Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magazyn „Osiem Dziewięć”. Dołącz do nas na Facebooku, Twitterze, Instagramie.

Książka o Antonim Macierewiczu nie jest doskonała – w tym jednym można się zgodzić z jej krytykami, od Pawła Reszki z „Newsweeka” po Dorotę Kanię z „Gazety Polskiej” i Wojciecha Wybranowskiego, który w „Do Rzeczy” recenzował ją wspólnie z Dominikiem Smyrgałą, dyrektorem gabinetu politycznego ministra obrony.

Dysponując ludźmi, czasem i zasobami mnóstwo rzeczy można w „Macierewiczu i jego tajemnicach” dopracować. Przedyskutować, przemyśleć, poprawić albo skreślić. Problem w tym, że Piątek ani ludzi, ani zasobów nie miał, a pracował szybko, bo wydanie tej książki i postawienie zawartych w niej pytań ma sens tylko teraz.

Nad takim tekstem można by pracować jeszcze dwa lata lub pięć lat, ale szczęśliwie Piątek i jego wydawca wzięli pod uwagę to, że w tym czasie Macierewicz dalej demolowałby polską armię i państwo.

Najciemniej pod latarnią

Piątek wykonał monstrualną pracę, ale szedł śladem znanej już intuicji, że Macierewicz to albo zdrajca, albo wariat. Oczywiście pół biedy, jeśli szef MON jest politycznym fajtłapą, który zepsuje wszystko, czego dotknie. Gorzej, jeśli ta jego fajtłapowatość została przez kogoś mądrzejszego zatrudniona do własnych celów, a zupełnie źle, jeśli Macierewicz wcale ofermą nie jest.

„Macierewicz pierdział na przesłuchaniach [SB]. Pierdział i bekał, żeby pokazać im, gdzie ich ma” – relacjonuje esbek w książce Piątka. Niekulturalne zachowanie pozostaje największą krzywdą, jaką Macierewicz wyrządził aparatowi PRL, bo fakty są dla niego bezlitosne: dzisiejsza Rosja oraz dawni funkcjonariusze i tajni współpracownicy SB nikomu nie zawdzięczają tyle, ile dzisiejszemu wiceprezesowi PiS i ministrowi obrony narodowej.

Przygotowana przez niego w 1992 roku „lista agentów” skompromitowała ideę rzetelnej lustracji, obciążyła osoby niewinne i wprowadziła chaos, z którego udało się jako tako wyjść dopiero na początku XXI wieku (o czym najlepiej świadczy to, że wtedy udało się prześwietlić przeszłość Jerzego Roberta Luśni). W 2006 roku, gdy nasi żołnierze tkwili w Iraku i Afganistanie, zlikwidował Wojskowe Służby Informacyjne tak, że nie tylko pozbawił Polskę całego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, ale jeszcze ujawnił tożsamość czynnych agentów. Strat dopełniają miliony wydane z budżetu państwa na odszkodowania dla fałszywie pomówionych.

10 kwietnia 2010 roku był 28 kilometrów od miejsca katastrofy. W ramach odwetu wybrał się na sfinansowany przez Rosjan obiadek do hotelu Rossija, a potem zawinął się do Polski. W kolejnych latach ciężką pracą swoją i otaczającego go zespołu parlamentarnego udaremnił wyciągnięcie prawdziwych wniosków z katastrofy smoleńskiej.

Od 2015 roku demoluje Wojsko Polskie na skalę dotąd nieznaną. Od unieważnienia przetargu na śmigłowce wielozadaniowe, przez wyrzucanie i rezygnację korpusu oficerskiego, po tryb powstania wojsk obrony terytorialnej – wszystko, co wyprawia Macierewicz, wytłumaczyć da się tylko albo kompletnym odklejeniem od rzeczywistości, albo...

Timothy Snyder: Patrz w telewizor, bój się i módl. O to chodzi prawicy [wywiad]

Timothy SnyderTimothy Snyder Rys. Karolina Skrzyniarz

Bekanie w stronę mediów

Głównym winnym niedociągnięć książki Tomasza Piątka jest nie jej autor, ale główny bohater. Antoni Macierewicz sprawdzoną na esbecji strategię „pierdzieć i bekać” obecnie notorycznie stosuje do zadających mu pytania mediów, bo nie da się inaczej nazwać unikania przez ministra odpowiedzi na pytania dziennikarza. I to zachowanie pogrąża nie Piątka, ale Macierewicza.

Gdyby szef MON rzeczywiście był niestrudzonym pogromcą SB i zapiekłym wrogiem autorytarnej Rosji, to zaprosiłby badającego jego przeszłość dziennikarza na długą, szczerą i szczegółową rozmowę.

Naprawdę nikt nie wymaga od Macierewicza, żeby po kilkudziesięciu latach działalności opozycyjnej i politycznej miał kryształowy życiorys. Jak wszyscy mógł się dać w coś wrobić, mógł popełniać błędy wynikające z niedostatecznej wiedzy, złej oceny sytuacji oraz czytania złych książek. Wszyscy – od Wałęsy poczynając – mają takie, mniejsze lub większe, plamy na biografii. Ale to, czego Macierewiczowi nie wolno, to udawać, że nie słyszy pytań, oraz udzielać nonsensownych, obraźliwych dla inteligencji odbiorcy odpowiedzi.

Ignorując dziennikarza, minister podkreślił wagę pytań stawianych przez Tomasza Piątka. Wyliczmy je tu jeszcze raz:

  • Dlaczego Antoni Macierewicz i Piotr Naimski nie mieli na początku lat 90. żadnych zastrzeżeń do Jerzego Roberta Luśni, choć dziesięć lat później Rzecznik Interesu Publicznego i dwa sądy uznały go za kłamcę lustracyjnego?
  • Dlaczego ten płatny konfident SB mógł podczas procesu lustracyjnego na początku XXI wieku korzystać z usług adwokata Macierewicza, Lwa Mirskiego (dziś to specjalny pełnomocnik MON ds. podpisywania milionowych ugód z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej, które wspierają PiS)?
  • Dlaczego po przegranym przez Luśnię procesie Macierewicz nadal zasiada w radzie fundacji Głos, której prezesem jest Luśnia?
  • Czy Luśnia ma haki na Macierewicza z czasów, gdy wysyłał przelewy z konta lubelskiego Herbapolu do firmy Dziedzictwo Polskie, będącej wydawcą prowadzonego przez Macierewicza pisma „Głos”, skoro w latach 1996-2002 w tym piśmie nie było reklam Herbapolu Lublin?
  • Czy wraz z Alfonsem d’Amato byli lub są prezesami fundacji Friends of Poland w USA? Jak to się ma do płacenia przez podporządkowaną ministrowi obrony Polską Grupę Zbrojeniową za lobbing należącej do d’Amato firmie Park Strategies oraz tego, że klientem d’Amato jest również producent śmigłowców Black Hawk, których zakup, bez procedury przetargowej, Antoni Macierewicz ogłaszał po zerwaniu kontraktów na francuskie caracale?

Tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego Macierewicz albo nie odpowiadał na pytania, albo – najczęściej ustami Bartłomieja Misiewicza – kręcił. Niesławny „Miś” opowiadał, że Luśni w fundacji Głos nie ma od dekady (a był jeszcze w maju 2017 roku) oraz że reklamy w „Głosie” drukowano, choć sam nie umiał wskazać ani jednej.

Szczytem osiągnięć Bartłomieja Misiewicza było napisanie na Twitterze, że Piątek jest uzależniony od heroiny. Powinien dodać, że podobnie jak Eric Clapton, Coco Chanel, Miles Davis, Angelina Jolie, Robert Downey jr oraz Samuel L. Jackson, którzy po wyjściu z nałogu robili rzeczy wielkie.

"Pokot" Agnieszki Holland. Opowieść o Janinie Duszejko to doskonały kandydat do Oscara

Kac moralny

Śladem Misiewicza wszyscy krytycy książki Piątka przypominają, że autor jest narkomanem i alkoholikiem. Choć akurat w tym przypadku odstawione nałogi Piątka są jego mocną stroną, bo stanowią część składową jego motywacji i odwagi, by się zająć zapleczem Macierewicza. Niezależnie od tego, czy to jest poczucie winy, maniakalna osobowość lub brak rodziny, o którą musi się obawiać, fakt pozostaje faktem: pozostali nie umieli nawet tego zacząć.

„Newsweek” cytuje anonimowego dziennikarza śledczego: „Piątek załatwił Macierewicza jego własną metodą. Raport Macierewicza z likwidacji WSI z 2006 roku jest pisany podobnie: ten znał tego, ten tamtego, a obaj studiowali we Wrocławiu”, oraz pisze, że „książka nie ma dobrych recenzji u fachowców”. Anonimowy dziennikarz śledczy, który nie odróżnia pracy Piątka od raportu będącego efektem pracy dużego zespołu, dysponującego m.in. uprawnieniem do przesłuchań i dostępu do tajemnic państwowych, jest dziwny, dopóki nie weźmie się pod uwagę, że Piątek zawiązał tego typu polskim śledczym sznurówki pod stołem.

W dwa lata napisał o Antonim Macierewiczu i ludziach z nim związanych więcej niż wszyscy pozostali dziennikarze przez ostatnie 20 lat, a do tego stworzył imponujący katalog pytań. Nic dziwnego, że „fachowcy” poczuli się obrażeni. Ci dziennikarze „Wyborczej”, „Polityki”, TVN (proszę o wybaczenie te media, które w pośpiechu pominąłem), którzy latami śledzili kolejne odsłony kariery pana Antoniego, ostrzegali o katastrofalnych konsekwencjach kolejnych niszczycielskich posunięć, śpią spokojnie. Bez pozostawionych przez nich okruszków Tomek pewnie nie napisałby tej książki. Ale pozostałych sumienie musi dręczyć, że trzeba było czekać tak długo, żeby ktoś – renegat, pijak, ćpun – jako pierwszy zdobył się na odwagę porządnego prześwietlenia Macierewicza.

Niesiołowski: Wiem, że kusi, żeby zobaczyć, jak ci tchórze skaczą z okien. Ale to byłby błąd. Dyktatury upadają bez użycia siły [wywiad]

Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie.Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie. ilustracja Karoliny Skrzyniarz

Komisja śledcza ds. Macierewicza

Oczywiście Piątek mógł zrobić więcej. Zamiast opierać się na książkach – nawiązać kontakty z dziennikarzami śledczymi w Stanach Zjednoczonych. Zamiast czytać archiwalne wydania gazet – próbować dotrzeć do autorów tych tekstów, poprosić ich o wypowiedzi i notatki. Mógł pojechać do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, do Włoch, na Ukrainę i do Rosji. Mógł spróbować porozmawiać z samym Alfonsem d’Amato oraz sprawdzić tamtejsze rejestry sądowe, stanowe oraz federalne.

Problem w tym, że nieważne, ilu ludzi, jakich zasobów i na jaki czas Piątek by dostał, to jako dziennikarz nie miał możliwości skorzystać z usług tych instytucji, które powinny się tą sprawą zająć. Bo książka Piątka jest, niestety, dowodem na istnienie tego nieszczęsnego „państwa teoretycznego” i „państwa w ruinie”, o którym trąbiło przed wyborami PiS.

„Macierewicz i jego tajemnice” to – tylko i aż – gotowa podstawa do powołania i instrukcja do pierwszych miesięcy pracy przyszłej komisji śledczej, która we współpracy z prokuraturą, dyplomacją i służbami specjalnymi z prawdziwego zdarzenia jest w stanie przesłuchać wszystkich świadków, zdobyć wszystkie dokumenty oraz wyciągnąć od sojuszników informacje pozwalające na wyjaśnienie, dlaczego III Rzeczpospolita nie jest w stanie zwalczyć choroby, która nazywa się Antoni Macierewicz.

***
Stanisław Skarżyński (1984) - socjolog, dziennikarz. Współpracował z TVN, Radiem ZET, jeden z założycieli portalu OKO.press. Od 2017 roku redaktor prowadzący serwis „Osiem Dziewięć” w „Gazecie Wyborczej”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.