Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziś, 9 maja, Dzień Europy. Do niedawna święto właściwie nieobchodzone, bo nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyszło do głowy, że Polska może przestać być częścią zjednoczonej Europy.

Teraz jesteśmy w innej rzeczywistości. Z myślą o polskim rządzie Komisja Europejska wprowadza mechanizm powiązania transferów z unijnego budżetu z przestrzeganiem praworządności. Prezydent Andrzej Duda porównuje integrację z Europą do zaborów, a flaga Unii – nazwana przez pewną posłankę PiS „szmatą” – znika z kadru w czasie wystąpień ważnych urzędników państwowych. Wyniki sondażowe partii rządzącej mają się przy tym świetnie.

Łatwo to wszystko zwalić na PiS. Prezes Jarosław Kaczyński buduje politykę na endeckiej sympatii dla rosyjskiego stylu sprawowania władzy, niechęci wobec obcych i przyznawaniu praw człowieka tylko tym, którzy popierają jego ugrupowanie.

Ale i UE – wierząc w dobrą wolę wszystkich swoich członków i poszanowanie politycznego pluralizmu – pozwoliła urosnąć partiom i środowiskom, które jedną ręką biorą pieniądze ze wspólnej kasy, a drugą wymierzają zjednoczonej Europie kuksańce.

Ta naiwność pozwoliła urosnąć nacjonalistom i ksenofobom w całej Unii. I zbudować narrację oraz całą sieć instytucji powodujących, że duża część zachodnich społeczeństw żyje w strachu przed Europą i jej instytucjami.

Tak, te instytucje są niedoskonałe, ale są także naszą najsilniejszą bronią przeciwko wyzwaniom współczesności – od rosnącej potęgi korporacji po globalne ocieplenie. Szczęśliwie epoka naiwności się kończy – UE zaczęła odcinać od europejskich funduszy partie, które za europejskie pieniądze prowadziły wrogą integracji działalność. „Pieniądze za praworządność” to kolejny krok w tę stronę.

Naiwność była grzechem nie tylko w Brukseli, ale wszędzie tam, gdzie entuzjaści Unii przymykali oczy na to, że społeczeństwa, epatowane gigantycznymi kwotami unijnego wsparcia, nie czują zmian w swoim codziennym życiu. Dlatego we współpracy z Komisją Europejską „Wyborcza” uruchamia think tank „Przyszłość jest teraz”.

Przez najbliższe miesiące wraz z najlepszymi polskimi specjalistami będziemy sprawdzać, jak europejskie pieniądze i kontakt z Europą zmieniły życie Polek i Polaków. Będziemy analizować, co należy zmienić w Unii i polskiej opowieści o niej, by z tej największej szansy na rozwój społeczny i ekonomiczny kraju przestali korzystać ci, którzy budują polityczne kariery na eksploatacji strachu i poczuciu niepewności obywateli.

Przeczytaj też: Sylwia Spurek dla "Wyborczej": Przyjęte przez Polskę prawo międzynarodowe gwarantuje osobom z niepełnosprawnościami prawo do niezależnego życia

***

Projekt „Future Is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.