Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magazyn „Osiem Dziewięć”. Dołącz do nas na Facebooku, Twitterze i Instagramie.

Ulrich Seidl w najnowszym filmie portretuje środowisko Austriaków uczestniczących w legalnych polowaniach. Sprawdza, ile kosztuje zabicie antylopy gnu, guźca, zebry, a jednocześnie opowiada historię swoich bohaterów, którzy na sterylnej, wyczyszczonej z jakiegokolwiek niebezpieczeństwa i elementu nieprzewidywalności sawannie kolekcjonują wrażenia.

Seidl nigdy nie bał się fundamentalnych tematów. Od „Zwierzęcej miłości” (film o relacjach ludzi i zwierząt), przez „Import/Export” i „Upały”, aż po trylogię „Raj” i najmniej udane „W piwnicy”, ciągle opowiada o największych zagadnieniach: samotności, pracy, wierze, miłości, nadziei. Teraz wziął się za zabijanie.

Byłoby to pretensjonalne, byłby z tego Kieślowski, gdyby nie jego charakterystyczna metoda filmowania. Seidl pozostaje na pograniczu fabuły i dokumentu, portretuje świat w monotonny, chłodny, pozbawiony emocji sposób. Ustawia ludzi i rzeczy w szeregu, obok siebie, zatrzymuje, umieszcza w świecie na nowo, wpisuje w kontekst. Nic dziwnego, że niektórzy nazywają go potworem, który ośmiesza swoich bohaterów, bo rozbiera ich, pokazuje ciała, wypielęgnowanie mieszkania, seks. Ale nie ma w tych panoramach oceny – to widz źle się czuje, widząc rozebraną, starą kobietę, kicz piwnicy, nietypowe praktyki seksualne. „Patrzcie, zróbcie z tym, co chcecie” – powiada widzom Ulrich Seidl.

Uwaga - zwiastun filmu zawiera drastyczne sceny.

 

Ładne zwłoki z ładną raną

Współcześni myśliwi ledwo się poruszają. Ostrożnie wchodzą po drabinkach na drewniane ambony. Pomagają sobie krótkofalówkami, broń umieszczają na rusztowaniach. Polowanie przypomina łowienie ryb – można podczas niego wypić piwko, na chwilę przysnąć. Potem strzelają do wybranych przez siebie zwierząt, powoli kuśtykają do swoich ofiar.

Podziwiają rany, poklepują się po plecach i robią zdjęcia. Fotografia jest tu jednym z ważniejszych wątków. Ernst Jünger porównywał kiedyś aparat fotograficzny do broni i Seidl sięga po tę myśl – to fotografia jest tu najważniejsza.

Nie zabicie, ale zrobienie zdjęcia jest punktem kulminacyjnym polowania. Zwierzę zostaje zabite, ale najważniejsze jest to, żeby zostało dobrze sfotografowane. Ma być martwe, ale ładne, dobrze wyjść na zdjęciu.

Wyzwanie rzucone fotografii, która estetykę stawia nad etyką i przez to uprzedmiotawia zwierzęta i odrealnia świat, jest jednym z najmocniejszych punktów filmu

"Kochanie" jest nielogiczne. Powinno być "kochatak". Obcokrajowcy uczą się polskiego na Uniwersytecie Warszawskim

W Polonicum języka polskiego uczyło się w sierpniu 187 obcokrajowców z całego świataW Polonicum języka polskiego uczyło się w sierpniu 187 obcokrajowców z całego świata Ilustracja: Lidia Sapińska

Bestia, czyli człowiek

Seidlowi znów udaje się namówić bohaterów do rozmowy. Kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi opowiadają o ulubionych rodzajach broni, swoim stosunku do Afrykanów.

I zwierzętach, które chcieliby zabić. „Chciałbym zastrzelić zebrę, bo jest piękna” – mówi jeden. „Strzeliłbym słonia, bo jest duży” – mówi inny. Nie boją się sięgać po argumenty ekologiczne. Mówią o regulacji liczby zwierząt, pomocy dla Afryki, przypominają, że na myśliwych zarabia się więcej niż na innych turystach. Mówią o legalności – skoro coś jest legalne, to przecież nie może być złe.

Przebrani w beżowe stroje, Europejczycy ani przez chwilę nie brudzą sobie rąk. To Afrykanie się pocą, transportując ustrzelone przez turystów zwierzęta, odzierają niewiarygodnie piękne, przypominające wielkie zabawki żyrafy i zebry ze skóry. Rozcinają im brzuchy, zmywają krew z podłogi. Dzięki nim Europejczycy są co najwyżej świadkami przemiany dumnego zwierzęcia w brud, zaciek, plamę.

A Europejczycy płaczą. Boją się, cieszą, wzruszają - naprawdę. Paradoksalnie ich emocje są realne i to one wychodzą na pierwszy plan. W wolnych chwilach mordercy zwierząt rozmawiają o śmierci. Mówią: „Ludzkość powinna zniknąć, świat by na tym zyskał”. Seidl umieścił to zdanie w ostatniej scenie, jakby chciał powiedzieć, że po tym zdaniu nie ma już nic do dodania.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.