Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

7 listopada 1918 r. Tymczasowy Rząd Ludowej Republiki Polskiej ogłosił wprowadzenie 8-godzinnego dnia pracy. Dwa tygodnie później, dekret rządu Jędrzeja Moraczewskiego skrócił czas pracy w soboty do 6 godzin, uregulował również płatność za godziny nadliczbowe na poziomie 150 proc. stawki za pierwsze dwie, oraz 200 proc. za każdą kolejną. Przez następne dekady sobotni czas pracy stopniowo się zmieniał, a pięciodniowy tydzień pracy stał się rzeczywistością dopiero po strajkach w sierpniu 1980 r.

Pracuj, pracuj

Jednak w ostatnich latach obserwujemy w Polsce odwrót od trendu redukowania czasu pracy, trwającego od połowy XIX w. W 2009 r., po globalnym kryzysie finansowym, weszła w życie ustawa antykryzysowa, przedłużająca okres rozliczeniowy czasu pracy do 12 miesięcy, co oznacza, że 40-godzinny tydzień pracy może bilansować się w zestawieniu rocznym, a nie, jak wcześniej, czteromiesięcznym. Cztery lata później ta poprawka weszła do kodeksu pracy i obowiązuje do dziś.

Dotkliwym przejawem tej nowej tendencji jest również postępująca od lat 90. ekspansja umów śmieciowych, w których czas pracy nie jest uregulowany, bo nie podlegają one przepisom kodeksu pracy. Dane OECD z 2016 r. wskazują, że 27,5 proc. polskich pracowników i pracownic było zatrudnionych na umowach krótkoterminowych, co sytuuje nas na trzeciej pozycji tego niechlubnego rankingu na świecie, zaraz za Chile i Kolumbią.

Dlatego trudno precyzyjnie stwierdzić, jak ustawowo definiowany czas pracy w Polsce ma się do rzeczywistej liczby godzin przepracowanych przez przeciętnego pracownika w roku. Wśród krajów OECD ranking otwierają Niemcy, w których przeciętny pracownik pracuje najkrócej – 1363 godziny rocznie. Ustawowo w Niemczech czas pracy to 40 godzin tygodniowo.

Najdłużej pracującym narodem są Meksykanie, ustawowo pracujący 48 godzin w tygodniu, ale w praktyce niemal dwukrotnie dłużej niż Niemcy – 2255 godzin w roku.

Skąd biorą się takie dysproporcje? Składa się na nie m.in. stopa zatrudnienia, czyli odsetek osób pomiędzy 15 a 64 rokiem życia pracujących zawodowo – w Niemczech jest on jednym z najwyższych na świecie, wynosi 75.6 proc., w Meksyku niewiele ponad 60 proc.

Ważna jest również aktywność związków zawodowych, która wprost przekłada się na siłę przetargową pracowników w gospodarce. Jak podaje OECD, w Niemczech w 2015 r. 57 proc. pracujących było zatrudnionych na warunkach ustalonych podczas negocjacji zbiorowych, w Meksyku ten odsetek to jedynie 13 proc.

Pod tym względem sytuacja na polskim rynku pracy jest niedobra.

Polscy pracownicy pracują przeciętnie 1910 godzin rocznie, co stanowi drugi, po Grecji, najwyższy wynik w Unii Europejskiej oraz siódmy wśród państw zrzeszonych w OECD.

Mamy niską stopę zatrudnienia, brakuje sprawnych związków zawodowych, mamy również bardzo niski odsetek miejsc pracy na część etatu (6,1 proc.), które aktywizują zawodowo np. studentów lub młodych rodziców. W Niemczech dla porównania co piąte miejsce pracy w gospodarce jest w niepełnym wymiarze godzin.

Francuski eksperyment

Osiemnaście lat temu lewicowy rząd we Francji wprowadził 35-godzinny tydzień pracy, co do dziś wznieca dyskusje. Reforma miała stworzyć 700 tys. nowych miejsc pracy i obniżyć bezrobocie, jednak nie ma zgody co do jej efektów. Raporty Insee (Państwowego Instytutu Statystyki i Badań Ekonomicznych) i Komisji Parlamentarnej z 2014 r. wskazują, że do 2002 r. powstało 350 tys. nowych miejsc pracy, a koszt reform – m.in. wyższe zatrudnienie w sektorze publicznym i zmiany organizacji pracy – szacowany jest na 2-2,5 miliarda euro. Inne szacunki mówią o 500 tys. miejsc pracy i koszcie ok. 10 miliardów euro.

Również wpływ reformy na poziom bezrobocia nie jest oczywisty. Do kryzysu 2008 r. nieznacznie we Francji spadało, po kryzysie zaczęło rosnąć, natomiast zarówno spadek, jak i wzrost nie odbiegają od trendów na rynku pracy w całej UE. Unijna stopa bezrobocia w 2000 r. była na poziomie 8.7 proc., przed kryzysem 2008 r. spadła poniżej siedmiu procent, a po kryzysie zaczęła rosnąć do wartości dwucyfrowych.

Wprawdzie ustawa skróciła przeciętny czas pracy Francuzów, jednak ten spadek nie odbiega radykalnie od zmian w krajach Europy Zachodniej, które nie zrobiły tego ustawą.

We Francji w 2000 r. pracowano średnio 1535 godzin, a w 2016 r. 1472 godziny. W tym samym okresie przeciętny czas pracy w OECD spadł z 1829 do 1763 godzin rocznie.

Wciąż trwają zażarte spory o zasadność francuskiej reformy między związkami zawodowymi i partiami lewicy a liberalną prawicą i zrzeszeniami pracodawców. A ustawa zmieniała się wielokrotnie: wprowadzano poprawki podwyższające dopuszczalną liczbę nadgodzin i obniżającą ich odpłatność.

Ile pracy to konieczność?

Pod projektem skrócenia czasu pracy w Polsce do 35 godzin tygodniowo zbiera podpisy partia Razem. Tak we Francji, jak w Polsce oś debaty wyznacza traktowanie czasu pracy albo przede wszystkim jako narzędzia wzrostu PKB, albo głównie jako jednego z ciężarów życia społecznego. Przeciwnicy projektu skupiają się na kosztach, jakie może nieść skrócenie czasu pracy dla polskiej gospodarki, w tym na osłabieniu konkurencyjności naszego rynku dla międzynarodowych korporacji. Zwolennicy wskazują, że każdy argument tego rodzaju można zastosować wobec takich zdobyczy cywilizacyjnych jak emerytury czy płatny urlop, a stopniowe skracanie czasu pracy stanowi jeden z oczywistych celów postępu technologicznego.

Istotnym elementem debaty, na który rzadko zwraca się uwagę, jest jej polityczność. Krótsza praca nie jest i nigdy nie była naturalnym skutkiem wzrostu wydajności i produktywności. Nie pracujemy dziś 14 godzin dziennie, mamy prawo do emerytur i podstawowych świadczeń społecznych wskutek długofalowego i aktywnego sprzeciwu pracowników wobec warunków pracy. W Niemczech czy Francji główną rolę w takich przetargach odgrywają pracownicy wykwalifikowani, którzy przez kilka ostatnich dekad doprowadzili do zmniejszenia przeciętnej liczby godzin przepracowanych w roku.

O tym, dlaczego mechanizmy rynkowe nie są w stanie same doprowadzić do skrócenia czasu pracy, barwnie pisał niemal sto lat temu Bertrand Russell.

Brytyjski filozof wskazywał, że w warunkach konkurencji przemiany technologiczne pozwalające na bardziej wydajną produkcję nie przełożą się na skrócenie dnia roboczego.

Nawet jeżeli właściciel zakładu pracy postanowiłby skrócić czas pracy w swojej firmie proporcjonalnie do wzrostu wydajności produkcji, zwyczajnie nie przetrwałby konkurencji ze strony przedsiębiorstw, które zwolniłyby część pracowników, znacznie redukując koszty.

Problem czasu pracy ma więc charakter systemowy, jest wpisany w logikę kapitalizmu. Jeżeli chcemy kiedykolwiek pracować połowę tego, ile pracujemy dziś, albo wręcz uwolnić się od konieczności pracy – potrzebujemy systemowych rozwiązań.

Dyskusja o czasie pracy to polityczny spór o to, jaka ma być przyszłość. W 1930 r. jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku John Maynard Keynes pisał, że jeżeli postęp technologiczny utrzyma tempo, jakie miał za jego życia, to za kilkadziesiąt lat będziemy pracować piętnaście godzin tygodniowo. Teoretycznie jest to dziś bardziej realne niż kiedykolwiek w historii. Politycznie nigdy nie było chyba bardziej odległe.

Hubert Walczyński – absolwent London School of Economics, działacz społeczny, zajmuje się ekonomią i filozofią nauk społecznych

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest Teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.