Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

*Małgorzata Kołaczekdoktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; adiunkt w Instytucie Studiów Międzykulturowych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autorka książki "Etniczna mobilizacja Romów a Unia Europejska. Polska, Słowacja, Węgry" (WUJ, Kraków 2014) i współautorka publikacji "Kierunek przyszłość: 25 lat wolności a Romowie" (WUJ, Kraków 2015). Wiceprezeska fundacji Dialog-Pheniben.

**dr Joanna Talewicz-Kwiatkowskadoktor antropologii kulturowej, adiunkt w Instytucie Studiów Międzykulturowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doradca akademicki w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau. Prezeska fundacji Dialog-Pheniben. Autorka i redaktorka książek oraz artykułów naukowych i popularnonaukowych o tematyce dotyczącej Romów, mniejszości, relacji międzykulturowych, wielokulturowości.

„Potrzebujemy Europy. Europy, która ma te same wartości i która działa razem… aby poradzić sobie z wieloma dużymi problemami, które stoją przed ludzkością, począwszy od ochrony środowiska, przez uczciwy handel, po walkę z powodami migracji” – tak mówiła szefowa CDU Angela Merkel, podpisując 12 marca w Bundestagu umowę koalicyjną z CSU i SPD.

Nic dziwnego, że w liczącym niemal 200 stron dokumencie koalicyjnym Europa znajduje się na pierwszym miejscu. Koalicjanci zgodzili się co do potrzeby szeroko zakrojonych reform i „nowego początku” UE postulowanego przez prezydenta Francji Emanuela Macrona; w tym potrzeby nowych ustaleń dotyczących polityki migracyjnej.

Nowa-stara polityka otwartych drzwi

W ustaleniach tych jest mowa nie tylko o konkretnych liczbach odnoszących się do sytuacji uchodźców, takich jak maksymalnie 180-220 tys. osób rocznie przyjmowanych jako uchodźcy, czy też do 1 tys. osób, które miesięcznie mogą dołączyć do członków rodzin posiadających czasową ochronę.

Procedury deportacji osób, którym nie udało się uzyskać statusu uchodźcy, mają zostać przyspieszone, a landy, powiaty i gminy mają otrzymać 8 mld euro na programy integracyjne dla uchodźców.

Wypracowana z trudem koalicja wyraźnie zobowiązuje się do wzmacniania zewnętrznych granic UE, co zdaniem niektórych analityków może wskazywać na przesunięcie punktu ciężkości w kontekście kryzysu migracyjnego w Europie z wymiaru humanitarnego na aspekt bezpieczeństwa. Czy oznacza to jednak koniec „polityki otwartych drzwi” Merkel?

UE przeznaczyła 3,137 miliardy euro na Fundusz ds. Azylu, Migracji i Integracji na lata 2014-20 z następującymi priorytetowymi obszarami działań: azyl, legalna migracja i integracja, powroty oraz solidarność.

Ponadto, w związku z omawianym kryzysem i koniecznością wzmocnienia granic Unii Europejskiej, w unijnym budżecie na lata 2015-17 zaplanowano na ten cel 17,7 miliarda euro. Decyzje te nie są jednak przejawem nowego sposobu myślenia o polityce migracyjnej. Są zgodne z "Europejskim programem w zakresie migracji" z 2015 roku, który zakłada wspólne ramy polityki migracyjnej, ze szczególnym naciskiem na „sprawne i pełne determinacji działania w reakcji na ludzką tragedię w obszarze Morza Śródziemnego”.

Koszty niemieckiego azylu

Zobowiązania te stanowią spore wyzwanie, biorąc pod uwagę to, jak wiele osób ubiega się o azyl w krajach UE. Według danych Europejskiego Urzędu Statystycznego "Eurostat" w 2017 roku 650 tys. osób niebędących obywatelami państw Unii, po raz pierwszy ubiegających się o azyl złożyło taki wniosek (choć i tak w 2016 roku było to 1,2 mln osób).

Krajem, który wiedzie prym, jeśli chodzi o liczbę wniosków osób ubiegających się o azyl, są Niemcy. W tym państwie ochrony szuka aż 31 proc. aplikujących o azyl po raz pierwszy, czyli 198 tys. osób, których wnioski zarejestrowano w 2017 roku (azylu ogółem w Niemczech szukało 222,5 tys.).

Nie dziwi zatem fakt, że kraj ten wprowadził szereg usprawnień w działaniach wobec migrantów, m.in. poprzez utworzenie 20 dodatkowych oddziałów Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców.

Jeśli chodzi o praktyczne kwestie związane z pobytem w Niemczech, to osoby ubiegające się o azyl zobowiązane są do utrzymywania się z własnych środków finansowych. Mogą się jednak starać o wsparcie finansowe ze strony państwa - osoba dorosła mieszkająca w ośrodku dla uchodźców może otrzymać 135 euro na miesiąc, a 129 euro miesięcznie, jeśli mieszka razem z partnerem lub partnerką. Gdy mieszka poza ośrodkiem – odpowiednio 354 euro na miesiąc i 318 euro na miesiąc.

Na dziecko władze wypłacają środki w zależności od jego wieku. Podjęcie pracy możliwe jest po upływie 3 miesięcy i wymaga zgody lokalnych władz. Od momentu jej podjęcia osoby pracujące zobowiązane są do płacenia podatków, składek ubezpieczenia społecznego oraz samodzielnego utrzymania się.

Azylanci, którzy nie znaleźli pracy, otrzymują zasiłek w wysokości średnio 408 euro miesięcznie, dodatkowo często środki na takie wydatki jak ogrzewanie czy media, bez konieczności opłacenia ubezpieczenia zdrowotnego.

Dokładna wysokość zasiłku ustalana jest na podstawie sytuacji rodzinnej oraz kosztów utrzymania w obecnym miejscu zamieszkania. Minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maiziere uważa jednak, że świadczenia te są w Niemczech stosunkowo wysokie i otwarcie mówi o potrzebie ujednolicenia tych kwot na całym terytorium UE.

Świadczenia te wynikają z ustawy o świadczeniach dla osób ubiegających się o azyl. Takie osoby zobowiązane są do zatrzymania się najpierw w ośrodkach recepcyjnych (Aufnahmeeinrichtung) do 6 miesięcy, choć od lipca 2017 okres ten można wydłużyć nawet do 24 miesięcy. Zatrzymującym się w ośrodkach zazwyczaj nie wypłaca się gotówki. Biorąc pod uwagę fakt, że Niemcy przyjęły ponad milion uchodźców w ostatnich latach, kwoty te sumują się szybko w ogromne nakłady finansowe. Należy się zatem zastanowić, ile Niemcy zainwestowały w kryzys migracyjny w Europie i czy na tym straciły?

Niemcy bez wątpienia nie szczędzą środków na wdrażanie rozwiązań w tzw. kryzys migracyjny.

Wraz z końcem 2017 roku 21 państw członkowskich Banku Rozwoju Rady Europy wsparło Fundusz ds. Migrantów i Uchodźców (MRF). Wsparcie to przekraczało 25 mln euro. Wśród państw członkowskich Banku Rozwoju Rady Europy największy udział miały Niemcy – wpłaciły aż 5 mln euro. Co więcej, Niemcy potroiły swoje wsparcie finansowe dla UNHCR w ostatnich trzech latach, wpłacając rocznie 387 mln do kasy Agencji ONZ i plasując się na drugim miejscu po USA jako najhojniejszy darczyńca.

Niemcy od lat zresztą znajdują się w pierwszej dziesiątce państw w Europie, jeśli chodzi o liczbę osób poszukujących azylu (a wyliczanych w stosunku na 1000 mieszkańców). Dodatkowo zgodziły się niedawno na przyjęcie dodatkowych 10 tys. osób, zweryfikowanych przez UNHCR.

Instrumenty integracji

Analizując sytuację uchodźców i osób oczekujących na taki status w Niemczech w ostatnich latach, można mieć jednak wątpliwość, czy Niemcy w ogóle radzą sobie z integracją tych, których już przyjęli na swoim terytorium. Ustawa o integracji z 25 maja 2016 roku pod szumnym hasłem „Wspieraj i wymagaj” dotyczy głównie uchodźców i przewiduje wiele rozwiązań integracyjnych.

O ile takie instrumenty jak kursy języka niemieckiego czy integracja poprzez sport mogą wskazywać na szeroko zakrojony i przemyślany plan integracji, o tyle nie zawsze ich realizacja prowadzi do rzeczywistych korzyści zarówno dla uchodźców, jak i ogółu społeczeństwa.

Warto w tym kontekście przyjrzeć się edukacji. Polityka Niemiec w tym obszarze zakłada wiele pozytywnych rozwiązań, np. programy adresowane do najmłodszych polegające na zatrudnieniu dodatkowych nauczycieli, którzy prowadzą zajęcia z języka niemieckiego jako przygotowanie dla dzieci do nauki w szkole. W niektórych landach obowiązek edukacyjny wciąż jednak dotyczy wyłącznie dzieci mieszkających poza ośrodkami. A przecież zgodnie z nowym prawem mogą one przebywać w nich aż do 24 miesięcy. Jest to duże niedopatrzenie, które może w realny sposób utrudniać integrację.

Nieco lepiej sytuacja ta rysuje się w kontekście osób dorosłych. W latach 2015 i 2016 wielu wolontariuszy wspieranych przez budżet federalny zainicjowało projekty edukacyjne na rzecz uchodźców, w tym w zakresie pomocy w nauce języka. Państwo postanowiło także zadziałać systemowo.

O ile zwiększenie liczby kursów integracyjnych i językowych dostępnych dla osób szukających azylu oraz liczby godzin tych kursów do 600 jest rozwiązaniem odpowiadającym na ich potrzeby, to kontrowersyjne wydaje się to, że Syryjczycy mogą z nich korzystać także na etapie oczekiwania na status uchodźcy, a Afgańczycy – druga co do wielkości grupa azylantów w Niemczech – dopiero po jego otrzymaniu.

Problem polega na tym, że jeśli takiego statusu nie dostaną, to bardzo prawdopodobne, że w ten czy inny sposób będą próbowali zostać w Niemczech, zasilając szeregi biernych i niezintegrowanych imigrantów. Oczywiste jest też to, że nie będą w stanie skorzystać z innych programów, które wymagają lepszej znajomości języka niemieckiego. Mowa tu o szansach dla osób chcących zdobyć lub podnieść swoje wykształcenie.

Rząd niemiecki przygotował w tym zakresie wiele udogodnień zarówno dla uchodźców, jak i osób oczekujących na ten status, z tym jednak zastrzeżeniem, że dotyczą one osób w wystarczającym zakresie posługujących się językiem. Mowa tu choćby o językowych kursach przygotowawczych do studiów, dostępie do kredytów studenckich od 2016 roku czy oferowaniu na wielu uniwersytetach wstępnego testu kompetencji wymaganego od cudzoziemców w języku arabskim. Wciąż jednak spośród 50 tys. uchodźców, którzy deklarują chęć studiowania w Niemczech, na studia dostaje się zaledwie kilka tysięcy, głównie z Syrii. Język wciąż pozostaje podstawową barierą. I to nie tylko w zakresie edukacji.

Wejście na rynek pracy

Wstępne optymistyczne oczekiwania zarówno rządu, jak i sektora prywatnego co do napływu uchodźców i zwiększenia liczby osób aktywnych na rynku pracy nie sprawdziły się w takim stopniu, w jakim zakładano. A apetyt był duży, zwłaszcza że na początku kryzysu przybywały osoby z wysokimi kwalifikacjami, co dla drugiej po Japonii najstarszej gospodarki na świecie wydawało się nie lada gratką, a nawet swego rodzaju ratunkiem.

Kolejne fale uchodźców tych nadziei jednak nie potwierdziły. Przybyli ludzie, którym potrzebne jest wsparcie przede wszystkim w obszarze edukacji – zarówno jeśli chodzi o kwalifikacje, jak i język.

Aydan Özoguz, komisarz ds. imigracji, uchodźców i integracji, szacuje, że w najbliższych 5 latach zaledwie ok. 25 do 30 proc. uchodźców znajdzie zatrudnienie. Te szacunki mogą być wręcz zawyżone, biorąc pod uwagę, że wielu uchodźców trafia do miast i regionów borykających się z relatywnie wysoką jak na Niemcy stopą bezrobocia lub małą dostępnością prac etatowych.

Rząd niemiecki odpowiedział na ten problem w specyficzny sposób. Zaproponował intensyfikację rozwiązania znanego już od 2003 roku, a mianowicie programu „pracy za jedno euro”. Stworzono w ten sposób 100 tys. miejsc pracy za 300 mln euro. Skorzystało z nich jak dotąd wciąż niewielu uchodźców.

Z jednej strony, dostając euro za godzinę pracy, uchodźcy mogą podnosić swoje kompetencje językowe i kwalifikacje zawodowe oraz mieć nadzieję na stałe zatrudnienie w przyszłości. Firma, która zdecyduje się zatrudnić azylanta, otrzyma 200 euro miesięcznie na ewentualne koszty i związane z taką procedurą wydatki. Działanie to ma również poprawić nastawienie części Niemców podchodzących do uchodźców w sceptyczny sposób; uchodźców, pracujących dla dobra ogółu, za niską płacę, wykazujących chęć integracji.

Z drugiej jednak strony, krytycy wskazują, że skazuje to uchodźców na nisko wykwalifikowaną pracę. I o ile być może rozwiązanie to napędzi niemiecką gospodarkę, to można dyskutować nad jego aspektami etycznymi.

Nie istnieją dane, które świadczyłyby o tym, że notowany w ostatnich latach dodatni bilans budżetu Niemiec (w 2017 roku o 36,6 mld euro) ma związek z tzw. kryzysem migracyjnym. Bez wątpienia jednak przyczynił się on do zwiększenia zysków w niektórych sektorach.

Gościnność wobec uprzedzeń

Wraz ze wzmożeniem się kryzysu uchodźczego pojawiło się wiele problemów na poziomie landów oraz na poziomie lokalnym, z którymi samorządowe administracje nie potrafiły sobie poradzić. Problemy te skończyły się potrzebą szukania przez samorządy pomocy w sektorze prywatnym. Outsourcing rzadko ma jednak coś wspólnego ze spójnym wdrażaniem polityki integracyjnej. Prowadzi do takich paradoksów, jak umieszczanie przez prywatnych wynajmujących jak największej liczby uchodźców na jak najmniejszej przestrzeni, żeby zarobić jak najwięcej.

Nie tylko zresztą prywatni potentaci rynku mieszkaniowego zarabiają na uchodźcach. Lokalne władze za uchodźców płacą hostelom, hotelom, wypożyczalniom łóżek polowych, firmom cateringowym, telekomunikacyjnym i świadczącym usługi finansowe.

Co więcej, ceny za usługi, szczególnie w branży hotelarskiej, znacznie przewyższają te sprzed kryzysu. Co prawda sytuacja mieszkaniowa uchodźców znacznie się poprawiła, jednak wciąż mają oni trudności w konkurowaniu o tanie mieszkania na wynajem. To pokłosie kwestii kluczowej dla integracji – nastawienia niemieckiego społeczeństwa wobec uchodźców i imigrantów.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Instytut Kantar Emnid na zlecenie Fundacji Bertelsmanna w styczniu 2017 roku ponad jedna trzecia z 2014 przebadanych osób stwierdziła, że Niemcy nie powinni być gościnni wobec uchodźców.

Warto dodać, że w podobnych badaniach z 2015 roku 51 proc. respondentów uważało, że obowiązkiem Niemiec jest przyjęcie większej liczby uchodźców, podczas gdy teraz jedynie 37 proc. jest podobnego zdania. W innych kwestiach jest jednak lepiej – 70 proc. badanych z przyjemnością przyjmie wysoko wykwalifikowanych imigrantów, a uchodźców – 59 proc. Ponadto, w badaniach z końca 2016 roku dotyczących zaufania do rządów krajów europejskich w kontekście przyjętej strategii reagowania na kryzys migracyjny 30 proc. Niemców wyrażało się na jej temat pozytywnie (najwięcej ze wszystkich krajów Europy Zachodniej).

Co z tego wynika dla przyszłości polityki migracyjnej Niemiec? Z jednej strony, nowa koalicja rządowa ogranicza liczbę starających się o azyl, którzy będą mogli przybywać do Niemiec w kolejnych latach. Niemcy powoli wycofują się również z przyznawania statusu uchodźcy dużej liczbie uciekinierów z Syrii.

55 proc. Syryjczyków uzyskuje obecnie jedynie ochronę uzupełniającą, z założenia tymczasową. Oczywiście wiąże się to też z mniejszymi szansami na uzyskanie stałego pobytu i obywatelstwa.

Z drugiej jednak strony, na forum UE Angela Merkel forsuje korzystne dla swojego państwa rozwiązania budżetowe, które mają być powiązane z liczbą uchodźców przebywających na terytorium konkretnych państw. Kanclerz Niemiec chce, aby członkowie państw UE, którzy nie chcą ponosić odpowiedzialności za sytuację uchodźców w Europie, działając tym samym w opozycji do unijnej zasady solidarności, otrzymywali mniej środków z funduszy strukturalnych.

Jakkolwiek zakończą się te negocjacje na szczeblu UE, jedna kwestia pozostaje bardzo prawdopodobna. Nie zapowiada się, aby państwa członkowskie miały przyjąć rozporządzenie Dublin IV zaproponowane przez Komisję Europejską w maju 2016 roku, które modyfikowało wspólną europejską politykę azylową. Części krajów UE może więc zależeć na alternatywnym instrumencie dyscyplinowania państw niechętnych do relokacji uchodźców.

Przyszły budżet unijny będzie najpewniej korzystny dla tych państw członkowskich, które będą chciały dokonywać trudnych reform strukturalnych, podtrzymywać wartości unijne i solidarnie działać na rzecz wspólnej polityki bezpieczeństwa i spójności. Ile miliardów euro wpadnie w związku z tym założeniem do niemieckiego budżetu? To się dopiero okaże.

Współpraca: Joanna Sozańska

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest Teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.