Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Moralny aspekt zabijania zwierząt to temat niewygodny, wyświechtany i konsekwentnie bagatelizowany. Wciąż rzadko myślimy o tym, jaką drogę przebyło mięso z żywego ciała do sklepowej lodówki, że wiszące nad kominkiem dziadka poroże należało do żywej istoty, a sarna, którą udało się dojrzeć podczas spaceru, zostanie niebawem zabita. I to nie po to, żeby zaspokoić czyjś głód lub utrzymać równowagę w przyrodzie.

Myślistwo to śmierć zadawana dla samego zabijania, krew przelewana dla samej krwi. Realizacja skrywanej za hasłami „pasja” i „hobby” ludzkiej obsesji, jego uzależnienia od poczucia władzy i kontroli nad światem.

Tematyczny bumerang

Etyczny wymiar zabijania zwierząt powraca ostatnio coraz częściej. Za siłę napędową służą kontrowersyjne pomysły ministra Jana Szyszki, którego resort zbywa milczeniem ostrzeżenia naukowców i ekologów, produkując rozporządzenia na rzecz środowiska myśliwskiego: planowana obława na łosie, wydłużenie okresu łownego na łanie, daniele i dziki, wpisanie do rejestru zwierząt łownych szakali i bobrów. To zaledwie wierzchołek „dobrej zmiany”, wraz z którą jedyną bezpieczną w lesie istotą będzie niebawem wyłącznie sam myśliwy.

Zobacz też: "Duchowe życie zwierząt". Literacki apel do sumienia ministra Szyszko

Okładka polskiego wydania książki 'Duchowe życie zwierząt'Okładka polskiego wydania książki 'Duchowe życie zwierząt' Wydawnictwo Otwarte, 2017

Temat powraca również za sprawą kontrowersji związanych z wyborem „Pokotu” w reżyserii Agnieszki Holland na polskiego kandydata do Oscara. Ekranizacja powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” opisuje moralny aspekt kultury myśliwskiej bez złudzeń i eufemizmów, prowokując bezmyślne oskarżenia o domniemaną „antypolskość” i „antypatriotyzm”.

W swojej dosłowności, "Pokot" przywodzi na myśl książkę Zenona Kruczyńskiego – „Farba znaczy krew” – stanowiącą próbę nazwania rzeczy po imieniu: myślistwo to nic innego jak mordowanie niewinnych stworzeń.

Przeczytaj też: Gwałt nasz powszedni

Iza, Sara, Aga.Iza, Sara, Aga. fot. Paweł Mączewski

Zmiana frontu

Kruczyński o zabijaniu zwierząt pisze wprost, nie szczędząc obrazów wypływających wnętrzności, rozcinanych trzewi i walki o życie w krwawej agonii. Jego zdaniem nie tylko się nie da, ale i nie powinno pisać o myślistwie inaczej. Ta szczerość, brak litości dla samego siebie okazuje się dla autora nie tylko formą spowiedzi, ale również jedynym skutecznym narzędziem walki z komfortem niewiedzy i biernością; biernością, która jak pisze w przedmowie do książki Olga Tokarczuk, „ma znaczenie moralne, ponieważ utrwala zło”.

„Farba znaczy krew” to próba wielostronnego ujęcia problemu – autor korzysta z własnych wspomnień, załącza wywiady, przytacza dane i statystyki. To książka przekonująca również dlatego, że napisana przez byłego myśliwego, który po latach aktywności w środowisku łowieckim przeszedł na przeciwną stronę barykady.

Dzięki temu Kruczyński, dziś aktywista ekologiczny, obala mity służące myśliwym za osłonę ich działań. Jednym z najmocniejszych fragmentów jest analiza myśliwskiej „etyki” pokazująca, jak zabijający zwierzęta omijają kwestię ludzkiej intencji, nie zajmują się myślą o zabijaniu i swoich motywacjach, ale wyłącznie koncentracji na sposobie, w jaki należy go dokonać.

Bezwzględnie rozbija pokutujące wśród myśliwych przekonania, jak choćby to, że zabijanie dzikich zwierząt to forma sprawowania nad nimi opieki, czy "pojęcie, którym posługuje się Etyka myśliwska: «zabić etycznie, zgodnie z zasadami humanitaryzmu», jest całkowicie pozbawione sensu i wewnętrznie sprzeczne, paradoksalne. Tego nie da się pogodzić. Nie sposób być etycznym i humanitarnym, a jednocześnie zabijać! Albo zabijam – albo postępuję humanitarnie. To prosty wybór”.

Przeczytaj też: Poglądy Leszka Balcerowicza są jak eternitowa dachówka. Kiedyś wydawało się, że to rozsądne i tanie rozwiązanie

Leszek Balcerowicz i Lech Wałęsa na wspólnej konferencji, w biurze Lecha Wałęsy w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku  Leszek Balcerowicz i Lech Wałęsa na wspólnej konferencji, w biurze Lecha Wałęsy w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku  RENATA DĄBROWSKA

Zbiorowa pokuta 

Pozostawanie ślepym i głuchym na śmierć, zadawaną często z nieludzkim okrucieństwem w oderwaniu od jakichkolwiek zasad humanitaryzmu, to nie tylko prosty mechanizm unikania tego, co kłopotliwe, brudne i jakoś niewygodne. To również lustro etycznego relatywizmu, w którym każdy może – i powinien – się przejrzeć.

Jak to możliwe, że wyrwana z kontekstu wizja pojedynku uzbrojonego z bezbronnym lub silniejszego ze słabszym uderza w nasze poczucie przyzwoitości i budzi sprzeciw jako coś głęboko niemoralnego, podczas gdy każdego dnia tysiące myśliwych korzysta z tego nierównego układu sił? I to w imieniu prawa, a zatem w imieniu nas wszystkich?

Zobacz też: "Safari" Ulricha Seidla. Człowiek, bestia nie do zatrzymania

Plakat filmu 'Safari'Plakat filmu 'Safari' reż. Ulrich Seidl

Holland, Tokarczuk i Kruczyński oferują drogę prowadzącą do świadomości i namacalnej zmiany. To droga nazywania rzeczy wprost i pokazywania ich takimi, jakimi są. Chodzi o to, aby nie wybielać plam krwi, ale je konsekwentnie wskazywać – tak długo, aż zbiorowe poczucie winy nie będzie się dało wyciszyć, a krew dostrzeżemy także na własnych rękach.

***
Zuzanna Kowalczyk (1994) – kulturoznawczyni, publicystka kulturalna, redaktorka „Osiem Dziewięć".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.