Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wielka Pacyficzna Wyspa Śmieci zajmuje około 1,6 mln km kw. To nie tylko więcej niż pięciokrotna powierzchnia Polski, to prawie jedna trzecia powierzchni wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Chociaż są też inne wyspy składające się z samych odpadów, to ta jest największa z dotąd opisanych, co przyciąga uwagę mediów i naukowców. Szacuje się, że zawiera ona ok. 80 tys. ton plastiku, na które składa się 1,8 tryliona odpadów. Jak zauważają naukowcy z projektu The Ocean Cleanup, oznacza to, że na każdego żyjącego człowieka przypada ok. 250 plastikowych śmieci wchodzących w skład tej wielkiej wyspy. Blisko w połowie tworzą ją sieci rybackie, ale są też odpady komunalne, czyli śmieci z naszych gospodarstw domowych.

Trudno dokładnie określić, jaki jest udział odpadów komunalnych w wyspach śmieci. Szacuje się jednak, że między 2010 a 2025 rokiem kraje nadmorskie, do których Polska należy, przyczynią się do zanieczyszczenia oceanów ok 150 mln ton plastikowych odpadów z gospodarstw domowych. Im więcej wiadomo o skali zaśmiecenia oceanów, tym wyraźniej widać, jak poważny to kryzys.

Pod koniec zeszłego roku Japońska Agencja ds. Nauki i Technologii Morskich opublikowała w internecie bazę zdjęć dokumentujących odpady znalezione na dnie oceanów. Najwięcej z nich to plastik, w tym w przytłaczającej większości przedmioty jednorazowego użytku, jak torebki albo butelki. Najprawdopodobniej przeniosły je rzeki przepływające przez miasta. Rzeki zbierają odpady z dzikich i źle zabezpieczonych wysypisk, część śmieci jest także do nich bezpośrednio wrzucana albo zbierana przez wiatr. W efekcie nawet dno Rowu Mariańskiego, jedno z najbardziej niedostępnych dla człowieka miejsc na ziemi, nie jest wolne od śmieci.

Non omnis moriar - można pomyśleć, patrząc na zdjęcie plastikowej torebki znalezionej niemal 11 km pod poziomem morza. Wybudowaliśmy pomnik trwalszy niż ze spiżu, jeśli uwzględnić przewidywany czas rozkładu plastiku w środowisku pozbawionym światła

Śmieci na ogół przyciągają uwagę mediów, gdy coś jest nie tak - gigantyczna masa odpadów w oceanie, płonące wysypiska albo groźba wyczerpania zasobów naturalnych. Jednak biorąc pod uwagę to, ile odpadów produkujemy oraz jak szybko rośnie ta liczba, warto zainteresować się tym, jak chcemy rozwiązać ten problem.

 Jak się śmieci w Unii Europejskiej

Odpady wytwarzane w domach to mniej niż jedna dziesiąta odpadów produkowanych w Unii Europejskiej. Jednak to i tak ponad 200 mln ton (dane za 2014 r.). Najwięcej odpadów na naszym kontynencie produkują Dania (blisko 800 kg na osobę w roku) i Malta (647 kg na osobę).

Do wytwarzania większej ilości odpadów komunalnych przyczyniają się głównie turystyka i bogactwo kraju. Choć w niektórych krajach śmieci jest coraz mniej, na świecie panuje odwrotna tendencja. Dlatego, jak prognozują eksperci, mimo prób ograniczenia naszego wpływu na środowisko, w tym stuleciu nie zmniejszymy produkcji odpadów. W 2100 r. najprawdopodobniej wciąż będzie ich przybywać

Zmiany przepisów o zbiórce odpadów, które weszły w życie kilka lat temu, miały ułatwić spełnianie wymagań UE. Zgodnie z regulacjami unijnymi Polska powinna poddawać recyklingowi minimum 50 proc. odpadów komunalnych (a właściwie - czterech wyszczególnionych frakcji tych odpadów, czyli papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła) do 2020 r. To jednak tylko pierwszy krok w ograniczaniu produkcji śmieci - limit będzie wzrastał skokowo przez kolejne lata. Przepisy nakładają też limity składowanych odpadów. Państwo przekraczające ten limit może być narażone na wysokie kary finansowe, nałożone przez Unię.

Redukcja składowisk i nacisk na recykling łączą się z hierarchią sposobów postępowania z odpadami, uwzględnioną w unijnej dyrektywie w sprawie odpadów. Najważniejsze jest zmniejszanie ilości odpadów. Następnie dyrektywa sugeruje powtórne użycie (wielokrotne korzystanie z tej samej plastikowej butelki), recykling (np. użycie materiału, z którego zrobiono butelkę, do wytworzenia nowego produktu - w przypadku plastiku mogą to być: dywan, buty lub kolejna butelka) i odzysk energii, czyli tzw. termiczne przekształcanie odpadów (spalanie). Ostatnim, najmniej pożądanym sposobem gospodarowania odpadami jest ich składowanie. Minusy tego rozwiązania są oczywiste. Składowane śmieci zajmują teren, nie wykorzystuje się ich ponownie, muszą być też dokładnie zabezpieczane i monitorowane, by nie dopuścić do skażenia środowiska, zwłaszcza wód gruntowych.

Obecnie w Europie niecała połowa odpadów komunalnych jest poddawana recyklingowi. Jednak liczba odpadów na mieszkańca i procent recyklowanych odpadów bardzo się różnią w poszczególnych krajach, a także w ich obrębie.

Jak działa, skoro nie działa?

Polska nie wypada źle w tej statystyce: produkujemy prawie najmniej odpadów w Europie, 307 kg per capita, podczas gdy średnia dla UE to 482 kg. Zaniżamy jednak średnią ich recyklingu - według danych z urzędów marszałkowskich za 2016 r. jest to mniej niż 10 proc. wytworzonych odpadów komunalnych.

Warto też pamiętać, że średnia odpadów na mieszkańca bardzo różni się w obrębie kraju. Najwięcej odpadów na głowę produkowali mieszkańcy województw: dolnośląskiego (361 kg), śląskiego i zachodniopomorskiego (w obu 355 kg). Powyżej średniej lokują się też województwa: mazowieckie i lubuskie. Najmniej odpadów na mieszkańca wytwarza się w województwach: świętokrzyskim (184 kg), lubuskim (196 kg) i podkarpackim (210 kg).

Eksperci mają też poważne obawy, czy uda nam się do 2020 r. osiągnąć cele wyznaczone przez Unię. Kontrola NIK pokazuje, że w 2016 r. w większości badanych gmin (to one od 2013 r. decydują o gospodarce odpadami komunalnymi) udział odpadów poddanych recyklingowi spadł w porównaniu z poprzednim rokiem. I niewiele jest nadziei na poprawę, bo obowiązkowe coroczne analizy stanu gospodarki odpadami są przygotowywane nierzetelnie. A wadliwe analizy utrudniają przygotowanie dobrych planów na kolejny rok.

Finansowanie inwestycji

Polska może przeprowadzić zmiany w gospodarowaniu odpadami, korzystając z funduszy spójności, największego unijnego planu inwestycyjnego obejmującego jedną trzecią budżetu UE. Głównym celem polityki spójności jest zmniejszanie nierówności między krajami członkowskimi. Obecna perspektywa finansowa (lata 2014-20) wyznacza 11 najważniejszych obszarów rozwoju, jak adaptowanie się do zmian klimatu czy gospodarka niskoemisyjna. Poza finansami polityka spójności oferuje wsparcie eksperckie we wprowadzaniu korzystnych rozwiązań.

Wszystkie działania w ramach polityki spójności powinny respektować regulacje prawne dotyczące ochrony środowiska i wspierać zrównoważony rozwój regionu. Na te cele w obecnej perspektywie finansowej jest 150 mld euro

W Polsce fundusze na gospodarkę odpadami przyznaje m.in. program "Infrastruktura i środowisko" (POIiŚ), który dysponuje 27,41 mld euro. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą również wykorzystać blisko 5,5 mld euro (23, 6 mld zł) na modernizację systemów gospodarowania odpadami. Dla porównania, na szkolnictwo wyższe w Polsce w 2017 r. przewidziano niecałe 16 mld zł.

Składowanie i spalanie odpadów to elementy gospodarki liniowej, polegającej na przemianach jednokierunkowych - z materiałów powstają produkty, które potem stają się odpadami. Stawianie na tę gospodarkę tylko podtrzymuje system. W efekcie ubywa zasobów, a środowisko coraz bardziej niszczeje.

W kontrze do tych założeń w 2015 r. powstał pakiet „gospodarki o obiegu zamkniętym”, który dwa lata później stał się jedną z dominujących strategii rozwoju Unii. Odnosi się on nie tylko do gospodarki odpadami, lecz także do rozwoju systemu ekonomicznego. Zgodnie z tą strategią ilość odpadów trzeba regulować jeszcze w trakcie projektowania produktów, zanim staną się one śmieciami. Wybierając materiały, które będą się nadawały do ponownego użytku, albo wydłużając przewidywaną „długość życia” produktu, można znacząco zmniejszyć ilość odpadów. Eksperci Unijni szacują, że na etapie projektowania można przesądzić w 80 proc. o wpływie danego produktu na środowisko.

Dlaczego mimo ogromnych środków przeznaczonych na poprawienie systemu gospodarowania odpadami wygląda na to, że Polsce nie uda się osiągnąć i tak niezbyt ambitnie wyznaczonych celów? 

Spalając problem

Jednym z głównych problemów jest źle zaplanowany system gospodarki odpadami. Konsultacje dotyczące realizowanej perspektywy zaczynają się już kilka lat przed jej wprowadzeniem. Oznacza to, że ustalanie tego, jak powinniśmy wykorzystywać fundusze na lata 2014-20, przebiegało w latach 2012-13. A wtedy podejście do zarządzania odpadami było bardzo odległe od tego, czym kierujemy się teraz.

Fundusze i sposoby przyznawania ich negocjowano na podstawie przestarzałej już koncepcji, że odpady powinny zniknąć ze składowisk. Przywrócenie ich do obiegu przez recykling nie było postrzegane jako priorytet. W efekcie dużą część pieniędzy przeznaczono na likwidowanie odpadów zalegających na składowiskach, bez przejmowania się, w jaki sposób ma się to dziać. Toteż postawiono na spalarnie oraz zakłady do przetwarzania mechaniczno-biologicznego, z których część odpadów i tak idzie na składowiska

Tak realizują się ponure przewidywania ekspertów ze stowarzyszenia Zero Waste Europe. Zauważyli oni, że sposób przydzielania funduszy skłonił kraje Europy Środkowo-Wschodniej do zainwestowania w dużą liczbę nowych spalarni i MBP-ów. Co tylko utrwala przestarzały system i nie rozwiązuje problemów wynikających z założeń gospodarki liniowej, w ramach których odpady są śmieciami - a nie surowcami.

Jak zauważa Paweł Głuszyński z Towarzystwa na rzecz Ziemi: „Bez przeformułowania celów i kryteriów dotyczących zarządzania odpadami, jak i warunków przyznawania pieniędzy z Funduszy Spójności, unijne pieniądze przyznane na lata 2014-2020 pójdą na spalarnie i modernizację MBP-ów. Środki z FS są ogromne i gdyby je przeznaczyć na usprawnienie systemu selektywnej zbiórki i budowę instalacji do recyclingu odpadów, nie musielibyśmy się martwić osiągnięciem wyznaczonych przez Unię celów”.

Lublana: Skuteczne wykorzystywanie funduszy

Podczas gdy niemal we wszystkich krajach byłego bloku wschodniego odsetek odzyskiwanych odpadów jest niewielki, Słowenia stanowi ciekawy wyjątek. Kilkanaście lat po wejściu do Unii recykluje ona 60 proc. odpadów, prześcigając m.in. kraje skandynawskie, które dla wielu ludzi symbolizują dbałość o środowisko, choć produkują ogromną ilość śmieci per capita.

Tego fenomenu nie tłumaczy to, że w Słowenii, której ludność niewiele przekracza liczbę mieszkańców Warszawy, łatwiej jest wprowadzić szczelny system gospodarki odpadami. Jeszcze w połowie lat 90. nikt nie segregował tam odpadów i w 90 proc. kończyły one na składowiskach. Wprowadzanie unijnych przepisów połączono tam z szeroką edukacją i obowiązkowymi analizami danych dotyczących odpadów.

W dodatku, zamiast inwestować w spalarnie, Słowenia kładzie nacisk na segregację i zmniejszanie ilości produkowanych śmieci

„Spalanie odpadów to strata zasobów i - w konsekwencji - pieniędzy. Mimo to jakaś część naszych odpadów nadal jest spalana. Dlatego kładziemy nacisk na zapobieganie wytwarzaniu śmieci“ - zauważa Urša Zgojznik, przewodnicząca stowarzyszenia Ecologists Without Borders. W stolicy Słowenii obowiązuje system PAYT (Pay As You Throw, „płać za tyle, ile wyrzucasz”), który pozwala na dokładne rozliczanie się z ilości wyrzucanych odpadów. Istnieje kilka wersji tego systemu. Jedna z nich zakłada oznaczanie worków na śmieci za pomocą kodów kreskowych przypisanych do konkretnych osób. Umożliwia to stworzenie bazy danych pozwalającej na dokładne określenie ilości wyrzucanych odpadów przez danego mieszkańca.

Przykład Capannori we Włoszech - jednego z pierwszych miast bezodpadowych (dążących do osiągnięcia całkowitego braku odpadów przekazywanych na składowiska i do spalarni) w Europie - pokazuje, że ten system może być skuteczny, zwłaszcza gdy jego wprowadzenie poprzedzone jest szeroko zakrojonymi konsultacjami społecznymi.

Pieniądze to nie wszystko

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego szacują, że do 2015 r. wyprodukowano na świecie ok. 6,3 mld ton plastiku. Zrecyklowano mniej niż 10 proc., 12 proc. spalono, a 79 proc. pozostaje na składowiskach i w środowisku naturalnym. A jeśli wziąć pod uwagę to, że masowa produkcja plastiku zaczęła się dopiero ok. 1950 r., gigantyczne hałdy plastikowych odpadów na wysypiskach zdają się imponującym osiągnięciem. Co więcej, połowa tej produkcji przypada na ostatnie 13 lat. Odpady komunalne to nie tylko plastik, ale na jego przykładzie widać, że samo zmniejszenie składowisk nie rozwiąże rosnącego problemu z odpadami. Musimy też zmniejszyć produkcję śmieci.

Fundusze spójności oferują gigantyczne środki na ten cel. Niestety obserwowanie sposobu wykorzystania tych funduszy przez Polskę pokazuje, że nie zbliżamy się do osiągnięcia go

Nieszczelność systemu gospodarki odpadami, nieumiejętna segregacja śmieci w gospodarstwach domowych, brak sensownie zaplanowanego systemu monitoringu umożliwiającego kontrolę nad przepływem odpadów - to tylko część problemów. Kolejnym jest modernizowanie systemu, który wymaga gruntownych przemian. Dobrze przemyślane, długofalowe plany wyznaczające kierunek rozwoju gospodarki odpadami są niezbędne. A przykład miast bezodpadowych pokazuje, jak dużą rolę może odegrać edukacja i zaangażowanie mieszkańców oraz władz lokalnych.

*Małgorzata Winkowska - zajmuje się zagadnieniami ochrony środowiska. Studiowała zarządzanie środowiskiem na Uniwersytecie Warszawskim i antropologię społeczną na Uniwersytecie Kopenhaskim. Współpracowała przy projektach badawczych prowadzonych przez Zakład Ekologii Roślin i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Warszawskiego. 

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest Teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.