Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anna Pajęcka (ur. w 1992 r.) - kulturoznawczyni, pisze o sztuce i feminizmie

W nowym programie nauczania przedmiotu MEN nie wziął pod uwagę, że wraz z rozwojem technologii, nauki i relacji międzyludzkich zmienia się także wizja i rola społeczna seksu. Seks stanowi dziś jeden ze sposobów wyrażania się świata, i to w jego praktykach, jak w soczewce, zaobserwować można wierny obraz współczesności.

Szkoły nie tylko nie odchylają wyimaginowanej kotary, oddzielającej młodych ludzi od świadomości seksualnej, ale jeszcze ciaśniej zasłaniają nią świat. Rola przewodników spadła na rodziców, ale większość społeczeństwa została wychowana w konserwatywnej wizji opowiadającej o prokreacji zamiast asertywności, świadomości i przyjemności. Rodzicom współczesnych nastolatków często brakuje też praktycznej wiedzy z zakresu nowych technologii, które – chcąc nie chcąc – wykształciły nowe wizje seksu i relacji.

Co wobec tego zostaje dzisiejszej młodzieży? Pokątna wiedza rówieśników oraz – często niebezpieczna – samoedukacja seksualna. 

Bernie Sanders: "Demokracja nie jest widowiskiem sportowym. Nie możemy już bezczynnie siedzieć z założonymi rękami" [fragment książki]

Okładka książki 'Guide to Political Revolution'Okładka książki 'Guide to Political Revolution' Macmillan

Seks przyszłości

Po sukcesie filmowej historii „Sztuki kochania” oraz głośnej publikacji „Zobaczyć łosia. Historia polskiej edukacji seksualnej od pierwszej lekcji do internetu” Agnieszki Kościańskiej, na polskim rynku wydawniczym ukazało się tłumaczenie książki Emily Witt „Seks przyszłości. Nowa wolna miłość”.

Niech tytuł nikogo nie zmyli. To nie poradnik dla neohipisów, ale praktyczne, poparte terenowymi badaniami studium antropologiczne na temat współczesnego pojmowania seksualności.

Kształtująca pozorne poczucie bezpieczeństwa granica monogamii została dziś w dużej mierze rozmyta. Poliamoria – nawet jeśli niewymieniana z nazwy – to jeden z nowych, proponowanych przez kapitalizm stylów życia, który przedefiniował piramidę potrzeb i pragnień na wzór myśli: „jeśli chcesz brać - bierz tyle, ile potrzebujesz”.

Otwartość seksualna czy szybka rotacja partnerów to wybór, który choć wolny, powinna poprzedzić świadomość jego potencjalnych konsekwencji. I to nie tych etycznych, ponieważ szkoła nie powinna być głosem sumienia, ale zdrowotnych, emocjonalnych czy po prostu pragmatycznych.

"To przychodzi po zmroku". Horror, w którym przeglądają się nasze chore paranoje

To Przychodzi Po ZmrokuTo Przychodzi Po Zmroku ERIC MCNATT PHOTO (M2Films)

Seks z XIX stulecia

Tymczasem w nowym modelu wychowania do życia w rodzinie nie ma słowa o współczesnych niebezpieczeństwach, jakie stwarza wszechobecność sieci. Być może dlatego, że życie w rodzinie nie jest przestrzenią do problematyzowania m.in. pracy seksualnej.

Z jakich narzędzi mają korzystać nastolatkowie zmagający się z „nową formą” seksu, której nie doświadczały poprzednie pokolenia? Pornografia zakwestionowała nierozerwalność związku pomiędzy seksem a miłością czy „rynkiem” internetowych randek. A ten uprzedmiotowił nie tylko ciało, ale w ogóle tożsamość, czyniąc z ludzi i ich potrzeb towary. 

W miejsce pytań o etykę istotniejsze wydają się pytania o to, dlaczego w nowym modelu wychowania do życia w rodzinie nie ma choćby słowa o kamerkach internetowych, za pośrednictwem których – niezależnie od szkolnych morałów – młodzi ludzie uczestniczą zarówno w wytwarzaniu nowego rynku porno, jak i kuszącej wspólnocie anonimowości sieci.

Słowa nie ma również o Tinderze, który nie tylko przedefiniował rolę i proces poznania, ale w ogóle funkcję kreowanej w internecie tożsamości.

Antykoncepcja nadal traktowana jest jak moralny wybór, a nie naturalne prawo człowieka. Bezdzietne życie wciąż jest zaledwie okresem przejściowym – w końcu ciało kobiety ma być w ciągłej gotowości reprodukcyjnej. Konsekwencją tego jest to, że będziemy się zgadzać na produkty i technologie słabej jakości, ponosząc przy tym ich niemałe koszty oraz produkując kolejne nierówności społeczne.

Nie bez powodu w kosztach antykoncepcji hormonalnej partycypuje tylko połowa społeczeństwa.

Kokaina z certyfikatami "organic" i "fair trade"

Brudne sekrety 'białych nosków'Brudne sekrety 'białych nosków' Karolina Skrzyniarz

Wyparte nie znika

Fakt, że wychowanie do życia w rodzinie przedstawia jedną, „integralną wizję ludzkiej seksualności” – związek heteroseksualny – nie pozostawia żadnych złudzeń. W promowanym przez MEN modelu życia nie ma miejsca chociażby na homoseksualną miłość i fizyczność. A przecież jej wyparcie nie doprowadzi do jej zaniku.

Zwłaszcza dziś, w usieciowionym świecie, osoba odkrywająca swoją nieheteronormatywną seksualność znajdzie miejsca, w których zdążyła się wykształcić otwarta na nią wspólnota (choćby gejowskie i lesbijskie portale internetowe albo aplikacje Grindr i inne).

Problem w tym, że tak długo, jak publiczna edukacja nie uzna różnorodnej wizji seksualności, wspólnota ta pozostanie zamknięta i wsobna, często niedoinformowana i naznaczona społecznie.

Społeczności LGBT nie tylko projektują poczucie przynależności, ale również uczestnictwo w rynku seksualnym, w którym potrzeby miłości są często marginalizowane. Edukacja seksualna jest potrzebna właśnie po to, by pokazać możliwości zarówno pozytywnej seksualności, jak i współczesne zagrożenia, które się za nią kryją. A przecież wystarczyłaby jedna godzina lekcyjna o temacie „aplikacje – używaj bezpiecznie”. Czy to aż tak wiele?

"Tam, gdzie kończą się ciasteczka". 26. rocznica podłączenia w Polsce internetu

Miłość do internetu.Miłość do internetu. fot. Joe Stump / CC BY 2.0

Choć z jednej strony cieszy, że obecna podstawa programowa WDŻWR zawiera myśl o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o sens życia, z drugiej, mając edukację wczesnoszkolną dawno za sobą, raczej każdy już dawno powinien umieć sobie na nie odpowiedzieć. I nawet jeśli tym sensem miałaby być moralność, cnota czy rodzina, to czas wrócić na ziemię – wszystkie te pojęcia uległy już dawno znaczącej redefinicji.

Dopóki MEN nie przyswoi ich nowego znaczenia, dopóty ogólnodostępna edukacja seksualna pozostanie bytem wyłącznie teoretycznym. Bytem, który zastąpić musi SAMOedukacja.

Z praktyką i realnym światem oswoi nas tymczasem Emily Witt. Lektura „Seksu przyszłości” może być podręcznikiem nie tylko dla tych, którzy w świat współczesnego seksu i opartych na nim relacji dopiero wkraczają, ale również dla tych, którzy choć w nim uczestniczą, to jednak gdzieś zza grubej szyby, nie wyobrażając sobie nawet, jaki ten dzisiejszy świat różnorodny i ciekawy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.