Adam Bodnar nie jest prawnikiem, nie działa na rzecz praw człowieka: kobiet, mniejszości etnicznych, religijnych, seksualnych. Nie walczy z dyskryminacją, nie dba o konstytucję i niezawisłe sądy. Adam Bodnar prowadzi "ideologiczną krucjatę w myśl idei marksizmu kulturowego".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magazyn „Osiem Dziewięć”. Młoda twarz „Wyborczej”.
Dołącz do nas na Facebooku, Twitterze, Instagramie.

Tymi słowami działalność Bodnara opisał szef Ruchu Narodowego Robert Winnicki, który rozpoczął zbieranie podpisów pod wnioskiem o odwołanie rzecznika praw obywatelskich – najlepiej ocenianego człowieka na tym stanowisku od lat. Według  raportu CBOS działalność Bodnara dobrze ocenia 47 proc. Polaków, a krytykuje zaledwie 12 proc. respondentów. 

Winnicki należy do tych 12 procent. „Wykorzystuje sprawowany urząd nie tylko poprzez bezpośrednie interwencje, ale również m.in. udzielając patronatów imprezom i konferencjom organizowanym przez przedstawicieli skrajnej lewicy, dążącym do zmiany porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej” - twierdzi jeden z liderów Ruchu Narodowego, któremu z list Kukiz'15 udało się przemknąć do Sejmu.

„Kulturowy faszyzm” Bodnara - twierdzi Winnicki - przejawia się przede wszystkim w „sprzeniewierzaniu się swojemu ślubowaniu”. I mówi to facet, który 12 listopada 2015 roku przysięgał „przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”. Wniosek o odwołanie RPO ma trafić do prezydenta, premier oraz marszałków Sejmu i Senatu.

Skarżyński: W "orędziu o stanie Unii" wyraźnie słychać groźbę – albo Polska idzie po rozum do głowy, albo UE się żegna z Polską

Sól w oku władzy

Dotąd zdominowany przez PiS Sejm dwukrotnie ograniczył budżet RPO. „Powołuje pan sobie zastępcę do spraw gender i Sejm ma za to zapłacić?” - grzmiał w styczniu 2016 roku poseł Arkadiusz Mularczyk. Sejm uznał, że nie będzie za to płacić - nowelizacja budżetu na 2016 rok ograniczyła budżet RPO o 2 miliony złotych. W budżecie na 2017 rok zapisano o kolejne 3,8 miliona mniej.

Po raz pierwszy pomysł odwołania rzecznika ze stanowiska pojawił się jesienią ubiegłego roku, gdy TVP wyemitowała materiał łączący Adama Bodnara z Komitetem Praw Człowieka ONZ, który wydał krytyczny wobec Polski raport w sprawie Trybunału Konstytucyjnego.

Pomysł podchwyciła wówczas Beata Mazurek - rzeczniczka prasowa PiS powiedziała na konferencji prasowej, że partia będzie się nad tym zastanawiać. Wtórowali jej Stanisław Pięta, który mówił, że „jest za co odwołać Bodnara”, oraz Krystyna Pawłowicz, która pisała o rzeczniku: „aktywnie spiskuje, we wszystkich możliwych lewackich agendach świata, przeciwko wyłonionej demokratycznie nowej polskiej władzy ustawodawczej i wykonawczej”.

Jesienią ubiegłego roku te pomysły uciął jednak sam Jarosław Kaczyński

W odpowiedzi na list Piotra Ikonowicza napisał, że choć w jego ocenie Bodnar „wykazuje zupełny brak bezstronności” w doborze spraw, którymi się zajmuje, to w PiS „nie będziemy podejmować działań zmierzających do skrócenia kadencji Pana Ministra Bodnara”, ponieważ „musimy przykładać wagę do przestrzegania zasad odnoszących się do kadencyjności”.

Timothy Snyder: Patrz w telewizor, bój się i módl. O to chodzi prawicy [wywiad]

Timothy Snyder
Timothy Snyder  Rys. Karolina Skrzyniarz

Kozioł ofiarny po wpadce premier Szydło

Po raz drugi pomysł odwołania Bodnara pojawił się w czerwcu tego roku, po wpadce Beaty Szydło. Premier w niemieckim obozie zagłady w Oświęcimiu powiedziała, że „Auschwitz to lekcja tego, że należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli”. Zostało to odczytane jako zatrudnianie Holocaustu do polityki odmowy przyjęcia uchodźców przez Polskę.

PiS do robienia zasłony dymnej wykorzystało Adama Bodnara, który powiedział wówczas, że „nie ma żadnych wątpliwości, że za Holocaust byli odpowiedzialni Niemcy”, i dodał, że „wiele narodów współuczestniczyło w jego realizacji, w tym, o czym mówię z ubolewaniem, także naród polski”.

Mimo że Bodnar przeprosił za swoje słowa, politycy Kukiz'15 i PiS występujący w programach publicystycznych, pytani o kuriozalną wypowiedź Beaty Szydło, nieodmiennie przechodzili wprost do słów Adama Bodnara i domagali się jego dymisji.

PiS jednak związane było wcześniejszą zapowiedzią Jarosława Kaczyńskiego. W jednym z wydań programu „Woronicza 17” doszło do komicznej sytuacji, gdy reprezentant Kukiz'15 proponował, by wniosek o dymisję Bodnara złożyło Prawo i Sprawiedliwość, a występujący w imieniu PiS Jacek Żalek odbijał piłeczkę – ale w stronę Platformy Obywatelskiej. „Gdyby miała odrobinę przyzwoitości, złożyłaby wniosek o odwołanie rzecznika. Bo paradoksalnie jego kompromitacja obciąża tych, którzy go powołali” - mówił wiceprzewodniczący klubu PiS.

Ciężar złożenia wniosku wziął na siebie Robert Winnicki. To układ wygodny dla wszystkich, bo ten skrajny nacjonalista został wybrany z list Kukiz'15, ale szybko pokłócił się ze wszystkimi i desperacko szuka sobie politycznej misji. Jednocześnie nie różni się poglądami specjalnie ani od średniej posłów PiS, ani Kukiza, więc poparcia dla swojego wniosku może szukać w obu klubach i pośród politycznego planktonu.

Z udostępnionego przez posła na Twitterze zdjęcia wynika, że idzie mu średnio, bo pod projektem uchwały są obecnie cztery podpisy, a do złożenia wniosku potrzeba ich trzydziestu pięciu. Na pierwszy rzut oka również sejmowa matematyka nie daje Winnickiemu większych szans na sukces – zgodnie z ustawą do odwołania RPO potrzebne są trzy piąte głosów, więc bez poparcia Jarosława Kaczyńskiego nic z tego nie będzie.

Twarz praw człowieka przeżyjemy...

Bodnar ma dla prawicy tę oczywistą wadę, że nie popiera pomysłów wsadzania kobiet do więzienia za aborcję, dyskryminacji homoseksualistów i szykanowania muzułmanów. „Zamiast bronić wolności gospodarczej, wolności sumienia, słowa, myśli i wolności badań naukowych, angażuje autorytet swojego urzędu w celu ich ograniczenia w imię roszczeń wysuwanych przez natarczywą subkulturę LGBT. Działa też przeciwko chronionej konstytucyjnie tożsamości małżeństwa, jako związku kobiety i mężczyzny” - wtóruje Winnickiemu wiceszefowa Ordo Iuris Joanna Banasiuk. 

Co gorsza, Bodnar naprawdę interweniuje i w sytuacji słabości opozycji coraz wyraźniej staje się twarzą walki o demokratyczne standardy państwa prawa w Polsce.

To on pisał do ministra zdrowia w sprawie łamania standardów opieki okołoporodowej. Zaprosił do rozmowy w swoim biurze członków Ruchu Narodowego i muzułmanów. Interweniował, kiedy policja bezprawnie przetrzymywała kibica piłkarskiego w areszcie (jeszcze za rządów PO-PSL) oraz kiedy nad siedmiolatkiem znęcali się koledzy z kolonii. Spotkał się z pobitą w Warszawie Czeczenką, napisał list do Kancelarii Prezydenta w sprawie sądów. Był na Kongresie Kobiet, gdzie mówił o swojej pracy tak: „Jest w Polsce, niestety, jeszcze wiele do zrobienia. A że jest – widać gołym okiem. Choćby z kolejnych napomnień Unii, która martwi się o praworządność w Polsce”.

Ta kariera Bodnara wydaje się jednak Kaczyńskiemu nie przeszkadzać. Spór o wizję społeczeństwa między prawicą a rzecznikiem praw obywatelskich jest obecny od początku rządów PiS, a jego konsekwencją jest przycinanie budżetu RPO, jego konsekwentne zwalczanie i marginalizacja. Bodnar jednak otwarcie deklaruje, że nie zamierza iść do polityki, więc Kaczyński zdaje się uważać go za listek figowy pozwalający demonstrować przywiązanie jego organizacji do wartości konstytucyjnych i troski o ochronę praw obywatelskich.

Tesla odblokowała ograniczenie mocy akumulatorów w samochodach ludzi uciekających przed huraganem. Historia o bezczelności kapitału

Elektryczny samochód Tesla S
Elektryczny samochód Tesla S  fot. tesla.com

...ale od pieniędzy wara

Prezes PiS może jednak zmienić zdanie. Umiejętności organizacyjne i „kulturowy marksizm” ombudsmana zaczęły naprawdę przeszkadzać prawicy wtedy, kiedy Bodnar zajął się jednym z frontów skoku PiS na pieniądze – poszło o projekt ustawy, według której publicznymi środkami na organizacje pozarządowe ma zarządzać podporządkowana władzy wykonawczej instytucja, po orwellowsku nazwana „Narodowym Instytutem Wolności”. W tej sprawie na Kaczyńskiego wywierana musi być duża presja.

Bodnar ostro skrytykował ustawę, mówiąc, że „doświadczenie innych państw sugeruje, że konsekwencją centralizacji i nacjonalizacji trzeciego sektora będzie duża kontrola nad społeczeństwem obywatelskim”.

Co gorsza, sprzeciwiając się projektowi NIW, wykorzystał nie tylko Helsińską Fundację Praw Człowieka, ale również OBWE, którą poprosił o opinię w sprawie projektu ustawy. „Lewicowo-liberalne organizacje robią wszystko, by ją zablokować. Do gry włączył się sam Rzecznik Praw Obywatelskich, który nie tylko powinien zachować obiektywizm, ale wręcz wspierać instytucję mającą działać na rzecz społeczeństwa obywatelskiego. Nic podobnego. Najpierw walczył z Narodowym Instytutem Wolności wraz z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, z której się wywodzi. Teraz sięgnął po cięższe działa, prosząc o opinię OBWE” - grzmiała wówczas Marzena Nykiel, redaktor naczelna prorządowego portalu wPolityce.pl

Pomysł na NIW jest dla PiS piekielnie cenny, bo oznacza przejęcie olbrzymich środków - na celowniku autorów projektu i stojących za nimi niezliczonych prawicowych organizacji społecznych jest nie tylko dobranie się do funduszy publicznych na na trzeci sektor, ale również do zasobów takich jak fundusze norweskie, czyli pieniądze wyasygnowane przez rząd Norwegii na wspieranie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.

Sojusz trzosu i tronu

Z tej układanki może wyłonić się naprawdę niebezpieczny dla Bodnara sojusz radykałów w rodzaju Roberta Winnickiego z głodnym, domagającym się nagród za wsparcie zapleczem ideowym PiS.

Pierwsi przekonują, że krytyka Bodnara jest wymierzona w „narodowy charakter Instytutu”, przejawiający się między innymi w skrytykowanej przez rzecznika preambule ustawy, która podkreśla znaczenie wartości chrześcijańskich dla polskiego społeczeństwa, co budzi poważne wątpliwości co do mechanizmów rozdzielania środków przez NIW.

Niebezpieczni są ci drudzy, którzy rzeczywiście mają możliwość wpłynięcia na Prawo i Sprawiedliwość, by przymknęło oko na sensowność tych argumentów, zignorowało konsekwencje i poparło wniosek Winnickiego o usunięcie Bodnara, który odsuwa ich od pieniędzy.

Bodnar jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Odpuścić walki z Narodowym Instytutem Wolności nie może, nie sprzeniewierzając się ślubowaniu, ale prowadząc ją dalej, musi liczyć się z tym, że naprawdę straci stanowisko. Strach pomyśleć, jak będzie wyglądać praca urzędu RPO, gdy Adama Bodnara zastąpi na tym stanowisku ktoś odpowiadający nowej władzy, na przykład Robert Winnicki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Pan Winnicki, jako polityczny reprezentant natarczywej subkultury neonazistowskiej (nazywajmy rzeczy po imieniu, polityczna poprawność jest nie na czasie) w normalnym, cywilizowanym kraju stałby się przedmiotem ostracyzmu. Polska jednak jest krajem Cywilizowanym w Znacznie Wyższym Stopniu niż inne kraje i panująca w niej Wolność jest o wiele bardziej wolna niż gdziekolwiek indziej, w związku z czym Wolność od obowiązku poszanowania wolności jest po prostu jednym z przejawów Wolności. Dzięki temu można w Polsce z wolnością zrobić wszystko, nawet na nią napluć.
już oceniałe(a)ś
9
0
dzisiejsza (15.09.2017) nieobecność tzw. opozycji na sali sejmowej, kiedy pan Bodnar przedstawiał doroczny rapport RPO wskazuje, że nikt z elit nie będzie płakał jak PiS odwoła Bodnara. Aktualna władza czy przyszła władza nie lubi jak się im na ręce patrzy. Wygląda na to, że w Polsce wybrani posłowie sa tam jedynie dla profitu osobistego (materialnego i prestiżowego) -- a reszta jest milczeniem. Musza się w Polsce narodzić grupy nacisku na wybranych, aby w końcu zaczęli poważnie pracować a nie tylko pobierać poważna kasę.
już oceniałe(a)ś
6
0
O ludzie ja mam to samo nazwisko co ten idiota
już oceniałe(a)ś
1
0