Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Książka Sznajderman przywiodła mi na myśl zdanie rozpoczynające „Annę Kareninę”: „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”.

Nieszczęście rodziny Sznajdermanów zdaniu Tołstoja przeczy: jest niepokojąco znajome, bliskie i uniwersalne, jest pokłosiem tragedii o wiele szerszej niż jednostkowa historia

W „Fałszerzach pieprzu” prywatna historia rodzinna współistnieje z szeroką panoramą XX-wiecznej historii Polski – narracje przenikają się, wzajemnie uzupełniają, równoważą, łącząc doświadczenia intymne i zbiorowe. Ze swoich rodzinnych losów Monika Sznajderman wywodzi znaki XX wieku, czasu walki wielkich totalitaryzmów, sprzeczności i segregacji, wykluczenia i brutalności.

Przeczytaj też: Adwokat szympansów. "Wszystkie gatunki zwierząt powinny otrzymać swoje prawa"

Szkic sądowy: Steven M. Wise broni swojego klienta.Szkic sądowy: Steven M. Wise broni swojego klienta. ilustracja: Karolina Skrzyniarz

Doświadczenie Zagłady

Żydowski Radom i polska Warszawa, złożone stosunki między sąsiadami, łącząca ich bliskość i dzielący dystans - ta mieszanka żywiołów i kultur (zarysowana wcześniej m.in. w „Królu” Szczepana Twardocha). To wszystko dało się jakoś połączyć, dopóki rodzin nie rozdzieliło zdarzenie nie do naprawienia - doświadczenie zagłady Żydów.

Swoją powieścią Sznajderman realizuje „najtrwalszy i najbardziej wyróżniający się nakaz rabiniczny – Zachor! – pamiętaj!”. Obowiązek pamięci staje się w jej opowieści sposobem na ocalenie wygasłych życiorysów i przemilczanych historii, „przywrócenie [bliskim] ich utraconego istnienia, skoro nie ma nawet ich grobów na cmentarzu”.

Powinność dania świadectwa staje się dla autorki osią całego pisarskiego projektu. Jak echo powraca w nim pytanie o rolę świadka oraz dylemat, „jak uwierzyć, że takie rzeczy są możliwe”.

„Ocalałeś jako jedyny z nich wszystkich. Nie mogłeś jednak udźwignąć pamięci. Uniosłeś ledwie okruchy, z których teraz ja próbuję zbudować opowieść” – wyznaje Sznajderman w apostrofie do ojca. „Jestem twoją pamięcią, tato. Chcianą lub niechcianą. Ale jest to także moja pamięć”.

Przeczytaj też: Wiersze Jakubowskiej-Fijałkowskiej urażą tych bardziej przeczulonych [Nike 2017]

Brakujące kartki

Ważna dla pielęgnowania pamięci jest w książce fotografia, przy czym znaczenie zdjęć nie wynika w powieści wyłącznie z tego, że (jak za Susan Sontag przywołuje Sznajderman) „czas stawia większość fotografii, nawet najbardziej amatorskich, w rzędzie dzieł sztuki”.

Doniosłość i wartość fotografii w „Fałszerzach pieprzu” opiera się na świadomości, że to one, zamiast ludzi, „przetrwały wojnę fizycznie nienaruszone, nieokaleczone przez Zagładę”.

Być może dlatego z książki Sznajderman najgłośniej przebijają wszelkie „nieobecności”. Najdotkliwszą część historii opowiadają tu zdjęcia, których nie ma, listy, których nigdy nie wysłano, plamy w życiorysach, „symboliczne przerwy w numeracji domów”, „pustka dawnej żydowskiej dzielnicy”, „puste place” – wszystkie miejsca „nasycone niewidzialnością”. Wszystkie te wyrwy, braki, które budzą w autorce „dziwny fantomowy ból”, który zmusza do pamiętania i dalszego snucia swojej wzruszającej historii.

***
Zuzanna Kowalczyk (1994) – kulturoznawczyni, publicystka kulturalna, redaktorka „Osiem Dziewięć".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.