Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
  • „Najlepszy” to kino terapeutyczne - o tym, że nawet z najgłębszego dna możemy pofrunąć pod niebiosa. Łukasz (Jakub Gierszał) jest młodym, długowłosym narkomanem, który się stacza. Wiemy to od pierwszych scen.

Palkowski odmalowuje scenerię komunistycznej Polski, z lubością korzystając z jej rekwizytów: meblościanka, reklamówka z peweksu, herbata w szklance z koszyczkiem, milicyjna pała, śmieszne fryzury. Wszystko w klimacie „Skazanego na bluesa” i przy dźwiękach nieznośnych gitarowych solówek.

„Najlepszy” to kolejny film, w którym PRL staje się gadżetem bawiącym publiczność, bo polski film nie może zaistnieć bez milicjanta i niekończących się potoków wulgaryzmów - od Pasikowskiego, przez Smarzowskiego po „Jestem mordercą” i „Wyklętego” dialogi pisane są wokół przekleństw, przaśnych żartów. Zabijanie języka pozbawia filmy kontekstu historycznego i społecznego. Wszyscy mówią tak samo: funkcjonariusze UB, milicjanci, sportowcy, harcerze. W 1948, 75, 81, 2017.

Czy słowo „jebany” było w ogóle w użyciu w 1948 („Wyklęty”)? Czy w PRL-u krzyczało się: „Zawsze i wszędzie milicja jebana będzie!”(„Najlepszy”)?

U Palkowskiego patetyczna historia o walce miesza się z elementami filmu o zombi. Doprawdy dziwi fakt, że kogoś jeszcze bawi Arkadiusz Jakubik w roli ostrego, wulgarnego trenera, który popija wódeczkę. Niestety, bawi za to Janusz Gajos jako Marek Kotański - z kucykiem, zgarbiony, surowy, mrukliwy.

Przeczytaj też: Kokaina z certyfikatami "organic" i "fair trade"

Brudne sekrety 'białych nosków'Brudne sekrety 'białych nosków' Karolina Skrzyniarz

Kino moralnego pokoju

„Najlepszy” to film z wesołymi postaciami, ciepłymi pielęgniarkami i kabaretowymi gagami, który w swoim pozytywnym przekazie niesie niebezpieczeństwo. Łukasz jest bohaterem, bo mu się udało, bo był silny, nigdy się nie poddał. Pokonał nałóg, został mistrzem, padał i powstawał. Jego upadki i heroiczne zwycięstwa nad duchem i ciałem stanowią tu oś historii.

 

Palkowski kręci film, w którym poprzeczka jest niewiarygodnie wysoko. Już w „Bogach” snuł heroiczną opowieść o Zbigniewie Relidze (przy okazji polecam film dokumentalny Ireny Kamieńskiej z 1986 pt. „Na otwartym sercu”), a teraz dostajemy od niego historię człowieka, który już prawie nie żył, ale wygrał.

Z racjonalnego punktu widzenia wybory Łukasza nie są rozsądne: podjął ogromne ryzyko, kierując się logiką osoby uzależnionej, która zawsze musi coś udowadniać. Sobie i światu.

Ale co by było, jakby mu się nie udało? Łukasz Palkowski nie nakręciłby raczej filmu o bohaterze, który walczy, ale przegrywa, bo źle ocenił swoje możliwości. Albo o bohaterze, który się poddał.

To kino pocieszenia, klepania się po plecach, kino coachingowe jest jak socrealizm – wymaga pozytywnych wzorców, prawdziwych bohaterów. A w „Najlepszym” reżyser szantażuje, rzuca nam w twarz wzruszenia, daje nadzieję - bo widzom to się podoba.

***
Emilia Konwerska (1985) - literaturoznawczyni, krytyczka literacka i filmowa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.