Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Lud” z lewicowych fantazji staje przed Christianem w postaci indywidualnego człowieka z własnymi preferencjami – jedno zje, drugiego nie ruszy, w dodatku nie boi się o tym głośno powiedzieć. A przecież „ludzie prości” powinni raczej słuchać i dawać się prowadzić – na przykład w kwestiach smaku – a nie żądać i narzucać własne „niskie” gusta. „The Square” składa się z wielu takich obrazów spotkania teorii z praktyką i wyobrażeń z rzeczywistością.

Christian to młody kurator sztuki współczesnej, bohater nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes „The Square” w reżyserii Rubena Östlunda. I chociaż Östlund opowiada o dojrzałym szwedzkim mieszczaństwie – z jego neurozami i hierarchią – wizję reżysera z powodzeniem można odnieść również do polskich realiów.

 

Christian i jego współpracownicy z galerii to typowi przedstawiciele „wyrobników symboli”, którzy za pomocą sztuki chcieliby zabrać głos w debacie dotyczącej hierarchii społecznej, zrewidować kategorie równości i obywatelskiego zaangażowania.

Nic z tego. Sami okazują się zamykać w estetycznych bańkach, upośledzających percepcję. „Gorsze” dzielnice Sztokholmu znają z serwisów newsowych, a białych ścian muzeum nie odważyliby się zbrukać „ludową wrażliwością”.

I tak "The Square" okazuje opowieścią również o Polsce - bo młoda, lewicująca inteligencja, która wykluwa swoje poczucie smaku w wielkomiejskich galeriach, klubach i kawiarniach, za 10 albo 20 lat będzie podobnie oderwana od społecznej rzeczywistości jak bohaterowie filmu Östlunda.

Przeczytaj też: Mamy strukturalny problem z dzieleniem się bogactwem. Rozmowa z Rafałem Wosiem, autorem książki „To nie jest kraj dla pracowników”

Rafał Woś, dziennikarz ekonomicznyRafał Woś, dziennikarz ekonomiczny fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Wstyd za tę Polskę

Jesteśmy w błędzie, jeśli wierzymy, że na dobre zmyliśmy z siebie grzech estetycznego obrzydzenia, jakie budziła w pokoleniach neoliberalnych postępowców doby transformacji „polska forma”: prowizorka i kicz na ulicach, bogoojczyźniane emocje, bierność homo sovieticus.

Bo to wstyd odpowiada za średnie zaangażowanie polityczne millenialsów znad Wisły. Z neoliberalizmem wyssaliśmy nie tylko indywidualizm i przywiązanie do sfery prywatnej (pisała o tym w „Osiem Dziewięć” Agata Sikora), ale również estetyczne obrzydzenie „słabą”, polską nowoczesnością.

Nie wiemy, jakie naprawdę jest zmodernizowane, postępowe, zachodnie społeczeństwo i w jaki sposób się do niego dochodzi - wiemy tylko, jak powinno się ono prezentować przed „cywilizowaną” publicznością. Nosimy w głowach gotowe schematy modernizacji.

Efekt jest taki, jaki jest: cenimy umiarkowanie w architekturze i wzornictwie, brak ostentacji i gwałtownych emocji w działaniu publicznym, debatę i kulturę w kontrze do estetyki wiecu politycznego.

Chcemy, żeby zawsze było jak w paczce znajomych, z którymi spieramy się o idee w galeriach sztuki albo przy grach planszowych. Wystarczy jednak lekkie odstępstwo od tego obrazu – być zbyt głośnym, zbyt dosłownym, wpaść w bogoojczyźnianą, patetyczną retorykę – żeby stracić nasze zaufanie i wywołać w nas poczucie wstydu.

Wstydzimy się więc już na dwa fronty. Za nienowoczesność polskiego społeczeństwa i za własny wstyd. Ten wstyd nowoczesnych za nienowoczesną większość dzieli ludzi na dwa plemiona podług estetycznej wrażliwości.

Instynktownie czujemy, jak wygląda i jak brzmi „polski obciach” – co ładne, gładkie i kulturalne, to do nas, co gwałtowne i pełne emocji, to do nich. I nie przestajemy się wstydzić.

Tak powstaje błędne koło: wstyd napędza lęk przed zaangażowaniem politycznym, lęk podbija kolejny wymiar wstydu: bo wstyd nam także za polityczną bierność.

Przeczytaj też: „Koniec wstydu, czas na horror”. Rozmowa z Przemysławem Czapińskim

Koniec wstydu, czas na horror.Koniec wstydu, czas na horror. Rys. Piotr Chatkowski

Gniew daje szansę...

Östlund zamyka ten polityczno-emocjonalny dramat w ramy groteskowego humoru. Christian, aby odzyskać skradziony telefon, decyduje się podjąć radykalne kroki: namierza złodzieja za pomocą internetowej aplikacji, a otrzymawszy nazwę ulicy i numer bloku wymyśla piękny w swej prostocie plan. Pisze list z pogróżkami, który zamierza podrzucić wszystkim mieszkańcom budynku.

Christian plami się „prostacką” wrażliwością i taktykami działania: opuszcza klimatyzowaną Teslę, wyłącza dudniące z głośników Justice, idzie robić. Wygląda śmiesznie, kiedy tak przemyka z plecaczkiem ciemnymi korytarzami i podrzuca liściki na wycieraczkach.

To moment zwrotny - „człowiek od symboli” plami się „prostacką” wrażliwością i taktykami działania. Własnego gniewu nie owija już w bawełnę dyskursów i dystynkcji. Jest w tym jakiś uliczny heroizm, otwarcie na drugą stronę klasowej barykady, która do tej pory pozostawała dla Jaśnie Pana Kuratora tłem co najmniej niewyraźnym.

... którą zabija estetyka

Niestety – zupełnie jak my, młodzi, zniesmaczeni obywatele Rzeczypospolitej  – Christian poddaje się sile estetycznego wstydu. Szukając usprawiedliwienia dla swoich „niskich” uczuć, stawia jeszcze wyższy mur między sobą a „prostaczkami”. I wstydzi się, ale nie za to, że mógł kogoś zranić, ale za swoją słabość wystawioną na widok publiczny, za ujawnione, niegodne inteligenta emocje.

Christian boi się, że szczytem obciachu jest modniś z galerii z plikiem kartek i plecaczkiem. Umyka mu, że tym szczytem są hejterskie teksty, które na tych świstkach powypisywał.

Przeczytaj też: „Staram się nie obrażać na rzeczywistość, tylko pokonywać przeszkody”. Rozmowa z Adamem Bodnarem, rzecznikiem praw obywatelskich

Rzecznik praw obywatelskich Adam BodnarRzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Estetyka wrogiem polityki

Wbrew sugestiom krytyków „The Square” nie jest tanim śmiechem z galeryjnego snobizmu. Östlund pokazał, jak świat sztuki i kawiarni skupia w soczewce problemy estetycznych barier, które odciągają „robiących w symbolach” od politycznego działania.

Podczas seansu filmu Östlunda przed oczami stawały mi dziesiątki sytuacji: koleżanki i koledzy dezerterujący z warszawskiej demonstracji Razem w obronie niezawisłych sądów, bo poczuli, że są „nie na miejscu”, bo nie odpowiadała im „estetyka wiecu”, albo hasła wznoszone przez przedstawicieli związków zawodowych. Albo ten moment, kiedy blokującym miesięcznice dostawało się za romantyczną „estetykę barykady” i poddawanie się emocjom właściwym „obrońcom krzyża”.

Sytuacje, w których skuteczność politycznego działania zabijana była estetycznym obrzydzeniem.

Te dyskusje niosły się dalej, w mediach społecznościowych, gdzie rówieśnicy bawią się w pedagogów i udzielają korepetycji z „nowoczesnej autoprezentacji”, tłumacząc co robić, a czego nie robić, żeby nie zamienić się w lustrzane odbicie żołnierzy wyklętych, uniknąć „typowo polskiej” ostentacji.

W odróżnieniu od starych postępowców, bijących w „ciemnogród” i „azjatycką mentalność”, dziś wstyd odróżnia raczej pokolenia, niż klasy. Wyuczona delikatność nie pozwala nam uderzać w białe skarpety, wąsy i niemodne spodnie. Emocje mamy zbliżone do tych, które z taką lubością i na każdym kroku wytykamy liberalnym elitom. Oni uderzają w hołotę sikającą na wydmach, my – w „januszy” walczących za Polskę Platformy Obywatelskiej.

'The Square', reż. Ruben Östlund, dystr. Gutek Film'The Square', reż. Ruben Östlund, dystr. Gutek Film mat. prasowe

Nie chodzi o to, żeby porzucić krytyczną postawę – razem z punktowaniem seksizmu, ksenofobii i neoliberalnych mitów – ale o to, żeby nauczyć się oddzielania treści od formy, uznać zależność polityki od estetyki. Można jak Christian usadowić się w wąskim kwadracie tolerancji i zrozumienia, tytułowym „The Square” z fikcyjnej galerii sztuki. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko instalacja artystyczna, która – jak każdy symbol – ma swoje ograniczenia. W tym przypadku są to granice zupełnie dosłowne, bo „The Square” to kawałek asfaltu na placu przed muzeum, ledwie kilka metrów wyrwanych miejskiej przestrzeni.

***
Marcin Stachowicz (1988) - kulturoznawca, krytyk filmowy, publicysta. Doktorant w Instytucie Kultury Polskiej UW, stały współpracownik Filmweb.pl i Laboratorium "Więzi"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.