Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zuzanna Kowalczyk (1994) – kulturoznawczyni, publicystka kulturalna, redaktorka w „Osiem Dziewięć".

Nie chodzi w nim wyłącznie o prestiż nazwiska Agnieszki Holland (choć ten na pewno filmowi w Stanach nie zaszkodzi) ani o to, że film jest adaptacją powieści Olgi Tokarczuk, jednej z najbardziej znanych i cenionych polskich pisarek za granicą. O słuszności tego wyboru nie stanowi również to, że „dobra zmiana” Olgę Tokarczuk i Agnieszkę Holland wyklęła i całą swą wątłą siłą stara się je wymieść na margines, co liberalna, zachodnia inteligencja przyjęła ze zdziwieniem i kontrsympatią. 

„Pokot” to kandydat doskonały, bo poruszając tematy ważne i modne, jest polskim filmem skrojonym pod oczekiwania amerykańskiej publiczności. Chodzi o to, co poruszyły swoimi opowieściami Tokarczuk, a za nią Holland – z odwagą, bez odgórnie skrojonej tezy. To tematy, które u nas wciąż rodzą napięcia, podczas gdy w Stanach już dawno należą do głównego nurtu.

 

 "Safari" Ulricha Seidla. Człowiek, bestia nie do zatrzymania [kultura!]

Siła w spódnicy

„Pokot” to film o kobiecie, ale nie o kobiecości. Nieważne, czy widz zgadza się z pobudkami Janiny Duszejko i przyklaskuje jej „moralnie ambiwalentnym” działaniom – ważne, że Tokarczuk i Holland zbudowały bohaterkę z krwi i kości, która odwagą i wiernością własnym wartościom kładzie każdego wąsatego zarozumialca z brzuchem.

Rzadko w polskim kinie spotykamy taką historię kobiecej siły, odwagi, uporu, determinacji i bezwzględności w walce o własne przekonania, nie w imię obowiązkowych dla kobiet wartości rodzinnych. 

Podczas gdy rodzina uzasadniała wszystko, Tokarczuk i Holland przedstawiły bohaterkę pewną siebie, ale etycznie niejednoznaczną. Relatywizm winy i kary oraz sprawcy i ofiary to najsilniejsze akcenty tej historii.

Dzięki temu udało im się przekroczyć schemat. Niezależnie, czy widz sympatyzuje z bohaterką, nie może jej odmówić pełnowymiarowości: jest oczytana, niezależna, żyje po swojemu. Duszejko to jedna z tych buntowniczek, na punkcie których Ameryka w ostatniej dekadzie oszalała. Jest polską wersją Daenerys Targaryen, królowej Nieśmiertelnych i Matki Smoków z bijającego rekordy popularności serialu „Gra o tron”.

U Prezesa za piecem. Mariusz Błaszczak i zapomniana śmieszność zła

Mariusz Błaszczak, prototyp Bartłomieja Misiewicza.Mariusz Błaszczak, prototyp Bartłomieja Misiewicza. Ilustracja: Adam Banaszek

Ekoskandalizm

Drugim kluczem do „Pokotu” jest subkultura myśliwych i różne przejawy szeroko rozumianej dyskryminacji zwierząt. Tu spór zdaje się dużo wyraźniejszy: dla jednych film stał się przejawem „ekoterroryzmu”, dla innych koniecznym głosem w debacie nad moralnym aspektem polowań i wykorzystywania pozbawionych praw zwierząt.

Myślistwo to temat aktualny nie tylko w Polsce pod środowiskową władzą Jana Szyszki. Ameryka również przeżywa momenty, w których debata o obronie praw zwierząt dochodzi do niebezpiecznej granicy szaleństwa – debatując nad etycznymi konsekwencjami strzelania do zwierząt, Amerykanie potrafią zapomnieć się tak dalece, aż posunęli się do e-linczu Stevena Spielberga za zdjęcie z martwym… dinozaurem. 

„Pokot” ma zatem szanse trafić w sedno, wchodząc w nurt trwającej w Ameryce szerokiej, głośnej i poważnej debaty na temat praw zwierząt. A tę w Stanach – podobnie jak w Polsce PiS – napędza stojący z ekologią na bakier prezydent. Film Holland ma zatem szansę wpaść w oko cyklonu, które Donald Trump rozpętał, uznając globalne ocieplenie za „chińską mistyfikację”, zawieszając projekt ustawy „Clean Power Act” (polegającej na wprowadzaniu do energetyki nowych technologii w celu ograniczenia smogu) oraz likwidacji amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska.

W tych warunkach Oscarowy sukces byłby jednoznaczny z wprowadzeniem na ekrany amerykańskich kin filmu Holland. Byłby to strzał w sam środek tarczy, bo „Pokot” nie odnosi się do ekologicznych i seksistowskich samobójczych goli prezydenta wprost: porusza pokrewne tematy, zwracając uwagę na problem ekologicznej i moralnej ignorancji, która zdominowała publiczną debatę za oceanem.

Tesla odblokowała ograniczenie mocy akumulatorów w samochodach ludzi uciekających przed huraganem. Historia o bezczelności kapitału

Elektryczny samochód Tesla SElektryczny samochód Tesla S fot. tesla.com

Polskie Twin Peaks

Również warsztatowo „Pokot” ma swoje mocne strony. Jest filmem gatunkowo niejednoznacznym, a to w Ameryce synonim kinowej „nowoczesności”. Holland umiejętnie żongluje estetyką i formami narracji, przechodząc od thrillera i kryminału, przez satyrę społeczną i moralitet, po mroczną baśń. Tworzy w ten sposób obraz wielostronny, tajemniczy, zręcznie unikając ułomności prostej komedii i ckliwego dramatu.

Wreszcie tajemnicę przedstawionego świata podbija sceneria. Małe, samotne miasteczko naznaczone zbrodnią i dzikie lasy Kotliny Kłodzkiej tworzą nastrój przywodzący na myśl słynne miasteczko Twin Peaks. W połączeniu z groteskową hybrydą gatunków i niejednoznacznością losów bohaterów, Holland zbliża się do estetyki Davida Lyncha – choć niektórzy dostrzegą w tym repetę, a inni uznają za umiejętny cytat stylu, od lat pozostającego sprawdzonym przepisem na sukces.

Wbrew politycznym i personalnym interpretacjom, decyzji polskiej komisji oscarowej najlepiej broni fakt, że gdy spojrzeć na film Agnieszki Holland z perspektywy Ameryki i jej dylematów, wyraźnie widać, że „Pokot” to film wprost stworzony dla Stanów Zjednoczonych. Miejmy nadzieję, że pozna się na tym potencjale również Amerykańska Akademia Filmowa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.