Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich dwóch latach doświadczamy w Polsce prawdziwego wysypu społecznych mobilizacji, których najbardziej spektakularnym przejawem są masowe demonstracje i protesty: Strajki Kobiet, „łańcuchy światła”, marsze KOD-u czy obrona Puszczy Białowieskiej. Okazuje się, że obywatele i obywatelki potrafią się samoorganizować i działać oddolnie, bo za organizacją „czarnego poniedziałku” 3 października 2016 r., kiedy tysiące kobiet i mężczyzn wyszło na ulice 140 polskich miast i miasteczek, nie stały instytucje o dużych zasobach, jak partie czy Kościół. Akcję koordynowały nowo powstałe grupy, działające w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, ruchu Dziewuchy Dziewuchom czy lokalnych grup KOD, a do udziału w proteście udało się zmobilizować ponad 100 tys. osób, choć kwestia aborcji od dawna uważana była za „kontrowersyjną”.

Z oddolną inicjatywą mieliśmy też do czynienia w przypadku „łańcuchów światła” w lipcu 2017 r., gdy tysiące osób protestowało pod sądami, żeby zatrzymać PiS-owską reformę sądownictwa. Kampanię koordynowała Akcja Demokracja i Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, jednak demonstracje były często organizowane spontanicznie przez lokalne grupy obywateli, jak w Jastarni, gdzie wypoczywający nad morzem turyści udali się z płonącymi zniczami pod letnią rezydencję prezydenta Dudy.

Ta logika sprawdziła się też podczas niedawnych protestów pod sądami, które organizowała koalicja oddolnych grup i nowych organizacji, a także podczas kolejnych odsłon mobilizacji przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. 23 marca 2018 r. Warszawski Strajk Kobiet we współpracy z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet zdołał zmobilizować do wyjścia na ulice stolicy ponad 50 tys. osób.

Masowe protesty wskazują, że istnieje w polskim społeczeństwie (a przynajmniej w jego części) potencjał mobilizacji, wola zmiany i chęć wpływania na politykę.

Warto się jednak zastanowić, co te protesty mówią o polskim społeczeństwie obywatelskim i o zmianach, jakim podlega. Spektakularne mobilizacje dają nadzieję na zmianę polityczną, ale trzeba też wskazać na wyzwania, które wiążą się z nową logiką działania ruchów społecznych oraz z rosnącą polaryzacją w obrębie samego społeczeństwa obywatelskiego. Od tego, czy będziemy w stanie stawić im czoła, zależeć może przyszłość nas wszystkich.   

Nowe mobilizacje

„Czarny poniedziałek” czy „łańcuchy światła” pokazują, że w dobie Internetu zmienia się dynamika protestów. Dzięki mediom społecznościowym i sprawnemu zarządzaniu informacją można błyskawicznie reagować na wydarzenia, łatwiej jest kanalizować społeczne emocje i przekuwać je na działanie w sferze publicznej.

Ten nowy model działania ruchów społecznych nie jest oczywiście polską specyfiką. Lance Bennett i Alexandra Segerberg w książce „The Logic of Connective Action: Digital Media and the Personalization of Contentious Politics”, w której analizują m.in. ruchy Indignados w Hiszpanii czy Occupy w USA, proponują, by mówić o nowej logice oddolnych mobilizacji.

Zamiast logiki wspólnego działania (collective action), która opiera się na szukaniu zasobów, żmudnym budowaniu spójnej zbiorowej tożsamości i scentralizowanej hierarchii, pojawia się logika połączonego działania (connective action), w której komunikacja online, oparta na wymianie spersonalizowanych, nasyconych emocjami treści, staje się integralną częścią struktury organizacyjnej. Taki model działania pozwala zwiększać oddziaływanie i mobilizować także ludzi, którzy identyfikują się z jedną konkretną sprawą. Opiera się on na wspólnocie emocji i kulturowych kodów, a nie budowaniu klasycznej struktury organizacyjnej i tożsamości „lewicowca”, „feministki” czy „narodowca”.

Wejście nowego modelu nie oznacza oczywiście, że znikają „stare” struktury czy organizacje. Obie te logiki działania funkcjonują równolegle, bo obok masowych zrywów niezbędna jest gromadzona latami wiedza i żmudna codzienna praca organizacji, które mają odpowiednie zasoby i są w stanie negocjować z instytucjami władzy państwowej.

W dodatku nowy tryb działań połączonych nie rozwiązuje wielu problemów, ponieważ masowe demonstracje mogą czasem zatrzymać konkretną propozycję, np. zaostrzenie prawa antyaborcyjnego, ale zwykle nie wystarczają, by wypracować systemową zmianę.

Rządzi doraźność

Zmiana logiki działania ruchów społecznych sprawia, że zmienić musi się przede wszystkim nasze myślenie o funkcjonowaniu społeczeństwa obywatelskiego oraz o tym, jak można je wspierać. Wskutek rosnącego znaczenia mediów społecznościowych i szerzej – komunikacji w sieci głównym spoiwem masowej mobilizacji są dziś emocje i doraźne cele polityczne, przy zachowaniu dużego zróżnicowania ideologicznego wewnątrz ruchów.

Pozwala to na dużą elastyczność w sferze identyfikacji, umożliwia też przełamanie fragmentaryzacji środowisk progresywnych i uzyskanie politycznej sprawczości przez duże grupy uprzednio niezaangażowanych osób, jak w przypadku „czarnych protestów” i Strajków Kobiet. Ale owa elastyczność i nieokreśloność sprawiają, że bardzo trudno jest przekuć doraźne zaangażowanie w poparcie dla określonej partii czy zaangażowanie w politykę instytucjonalną.

Co ta nowa logika działania oznacza w praktyce? Między innym to, że tak, jak to się stało w wyborach prezydenckich w USA, organizacje polityczne i partie muszą się nauczyć personalizować swój przekaz w taki sposób, aby różne grupy otrzymały informacje na tematy szczególnie dla nich ważne.

W przypadku organizacji mających mobilizować społeczeństwo do działania ważna jest przede wszystkim umiejętność budowania komunikatów, które są nośne emocjonalnie, ale mają strukturę otwartą, tak by różne osoby mogły ów komunikat uznać za swój i poczuć się częścią wspólnoty.

W dość sztywnym, jeśli chodzi o formy działania, i nastawionym na projekty środowisku trzeciego sektora oznacza to również wymóg większej otwartości we współpracy z organizacjami nieformalnymi i niehierarchicznymi ruchami z rozproszoną strukturą decyzyjną. Ważne jest choćby to, aby jak największa grupa mogła zaproponować coś swojego (hasło, wydarzenie, mem etc.) i otrzymać wsparcie w jego realizacji. To z kolei nie pasuje jednak do biurokratycznych zasad związanych z realizacją grantów.

Pojawia się obawa, że włączanie w struktury trzeciego sektora nowych osób na równych prawach co prawda uwalnia inicjatywę i ułatwia społeczną kontrolę procesów decyzyjnych, ale grozi też chaosem. Nie jest to obawa bezzasadna. Mamy bowiem do czynienia z tendencją do polaryzacji i fragmentaryzacji. Partia rządząca otwiera kolejne pola walki, a najbardziej zaangażowane aktywistki i aktywiści w ruchach opozycyjnych niekoniecznie czują się częścią większego ruchu anty-PiS, identyfikując się przede wszystkim ze spójnymi i zawężającymi się grupami.

Pojawia się też tendencja do walki wewnętrznej i rozłamów. Nie jest to zjawisko nowe, ale jego destrukcyjna siła rośnie w czasach kryzysu, także za sprawą Internetu. Jak wskazuje Angela Nagle w książce „Kill All Normies”, logika funkcjonowania internetowych społeczności sprzyja normalizowaniu skrajności i eskalowaniu konfliktów, zarówno na prawicy, jak i lewicy. Tym ważniejsze jest mozolne tkanie nici połączeń między poszczególnymi grupami i ruchami przez osoby i instytucje, które mają zasoby i wolę budowania mostów, a nie murów. 

Przeskoczyć mur empatii

Masowe protesty przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego czy reformom sądownictwa wzbudziły wśród komentatorów wiele nadziei na przebudzenie społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, opisywanego dotąd jako słabe, zbiurokratyzowane czy rozwijające się jedynie w enklawach. Tymczasem potencjał mobilizacji dotyczy nie tylko osób, które chcą bronić demokracji, działać na rzecz praw kobiet czy niezawisłości sądów. Mobilizują się również obywatele walczący o „Polskę tylko białą”, o intronizację Chrystusa Króla czy przeciwstawiający się „seksualizacji dzieci”, której sprzyjać ma edukacja seksualna.

W sobotę 2 czerwca ulicami Warszawy przeszło ok. tysiąca osób w proteście przeciw obowiązkowym szczepieniom, zorganizowanym przez stowarzyszenie STOP NOP. Liberalne media głównego nurtu z reguły poświęcają tym przejawom oddolnej inicjatywy mało uwagi. Tak też było w przypadku demonstracji przeciwników szczepionek. Choć z badań wiemy, że liczba rodziców, którzy nie szczepią swoich dzieci, gwałtownie wzrasta, a obawa przed skutkami ubocznymi szczepień powoduje, że wracają choroby, które wydawały się już opanowane, brakuje dyskusji o tym, dlaczego ten trend narasta. Nie ma też pomysłów na to, jak przekonać ludzi do szczepień.

Dominuje niewyrażona, ale wspólna dla liberalnego mainstreamu zasada ignorowania tych przejawów oddolnej inicjatywy, które nie pasują do wizji społeczeństwa obywatelskiego jako promotora takich norm i wartości, jak równość, praworządność i tolerancja.

Taka postawa jest skądinąd zrozumiała, bo po 1989 r. społeczeństwo obywatelskie postrzegano głównie jako nośnik określonej wizji ładu społecznego i modelu demokracji. Tyle że grupy marginalizowane rzadko znikają samoistnie. Wręcz przeciwnie. Jak wskazuje amerykańska socjolożka Arlie Hochschild, doświadczenie marginalizacji, poczucie wykluczenia z dyskusji i sfery publicznej sprzyjają radykalizacji i przyjmowaniu populistycznych poglądów. Czy naprawdę wierzymy, że jeśli nie będziemy publicznie dyskutować o wskazaniach termometru, to temperatura spadnie?

Często przypisujemy przeciwnikom politycznym albo ludziom, z którymi się nie zgadzamy, uproszczoną wizję świata i motywacje niekoniecznie pokrywające się z ich realnymi poglądami. Dobrym przykładem jest środowisko przeciwników szczepionek. Widzimy w nim ignorancję, złą wolę i brak dbałości o zdrowie dzieci. Tymczasem, jak udowadnia Jaroslava Hasmanová Marhánková, która zbadała tę grupę rodziców w Czechach, ich motywacje i postawy są złożone i mają wiele wspólnego ze współczesnym modelem rodzicielstwa i funkcjonowaniem służby zdrowia.

System, który narzuca pewne zasady, np. szczepionki, jednocześnie główną odpowiedzialnością za zdrowie dziecka obarcza rodziców, bo niewydolna publiczna służba zdrowia nie daje im wystarczającego wsparcia w przypadku problemów. To sprawia, że przestają oni ufać instytucjom i ekspertom, a chętniej kierują się opiniami i doświadczeniami innych rodziców.

Jak wskazuje Marhánková, współcześni rodzice próbują w ten sposób zrealizować model odpowiedzialnego rodzicielstwa w skrajnie zindywidualizowanym społeczeństwie. Na pewno nie uda się przekonać wszystkich przeciwników szczepień, ale może warto rozmawiać z nimi o tym, jakie są ich doświadczenia jako rodziców w relacji z państwem, o tym, jak działa służba zdrowia i jaki powinien być zakres odpowiedzialności rodziców i instytucji w przypadku decyzji mających wpływ na zdrowie dzieci. 

Miejsce dla inaczej myślących

Definicja społeczeństwa obywatelskiego stała się polem walki. Wiele grup krytycznych wobec obecnego społeczeństwa obywatelskiego podkreśla, że są jego częścią, a część aktywistów – jak choćby konserwatywne grupy walczące z „ideologią gender” – deklaruje, że reprezentują „prawdziwe”, czyli autentyczne, oddolne i nieskorumpowane społeczeństwo obywatelskie.

Podobny trend widać też w innych państwach, choćby w Rosji. Mimo że możliwość oddolnych działań obywatelskich jest tam drastycznie ograniczona, pojawiają się niezależne od państwa grupy, np. konserwatywne organizacje rodzicielskie, które deklarują, że działają w imieniu społeczności rodziców i społeczeństwa obywatelskiego. Szwedzka badaczka Tova Hojdestrand, która badała takie organizacje w Rosji, wskazuje, że „ruch rodziców za pomocą słów i czynów konstruuje wspólną obywatelską podmiotowość”, której podstawę stanowią konserwatywne wartości, lokalność i niezależność, tak od międzynarodowych instytucji, jak państwa.

Obserwując praktyki obecnego rządu, który stara się ręcznie sterować organizacjami pozarządowymi, hojnie rozdając pieniądze jednym i uniemożliwiając działanie innym, łatwo uznać, że rzekomo oddolne grupy są w rzeczywistości mobilizowane odgórnie, zgodnie z celami partii rządzącej.

Często zresztą tak jest, część konserwatywnych organizacji jest bowiem finansowana przez państwo bądź międzynarodowe organizacje o wątpliwej reputacji, czego przykładem jest Instytut Ordo Iuris, powiązany z kontrowersyjną konserwatywną międzynarodówką Tradiçao, Família e Propriedade (TFP). Nie należy jednak ignorować rosnącego poparcia dla przeciwników szczepionek, masowego uczestnictwa w Marszach Niepodległości czy oddolnych mobilizacji uczestników Marszów dla Życia i Rodziny. Odmówienie niektórym grupom obywateli uczestnictwa w publicznej debacie czy wyrzucenie poza nawias społeczeństwa obywatelskiego nie zlikwiduje problemu. Nasili jedynie polaryzację, która powoli rozsadza nasze społeczeństwo.

W sferze aktywności obywatelskiej demokratyczne praktyki są tyleż odnawiane, ile podważane. Bo społeczeństwo obywatelskie nie jest i nigdy nie było homogeniczne, a konflikt stanowi niezbędną część demokratycznej debaty.

Nie chodzi o to, by rezygnować z wartości i wiary w normotwórcze znaczenie obywatelskiej aktywności. Musimy jednak respektować prawo innych do kontestowania naszych wartości i zagwarantować przestrzeń dla takich kontestacji. Czas już zauważyć, że, jak wskazywał Antonio Gramsci, społeczeństwo obywatelskie jest naznaczone nierównościami i walką o hegemonię. Jeśli więc uznajemy pluralizm za ważną wartość, to powinniśmy dbać o to, by w społeczeństwie obywatelskim było miejsce dla myślących inaczej. Nie oznacza to relatywizmu w sferze wartości, lecz wynika z prostej konstatacji, że ludzie rzadko bywają tak spójni jak programy polityczne partii.

* dr Elżbieta Korolczuk - socjolożka, kulturoznawczyni, działaczka na rzecz praw kobiet. Pracuje na Uniwersytecie Södertörn w Szwecji, jej ostatnia publikacja to książka „Civil Society Revisited. Lessons from Poland” (z Kerstin Jacobsson, 2017)

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest Teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.