasto. Cieszy się ze zmiany władzy w Bogatyni i widzi duże zmiany.

Bożena Wojciechowska, wiceburmistrzyni Bogatyni ds. polityki regionalnej, ma nadzieję na nowe otwarcie i współpracę z Zittau oraz Hradkiem nad Nysą w ramach tzw. małego trójkąta. Wraz z nową ekipą w urzędzie sprząta po poprzednim burmistrzu. 1 maja na trójstyku granic odbędą się obchody 15-lecia Polski i Czech w UE.

Polscy, czescy i niemieccy ekologowie planują demonstrację, która odbędzie się 28 kwietnia w pobliżu kopalni odkrywkowej. Chcą zwrócić uwagę mieszkańców na zagrożenia płynące z jej dalszej eksploatacji, a w szczególności na nadciągającą katastrofę klimatyczną, która granicami państwowymi przejmuje się najmniej. Ale zdają sobie sprawę, że kopalnia odgrywa ważną rolę w lokalnej społeczności.

Wysokość środków, która trafi do regionu dzięki programom Europejskiej Współpracy Terytorialnej w latach 2021-27, podlega obecnie negocjacjom w Unii.

Autor bloga punktpotrójny: - Tak tu żyjemy, trzy odrębne stany skupienia, które się wywodzą się z jednego. Czasem występuje jednak taki układ, taka konstelacja, że osiągają stan równowagi.

*Kaja Puto (ur. 1990) – dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej oraz migracji. Związana z „Krytyką Polityczną”, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost - The Network for Reporting on Eastern Europe. W latach 2015-18 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.

____

Projekt „Future is Now - Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.