Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

___

Tekst stanowi zapowiedź panelu Społeczeństwo obywatelskie wobec kryzysu tożsamości unijnej w Polsce, który odbędzie się w ramach konferencji "Praworządność a polityka spójności. Co zyska i straci Polska na demokracji?"

8-9 listopada, Uniwersytet Warszawski

Keynote: prof. Bruce Ackerman (Uniwersytet Yale)

Bezpłatna rejestracja pod adresem: https://bilety.cojestgrane24.pl/konferencja_praworzadnosc_a_polityka_spoleczna?fbclid=IwAR2xc4ZS_d3aQkwD7SrBMsBmSzm-wPOqUS2FRFJAqfW7A3faYze0jzyGP6k#/lp

Zaprasza think tank „Gazety Wyborczej" Przyszłość Jest Teraz oraz Archiwum Osiatyńskiego

___

Po kilkunastu latach w Unii Europejskiej jesteśmy w niej zakorzenieni na poziomie życia codziennego i deklarujemy się jako euroentuzjaści. W maju 2018 r. 88 proc. Polaków i Polek popierało integrację europejską - to o 7 pkt proc. więcej niż w 2016 r. Tego poparcia nie lekceważą politycy partii rządzącej.

Premier Morawiecki chwali się obecnością w Warszawie Frontexu, minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz uważa, że Polska jest liderem integracji, a były kandydat na prezydenta Warszawy Patryk Jaki pozuje na tle polskiej i unijnej flagi. Jednocześnie wskutek polityki rządu coraz bardziej prawdopodobne jest ograniczenie transferów z unijnego budżetu do państw, które łamią praworządność i nie przestrzegają innych traktatowych wartości. To realne finansowe zagrożenie dla Polski.

Nasz euroentuzjazm nie jest płytki

Polacy i Polki obawiają się sankcji finansowych, ale znaczna część obecnej mobilizacji społeczeństwa obywatelskiego polega na nawoływaniu Unii do bardziej zdecydowanego działania i postawienia tamy pomysłom większości parlamentarnej. Co pokazuje, że polski euroentuzjazm nie jest płytki czy wyłącznie merkantylny, jak mówią niektórzy rodzimi komentatorzy.

Obawa przed zakręceniem kurka z euro to zrozumiała motywacja do oprotestowywania forsowanych przez PiS zmian w systemie sprawiedliwości. Ale nie motywacja jedyna.

Lękamy się też odstawienia na długie lata na boczny tor integracji europejskiej. A także braku ochrony naszych praw i interesów wynikającego z nieufności w Europie do polskiego wymiaru sprawiedliwości. I porzucenia przez państwo zestawu wartości europejskich, na czele z demokracją i poszanowaniem praw człowieka, w tym praw mniejszości.

Od ulicy do zagranicy

W 2018 r. uliczne wystąpienia nie mają już skali pamiętnych ogólnopolskich protestów z lipca 2017 r. Obywatelska mobilizacja wciąż ma jednak sens, przynosi konkretne rezultaty.

Niewątpliwym zwycięstwem proeuropejskich obrońców praworządności było skierowanie we wrześniu przez Komisję Europejską ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Demonstracje zwoływane wiosną i latem oraz liczne protesty udowodniły zagranicy, że sprawy Sądu Najwyższego nie wolno odpuścić. Zagranica nie będzie działać, jeśli nie otrzyma wyraźnych sygnałów z Polski, a zdjęcia tłumu witającego sędziów Sądu Najwyższego potrafią zdziałać więcej niż niejeden lobbysta.

Unia nas nie uratuje, musimy zrobić to sami

– taki był wniosek uczestników panelu „Polska – Praworządność – Unia Europejska” (w tym prof. Ewy Łętowskiej) na majowej konferencji Archiwum Osiatyńskiego. Eksperci od prawa europejskiego i spraw europejskich zgodzili się też, że najważniejsza unijna instytucja, która jest w stanie wpłynąć na zmiany w polskim sądownictwie, to Trybunał Sprawiedliwości UE.

Takie przekonanie podziela większość Polaków i Polek. Konflikt Warszawy z Brukselą pokazał, że ufamy europejskim trybunałom. W sierpniu 54 proc. badanych w sondażu OKO.press przyznawało Trybunałowi Sprawiedliwości prawo do zatrzymania reform sądowych PiS, jeśli uzna on, że są sprzeczne z prawem unijnym. Wśród osób, które nie deklarują się jako wyborcy PiS, ten odsetek wynosił aż 73 proc. Nawet wśród twardego elektoratu rządzącej partii 19 proc. uznawało kompetencję Trybunału w tej kwestii.

Narzucana przez rząd narracja o winie Brukseli za konflikt z Warszawą działa jednak na wyobraźnię części Polaków i Polek. W raporcie „Unia Europejskich wartości” opracowanym dla Forum Idei Fundacji Batorego Joanna Konieczna-Sałamatin wskazuje na ważną zmianę. W 2008 r. dzieliliśmy się na dwie grupy: ludzie ufający Unii raczej darzyli zaufaniem również inne instytucje krajowe i międzynarodowe, natomiast nieufni wobec UE nie ufali także wszystkim instytucjom polskim i międzynarodowym. W 2017 r. pojawiła się jednak grupa osób, która ufa instytucjom krajowym i nie ufa międzynarodowym. Wśród nich trzeba sytuować owe 80 proc. zwolenników PiS nieuznających kompetencji Trybunału w Luksemburgu do wypowiadania się o ustawie o Sądzie Najwyższym.

Mimo politycznej polaryzacji, która coraz bardziej przekłada się na ocenę funkcjonowania unijnych instytucji, wciąż zgadzamy się, że miejsce naszego kraju jest w Unii. Nie ma lepszego świadectwa naszego zakorzenienia w UE niż to, że toczymy spór polsko-polski w języku europejskich wartości, takich jak praworządność, i powołujemy się stale na unijne standardy. 

*Anna Wójcik – prowadzi Archiwum im. Wiktora Osiatyńskiego, które dokumentuje i wyjaśnia zmiany w zakresie praworządności w Polsce. Pracuje też na stanowisku asystenta w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk

***

Projekt „Future is Now . Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.