Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magazyn „Osiem Dziewięć". Dołącz do nas na Facebooku, Twitterze, Instagramie.

Można oczywiście zwracać całą uwagę na wejście ksenofobicznej, wsteczniackiej Alternatywy dla Niemiec do Bundestagu oraz na wysoki wynik zaostrzających „niemieckość” swojej retoryki liberałów z FDP. To wszystko prawda, ale niemieckie wybory tak naprawdę pokazują, że Niemcy mają w nosie sprawę uchodźców, która tak rozpala wyobraźnię polskiej prawicy.

Angela Merkel decyzję o zawieszeniu zasad postanowień z Dublina podjęła 4 września 2015 r. w odpowiedzi na dramatyczne apele austriackiego kanclerza, któremu na granicę państwa Viktor Orban zaczął autokarami przywozić tysiące uchodźców przybywających na Węgry szlakiem bałkańskim. To Orban rozpętał piekło na granicy austriacko-węgierskiej, a rozwiązanie problemu wzięła na siebie właśnie kanclerz Merkel - w wyniku jej decyzji do Niemiec przybyło pociągami ponad milion uchodźców.

Z punktu widzenia polskiej logiki politycznej decyzja Merkel była paradoksalna. Podjęta bez wymaganej prawem zgody parlamentu (co opisano w ujawnionej tuż przed wyborami analizie ekspertów Bundestagu) jest aktem uwielbianego przez PiS decyzjonizmu.

Ale decyzjonizmu nie tylko proeuropejskiego, bo Merkel, zawieszając porozumienie Dublin-2, uratowała inne państwa przed kryzysem humanitarnym, politycznym i społecznym, lecz także chrześcijańskiego, w którym zasady etyczne stawia się ponad wnikliwą analizę prawa.

Carl Schmitt przewraca się dziś w grobie, widząc, jak ukute przez niego teorie posłużyły ideom chrześcijańskim i zachowaniu Zjednoczonej Europy.

Przeczytaj także: Angela Merkel. Matka jest tylko jedna

Angela MerkelAngela Merkel Fot. Swen Pfoertner/ AP

Merkel rozbroiła humanitarną bombę Putina

Merkel dostrzegła to, czego nie widzą i nie są w stanie dostrzec polscy prawicowcy, którzy nieświadomie grają na tym samym fortepianie: że Viktor Orban w 2015 roku wystąpił jako agent wpływu Władimira Putina, który używa syryjskich uchodźców jako broni politycznej.

Orban, wysyłając tysiące ludzi w głąb Europy, realizował pisany cyrylicą plan pokłócenia państw europejskich i urządzenia humanitarnego piekła w Europie. To zmieniłoby wyniki wyborcze - nie tylko w Austrii i Holandii, ale również we Francji i w Niemczech.

Mimo wsparcia PiS w Polsce, Marine Le Pen we Francji i innych populistów w całej Europie to wszystko nie udało się Putinowi i Orbanowi właśnie dlatego, że Niemcy wzięli na siebie największy ciężar w szczycie kryzysu uchodźczego.

Polscy prawicowcy tego nie dostrzegli - i nic dziwnego, bo zapaść Europy jest w głębokim interesie ich sponsorów politycznych. Warzecha nazywał jej decyzję "politycznym samobójstwem", Semka opowiadał, że kanclerz Niemiec "jest nie do uratowania". Decyzję o przyjęciu uchodźców wypominali jej Mariusz Błaszczak, Ryszard Czarnecki i Witold Waszczykowski. A Merkel mówiła swoje: "Nie chodziło o otwarcie granicy dla wszystkich, lecz o niezamykanie granicy przed tymi, którzy, znajdując się w sytuacji humanitarnego kryzysu, wyruszyli pieszo z Węgier w naszym kierunku".

Wybory do Bundestagu pokazały, że Merkel miała rację. Czas pokaże, czy Europejczycy to zrozumieją, czy nie, ale niemiecka kanclerz 4 września 2016 roku zajęła miejsce w historii Zjednoczonej Europy, politycznymi kompetencjami i wizją w niczym nie ustępując takim ludziom jak Robert Schuman czy Konrad Adenauer. I polscy politycy powinni iść jej śladem.

***
Stanisław Skarżyński (1984) - socjolog, dziennikarz. Redaktor prowadzący magazyn „Osiem Dziewięć”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.