Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magazyn „Osiem Dziewięć”. Dołącz do nas na Facebooku, Twitterze, Instagramie.

Największy kłopot przed niemieckimi wyborami to tzw. spirala milczenia. Tak socjologia polityki nazywa zjawisko deklarowania przez badanych w sondażach głosowania na partie mające lepszą prasę i budzące mniejsze kontrowersje. Z powodu „spirali milczenia” PiS miało w sondażach wynik niższy, niż otrzymało w wyborach. W Niemczech to zjawisko dotyczy eurosceptycznej i ksenofobicznej Alternatywy dla Niemiec (AfD), która równie dobrze może dostać sześć albo dwanaście procent głosów.

Mimo to najprawdopodobniejszym scenariuszem pozostaje kontynuacja korzystnej dla Polski Wielkiej Koalicji, czyli sojuszu prowadzących w sondażach chadeków (CDU/CSU) z ich największym rywalem, czyli socjaldemokratami (SPD). Te dwie partie razem otrzymają zapewne nieco ponad 55 proc. głosów - ostatnie sondaże dawały chadekom Angeli Merkel 36 proc., a socjaldemokracji Martina Schulza - ok. 20 proc.

Wybory w Niemczech. Co trzeci Niemiec nie wie, jak zagłosuje

Wielka Koalicja a sprawa polska

Rząd, który w 2017 roku obejmie władzę, będzie musiał się liczyć z koniecznością poważnych reform. Głównym wyzwaniem są konsekwencje wymyślonej pod rządami SPD i Zielonych reformy Hartza, w wyniku której wprowadzono państwowe dopłaty do najniższych wynagrodzeń (tzw. minijobs). Reforma zabetonowała rynek pracy, wypchnęła gorzej zarabiające kobiety z rynku pracy (podobnie jak program 500+), spowodowała dynamiczny rozwój szarej strefy i zwiększyła nierówności społeczne.

Skutkiem jest pogorszenie kondycji całego systemu socjalnego w Niemczech. Nowy rząd będzie musiał się z tym zmierzyć i wprowadzić głębokie korekty. Problem w tym, że to polityczna oś sporu między przyszłymi koalicjantami - SPD będzie musiała podkreślać, że problemy to wynik zaniedbań CDU/CSU, którzy przejęli od koalicji SPD-Zieloni władzę, ale z powodu zbyt dużej potulności wobec wielkiego przemysłu nie przeciwdziałali degeneracji systemu w pierwszych latach jego funkcjonowania.

Z punktu widzenia Polski obecność SPD w koalicji jest korzystna, ponieważ ta partia tradycyjnie interesuje się losami Polski w Unii Europejskiej - znakiem tego może być to, że Polska do UE przystąpiła właśnie za rządów koalicji SPD-Zieloni. Dzisiejszy lider SPD Martin Schulz przez wiele lat reprezentował Niemcy w instytucjach europejskich. Choć jest bezwzględnym krytykiem PiS, to odróżnia antyeuropejską postawę rządu PiS od głębokiej, proeuropejskiej postawy polskiego społeczeństwa. 

Główny problem polega na tym, że kolejne prawicowe rządy w Polsce nie potrafiły docenić i wykorzystać wsparcia ze strony niemieckiej socjaldemokracji. To zapewne pozostanie bez zmian, ale nie zmienia to tego, że udział SPD we władzy oznacza negocjowanie przez Niemcy takiego kształtu Unii Europejskiej, w którym ciągle będzie miejsce na Polskę.

„Które z rodziców jest małpą?”. Troje czarnych Polaków opowiada o polskim rasizmie

Czarni Polacy - Bumi (po lewej) i Benjamin (po prawej). Dziewczyna występująca w tekście chciała zachować anonimowość.Czarni Polacy - Bumi (po lewej) i Benjamin (po prawej). Dziewczyna występująca w tekście chciała zachować anonimowość. fot. Paweł Mączewski

Tygrysia koalicja

Za Odrą różne warianty rządu nazywa się dużo barwniejszymi nazwami niż połączenie nazw partii. „Tygrysem” nazywa się rząd używających czerni chadeków z „żółtymi”, czyli liberałami (FDP). Taka koalicja rządziła już w latach 2009-13, ale jej skutkiem było to, że FDP w poprzednich wyborach nie weszła do parlamentu. Teraz odzyskuje szanse na miejsce w Bundestagu.

Tygrysia koalicja byłaby dla Polski wyjątkowo niekorzystna z trzech powodów.

  • Wzrost poparcia dla FDP będzie korelował z popularnością dla ksenofobicznej, antyeuropejskiej AfD.
  • FDP zaostrzyła kurs na gospodarczy egoizm Niemiec. Zapowiada lobbowanie za takim kształtem Unii Europejskiej, w którym Niemcy nie łożyłyby na utrzymywanie biedniejszych państw członkowskich.
  • Odchudzanie rządu i cięcie wydatków na cele społeczne oznaczałoby destabilizację sytuacji życiowej najuboższych warstw społeczeństwa. To niekorzystne nie tylko dlatego, że nisko płatne zajęcia wykonuje w Niemczech wielu Polaków, ale również dlatego, że radykalne ograniczenie wydatków socjalnych prowadzić będzie do wzrostu napięć w niemieckim społeczeństwie objawiających się również antypolskimi wystąpieniami.

„Antoni Macierewicz i jego tajemnice”. Tylko Piątek - renegat, pijak i ćpun - miał odwagę się tym zająć

Jamajka, czyli dziwny scenariusz centrowy

Flaga państwa Jamajka ma kolory czarny, żółty i zielony. Ten wariant to eksperyment polegający na poszerzeniu tygrysiej koalicji o Zielonych. Przez polską prawicę opisywani często jako „lewicowy ekstremalizm”, za Odrą partia Zielonych jest uznawana za centrolewicę. Choć teoretycznie może więc tworzyć rząd z centroprawicowymi chadekami oraz liberałami z FDP, to w praktyce partie te mają bardzo różne i trudne do pogodzenia stanowiska w sprawie uchodźców, optymalnej ścieżki rozwoju Niemiec, wydatków socjalnych oraz wizji Unii Europejskiej.

Niezależnie od prawdopodobieństwa powstania takiej koalicji udział wyraźnie proeuropejskich, ostro krytykujących PiS Zielonych (partia ta wspierała m.in. Komitet Obrony Demokracji) w przyszłym rządzie Niemiec daje nadzieję na większą wrażliwość i wsparcie dla utrzymania Polski w orbicie europejskiej. 

Die Linke, czyli pytanie o rząd lewicy

Prawdopodobieństwo powstania lewicowej władzy jest bardzo niskie. Żadna konfiguracja sondaży nie daje większości SPD i Zielonym, więc rząd taki musiałby włączyć do pracy skrajnie lewicową partię die Linke. 

„Lewicowy populizm“ w całej Europie ma fatalną prasę, choć wyborcy zwracają się ku tym partiom, gdy szukają antidotum na rosnące w siłę, prawicowe populizmy. Nie inaczej jest w Niemczech: die Linke ma stabilne poparcie w sondażach mimo gromów rzucanych w jej kierunku przez mainstreamowych komentatorów oraz samą Merkel, która cyklicznie „ostrzega“ SPD przed tym wariantem koalicyjnym.

W rzeczywistości rola słabego koalicjanta SPD i Zielonych nie jest specjalnie interesująca dla samej die Linke, bo większe od niej partie są zainteresowane utrzymaniem status quo i rozwojem Unii Europejskiej według już przyjętych priorytetów. Die Linke ma swoje marzenia i się ich trzyma.

Rząd Aleksisa Tsiprasa w Grecji przekonał się, że lewicowe marzenia niełatwo spełniać w zderzeniu z mającym siedzibę we Frankfurcie nad Menem Europejskim Bankiem Centralnym. Die Linke nie miałaby pod tym względem łatwiej, więc będzie unikać wejścia do rządu. Jednak rola tej partii w stabilizacji niemieckiej demokracji jest nie do przecenienia – odpowiada ona na frustracje zostawionej na lodzie klasy robotniczej i prekariatu, dzięki czemu blokuje rozwój AfD.

Klaus Bachmann: W AfD są dwie główne frakcje: jedna chciałaby, żeby znowu było jak w latach 50., a druga - żeby było tak jak w latach 40.

Czarni Polacy - Bumi (po lewej) i Benjamin (po prawej). Dziewczyna występująca w tekście chciała zachować anonimowość.Rys. Marcin Bondarowicz

Alternatywa, która nie jest alternatywą

Alternatywa dla Niemiec na pewno nie wejdzie w tej kadencji do rządu, choć po raz pierwszy (wszystkie sondaże są tu zgodne) przekroczy próg wyborczy i wprowadzi swoich reprezentantów do Bundestagu.

Dla Polski to fatalna wiadomość, bo partia radykalnie antyeuropejska i antyimigrancka wprowadza do debaty publicznej wątki, które nad Wisłą powinny bardzo niepokoić. AfD będzie, wspólnie z liberałami z FDP, nie tylko pytać o politykę wobec uchodźców i import pracowników z innych krajów UE, ale też podważać sens wkładu Niemiec do budżetu Unii Europejskiej (Niemcy są płatnikiem netto, więc do budżetu więcej wpłacają, niż z niego wyjmują).

Co gorsza, AfD może liczyć na wsparcie bawarskiego odłamu chadecji w znanej nad Wisłą narracji „oblężonej twierdzy” – CSU było przeciwne otwarciu granic dla uchodźców przez Angelę Merkel. Formalnie odrębna od CDU partia może podryfować w stronę AfD.

Trzymać kciuki za lewicę

Dobry wynik Alternative für Deutschland to w Polsce dobra wiadomość tylko dla partii Jarosława Kaczyńskiego - PiS w parlamentarzystach tego niemieckiego ugrupowania znajdzie doskonałych partnerów do demolowania zjednoczonej Europy.

Dlatego nad Wisłą obywatele powinni się modlić o dobry wynik niemieckiej lewicy. Nie tylko dlatego, że każdy głos oddany na SPD, Zielonych i die Linke nie idzie na Alternatywę dla Niemiec lub odwracających się od UE liberałów z FDP, którzy nie są zainteresowani rozwiązywaniem problemów, które bezpośrednio nie dotyczą Niemiec.

Wszystkie partie na lewo od liberałów – Zieloni, SPD oraz die Linke – deklarują zaangażowanie w szeroką integrację europejską i nie mylą retoryki rządu PiS z interesami Polski - kraju sąsiadującego z Niemcami i członka UE. To najważniejszy powód, by modlić się o dobry wynik niemieckiej lewicy - w wielkiej batalii o kształt Europy lewica walczyć będzie przede wszystkim o to, by była to struktura demokratyczna, opiekuńcza i szanująca prawa człowieka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.